sobota, 6 maja 2017

W mordę

jeża, Kochany Pamiętniczku.
Spać nie mogłam, scenariusze pisząc, jak na złość za nakablowanie do mnie nie przyjdą, poleciałam już bladym świtem na Manhattan, choć lało jak z cebra.
Jeszcze drzwi nie zamknęłam, a już stał w nich ten majster, którego najbardziej polubiłam, bo rzeczowy i grzeczny. Może dlatego, że z lekka garbaty, a wbrew temu, co mówiła moja teściowa, że wszystkie kaleki (przepraszam za niepoprawność polityczną, sama jestem kaleką, a nie niepełnosprawną, bo sprawna to ja jestem w całości) są wredne :)
I że za chwilę ktoś wleci.
Chwila trwała dwie godziny z hakiem, ale powiedział w którymś momencie, że o 12 ktoś będzie, jak się umawialiśmy.
I faktycznie, 12.02 wkroczył kierownik, ten rzygający moim blokiem. Grzecznie w drzwiach się ukłonił i o dziwo zagadał. I pracował starając się nie nabrudzić, nawet płyty, którymi zatykali dziurę ciął na korytarzu, na zewnątrz, nie u mnie. Ale szpary zatykał pianką montażową, mistrzostwo, co nie? Była ściana jest jakaś szemrana płyta i pianka, ale trzymałam mordę na kłódkę, bo chciałam, żeby sobie już w piiiiiizdu poszli. I tak za szafkę nie widać, jak będę miała kasę, zrobię to po mojemu.
Pogawędziliśmy, sam się przyznał, bez bicia i ciągnięcia za jęzor, że z poprzedniej pracy go dyscyplinarnie zwolnili. Ponoć niewinnie. Nie wnikam. Też bym zwolniła, ale cicho sza... :)
Jednak moje awanturniczenie się dało efekty.
Mam wodę. Mam spokój. Jeszcze tylko podłogi ogarnę i dwie pralki, i na listku bobkowym z piwkiem legnę.
Nie sprzątam wszystkiego detalicznie, w sensie że po szafach nie skaczę, ale jestem wykończona. Okna poczekają na next time, nie jest tak źle. Mieszkanie wywietrzone, ni smrodu po nich nie zostało.
I wisienka na torcie. Gość podłącza mi zlewozmywak w kuchni. Pytam: a silikon? Nie mają. Mówię, że ja mam. Ale nie mają pistoletu. Mówię, że mam. Ale jak poszłam na balkon po silikon po fachowcu śladu nie było.
Silikon okazał się zaschnięty, więc jutro pojadę do Castoramy po nowy, kolejny wydatek.
Chcieli jeszcze robić w łazience, ale podziękowałam, powiedziałam, że zrobi gość ze spółdzielni. I dobrze zrobiłam, bo już im się paliło w rękach, o drugiej widziałam, jak maszerują w siną dal.
Nie dziwię się im, też by mnie szlag trafiał, jakbym musiała pracować w sobotę. Ale z drugiej strony - 2 maja był dniem pracującym, więc jednak powinni się przyłożyć odrabiając, bo mieli wolne.
Patrząc na stan uzębienia tych fachowców i słuchając, co mówili o pensjach, nie dziwię się, że firma jest gówniana. A niby w tej branży są dobre zarobki.
I jakie gównozjadowstwo musi być we firmie, która zajmuje się hydrauliką, że nie mają poziomicy, gównianego pistoletu za 20 zł i silikonu? Kleju do kafelków i innych drobiazgów? Nie wiem, jak pan Nowak, ale obawiam się, że będę jeszcze musiała kupić i klej, i fugę. A miała mnie ta wymiana nic nie kosztować, bo płacę na fundusz remontowy. Tak wygląda "na koszt spółdzielni". Lekko licząc, dołożyłam do tego interesu ok. 150 zł. Tyle potrzebuję na nowe słuchawki. No i oczywiście, za czas spędzony na warowaniu w mieszkaniu nikt mi nie zwróci. Gdybym jeszcze pracowała w Auschwitz, byłaby mogiła, bo musiałabym to urlopem pokrywać. No i nerwy, bo te mam zszarpane, choć tłumaczyłam sobie, jak krowie na rowie, że nie warto...
Wracając do domu, koło Galerii na parkingu widziałam maszerującego gościa, z wiaderkiem, ze sprzętem, takim jak u "moich" majstrów. W drugiej ręce dzierżył czyściuteńką miotłę i szufelkę. Nie, że nówka nieśmigana, ale czysta. A i gość jak z reklamy polskiego hydraulika. Młody. Widać można... Głupio było pytać, ale wyglądało, że idzie na fuchę do Red Parku, bo raczej do domu by nie zasuwał z miotełką.
Piszę scenariusz? Maybe. Ale można? Można...
I tak jestem w bloku szczęściarą, mam wodę, ogarniam powoli tę kuwetę, sąsiedzi nie mają wody dalej i niektórzy myślą o wyniesieniu się na działkę.
Ale też się nie awanturniczyli :)
Awanturnicy górą zatem.
I jedyna pociecha, że za mojego życia już nie będą wymieniać pionów.
No chyba, że dożyję do dziewięćdziesiątki tu :)
Ojapierdolę, ale chyba mi to nie grozi.

Jak cudnie jest we własnym domu...
Z Radiem Pogoda.
Niech nawet pada deszcz...
 

4 komentarze:

  1. Wazne, ze masz juz z glowy, jutro mozesz odpoczywac do gory odwlokiem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie ze walczylas jak ma byc zrobione, a nie godzic sie na zla robote.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na odpoczywanie raczej nie mam czasu, ale spróbuję :D

    OdpowiedzUsuń