Kochany Pamiętniczku, ma plusy dodatnie i plusy ujemne...
Mieliśmy te parę minut dla siebie, bo prosto z lotniska dojechał do mnie sam, bo tak się logistycznie ułożyło, jego teść ma za mały samochód, a czekał u niego karton rzeczy niezbędnych do przeżycia na pustyni, jaką jest PL.
W tym specjalny wkład do wanny, żeby dziecko można było wykąpać, albowiem wykąpane w zwykłej wanience zeszłoby niechybnie z tego świata w strasznych męczarniach... (jednak tak jak Mała Wiedźma powodowała alarm we wszystkich jednostkach antyterrorystycznych w okolicy podczas kąpieli, tak Alienek w kąpieli zamienia się z Bestii w Księcia).
Nevermind, mniejsza z większym, wkład fajna rzecz, aż się zacukałam, myśląc, jak to ojapierdolę, wychowałam dwójkę dzieci bez takich cudów wianków :)
I bez pieluszki, która na specjalnym pasku wskazuje, na ile jest zasikana.
I takie tam inne, bez czego nie można żyć. Bez aplikacji, notującej, ile razy dziennie dziecko się zesrało i spimpulkało, ile razy jadło, inaczej może nie przeżyć w tym dzikim świecie...
Za to przewijane na podłodze, na specjalnej podkładce, ale jednak na podłodze.
Dobrze, że ja od zawsze mam ambę na mycie podłogi i myję ją non stop, a na cześć Alienka umyłam dwa razy, aczkolwiek on jeszcze nieraczkujący.
I ma takie hobby: jak mu się pampersa odchyla, albo zmienia, to
świeżego zaraz zalewa potopem, a jak się da, olewa wszystko ciepłym
strumieniem moczu, mając na wszystko wyjebane. Pierwszego dnia wpędził
rodziców w poczucie winy, olewając świeżutkie posłanie, co mnie
rozbawiło, jak człowiek ma mało rozrywek, to nawet sikanie go bawi ;)
Ale wracając do naszych baranów, siedliśmy i pogadaliśmy, jak czekista z czekistą i moje wiedźmowskie serce mnie nie myliło.
Nie jest różowo nigdzie.
Pierworodny, jak to on, ma na wszystko wyjebane i chociaż Inżynier kopie go w dupę po bratersku, ma wyjebane. Po prostu. Jego żona też ma wyjebane. Przepraszał mnie (Inżynier) mówiąc, że nie ma już ani siły, ani czasu, ani środków, żeby mu pomagać.
Kazałam mu wrzucić na luz i zająć się sobą, bo ile można? I chuj w oko jego żonie, znaczy się Pierworodnego.
Kurwa, ja już nic nie muszę, ale moje wnuki.
Czy ja, kurwa, do końca życia muszę się o wszystko i wszystkich martwić?
Może powinnam lec na kanapie i słać wszędzie SMS, Messenger i co tam się jeszcze nawinie, że ojapierdolę??
Kurwa mać.
Brat I. nie jest ani niepełnosprawny, ani gorzej wykształcony (w sensie, że miał taką samą szansę, wybrał, co chciał, jego wola). Ma po prostu wyjebane, a jego kobieta jeszcze bardziej. I ja to wszystko wiem z autopsji!!!
Sam Inżynier też sfrustrowany.
Że już się nie rozwija. I to nie tylko o kasę chodzi, choć to główny motor. Szuka już innej pracy i jest, kurde na tyle dobry, że nie wygląda to źle.
Ale...
Nie ma w tym żadnego wsparcia, w sensie, że śpiewa, tańczy, recytuje, daje dupy i gotuje. I mówi, że tak musi być.
Ale... Nie ma już z czego oszczędzać, a i oszczędności naruszył.
No, ale co mam rzec?
Że dziecko nie musi mieć czterech chust do noszenia go, w momencie, kiedy w żadnej nie daje się nosić?
Że kupowanie piątej jest pojebane. Tym bardziej, że to nie jest groszowy wydatek.
A kupiła. I to nie tylko to.
Słucham, pogłaszczę, przytulę i trzymam mordę na kłódkę.
Choć to niełatwe.
I wiele innych rzeczy mnie wkurwia do potęgi entej. Że wózek ma stać u mnie w przedpokoju, przez co wyjść z mieszkania nie mogę, bo kurwa, muszę go co chwilę przesuwać, bo się o niego obijam i dziury się robią, bo JESTEM GRUBA, mam prawo być gruba, to mój dom. Do wózkarni wózka nie, bo ukradną. I spazmy przy tym i och, ach i ojapierdolę.
Kurwa.
Tylko ja mam klucz od wózkarni.
Kazałam wózek rozmontować i stoi na balkonie, a gondola w pokoju.
I git majonez.
Kompik jednak doszedł w całości. Ale monitorek jest niekompatybilny z nim, tak samo jak starszy, zachomikowany (w sumie dostałam pochwałę za chomikowanie, bo kable były przydasię). I kompik nie miał dysku SSD, miał być wymontowany z mojego.
Ale stwierdziłam, że pierdolę.
Kupiłam dysk SSD, nowy monitorek (ojapierdolę, jak fajnie na nim widać) i klawiaturkę (stara brudna jak świnia, bo jem przy kompiku, a gryzoń się ostatnio zacina) i... będę miała dwa. Kompiki. A kto bogatemu zabroni?
Inżynier pracowicie, w przerwach między obsługą Księcia Pana, ogarniał matczyną zachciankę. Z pyskiem i z sercem, bo on wie, co to dla mnie znaczy. Zwłaszcza ten pysk i matka do nogi.
I nawet mu powiedziałam, że to doceniam, a niech się cieszy.
Wszystko gra, ale nie śpiewa, mówił, że to słuchawki, ale nie, to albo karta, albo głośniki.
Ale to i montowanie starego ogarniemy jutro, choćby miał kaca mordercę. Trudno :) Bo odkryłam to, jak już pojechał w stronę słońca aż po horyzontu kres.
Ale mam inne zabawki :P
Synowa wpadła na pomysł, że skoro już są w wiosce, to i dowód Alienkowi załatwią, więc najpierw pojechaliśmy po dowód.
Przed nami 60 osób w kolejce, ale o dziwo, daliśmy radę. Wyskakując na kawkę do Kandulskiego ;)
Sprawdzam na stronie, do paszportowego też zdążymy, więc kurcgalopkiem i...
Bam. Klamkę pocałowaliśmy, bo paszportowe zamknięte, odrobi 24 czerwca. Na stronie zaś jak byk, że czynne.
W sumie pozostaje się modlić, żeby Alienka wypuścili na brytyjskim paszporcie i z zaświadczeniem, że będzie miał polski dowód :P
Potem polecieliśmy rzut beretem po moje akcesoria do kompika, a Synowa w międzyczasie obleciała całą galerię. Wytrzymałam tylko w jednym sklepie, bo nienawidzę chodzenia i macania dla samego sportu.
Nieważne.
Swoje zabawki zamówiłam w necie, do natychmiastowego odbioru i już na mnie czekały.
Jestem wygodną kobietą. Kiedyś chociaż za część zapłaciłby I., wyśmiewając moje skrupuły, ale teraz zapłaciłam nawet za transport z UK, a to naprawdę dla niego powinna być drobiazgowa suma. Zarabia rocznie 7,5 raza więcej niż ja, abstrahując od różnicy w kosztach utrzymania. Jak dla mnie 20 zł, ale wziął i było widać, że mu tego brakuje. I to mnie martwi, nie że ja nie dostanę nic, bo póki mam pracę, mam na to wyjebane. A później mam nadzieję umrzeć. ZUS plus moje ubezpieczenie starczy na pogrzeb :p
Wróciliśmy umęczeni, bo upał był nieziemski, a ja jeszcze: obiad, zmywanie, kolacja, zmywanie, pranie (no prał cukierek, ale ja wieszałam).
A nieważne.
Dziś rano kurcgalopek na Manhattan i po resztę, przedtem śniadanie i zmywanie, w międzyczasie herbatka, kawka, kanapki, kawka, ojapierdolę.
Pojechali wreszcie na ten ślub Smerfa Marudy, ale niebiosa mu dobrze nie życzą, bo zaplanowali ślub na plaży, a jak lało, tak leje, choć na moment słońce wyszło, ale zimno dalej jest.
Facet jest prawie tak długo jak Inżynier w UK, I. go tam ściągnął, bo żona Kierownika Budowy zabroniła mu szantażem wyjazdu tam, ale na ślub nie zaprosił nikogo stamtąd... A na weselu I. bawili się Anglicy i to nieźle, nawet się pobratali z kilkoma stąd.
No ale nevermind.
Alienkiem opiekuje się na jublu znajoma Inżynierostwa, czująca ciągoty macierzyńskie (kiedyś czuła pociąg do I.).
Myślałam, że jedzie siostra Synowej, bo mają tak samo na imię, ale w praniu okazało się, że nie.
Mi to rybka.
Bo wracając do clou tego wszystkiego.
To jest małe Półdiablę.
Rozpuszczone jak dziadowski bicz.
Ale mało, że Matka Natura nie poskąpiła mu urody i tego czegoś, to czy widział ktoś trzymiesięczne dziecko próbujące siadać samo?
Wprawdzie Inżynier mając sześć miesięcy sam wstawał, ale to już przesada,
Głosik ma taki, że jak zacznie płakać, ludzie łapią za komórki, żeby policję wzywać, więc chodzenie z nim publicznie jest naprawdę ryzykiem :)
A poza tym.
No cóż, jest moim wnukiem, a jak wiadomo, babcie ślepe są.
Lubię z nim rozmawiać, bo słucha uważnie i już głuży.
Ale dobra, nie zapeszajmy, dziecko.
Najfajniej mi się z Inżynierem gada, w klimacie wyrzucania z domu bez plecaczka, sprzedaży za psi grosz i tego piekarnika z sosem czosnkowym.
T były cudne chwile i ten zapach.
W sumie idiotyzm, Kochany Pamiętniczku, ale co tam...
A na domiar złego okazało się, że ludzie nie czytają ze zrozumieniem. Napisałam w pracy, że przeczytam wszystko dosłane w Wordzie lub PDF w sobotę po południu. Wszyscy napisali, że mam czytać w poniedziałek w InCopy.
Tak jakbym kurwa nie wiedziała, że w poniedziałek umrę na posterunku :)
Na chuja mi na prywatnej poczcie w sobotę wiadomość, że w poniedziałek będę miała roboty po kokardę i kucyki?
Wszyscy w piątek pracujący (SZTUK 5) wyskrobali statystycznie 1800 znaków ze spacjami, czyli jedną standardową stronę...
A stron mamy do zrobienia 250...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz