niedziela, 6 stycznia 2019

A place

to call home, Kochany Pamiętniczku.
Oglądając, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest oparta na prawdziwym życiu.
Wciągnęła mnie, bo i lata powojenne, trauma wojny i problem bycia innym w społeczeństwie.
Problem homoseksualizmu.
Nie, nie jestem less, a czasami żałuję.
Ale film wyrwał mi kawałek serca i...


Sześć sezonów.
Świat jakże inny od dzisiejszego, ale...
Odnalazłam tam wiele z siebie, aczkolwiek nie mam możliwości rozwiązania moich popierdolonych problemów w żaden z zalecanych tam sposobów.
Może jednak powinnam iść do psychiatry?
Chociaż z życiowego doświadczenia mam z nimi same złe wspomnienia.
Moje życie to nie amerykański czy inny "zagramaniczny" film.

Więc i tak jestem z tym wszystkim sama i wątpię.
Wątpię też mamy, ale tę grę słów ogarniają tylko moje dzieci.
Jak wiele rzeczy odchodzi z nami, gdy nie ma już nikogo, kto to wszystko rozumie bez słów, albo jednym słowem.
Taki, jak na przykład lawenda.
Dziś był obiad bez lawendy, ale i tak był smaczny.

A jutro poniedziałek i trzeba do pracy, czego się obawiam, albowiem emilka znalazłam na poczcie od jednej z dziennikarek.
Zastanawiającego, bo dziewczyna mądra i wiedząca, czego chce.
Nie odpowiedziała wprost, dlaczego jej już nie będzie.
Mogę się tylko domyślać.
A nie lubię domysłów, wolę suche fakty.
No nic, nie wybiegajmy ze scenariuszami w przyszłość, bo czasem nie warto.

Zdjęć nie zgrałam, bo skoro pojawiły się hurtem napisy, nie miałam innego wyjścia, jak ogarnąć sezon końcowy. Ponoć to uzależnienie i się to leczy, niekoniecznie skutecznie jednak :D




2 komentarze:

  1. Jeszcze wieczorem zdążyłam obejrzec 1 odcinek. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Możesz mi powiedzieć gdzie znajdę sezon 3?

    OdpowiedzUsuń