czwartek, 10 stycznia 2019

Kurde

mol, Kochany Pamiętniczku, no kurde...
Łażę jak ta głupia cipa do pracy i denerwuję się, że mam średnio jeden tekst dziennie, a za tydzień zamykanie.
I co się dziś okazuje? Że pstro. Że Boss zmienił harmonogram, nie informując o tym większości załogi i jak głupia niepotrzebnie nerwy tracę. I niepotrzebnie cały tydzień dylałam, ale trudno, za to przyszły tydzień też lajtowo połażę, bo jeden mam już zaliczony. Zamykamy za dwa tygodnie, i dobrze, rozkręcę się wreszcie i  jet lag mi przejdzie, bo wciąż mnie twardo trzyma.
Kalafiorkówna rośnie przepisowo, Alienek niańczy ją z miłością wielką, tak ogromną, że na czas kąpieli trzeba go udupiać, sadzając na Puppy, bo trudno go upilnować, żeby dziewuszki czasem nie utopił, a w ogóle jest nią zafascynowany i zakochany w niej na amen.



Czyli same dobre nowiny.
A ja sobie wreszcie zgrałam fotki i trochę ku pamięci wrzucę.

St Albans, gdzie byliśmy na spacerze, na jarmarku świątecznym i w knajpie na moich urodzinach.

 Najstarszy pub w Anglii. Kilka lat temu byłam tu z Inżynierem na obiedzie, jeszcze wtedy był singlem.
 Takie tam wiosenne prawie z przyzamkowego parku.


 I tu można wysłać list do Gwiazdora, ale jako że do Santa Clausa, to podziękowałam, bo dla mnie tylko Gwiazdor się liczy :D
 Taki talerz owoców morza dostałam, zamiast tych fish and chips :) Zeżarłam wszystko, było przepyszne :P
I takie tam światełka na wieży, 23 days to go Christmas...

 Pomagał, pomagał, rwał się do pomagania, że ojapierdolę...
 A na drodze do parku rosły pięknie zagajniki pokrzyw, ale osikane przez psy, tak że na sałatkę się nie nadawały :)
A park wielki piękny, szkoda, że taki pagórkowaty :D




I w drugim parku w W. z wycieczką byliśmy, prawie jak na Dębinie się czułam, tylko na Dębinie nie ma kanału i barek mieszkalnych :D

A tu na chwilę, na moment, moja Trójka (jeszcze trójka) na urodzinach Papryczka...

I już ponoworoczny spacer w R., większość dekoracji już była zdjęta...

Ale jelonek stał i tak jak w ubiegłym roku zdziwiony na mnie zerkał z niedowierzaniem: Dorota? Again? ;)


Wróciłam bogatsza o

Czekam na natchnienie, żeby zrobić w kolekcji porządek, a jednocześnie chodzi za mną mycie okien, bo brudne są jak cholera, ale nie sprzyja pogoda, a i mnie wciąż kaszel męczy, więc na razie spasuję.


Zgodnie z planem wywaliłam stare gary (na razie na balkon, bo kombinuje, że jednak można w nich ogródek ziołowy zrobić), te stalowe to do gotowania na parze są.

 Ciekawa jestem jak długo te emaliowane wytrzymają niepoobijane, ale w sumie nie ma ich kto obijać, chyba że łapy koślawe SJ coś upuszczą :D

I plany mam, bo i załatwianie aktu urodzenia mnie czeka, ale nie dostałam jeszcze oryginału, i do AR z papierami, no i domowego ogarniania, planowanego od dawna sporo. Co z tego wyniknie - nie wiadomo.

Pocieszył mnie dziś kolega, bo wciąż w niepewności tkwię, jako że nie ma nikogo prawie, a ci, co są, zalatani tacy. Poszłam do niego z wątpliwościami, bo "rolnośrodowiskowy" odkąd tam pracuję, zawsze piszemy tak, a w jego tekście było rolno-środowiskowy i to cały czas. Pytam, co się stanęło, bo przecież geniusz w grudniu pracował (pupilek Bossa), więc może ja źle piszę? Kolega westchnął i rzecze: co też pani mówi, do pięt pani nie dorastał. Dobrze, że pani wróciła, ktoś pilnuje interesu.

Ano, i nie lata z każdym gównem do Bossa.
Jak rząd kiedyś latał do Związku Radzieckiego.
To też się czasem liczy, taką mam nadzieję :D


4 komentarze:

  1. Alez tam musialo byc goraco, dzieci na bosaka lataja!
    A tych owocow nawet bym do ust nie wziela :))
    Garnki stalowe dobre sa, emalia sie moze przebarwic, obtluc, a stalowe...nic!
    Zbierasz naparstki? Ja tez :)
    Fajnie z wnukami, ale na krotko! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, 24 bez włączonego ogrzewania, u mnie 23, ale w dużym pokoju mam teraz kaloryfer na 2. Z tym, że u nas temperatura w granicach zera, a tam kilka stopni na plusie. Dlatego źle się czułam wychodząc i zakładając zimowy płaszcz. Ubrałabyś latem zimowy płaszcz? A ja lubię te owoce, są guściki i gusta :P Właśnie stalowe wywaliłam, nie powiem, że nic :D A z wnukami bez sierściuchów można długo. To nie wnuki są dla mnie problemem, no ale ja jestem pokręcona :D

      Usuń
  2. Hmmm ten akt urodzenia... ślub będziesz brała czy co?
    Przepraszam😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślub? Niby z kim? Kto chciałby taki towar? No dobra, nie ma opcji, prędzej bym do Warty skoczyła,koniecznie z kamieniem na szyjce, jak ta Wanda, co nie chciała Niemca :D Dla Kalafiorkówny będę polski wyrabiała, jak sobie przypomnę latanie z Alienkowym, to dreszcze mam :) Moje wnuki to są poddani Elżuni, ale i Polakami chcą być :D

      Usuń