piątek, 18 stycznia 2019

W zawieszeniu

jakimś jestem, Kochany Pamiętniczku.
Wciąż ze mnie to nie spłynęło, a przeraża mnie wylewająca się zewsząd rzeka nienawiści.
Obrzucania się gównem z lewa i z prawa, ze środka i z centrum.
I nawet jak stanę na środku miasta z transparentem "Ciszej nad tą trumną" - nie zmienię nic.
Więc co zrobić?
Nic. Żyć jak dotąd.
Prosto, starając się nikogo i niczego nie krzywdzić.
Nie komentuję nawet ani nie wrzucam memów na FB, co raczej do mnie niepodobne, ale nie, nie da się.
Nie ma we mnie zgody na zło. Ale też nie będę przeciwników obrzucała gównem, bo zniżę się do ich poziomu.
Nie warto.
Ale na wymioty zbiera mi się, gdy w wiosce widzę autobusy oklejone na tyłach cytatami z Wyszyńskiego, bannery na ulicach, bannerki w bimbach i autobusach, siedzenia w bimbach oklejone ABC Krucjaty Społecznej Miłości.
Ja PIERDOLĘ.
Wiadomo, zapłacone, ma prawo wisieć.
Wisi.
Ale kto to czyta, oprócz mnie, bo ja, proszę szanownego Pamiętniczka, zdaniem moich dziecków czytam nawet dodupny papier, jeśli jest zadrukowany i znajduję na nim błędy.
I często słyszę: skąd wiesz?
Ano stąd, że czytam.
Nawet papier dodupny.
Żeby chociaż co drugi katolik stosował to wszystko, co w jego imieniu i pod jego adresem jest wszędzie wywieszane, mielibyśmy raj na Ziemi.
Co ja mówię, żeby chociaż Pismo św. ze zrozumieniem ludzie czytali.
Ze zrozumieniem.
No nic, pomarzyć można.
Napisałam do szwagierki, tej, co mi papiery dostarczyła delegowana przez tego hmmm... Zamilknę.
Okazało się, że choruje, jak mniemam, na nowotwór, ale nie chce o tym mówić.
OK, ma prawo. Sympatyczna korespondencja kwitnie. I poinformowała TEGO o Kalafiorkównie, a jakże, pogratulował, zapewnił o swojej chęci nieustannej pomocy dla mnie.
Nosz, wielki chrześcijanin. Najpierw okradł moje dzieci, a teraz chce mi pomagać?
Nie, dziękuję, postoję.
I jak mam jej wytłumaczyć, że to nie jest dobry człowiek?
Nic, zamilknę. Uśmiechnę się, jak będzie chciała i potrzebowała spotkam się z nią.
Nic, kurwa, nie będę tłumaczyła komuś, kto nie ogarnia rzeczy oczywistych.
Błogosławiona w swej niewiedzy czy zwyczajnie głupia?
A może kieruje się właśnie wskazaniami niniejszej krucjaty?
Chociaż w sumie bliżej jej do czarnej magii jak do chrześcijaństwa, bo to i feng shui, i numerologia, i inne czary mary.
Zdaniem numerologii, o czym nie omieszkała mnie poinformować, Kalafiorkówna to bardzo mocna wiedźma.
A czego się spodziewać po wnuczce Starej Jędzy?
Zatem wracając do naszych baranów, jak mówią Żabojady, w wiosce się dzieje

 Bo to i zamieć, że ojapierdolę, świata nie widać.
 I złoto wszędzie...
 ... i diamenty, a jakże...
... i prawie już wiosna, tak słoneczko grzeje, ale ponoć zima będzie jeszcze atakować.
 No cóż, wolno jej, wszak styczeń mamy.

Wczoraj kolęda była, ale olałam. Po prostu uwinęłam się ze wszystkim migiem, zamknęłam drzwi i nie zareagowałam na dzwonek.
Gdzie mnie pochowają, to już nie moje zmartwienie.
Od lat nie byłam w kościele, ostatni raz na pogrzebie Eksa, a i to tylko dlatego, że była msza.
Nie bo nie. I już. Po godzinie rozpoczęcia kolędy i po liczbie mieszkań oraz po godzinie dzwonka do moich drzwi obliczyłam, że średnio duszpasterz gościł w mieszkaniu niecałe 10 minut. Więc w dupie mam taką wizytę kogoś obcego u mnie.
Obcego, bo ani ja go nie znam, ani on mnie, a ostatni, którego "gościłam" potraktował mnie jak niedorozwiniętą idiotkę.
Może i nią jestem, ale nie aż tak niedorozwinięta.
Nevermind :p

Niespodziewajkę zaś znalazłam w szparze unijnej. Grubo przed czasem, bo w zeszłym roku doszła po terminie.
Alienek sam wykleił, a Kalafiorkówna dorzuciła w gratisie zdjęcie z dnia, kiedy się urodziła :D Bo kleić jeszcze nie potrafi, guła jedna, mimo że Alienek nad nią usilnie pracuje, dokształcając ją wszechstronnie.
I jakie słodkie życzenia podyktowali matce do napisania, jako że są jeszcze niepiśmienni, analfabeci jedni :D
Miło. Cokolwiek mam do synowej, miło, że pamięta. Nie wnikam w intencje, doceniam. Że jestem prawie jak kotełki, które dostają tort w swoje urodziny. No, wiem, że daleko mi do kotecków, ale doceniam :)
A z pracowego frontu niespodziewajka dziś, że ojapierdolę.
Jako że po powrocie nikt specjalnie entuzjastycznie mnie nie witał, poczułam się z leksza niedopieszczona, no ale cóż, poza tym emilkiem od Bossa, który ganił zespół za całokształt, zaczęły mnie nachodzić myśli, że są jednak lepsi ode mnie i pora szukać powoli kartonu na swoje zabawki. Badyle, of course, zostaną jako wspomnienie po mnie, albowiem nie ma opcji zmieszczenia ich w chaupce, nie mówiąc już o ich przewiezieniu.
I tak sobie siedzę dziś, gdy wtem wparowuje do mej samotni pani M., z obłędem w oczach, z pianą na ustach, i rzecze w te słowa: Pani SJ, jak dobrze, ze pani jest. Niech mi pani obieca, że już pani nie będzie brała urlopu na cały miesiąc. WTF? Pogięło kobietę, czy cuś?
Nie, nie pogięło, nie miała czasu na pogawędki, seminaria i takie tam. Awansowała tak jakby, mniejsza z większym, ma coraz więcej na głowie, no cóż, tak to jest, jak się drapie na szczyty.
A mój zastępca, hmmmm... To był gość, który kiedyś korekcił już wydrukowaną gazetę, no i cała afera była.
Wiem dlaczego, powiem krótko: co innego jest czytać gazetkę już dwa razy wygładzoną, w zaciszu domowego fotela, z terminem dwutygodniowym, a co innego robić cuda od ręki, w cztery dni, a i to niecałe.
Nieważne.
Pani M. była zbulwersowana, bo mało, że robił wolno i kazał na siebie czekać, poprawiał fachowe rzeczy, o których nie miał zielonego pojęcia, to jeszcze, jej słowa: z PiS-u był, wtrącał się merytorycznie w nasze teksty, mówił, że nie można cytować autentycznych wypowiedzi rolników...
Zostawiła mi gazetę z prośbą, żebym rzuciła na nią okiem.
Do głowy mi nie przyszło takie sprawdzanie, bo chuj mnie wydrukowana gazeta...
Ale...
Przeczytałam tylko wstępniak, nad którym zawsze na baczność pracuję, bo wiadomo, wstępniak.
Już w tytule był błąd. Brak przecinka, ewentualnie myślnika :)
A potem z górki, nie puściłabym szefowi takie tekstu, chociaż kosztowałoby mnie to kilka minut  - delikatnie mówiąc - polemiki i udowadniania moich racji.
Uświadomiłam panią M., że w sumie to ja już stara jestem i...
Zbladła, wyjęczała: ale jest pani zdrowa i niech pani pracuje...

To się nazywa dobrze życzyć drugiemu, co nie?

Nie powiem, cieszy mnie, że jestem.
Że jestem wciąż komuś potrzebna.
Chociażby Baranowi do picia, a tak biedak musi pić sam, do lusterka.
Dobrze, że je ma, bo moje wszystkie już popękały :D 

9 komentarzy:

  1. Tak, tak Jędzo. Na blogu też Cię brakowało.

    OdpowiedzUsuń
  2. KrystynkaR ma racje, brakowalo cie na blogowisku :)
    A ja cie baaardzo lubie za czytanie papieru do d..y, bo ja tez tak mam. A najbardziej lubie czytac instrukcje obslugi czegokolwiek :)
    Dobrze, ze praca na ciebie czekala, bo sie predko nie zestarzejesz :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thx :) Instrukcja obsługi to jedyna rzecz, której nie czytam, nigdy. To błąd, wiem, bo nie wykorzystuję możliwości wszystkich zabawek, ale... czego nie ogarnę intuicyjnie, to dupa :)

      Usuń
  3. Dobrze, ze czujesz sie potrzebna bo to bardzo wazne. A jeszcze wazniejsze, ze sa tacy co doceniaja.
    Z tym czytaniem to moj Wspanialy tak ma, papier dodupny nie jest drukowany, zreszta nawet jak by byl to nie zagladalabym czy czyta:) Ale serwetki obiadowe sa wytlaczane we wzorki, czytac sie tego nie da, wiec siedzi i patrzy w nie tak jak by mogl cos wypatrzyc:)) Nie wtracam sie, niech se patrzy, zawsze lepiej w serwetki niz we mnie, bo u mnie to zaraz by wypatrzyl np. jakis wlos rosnacy tam gdzie nie ma prawa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, nie rozsmieszaj mnie bo sie udusze :)))))

      Usuń
    2. Niewielu docenia, ale to tym cenniejsze. Jak nie jest nic napisane, to ja piszę... Biednaś z tymi włosami, fobia jakaś. Ja łysa jestem, ale nóg nigdy nie depilowałam (niewiele tam jest), bo i po co? Żyję gardząc depilowaniem nóg i innych części, no pachy latem, ale to wiadomix. Tak samo nie rusza mnie, że mam paznokcie niereprezentacyjne, ale zawsze czyste. Może to dlatego, że nie trafiłam nigdy na Wspaniałego, a dla Eksa piękna była i w worku po pyrach :P Taki model :P

      Usuń
  4. Ja tez za Tobą tu tęskniłam:) Przyszłam chyba od Star? albo od innych wspólnych znajomych..i wsiąkłam@ zaglądałam co dzień, czy jesteś!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, jestem, tylko nie co dzień mam czas skrobać. Ja też tęsknię za miłymi komentarzami i czytaczami. A Stardust jest jak magnes :P Dobre dusze przyciąga :D

      Usuń