dziś poczułam, Kochany Pamiętniczku, jak bardzo jestem zmęczona, a do tego wszystkiego upał dał mi koszmarnie w kość.
Planowałam umycie okien, po tym tornadzie wyglądają jak moje w pracy, myte raz na pół roku, ale spasowałam. I teraz czuję, że dobrze zrobiłam, bo padłabym.
Tak samo jak zrezygnowałam z jazdy na cmentarz, bo sama nie wiem, na który najpierw jechać. Do Umarlaków pasuje mi przyszły weekend, bo umyte, ale kwiaty bym chciała zmienić, ale w weekend jest też rocznica śmierci Eksa. Trudno, nie rozdwoję się, zobaczę w poniedziałek, jak ogarnęli kuwetę w pracy, bo obiecywali pot, krew i łzy. Jak zawsze...
A dziś dopieściłam wszystko, dochuchałam i nawet obiadu nie robiłam, raz, że nie mam apetytu przy tym upale, dwa, że kto bogatego zmusi?
Tortellini z grzybami sobie odgrzałam, gotowca, a jakże, popiłam smoothie i jak zgłodnieję, mam kiszonki.
Przełożyłam kiszonki do słoików, dokończyłam powidła, udało mi się zrobić dla Sikory, jak obiecałam.
Chodzą za mną jeszcze powidła, ale na razie muszę odskrobać brytfannę, a to syzyfowa praca, jednorazowe gotowanie sody oczyszczonej nie za bardzo pomogło :)
Czuję się jak w bajce, choć jeszcze mam odruch oglądania się na boki, za to moje uszy odpoczywają i zakupy w rytm Christmas Time, znajdę cię, niezmienioną tę samą, wytarguj od gwiazd ten czas, mój czas! Co zanim się stał - zbiegł i innych takich, I just called to say i love you :) Bez obawy, że zlecą alkohole, że będzie bójka o koszyk i inne niespodziewajki.
Ale tak myślę, że chyba jednak coś jest w tym, że cukier dzieciom szkodzi :) Doszłam do wniosku, że dlatego spały, bo słodyczy nie jadły prawie wcale. Jedno ptasie mleczko góra dziennie. Albo jogurcik. Do picia smoothie i woda mineralna, ewentualnie herbata z wierzbówki kiprzycy z suszonymi owocami, osłodzona maleńką łyżeczką miodu. A tak: kiszonki, ogórki, rzodkiewki. Nawet kakao codziennie nie dostawały i wbrew temu, co mi wmawiał Pierworodny nie piją litra mleka dziennie, jako że jestem wygodna i nienawidzę szorowania garnka po mleku, jak nie mówiły, nie dawałam. Dostawały jogurt. Naturalny, więc białko było :) Żadnych chrupek, chipsów, precelków, paluszków, i co? Przeżyły, nie umarły z głodu, a i Papryczek śmigał do kibelka jak błyskawica, a w O. był dzień, że przez cały dzień nie sikał!
Nie wiem, czy jeszcze zdecyduję się na takie coś, chyba nie.
Będę wolała zająć się nimi w ich domu, bo aczkolwiek bałagan nie był za wielki, ale ja kocham, jak
... i nie muszę umierać ze strachu, że za chwilę coś zostanie zalane i zepsute.
Starczy tego jednego kompa, nie wiem, czy odzyskam z niego coś.
Ale, nieważne :)
Zanabyłam :) Wiem, celozja szybko pada, ale nie mogłam się oprzeć temu kolorowi :) Zdjęcie nie oddaje jej uroku i koloru :)
To już ostatnie tchnienia lata, wszędzie królują już wrzosy i wrzośćce, ale nie rzucam się na nie, bo moja dżungla komarzycowo- begoniowa ma się jeszcze nieźle i trudno się przez nią przebić.
I
Obie tablice kupiłam z myślą o MW. Bo ona na wszystko odpowiada nie wiem, a na co dzień przyklejona jest do smartfona 12/24. Ale nie dam jej tych tablic, bo i tak wiem, że wylądują w kącie. Niekoniecznie to, co mnie się podoba, zachwyca innych. A ja lubię pisanie credo na parkanie :) Byłam już za to skrytykowana, że jak małolata sentencje wieszam, no ale kto, kurwa, bogatemu zabroni? Moje mieszkanie, moje zasady, mój cyrk, moje pchły :) Nie ściągam tu nikogo na siłę. I nie, nie polecę kupować modnych mebli, lubię swój bajzel. Dobrze mi tu :)
A moja hoya...
Cicho :) Może się uda i doczekam smrodu :) Ponoć śmierdzi jak kocie siki :P A kocie siki śmierdzą okrutnie, wiem, bo w starej siedzibie redakcji dwa kocury oznaczyły zimą teren, sikając na progu pod drzwiami wejściowymi. Rześki mróz dodawał uroku tym perfumom :)
I tak pięknie minęła mi niedziela, film oglądnęłam. Lot. Polecam, jeśli ktoś ma polskiego Netflixa.
Będę się teraz bała wsiąść do samolotu.
Piję.
Czasami za dużo i miewam kaca.
Ale jedyny błąd, jaki mogę popełnić, to puszczenie błędu.
Być może pora do AA.
Wszystko jeszcze przede mną :)
A Kalafiorkówna ma już kilka zębów.
Jak ten czas leci...





Jędzo uwielbiam Twoje blogowe wpisy :)
OdpowiedzUsuńDziękuje, Nicko, staram się dostarczać Ci rozrywki :P Z całego serca :P
UsuńA wcale że nie jak siki! Ładnie, słodko pachnie, i spada kropla nektaru slodkiego z kwiatków.
OdpowiedzUsuńPrzed tym nektarem też mnie ostrzegano. Koleżance tak kwitła, że miała wszystko oblepione klejkim :) Marzę o tym :D Czytam ten hoyowy blog z Twoich linków i zazdroszczę, ale nie można mieć wszystkiego :) \dziewczyna ma niesamowitą wiedzę i kolekcję :P
UsuńOwacje na stojaco!
OdpowiedzUsuńKwiaty sama sobie wreczylas; w rzeczy samej piekny kolor!
Z kwiatow utrzymal sie u mnie sztuczny slonecznik i drewniane tulipany:)
Od lat sobie sama wręczam kwiaty, nie pamiętam, kiedy ktoś mi je kupił. Przed jakimiś 15 laty dostałam od kogoś kaktusa (nie lubię kaktusów)z zastrzeżeniem, ze to pierwszy i ostatni kwiat, jaki od gościa dostałam, bo kobieta nie zasługuje na kwiaty. I o dziwo, kaktus, rzucony w kąt rośnie jak szalony :)Czasem mi się śni, że dostaję wielki bukiet kwiatów, ale to tylko sen i marzenie, niespełnione, jak wiele innych :) Ale trzeba z tym żyć. Nienawidzę sztucznych kwiatów, kiedyś je robiłam,żeby mieć na życie.
UsuńA ja wtrącę się w sprawie powideł. Kupiłam 4 lata temu wolnowar i od tej pory powidła robię w nim. Nie przypalają się gdyż garnek jest kamionkowy, po za tym można spokojnie w międzyczasie prać , tańczyć lub sprzątać a powidła same się gotują. Wolnowar jest ekonomiczny, w tym ustrojstwie gotuję bigosy, dania jednogarnkowe, duszę mięsa, gołąbki. "Miód, malina" z tych potraw wychodzi. To był wydatek w granicach 100 zł + przesyłka.My mamy marki Russel Hobbs, 3,5 litra.
OdpowiedzUsuńJak byliśmy u córki w Anglii to nie gotowałam u niej bo ona raniutko powrzucała różności do tego gara, nastawiła i powiedziała aby sobie nie zawracać tym głowy i pojechała do pracy. Po powrocie z pracy podała obiad, jednogarnkowe danie na stół. Było pyszne bo soczyste,warzywa nie rozmamłane a mięso rozpływało się w ustach. I w ten sposób dowiedzieliśmy sie o istnieniu takowego pomocnika kuchennego o którym nie mieliśmy pojęcia że takie coś istnieje ;) Bo szybkowar to owszem, mam juz 40 lat ale wolnowar ???? W ten sposób sporo moich znajomych zakupiło sobie ten garnek, bo wszyscy mają szybkowary , ale o wolnowarze nikt nie słyszał ;)
Babciu Aniu masz ten model po którym można pisac kredą ? zaciekawiło mnie to , wprawdzie mam lidlomix ale wolnogotowana karkówka z biedry mogłaby być częstym gościem na moim stole hmmm , musze poczytać przepisy , dzięki że o nim napisałaś
UsuńHaha slow cooker jest jednym z moich ulubionych sprzetow kuchennych. Nawet moj 92-letni tesc doskonale sobie radzi z gotowaniem wlasnie tym sposobem.
UsuńDawniej jak pracowalam to wlasnie tak robilam, rano wrzucalam do gara co potrzeba wieczorem byl obiad. Teraz mimo, ze nie pracuje to jak mam tansze (czytaj twardsze) mieso to zawsze wykorzystuje slow cooker, starsi ludzie nazywaja go crock pot.
Sylwia jak nie masz tego cuda to karkowke z biedry tez mozesz zrobic w piekaniku nastaw na niska temperature i dlugi czas pieczenia, bedzie ten sam efekt. Problem w tym, ze od piekarnika nagrzewa sie tez kuchnia, ten gorcek jest elektryczny i super dziala w upalne dni.
Wolnowar do mnie nie przemawia, dziewczyny, jak i szybkowar, ani inne cudowne termomiksy i inne wynalazki. Są na prąd, a ja jestem energooszczędna. Za gaz płacę od 33 lat 8 zł miesięcznie (nie wiem dlaczego tyle, nie mam licznika) i wszystko robię na gazie, mam tylko czajnik elektryczny, bo zwykłe się paliły, nawet te z gwizdkiem, a jak wiadomo - jestem głucha i mieszkam sama, więc dla mojego bezpieczeństwa czajnik jest elektryczny, to tańsze niż kupowanie kolejnego czajnika :) Star, w upalne dni zadowalam się jakimś smoothie, chłodnikiem, więc nie ma problemu :P Albo idę do knajpy :P Możecie sobie reklamować, ale na mnie nic na prąd nie działa :D Mam oczywiście blender, młynek, ekspres, ale gotowanie tylko na gazie :) Cale 8 zł miesięcznie od lat :P
Usuńale u Ciebie czas zapierdala , u mnie niedziela się dopiero zaczęła , zatem wbijaj do mnie będziesz miała dwie :D
OdpowiedzUsuńi tak czytając wnioskuję , ze Twoje wnuki wcale nie są takie złe , potrafią się dostosować , nie robią dzikich awantur
komentarz napisałam o dziewiątej ale przylazł brat i zamknęłam kompa teraz dopiero na nowo otworzyłam, no ale u mnie wciąż niedziela trwa :D
UsuńSylwia, po raz pierwszy słyszę o pisaniu kredą po garnku :)Nic o tym nie wiem bo nie próbowałam :)
UsuńNie wiem, czy potrafią się dostosować, ale jestem konsekwentna. Moje nie to jest NIE, a wzrok mam lodowaty. Jak mi dziecko wrzeszczy, zostawiam na środku ulicy i idę dalej w siną dal, zerkając, czy go ktoś nie uprowadza. Moje ZERO reakcji działa :)A jak się inaczej nie da: jedno do jednego kąta, drugie do drugiego, zdejmuję aparaty i oznajmiam, że i tak nic nie słyszę (czytaj: mam na to wyjebane). O dziwo, działa :) Każda wada ma swoją zaletę. To działa nawet na dwulatka, pokazywałam Alienkowi, że nie mam uszów:) I działało, głupi nie jest. Jak mu przechodziło, sprawdzał namacalnie, czy mam już uszy, no i było OK :)
Usuńpóki mniej przepijasz niż zarabiasz, póki pijesz za swoje, póki nie klinujesz (to ważne!)póki nie zawalasz obowiązków, póki osoba z którą mieszkasz nie mówi, że za dużo pijesz i, że jej to przeszkadza - pij na zdrowie. I zapomnij o AA. Tam uczą tylko jak się pozbyć wyrzutów sumienia za picie i szkody wyrządzone przez picie. No, chyba, że o to właśnie chodzi...Nie znoszę AA! To mówię ja - osoba, która całe życie ma alkoholików w najbliższym otoczeniu.
OdpowiedzUsuńPocieszyłaś mnie, dziewczyno. Jestem córką i siostrą alkoholika. Ocaliłam się tylko dlatego, że potrafiłam powiedzieć NIE. Ale serce mi pęka,że nie ocaliłam brata. Ojca próbowałam, ale sama wiesz,jak to jest. Smutne historie. Wiem, że nie mogłam brata ocalić, że jestem egoistką, bo wybrałam siebie, ale... Brat to historia na innego bloga albo na inną powieść. Wiesz,ja przez ponad 25 lat nie miałam w ustach kropli alkoholu, bo dzieci, bo dom, bo ja matka Polka, żona bohaterka. Teraz nic już nie muszę, nikt mi nie powie, że piję za dużo. Ale jak dotychczas nie przepijam pensji (nie jestem w stanie), obowiązki wypełniam sumiennie, aż nadto.Szkody - jak na razie nikomu nie wyrządziłam. Kaca miewam bardzo rzadko. Do AA się nie wybieram, żartuję, bo ja jestem znanym pijakiem, alkohol kupuję w małym, osiedlowym sklepiku i piję za swoje. Kiedyś mówię do Inżyniera, że mi wstyd iść po piwo, a on: mamo, pani Ania się cieszy, że mama u niej zostawia kasę.I fakt, zawsze ma dla mnie zimne piwo :) W moim domu, w naszym domu, nie było nigdy awantury po alkoholu. W moim rodzinnym były codziennie. Więc po namyśle stwierdzam, że coś jest w tym, co piszesz :) Dziękuję za Twój komentarz, takich opinii też potrzebuję. Że ktoś mi mówi, że są gorsze ode mnie :P I dlatego piszę tego bloga... :) Wciąż nie wierząc w siebie jako DDA...Ten model tak ma :D
UsuńJa nie piję w ogóle. ...no dobra: ponieważ mam permanentny ból głowy to czasem wypijam kapkę brandy - bo w angielskich romansach to zawsze pomaga na stres i inne tam "duszne" choroby i rzeczywiście czasem pomaga. Ale tak w ogóle to ja nie piję. Z imprez wychodzę trzeźwa jak świnia.
OdpowiedzUsuńI nie, że taka porządna jestem. Nie. Ja po prostu po większej dawce alkoholu umieram. Więc moja trzeźwość to nie kręgosłup moralny a słabe zdrowie.
...nieeeee, nie jesteś taka najgorsza...