poniedziałek, 2 września 2019

Młodnieję

w takim tempie, że jak tak dalej pójdzie, Kochany Pamiętniczku, to na fajfy zacznę latać.
Ale, ale, zaraz, fajfów nie ma już.
Trudno :)
Dwa dni gniłam na fotelach i wczoraj wieczorem chodzić nie mogłam, tak mi nogi spuchły.  Jednak potrzebuję ruchu.
Zatem wstawszy rano i zrobiwszy rachunek sumienia, postanowiłam śmigać jak sarenka albo inny łabądek.
Pierwszy szkolny dzień, miasto zapchane, zakorkowane. W autobusie jeszcze jako tako, bo ja na krańcówce wsiadam, ale w bimbie, ojapierdolę.
Na przystankach tłumy ziewających tak, że o mało im szczęki nie wyleciały z zawiasów licealistów. Co kawałek grupki piszczących dziewoj, jakby je ze skóry ktoś obdzierał, gromadki przybijających piątki i żółwiki jegomościów, a biedny człowiek śpieszący do pracy z powodu gabarytów już się ledwo na przystanku mieści. Trudno.
Jednak wakacje były baaaardzo męczące, albowiem w bimbie prawie wszystkie siedzenia zajęte przez, kurwa, małolatów.
Mam na to wyjebane, te trzy przystanki to dla mnie nie problem, ale to jest bimba, która jedzie w okolice szpitali i próchna tam się telepie, że ojapierdolę.
Nic nie ujmując próchnu, ale te młode hordy zmęczonych wakacjami barbarzyńców, nieraczących podnieść tyłka, gdy nad nim stoi, i nie, nie sapie, jak piszą w internetach, po prostu stoi próchno mogące być jego babcią...
Serio?
Nie mają żadnego wstydu, gapiąc się na te staruchy i starców?
Ojapierdolę.
I taka scenka: jedzie wnuczuś z babcią, wnuczuś tak na oko jakieś 15 latek, babcia jego, bo z nim gawędzi. Odpicowany jak szczur na otwarcie kanału. Obok stoję ja, a obok mnie starowina w wieku tamtej babci. I ta babcia chłoptasia, kurwa, nic.
Gryzłam się w jęzor, albowiem bez aparatów nie rozmawiam z nieznajomymi, ale kurwica mną miotała, że hej.
Nie był kaleką, bo na moim przystanku wysiedli i kroczyli raźno. No, może był po chemioterapii, to odszczekuję, ale nie wyglądał.
Jednak lubię wakacje ze względu na to, że wiocha jedzie tam, gdzie jej nie widać.
A w pracy czekała na mnie niespodziewajka


 Jedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanki, swawola...
Pani Twardowska się kłania.
Kolega twierdził, że nie o fajki chodzi, ale o tego lulka :)
Jest halucynogenny, a jego uprawa nie jest zakazana, bo... mało kto wie o jego właściwościach :)
Czyli i nasi romantycy nieźle się zabawiali :P A tak niewinnie wyglądali, co nie?
Wrzuciłam na forum korektorów i polonistów i gównoburzę rozpętałam, szukanie źródeł, czy to faktycznie to zielsko, czy fajki (ja całe życie myślałam, że lulka to fajka), szukanie materiałów źródłowych i opracowań badaczy...
Ojapierdolę.
Nawet jeżeli to faktycznie była tylko niewinna fajka, to jakie to ma znaczenie, żeby szaty drzeć i włosy z głowy wyrywać udowadniając swoje racje?
Ludzie są dziwni, ale tamte fora tak mają, że się o przecinek zabiją albo o odmianę.
Okazało się, że mam sporo roboty, a i - a to mi niespodziewajka - że w przyszłym tygodniu robimy kolejnego ekstrasa. I dobrze, czas mi szybciej zleci.
Mam nadzieję, że jeden dzień uda mi się urwać na podróże po Umarlakach, bo jak wiadomo, mi na złość poumierali we wrześniu w krótkich odstępach.
Nawet nie wspominam Pierworodnemu, że jadę, przy ich niezorganizowaniu będzie więcej kłopotu, jak pożytku, groby mam pomyte.
Ale do ojca mógłby pojechać.
W sumie i na to mam wyjebane.
Nie mam sobie nic do zarzucenia.
W pracy się przeciągnęło, bo Boss miał urodziny, no i nalatałam się z zastawą, ale dobrze, bo potrzebuję ruchu :)
Tort był przepyszny, lampka wina też, aż nabrałam ochoty na białe wino :)
Mogłam pić do oporu, bo było tego po kokardkę, ale skończyłam kulturalnie na lampce, bo jeszcze 4 artykuły czekały, a poza tym żelazna zasada - w pracy nie piję.
Nawet legalnie.
Pić to ja mogę z Inżynierem i Baranem, bo wtedy jestem bezpieczna :)
Po powrocie do domu spojrzałam na okna i gumka w gaciach zluzowała mi na maksa i gacie z hukiem trzasnęły o podłogę.
Okna jak w wagonie PKP powodują, że całe mieszkanie wygląda jak ruski burdel.
Jako że młodość mnie rozpierała, obiad ugotowałam i nie bacząc na pracowe trudy i latanie, wzięłam dupę w troki i krótko przed 20.00 skończyłam myć wszystkie okna :)
No, znów mam te dwadzieścia lat i pierdalca w dupie, ale to miłe uczucie, choć boli mnie każda kosteczka.
Ale radio Pogoda tak pięknie gra.
I nikt nie kopiuje :)
I mieszkanie jakoś pojaśniało choć już ciemno jak w dupie u Murzyna :D

Daj mi miłość, daj mi miłość, daj mi miłość, która wiecznie będzie trwać :)

Mam taką.
Kocham siebie miłością wielką jak cały świat :P

I tylko, tfu, tfu, o hoyę się martwię, bo ponoć ruszana zrzuca kwiaty, a już wyglądają jak plastikowa atrapa kwiatów, ale trudno.
C'est la vie :D

21 komentarzy:

  1. Lulka też wykorzystał Żeromski w "Przedwiośniu", nawłoć zresztą też.
    Nie odważam się zabierać głosu na forach polonistów. Nie daj borze zrobić literówkę albo opuścić przecinek!
    Mamaklary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! W "Przedwiośniu" nie zauważyłam:( (Cezary???) Ja to nawet tu mam drżenie palców nad klawiaturą, żeby jakiejś wtopy nie zaliczyć:)

      Usuń
    2. W "Przedwiośniu" Lulek jako nazwisko szkodliwego komunisty. Żeromski wykorzystywał nazwy roślin, żeby oddać charakter osoby czy miejsca (Nawłoć).
      mamaKlary

      Usuń
    3. A! Dzięki! Przypomniałaś mi:)A moja nawłoc w ogrodzie zawsze mi się kojarzy z tą Nawłocią:)

      Usuń
    4. MamoKlary, chapeau bas. Po tylu latach nie pamiętam już tych detali, nie pamiętam nazwisk i szczerze mówiąc, nawet treść ledwo pamietam :) Pomijając Anię z Zielonego Wzgórza, bo to no wiesz :) Pozmagało żyć :) Z tym Lulkiem z Przedwiośnia to do kolegi polecę, zabawa trwa :) Dzięki Tobie :) Jesteś wielka :D

      Usuń
    5. MamoKlary, polonistkami się nie przejmuj. Są pojebane do szpiku kości z tymi przecinkami i swoimi mądrościami. To mówię ja, która przez te dyrdymały niemało w życiu przeszłam, ale i tak jestem od nich lepsza, choć czasem źle stawiam przecinki :) Więc głowa do góry :)

      Usuń
    6. Jędzo a MamaKlary to też polonistka :D:D

      Usuń
    7. Ale ona nie jest zwariowaną polonistką, z tych wojujących. I zabijających ludzi o innym zdaniu :D Ona jest idealną polonistką i ona wie, że ja wiem :)

      Usuń
  2. a ja z innej beczki , MW do której klasy poszła ? jakoś ją egzaminowali przed ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niczego nie egzaminowali. Pierworodny papiery doniósł, angielskie, uwierzytelnione notarialnie i jest OK. Ale ja się martwię, ho polska szkoła to inna bajka niż angielska, a i czytanie po polsku, polska ortografia, gramatyka i upór Małej Wiedźmy. Zobaczymy, jak się to potoczy. Trzymaj kciuki, proszę :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wniosek: po wyjezdzie wnukow masz niebywaly naplyw energii!

    Dawno temu mialam hoye, ktorej nic nie ruszalo: regularnie kwitla niesmierdzacymi kwiatkami, pieknie zielone liscie miala caly czas. Nawet nie wiedzialam, ze jest to roslina trudna w hodowli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NA to wygląda. Jakby mi jakiś guzik odblokowały, pewno to wkurw.
      Miałam dwie hoye, jedna zdechła, a druga po 4 latach... cicho sza :) Na razie nic :P

      Usuń
  5. Podpisuję się obiema rękami pod zdaniem o wakacjach! Chociaż sama teraz mieszkam na zadupiu, zawsze twierdzę, że wiocha to stan umysłu! Młodniejesz, młodniejesz...moje umyte okna błyszczały pięknie, acz krótko, bo wszystkie muchy z okolicy przyleciały podziwiać efekt mojej pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie muchy i osy też szaleją, ale co innego takie ślady, a co innego kleksy z piachu po tornadzie. Chyba z kilo piasku wywaliłam z miski :|
      No ba :) Może i na randki zacznę latać, jak siedemnastolatka? Kto wie? :)

      Usuń
  6. Niedawno tu trafiłam ale jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Luśko :) I niech Ci się dobrze czyta :) Cenię każdego, kto tu przycupnie :) Odpozdrawiam :)

      Usuń
  7. Wyobraź sobie,że mój tata do dzisiaj chyba całą Panią Twardowską wyrecytuje,a te lulki to fakt,zastanawiające są.Myslałam o tym jak poprzednio już pisałaś,poszukałam nawet w necie i trochę mnie one przeraziły swoją mocą 😉.
    Co do MW i Papryczka to sądzę A nawet pewna jestem,że gdybyś częściej z nimi przebywała to by te dzieciaki były zupełnie inne,bo tak jak mówisz konsekwencja!!! robi swoje.
    Nie chwaląc się (A jednak się chwalę) moje dzieciaki zawsze były i są chwalone za to,że sa"ogarnięte",usłuchane,miłe itd
    Nie powiem,że są ideałami,ale na prawdę nie mogę narzekać.
    Zazdroszczę Ci energii,bo ja np dzisiaj oklapłam i zastanawiam się jak się zawlekę na budowę,bo będzie elektryk.
    O oknach jak zwykle nawet nie myślę,bo przez większość dnia i tak mam pozamykane żaluzje,A jak mocniej dawało słońce to nawet rolety były poopuszczane,żeby się nie ugotowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panią Twardowską do dziś recytuję wyrwana ze snu i na kacu bezbłędnie. A zresztą znam tyle wierszy na pamięć, że tydzień bym mogła gadać, nie powtarzając żadnego :) Pozdrowienia dla Taty, pewno coś około mojego rocznika jest :) A tak, nie chwaląc się, mam te moc i mogłabym wnuki wyprowadzić moim modo. Ale czy byłyby szczęśliwe? Nie wiem. Pamiętam, jak nie chciałam, by rosły wg wskazówek teściowej (Pierworodny mi rzekł: mamo, chciałbym poznać żydówkę, przyprowadzić ją do babci i powiedzieć, że to moja narzeczona). Jest jak jest, nie ożenił się z żydówka, a ta rasowa katoliczka, moim zdaniem o kant dupy :)
      Posyłam zastrzyk energii, z nadzieją, że pomoże :) Mówiłam Ci już, że lubię Twoje komentarze?

      Usuń
  8. Przyjemnie jak czysciutko i tak jak lubisz, chwilo trwaj:)
    Z tymi lulkami to też i mnie oświeciłaś, dziękuję.No i tak to wszystko zmierza do tego , że jak swiat swiatem stoi to ludzie się odurzali na potęgę, to co ja taki robaczek marny , ani nie pije ani,nie pali ani nic innego , może wiedzieć o życiu i być szczęśliwym.No nie da się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś, Doro, idealna :) I tego Ci (w głębi ducha) zazdroszczę :P Ano, wywalczyłam powrót do status quo :) A proszę, z tym zielskami to różne cuda są, co nie? I dlatego badyle są takie cudowne :P Przytulam mocno :*

      Usuń