dziś basta, Kochany Pamiętniczku.
Albowiem jałówki miały być zrobione w sierpniu, parę dni łaziłam bez sensu, teraz okazało się, że we wrześniu, mam rozpierdolony cały dzień, bo idę w południe - wiadomo - nie warto nic zaczynać rano, tyle że się wyśpię, a jak wracam, to już po balu panno Lalu.
Miałam dziś przyjść w południe i miał być cut, mjut i ożeszki.
Przyszłam.
Pani nie ma, bo Bossowi nie podobało się zdjęcie na okładce i pojechali robić nowe.
Kurwa mać.
Pan zaś ma dość i cyka, cyka teksty z aptekarską dokładnością, znaczy się, niewiele daje.
Technika, satelitarna tym razem cztery strony dała, a w poniedziałek ma iść do druku 70. Znaczy się dla mnie 140.
I jakieś 30 stron krów, ale nie jałówek.
Jest zasadnicza różnica między krową, a jałówką, zwłaszcza gdy krowa jest bydłem mięsnym.
Pierwszy plan był taki, że w piątek przyjdę po południu, ale to nikomu nie pasuje, bo przyszłabym 14-15.
Sorry, Winnetou, Eks też ma swoje prawa, a ja, kurwa, mam życie osobiste.
Którego nie mam, bo wciąż się do cudzych celów dopasowuję :P
Ponieważ pani polująca na jałówki wróci nie wiadomo kiedy, ogarnęłam, co było i powiedziałam, że spadam.
W dupie wszystko mam.
Wzięłam sprawy we własne ręce, bo okazało się, że pociągu do K. nie ma, znaczy się, jest, ale z przesiadką na busa w Jarocinie. Mogą mnie w niemytą dupę pocałować. Pierdolę, nie jadę.
Więc wyszłam i dzięki genialnym połączeniom MPK Poznań dojechałam do domu w 35 minut :)
Spakowałam wózeczek jak na wojnę i o 14.32 ruszyłam do Mosiny. Autobusem zatłoczonym jak transport bydła do rzeźni.
Który utkwił w Luboniu na jakiejś przebudowie, potem tradycyjnie w Mosinie na wjeździe i w sumie zamiast 40 minut jechałam prawie godzinę. Ale pocieszałam się, że spacerkiem i zdążę jakoś... W autobusie wózek wszystkim pod nogi właził, więc gdy tylko mogłam, przestawiłam go w miejsce dla wózków. Ale tam stało chłopię licealne, o nogach jak tyczki i nie w smak mu było, że musi te nogi podnieść do góry, więc aż do Puszczykowa kopał biedny wózek, a ja nie ośmieliłam się nic bąknąć. Musiał mnie przeklinać, bo policzki płonęły mi jak po wypiciu U-boota :)
Dojechałam, ale ofiara losu, nie sprawdziłam rozkładu na przystanku, bazując na świstu spisanym z internetów.
Ale to później :)
Podreptałam spokojnie na cmentarz.
Zanabyłam nowe badyle od razu, rzucając okiem przez płot, albowiem Eks pochowany jest ze względów ekonomicznych w grobie pod płotem, nad czym bolała zawsze teściowa, albowiem to jej ojciec zapoczątkował tę niefortunną lokalizację.
Zapomniałam o lakierze do paznokci, ale pani w sklepie poratowała mnie pisakiem, pytając, co chcę napisać na postumencie badyli. Nazwisko Eksa, odrzekłam, nie ma powodu wstydzić się nazwiska :) I tym pięknym sposobem żaden złodziej się nie pożywi :P
Wiem, świnia jestem, byłam tam ostatni raz przed Wielkanocą, ale cóż.
Po mnie pies z kulawą nogą tam nie zajrzał i dobrze, bo nie było stert śmieci do wynoszenia. Przybył tylko jeden znicz.
W pierwszej chwili pomyślałam: świchnę Ci nowe badyle i znicze wymienię i lecę...
Ale...
Ja Ciebie, niestety, wciąż kocham, nic za to nie mogę.
Kurwa, ja pierdolę.
Więc patrząc na zegarek i wiedząc, że nie zdążę na 16.11, podjęłam decyzję, że jednak ogarnę.
Żebyś mnie znów nie nachodził z wymówkami...
Bo przecież wiesz.
Nieważne.
Taki ładny stroik Ci kupiłam, wiem, masz to w dupie, ale popatrz.
Za te dobre dni...
Za dzieci.
Za to, że kiedyś może będziesz chciał jeszcze raz być ze mną, ale nie będzie już naszych demonów.
Że może uda się jednak coś zbudować do końca, tak jak mieliśmy do końca razem się zestarzeć.
Po raz kolejny mówię:przepraszam, że byłam za słaba...
I tak sobie miło gawędziliśmy, jak czekista z czekistą, okazało się, że mam 10 minut do autobusu. Zaryzykowałam i ruszyłam z kopyta :)
Na przystanku byłam 16.09, zlana potem jak siwa mysz.
I...
Tabliczka przystankowa mówiła coś innego, niż internetowy rozkład jazdy, że autobus mam o 16.42.
A po 17 nie ma żadnego autobusu, jest dopiero po 18.
Więc jednak ten kopniak w dupę był od Ciebie, bo trochę się zgrzałam, ale nie włóczyłam się bez sensu po Mosinie kolejne dwie godziny.
Za niedługo znów do Ciebie wlecę, bo to nie jest tak, że nie pamiętam.
Zawsze pamiętałam i zawsze mnie, kurwa, bolało.
Może mniej niż Ciebie, ale wiesz.
Starałam się ochronić chłopców.
Teraz to już chyba rozumiesz.
A jutro będzie ciężki dzień. Poszłam też na Yahoo i nie, nie pojadę w sobotę, ma padać, a K. ma taki urok, że tam, jak lunie, to klękajcie narody, samochody toną. To reguła.
Wezmę dzień urlopu, jeszcze nie wiem: środa, czwartek i pojadę busem na te dwie godziny.
Dwie godziny, a cały dzień z głowy.
Ale i o Was pamiętam, jak zawsze.
Macie umyte, więc nawet ta ulewa Wam nie powinna mocno nabrudzić.
A potem, szanowna Ciociu, będzie mycie w październiku, tak jak lubiłaś.
A na mnie czeka tyle spraw, że nie wiadomo, w co najpierw ręce wetknąć.
A pani dozorczyni, dostarczająca dziś podwyżkę czynszu pożegnała się, bo odchodzi na emeryturę, cała happy.
Kurwa mać, ja pierdolę, jestem od 5 lat na emeryturze :)
Chyba jestem nienormalna.
Bardzo słuszna diagnoza.
A Alienek do przedszkola poszedł.
I ma twarzowy mundurek i wygląda w nim jak młody bóg :D
A co u wnuków od Pierworodnego: nie mam zielonego pojęcia.
Ani słowa, ani jednej fotki, nic.
Życie :)
UPDATE
W powrotnym autobusie też był tłok. I siedział młodzian przecudnej urody, z burzą loków ujętych w kucyk, gdzieś tak trzydziestoletni. Modlił się na pierścieniu, różaniec odmawiał. Ale kurwa, dupy nie ruszył z siedzenia, choć pełno staruchów się wokół kłębiło, w tym pani z balkonikiem, na którym tachała klatkę z kotem. Przed samym Poznaniem zaczął nerwowo grzebać w torbie i na jego twarzy było widać, że albo zapomniał zabrać, albo zgubił coś ważnego.
Bardzo mnie to, kurwa, wzruszyło.
Jakoś :)


Twój monolog do Eksa, bardzo mnie wzruszył. Kurczę, jakie te chłopy czasami głupie są, echch.
OdpowiedzUsuńJesteś super Jędzą, bardzo, bardzo super!
No nie wiem, czy jestem super, ślubowałam, nie dotrzymałam, nie byłam z nim do końca. To nie takie proste, ale życie nigdy nie jest proste.
UsuńJedno jest pewne, kochał i mnie, i dzieci, ale życie nie zawsze jest jak bajka.
I nie, nie był głupi. Był po prostu nieszczęśliwy. Mam nadzieję, że teraz jest mu lepiej. Chociaż mi nie jest ani odrobinę lżej, ale trudno.
To "głupi" moze zle zabrzmialo , to taka przenosnia. Uzylam niewlasciwego slowa, przepraszam. Nie chcialam Cie urazic, jeszcze raz przepraszam.
UsuńAleż, Ataner, wcale się nie obraziłam, wiem, co miałaś na myśli i nie potraktowałam tego personalnie :) Też myślę, że chłopy są głupie, ale w tym sensie Eks akurat nie był. To był najmądrzejszy chłop, jakiego znam i moi synowie mają to po ojcu. Dla nich ich baba jest ich babą, do końca. Tylko Eks miał inny świat oprócz tego... Mam nadzieję, że teraz ma spokój. I naprawdę, jak trudno czasem wyrazić uczucia na piśmie. Jedno pamiętaj: nie obrażam się :) Potrafię nawet przyjąć konstruktywną krytykę na klatę :)
UsuńUfff! Kamien z serca, pozdrawiam:)
Usuńdobrze mu tak, temu z kucykiem.
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę, nie po chrześcijańsku, wiem :P
Usuńmogę Cię przytulić?♥
OdpowiedzUsuńMiśko, możesz, ale na krótko, bo...
UsuńDziękuje :)
Wzruszyłam się, nie, nie przez tego rozmodlonego...
OdpowiedzUsuńPodać chusteczkę? Ten rozmodlony nie był ani trochę wzruszający. Mam na osiedlu kobietę, która od lat chodzi z różańcem w ręku, jeżu kolczasty, jak mnie to wkurza. Tak samo jak dewotów wkurza LGTB. Dla mnie modlitwa jest czymś intymnym, rozmową z tym, który jest, a może go nie ma? I nie musi cała okolica wiedzieć i widzieć, że z kimś świętojebliwie rozmawiam, co nie? Jak pisał Staff: Najgłębszy smutek jest milczeniem, a skoro krzyczę tak, czym smutny?
OdpowiedzUsuńDokładnie! a tak sobie złośliwie pomyślałam, że może jechał na egzamin i zapomniał indeksu:):):)
Usuń