poniedziałek, 9 września 2019

Zamotana

ta sobota była, Kochany Pamiętniczku, zakręcona jak świński ogonek.
Najpierw sobie Kierownik Budowy przypomniał, że dziś jest jakiś międzygalaktyczny kurs tai-chi, którego absolutnie ominąć nie może, bo się świat zawali i wydelegował do likwidowania garażu brata.
Potem Pierworodny z leksza focha strzelił, że sobotę ma popsutą, na co mu powiedziałam, że maszyny brać nie musi, spoko, coś z nią zrobię.To się odfoszył, że jednak weźmie.
Potem obie maszyny dojechały z przygodami, ale dojechały.
I tak ja wzięłam tę starsza, gorszą, po Cioci, z odłupaną intarsją, albowiem ma ona


płaską w miarę skrzynię, na której od biedy można parę badyli upchnąć.
Zdjęcia robione kalkulatorem, trudno.
Nie mam czasu :)

Przydałoby się malowanie, może dojrzeję, ale intarsji nie naprawię. Przydałby mi się taki typ, jak mąż Dory, ale rwać faceta tylko po to, by dechy poskładał?
Nie...
No a mieszkanie skurczyło się, ale...

 Jaki piękny pierdalnik, co nie? I już się żadni goście nie zmieszczą, a o to chodziło, co nie?

Wiem, wiem, umrę sama, badyle mnie zarosną, o ile nie padną od niepodlewania i takie tam.
No nic, co ma być będzie.
Inżynier zadzwonił, przytulił, bo wiadomo, 7 września. Pierworodny się nawet nie zająknął. Nic, zero, null.
KURWA.
Inżynier powiedział, że mam na siłę nie jechać do K., bo wykorkuję od tego latania. Pierworodny nawet się nie zająknął o wyjeździe do K. A miał tam zawieźć dzieci. Żeby poznały drzewo genealogiczne...
Alienek pójdzie we wtorek, znaczy się jutro do logopedy.
Nie mówi, a powinien. Tzn. mówi, ale swoim volapükiem, pojedyńcze słowa. 
Wizyta 40 funtów, ale znaleźli polskiego logopedę w W.
No cóż, uroki rodzicielstwa. Miałam pod tym względem łatwiej, że wżeniłam się w rodzinę lekarską, no i w PL zawsze było z dostępem, nawet prywatnym, taniej i łatwiej. I nie miałam takich problemów.
No nic.
Już dawno na to zwracałam uwagę, bo moje mając 1,5 roku gadały jak nakręcone. Po mamusi.
A i na nocnik leciały, a tu są problemy, że nawet jak miał specjalne pieluszki, które na podłogę nie przepuszczą sików, ale w gaciach jest mokro to nie reagował.
No nie wiem.
Przykro mi, ale to nie moja bajka.
To niemówienie mnie martwi, bo poród był kleszczowy.  Słyszy, to ma zbadane, więc nie słuch jest przyczyną.
A Mała Wiedźma ma po ojcu słuch wybiórczy: słyszy to, co słyszeć chce albo czego słyszeć nie powinna, reszta spływa po niej jak woda po kaczce.
Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.
Listy czytałam, moje, studenckie.
Nie wiem, jakim cudem listy, które pisałam do mojej przyrodniej siostry znalazły się z powrotem w moim posiadaniu.
I dobrze, że się znalazły.
Czytam, niszczę, przerażona moją głupotą i niską samooceną, a pisałam wtedy epistoły na 4 kartki A4 dziennie, nie takie notki jak dziś.

Jak ja nie doceniałam swojej urody, bo nie byłam brzydką laską, mojego rozumu i tego, co potrafiłam MIMO ŻE MAM NIEDOSŁUCH.
I nikt mi wtedy, kurwa nie powiedział,  że nie jestem gorsza od innych, bo mam krzywy nos (ojapierdolę, ile ja się w lusterko nagapiłam, pod wszystkimi  kątami, bo "rzymski nos" sobie ubzdurałam, że niby z garbkiem i że sranie w banie), małe cycki, rudawe kudły, dużą dupę, szerokie biodra i chuj jeszcze wi co...
A byłam po prostu fajną laską, z cieniusieńką talią, ważącą przy 160 wzrostu 45 kg, choć słodycze żarłam namiętnie.
Mądrą, oczytaną.
Biedną jak mysz kościelna i wciąż myślącą, że gdybym dobrze słyszała i miała SAME piątki, a nie te parę czwórek, to może tatuś by tyle nie pił.
Wszystkie grzechy świata na siebie brałam, nazywałam się milion i za miliony cierpiałam katusze...
I nie wiedziałam, że jestem super, bo potrafiłam usadzić na miejscu żonatego gościa, do którego ojciec wysłał mnie po pomidory, a który próbował mi wsadzić ręce pod spódnicę. Wywaliłam mu na łeb koszyk z pomidorami i ze słowami: chyba ojcu będzie się podobała informacja o tym, co pan robi równie jak ta, którą pan mu przekazał, że o 3 nad ranem po zabawie całowałam się z chłopakiem, z moim chłopakiem przed domem. Biedny pan jest, że musi po nocach cudze życie obserwować...
Niestety, ojciec na moją informację o tym, zamiast iść i facetowi nakłaść albo w morde dać, powiedział tylko: przecież ci nic nie zrobił, a K. mógł coś ci zrobić.
Kurwa, takie wtedy było #meetoo.  I jeszcze dodał: po co takie krótkie spódniczki nosisz?
Z listów widzę, jak rozpaczliwe wtedy szukałam kogoś, kto będzie...
No właśnie, nawet nie kochał mnie w tym sensie, choć listy ociekają seksem, miłością i innymi pierdołami tak, że brazylijska telenowela może się schować.
Że będzie mnie rozumiał i dzielił ze mną tę jebaną skibkę chleba pół na pół,  ciągnął tę taczkę pod górkę i z górki ją spychał.
Takim facetem mógł być Eda, na dokładkę był tak podobny do Redforda, jakby skórę z niego zdarł, no ale był TAK księdzem, że nie było innej opcji.
Pocieszył, jak starszy brat (nigdy nie zgadzał się na rozmowy tete a tete, zawsze trzeba było przyjść z koleżanką albo przyjaciółką), rany ojojał, pomógł, ale... Nie wiem, może był gejem :) Jedno wiem: naprostował niektóre moje odchylenia, ale za krótko był tak naprawdę w moim życiu, żeby to zadziałało.
Poszukam też jego listów. Tych nie zniszczę, bo są zbyt cenne.

Sezon świec, światełek, zamyślenia, zadumy tuż-tuż. I niewychodzenia z domu, bo dziś już 3 ostrzeżenia dostałam, żeby nie wychodzić.

Lało, gdy wstałam, jakby to listopad był i zimno też kurewsko.
I praca, na zasadzie w tym szaleństwie jest metoda.
Przeczytałam dziś ponad 100 stron w niespełna 8 godzin. 
Ale wszystko, co miało pójść do drukarni, poszło.
I jeszcze u Bossa byłam i nie krępując się, poprosiłam grzecznie o 300 zł więcej do pensji, bo narobiłam się ekstrasów i dodatków po kokardkę i kucyki, a muszę wykupić licencję na Offica. Spojrzał i powiedział: dobrze.
Zobaczymy po wypłacie, upomnę się. Bo i moja macierzysta firma z tego korzysta, a ja pracuję uczciwie.
Nie oszukuję i nie kradnę i jestem warta każdych pieniędzy.

Teraz, to, kurwa, wiem.

Może trochę za późno, ale wiem.
I nie pragnę już tak straceńczo miłości, uczucia i drugiego człowieka.

Bo człowiek zawsze jest samotną wyspą.
I wiem, generalizuję, ale dobrze mi w tej roli.

A tyle jeszcze listów do zlikwidowania przede mną, że ojapierdolę.
I nie, nie zeskanuję ich, jak pierwotnie zamierzałam.
Znikną w niepamięci.

Nie wszystko na sprzedaż.

I nie pamiętać sytuacji, w których serce klęka.
Czasem naprawdę lepiej nie pamiętać. 
 

14 komentarzy:

  1. Ka juz dawno spaliłam w piecu, zbyt moje, intymne, pamietniki, notatki,listy, jak i listy, wiesze,karteczki pisane do mnie, nie chcialabym , żeby ktokolwiek czytał.
    Maszyna fajna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja dojrzewam, nie mam gdzie palić, więc drę. A może w jakąś puszkę wsadzę i za śmietnikiem podpalę, stojąc z kubełkiem wody, ale boję się mandatu :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Ta maszyna jest fajnym "przydasiem" :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też już nie mam namacalnych pamiątek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam, zdjęcia i albumy zostawię, zdjęcie milczy. Listy od męża też zostawię, tu nie mam nic do ukrycia, a może i dzieciom będzie przyjemnie? Niewiele ich, ale zawsze. Reszta na stos :)

      Usuń
  4. Juz dawno zlikwidowalam takie osobiste bardzo "dowody rzeczowe" jak pamietnik, listy a nawet niektore zdjecia. Listow od samego Owczesnego mialam dwie skrzyneczki, bo to bylo najpierw z internowania kiedy pisal codziennie, potem rok rozstania zanim ja wyjechalam do US i tez pisal dwa-trzy razy w tygodniu.
    W pamieci zostalo tyle ile zostalo, ale nie chcialam zatrzymywac tego, zeby ktos w razie czego "po mnie" musial to przegladac. Bylo... minelo... teraz jest TU i TERAZ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest tu i teraz. A wszystko inne odchodzi z nami, to już nie pokolenia, które cokolwiek celebrują. Jak szybko umiera pamięć.
      Jednak serce mi pęka i strasznie żal. Ja namiętnie przeglądałam domowe szpargały, szukając sama nie wiem, czego.
      No nic :) Może na drugim świecie jest lepiej :)

      Usuń
  5. Boże jakbym o sobie czytała...Dziś jak patrzę na nieliczne zdjęcia sprzed lat 30 to widzę piękną dziewczynę, naprawdę bardzo podobną do tej dziewczyny z Ptaków ciernistych krzewów.
    Ja widziałam krzywy nos, wystające kości bo przy 165cm ważyłam 42kg. Byłam brzydka i głupia...Nieudałota. Tak mnie nazywała matka.
    I też rozpaczliwie szukałam...
    Jak mi ktoś mówi, że chciałby mieć znowu naście lat to żegnam się kilka razy choć niewierząca jestem. Nigdy w życiu nie chciałabym mieć znowu 16-18 lat!!No chyba, że miałabym dzisiejszy rozum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O i tu się z Tobą zgadzam, od lat mówię: mieć tamtą urodę i ten rozum, byłabym królową :) Ale może nie? Czego mi żal? Nie lat minionych, lecz grzechów żal niepopełnionych :) Jak mój mistrz pisał :) Zawsze miło pomyśleć, że jednak nie byłyśmy takie ostatnie, chociaż na żadne miss się nie nadawałyśmy :) A może i tu się mylimy? :P

      Usuń
    2. Nie wiem jak ty, bo nie stwierdzę bez zdjęcia, ale ja, moim zdaniem nadawałam się na miss nie byłam brzydsza od Kręglickiej, ani głupsza od niej, tylko tak strasznie przekonana o tym, że jestem do niczego.
      Z drugiej strony: moja siostra była ta śliczna, zdolna i pracownia. I wyszła na tym jeszcze gorzej...

      Usuń
  6. Nie wiem, co tam masz 7, ale najlepszego♥
    wolne mam 18-20, pamiętaj o mojej propozycji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miśka, we wrześniu nie mam nic dobrego, przytulał mnie z litości. Ale spoko.
      O Twojej propozycji pamiętam, ale... Do 20 jestem nieczynna nawet dla siebie samej. 23-24 warzywa, potem mam nadzieję na wypad do Umarlaków, chociaż na jeden dzień, bo do 7 października kolejna gazeta, po gazecie znów moja... I tyle mam wolnego. W międzyczasie mam 600 stron książki... Jakoś mi daleko do tych obiecanych 17 zł za godzinę :)

      Usuń
  7. Aż tak odkompleksiona, żeby myśleć o sobie w kategoriach miss to ja nie jestem do dziś, ale ładna byłam, tylko wiesz, te metr sześćdziesiąt w kapeluszu i na gazecie :) Rozumu mi bozia nie poskąpiła. A jeżeli Ty siebie tak oceniasz, to tylko się cieszę, że pozbyłaś się zahamowań, i dobrze. Nie znam losów Twojej siostry, więc mogę tylko pisać jakiś scenariusz. Odkryłam właśnie, że masz blog, a przede mną weekend... :)

    OdpowiedzUsuń