masakra była dziś, Kochany Pamiętniczku.
Niby nic się nie stało, ale poczułam niezmierną ulgę, gdy zamknęłam za sobą drzwi i już nawet śmieci nie poszłam wynieść :)
Ale po kolei, jak piszą moi redaktorzy, gdy wierszówkę wyrabiają, co ja im bezlitośnie usuwam :)
Zasługują na usuwanie, bo i takie kwiatki sadzą
więc zasługują na usuwanie :)
No ale po kolei :)
W sobotę randka się odbyła i to nie byle jaka, bo podwójna, oja, oja, dawno takiej nie było. Jednak byłam jak reduta Ordona i nie, nie skusiłam się, chociaż serce mi na sznurku dyndało :) Przyjedzie babcia, więc nie będą sami, a ja, szczerze, może i złamałabym się, ale... Perspektywa świąt z babcią po raz kolejny jednak mnie przerosła :) Sorry, Winnetou :) Wiem, wiem, nic by się nie stało, ale... Nie.
Za stara jestem.
A przed podwójną randką ukradkiem i znienacka pisze Inżynier, że nie mogą sobie poradzić z Alienkiem, bo Alienek w trybie nagłym żąda dostępu do babci. Rzeczony dostęp został udzielony, w asyście Ciapka i Anielki, bo takie ostatnio są scenariusze, a szczęścia dopełniła możliwość nastraszenia babci okrutnym dinozaurem pożerającym wszystko i wszystkich. Takie to teraz orgie ze zwierzętami odchodzą.
Wydało się, że Pierworodny znów jest słomianym wdowcem, a że miałam na zbyciu schab pieczony w piekarniku ze śliwką w ilości za dużej
dokarmiłam niebożę.
Przedtem znów odbyłam seans z Ciapkiem, Anielką i bandą z AC z W. A dzieje się, że ojapierdolę, ale mam nie zapeszać, więc cicho, sza, na razie.
W poniedziałek spokojna pracka, ale w skrzynce awizo. Do Pierworodnego. Więc panika, że a nuż, widelec, łyżeczka znów wojsko.
Nie wytrzymałam, polazłam odebrać, a to bankowe sprawy.
A na poczcie cuda wianki. Zepsuły się komputery i - wszystko szło błyskawicznie mimo olbrzymiej kolejki. Śmierć komputerom :)
Wzdech, wydech, jest OK.
We wtorek przyszedł po to pismo, a że miał wolne, to dostał kawę i pogawędziliśmy, jak czekista z czekistą i o dziwo - jakaś nowa epoka.
Się dociera.
Mam nadzieję, że będzie dobrze.
W sumie chyba tak miało być, a i Synowa się nie szarpie, jak jej ojciec akurat teraz choruje - wyjazd do O. co weekend to nie problem. Problemem byłoby, gdyby byli w UK bądź DE.
Jest dobrze.
A w pracy kwitnie mi
grudnik, takim dziwnym kolorkiem :)
A i praca na mnie czeka, jutro - ekstras.
A jakże, jakbym wolne miała wolne, byłby koniec świata.
Za to dziś sądny dzień, kurwa.
Muszę pobluzgać, nie ma mocnych. W sumie nie sądny, bo nic się nie działo, ale... Ciulaty jak chuj.
Przesiadka na bimbę i trzy przystanki w oparach niestrawionego alkoholu i ćmików.
No nic. Przesiadka na kolejną bimbę.
Tłum na przystanku, za chwilę ma jechać kolejna, a mnie się nie spieszy. Poczekam.
Poczekałam.
Bimba nie odjechała.
Światła na skrzyżowaniu przy kolejnej padły.
Przeczołgaliśmy się.
Wlazłam do obcej piekarni i kanapka była do dupy.
W kompiku fontów nie było, a informatyk (też do dupy) założył fonty tylko dlatego, że poddusił go naczelny. Informatyk nieumiejący założyć fontów, w jakim ja świecie żyję?
Po pracy podkusiło mnie jechać po opłatki, no i...
Veritasu na Kantaka nie ma.
Miasto w centrum puste, mimo Jarmarku Bożonarodzeniowego, jakieś takie smutne. Wiem, wiem, to nie pora, ludzie dopiero z pracy wracają, ale ja pamiętam centrum tętniące i tłumy, a tu... Niby dekoracje, wszystko błyszczy i piszczy, ale...
Pustynia. Na jarmark nawet nie wchodziłam, bo raz, że nic nie potrzebuję, a dwa jak się już na coś skuszę, niepotrzebnie wydam kasę. (Właśnie wlazłam do banku i nóż mi się w kieszeni otworzył: 15 zł za prowadzenie konta, 5 zł za kartę i 2,50 za wypłacenie 50 zł z bankomatu? WTF? Z bankomatu Euronetu? Zanalizuję konto i chyba zmienię bank. Dotąd nie czytałam regulaminów, bo po co, ale 2,50 za wypłacenie 50 zł? Nawet ja nie jestem taka rozrzutna, a czasem muszę płacić gotówką, bo na Manhattanie inaczej się nie da, czasem też kupuję w pracy od kolegów jajka czy inne zabawki, Źle się dzieje w państwie duńskim).
No nic. Na bimbę.
Bimba załadowana. Rzuciło mnie koło dwóch mademoiselles. Nie wiem, koniec podstawówki, bo gimnazjów już nie ma, liceum? W każdym razie, gdybym się sprężyła, mogłabym być ich babcią. Luz. Głowa do góry, rzut oka na moją mordę i... wzrok w smartfona i stuku puku. Rybka mi to, ale wkoło stało mnóstwo starego ziela, ogrzewanie dawało popalić, w środku lekko mogło być ze 30 stopni z groszami. No nic. Monitorek, okno, okno, monitorek, rechot, rechot, monitorek, okno. Pani mogąca być ich matką szarpie się z oknem, próbując je otworzyć, ale nic z tego (pocieszające, że nie tylko mi jest za gorąco). No dobra, dziwoje mogły mieć okres, inne takie tam, ale nie, paluszki po monitorku smyrają niestrudzenie, chichoty nie milkną. Przystanek 7. Wsiada woń strawionego piwska plus ćmiki. Podchodzi mi do gardła, pocieszam się, że jak rzygnę to na ten futerkowy pomponik i co mi zrobi?
Przystanek 9. wsiada skóra woniejąca naftaliną...
Nie, nie otworzę torebki, żeby do niej rzygnąć.
Przystanek 10.
Wypryskuję, przesiadka na autobus.
Autobus wypadnięty z kursu, ale udaje mi się, jest wolne miejsce. Siadam, nie zastanawiając się nawet przez moment, czy ktoś inny nie potrzebuje. Obok mnie pani z chłopcem w wieku Papryczka. Dziecię zasypia momentalnie, jego rączka ląduje na mojej, pani spanikowana, ale uspokajam, że absolutnie mi nie przeszkadza.
Po trzech przystankach pani wysiada, a na jej miejsce pakuje się ponaddwumetrowy dres, z zespołem niespokojnych nóg i ogólnym ADHD.
Na szczęście wysiada na przedostatnim przystanku i do domu dojeżdżam zmiażdżona, ale w całości.
Z uczuciem ulgi zamykam drzwi. Mam nadzieję, że jestem już bezpieczna.
Dlatego nie jeżdżę do miasta.
Wybieram godziny i trasy nieoblegane.
Przeżyłam kolejny dzień, ale bardzo martwi mnie bank.
Dobrze mi tam było, a zmiana to nie takie hop siup.
A do tego na AC się dzieje, jak w przyspieszonym filmie.
I listopad jakiś taki krótki znów był...
Już prawie grudzień.
Czyżby życie pod koniec jechało, jak na diabelskim młynie?





Ano, ano Jedzo! Zycie zapiernicza jak maly samochodzik i nie wyrabia na zakretach:) Najwazniejsze, to czuc ten wiatr we wlosach jak mawiaja starzy Indianie:))
OdpowiedzUsuńA my jutro swietujemy, tz. indykujemy. Swieto Dziekczynienia, indory do piecow i ahoj!
Schabik wyglada cudnie. Mniam
Mam nadzieję, że indyk był równie smaczny jak mój schab. Happy Thanksgiving Day :) I ten indiański wiatr we włosach, tego nic nie przebije, Ty to wiesz, Ataner :)
UsuńJedzo, banki w Polsce robia co chca, ( a to te same co na Zachodzie , obcy kapital przeciez ) - bylam w szoku dowiadujac sie,
OdpowiedzUsuńze placicie za wyciaganie wlasnych pieniedzy z bankomatu! Za to logiczne ( nielogiczne!! ) jest,
ze za wyplacenie kasy z banku przy kasie, gdzie pracuje czlowiek a nie maszyna , czlowiek, ktory pobiera pensje,
i musi wykonac prace, tam wyciaga sie za darmo! Za to maszyna i samoobsluga kosztuja.
To akurat jest tak sprytnie urzadzone , aby zniechecac ludzi do wyciagania gotowki, bo gotowka ma zniknac,
wielka finansjera i rzady daza to tego, aby pieniadz byl tylko elektroniczny. A ludzie wtedy stana sie pieskami na smyczy.
Juz nie kupisz marchewki czy pomidorka od pana z targu, chyba, ze bedzie nosil na plecach kase fiskalna, a jak znam zycie Urzad Podatkowy tak obrzydzi im zycie, ze sprzedaz na targu im sie nie oplaci. Za to korporacje beda produkowac i sprzedawac wiecej zywnosci nawalonej randapem...
W kazdym razie skandal, w UK jeszcze sie nie osmielili tego wprowadzic , bankomaty sa darmowe.
I wbrew pozorom wiele osob korzysta. Darmowe jest tez utrzyamnie konta i karty, no chyba, ze ktos ma specjalne “opcje”.
A i tak z opcja oplaty 2.50 na miesiac wychodze do przodu, bo dostaje bonusy na jakies 8 funtow za rozne pierdolki.
Skandal – przenioslabym sie do innego banku – na spokojnie , ale bym sie przeniosla.
Zaczelabym od zalozenia nowego konta gdzie indziej ( wybrac dobra darmowa opcje ) i po kolei przenioslabym caly majdan.
A na koniec zatrzasnelabym drzwi za soba.
Starsznie nie lubie , jak ktos ma mnie za glupia i robi mnie w konia bezczelnie patrzac mi w oczy...
Co to sa cmiki?? Papierochy?? Cudowny aromat tej bimby dolecial az do mnie.
Jaka szkoda, ze nie rzygnelas na ten pompon...ach rozmarzylam sie ...
Na wiosnę jakoś bank informował, że za wypłatę mniej niż 100 zł pobiera prowizję. My mistake, zapomniałam o tym, bo wydawałam na targu zawsze ponad 50 zł, więc wypłacałam stówę :) Jesień, na targu puchy, więc postanowiłam oszczędzać, stąd prowizja za wypłatę 50 zł. Bo poza targiem wszędzie płacę kartą. I tu naszła mnie refleksja, jak to odkryłam, bo przy emeryturze 1500 zł, a mam niewiele większą, 2,50 za wypłacenie własnych 50 zł to rozbój w biały dzień (zakładam życie li i jedynie za emeryturę). Nie sądzę, że żyjąc za gołą emeryturę będę w stanie wypłacić z bankomatu więcej. No i wyszła kwadratura koła.
UsuńO tak, ten rzyg na pomponik byłby mistrzostwem świata, godnym Grammy :) I nikt by mi nic nie zrobił, fizjologia :) A panienka na widok staruchy miała by odruch spierdalania z siedzenia do końca życia :)
Tak, ćmiki to po naszemu papierochy. Współczuję doznania aromatu :P
Kazdy bank ma swoje kruczki i nie ma że darmowy, chcielismy sie przenieść i wyszlo, że nie ma sensu.Coraz rzadziej sie wybiera pieniądze, ale jednak, bo nie wszedzie przeciez mozna placic kartą.W moim moge iles tam razy w miesiacu wybrac za darmo, a pozniej tez platne.
OdpowiedzUsuńNieustannie współczuję jazdy bimbami, bleh.Mocno perfumuj szal i sobie w niego oddychaj😀
Przeanalizowałam, jeszcze przedyskutuję z Inżynierem, bi to rozsądny młodzieniec jest :) I zamieszany w biznes :P
UsuńTakoż i czynię, a mój szal to poezja zapachu.
ja wczoraj pierwszy raz od długiego czasu jechałam do racy tramwajem. Moje wrażenia były wyjątkowo dobre. o 6.48 rano wsiadłam i usiadłam :) i o 7.16 juz zarejestrowałam sie w pracy. Za to po pracy wsiadłam o 15.20 a o 15.59 wchodziłam do domu. Dziś autem pojechałam ok. 6.30 i o 7.03 wchodziłam do pracy. a z pracy dziś jechałam autem 1,5 godziny. Na Dębcu dziś zginęła potracona na pasach 8 letnia dziewczynka...
OdpowiedzUsuńKomunikacja miejska w PZ jest ogólnie OK, zależy w jakich godzinach się jedzie, ogólnie jeżdżę w pozastandardowych i nie narzekam :) Gorzej, gdy wtedy trafi się pasażer niepłacący i woniejący. Ale czytając komunikaty o dzisiejszych opóźnieniach i korkach, nie narzekam. Dojechałam do celu w przepisowe 17 minut bez przesiadki, a 10 minut na nogach to dla zdrowia :) No ale jechałam poza piątkowymi godzinami szczytu. I jechałam na tym skrzyżowaniu. Doczytałam, że prowadziła auto 69-letnia kobieta. Nie mam prawa jazdy, ale oceniając swoje możliwości, nie wiem, czy odważyłabym się prowadzić po 65. roku życia. Dla osobistego komfortu psychicznego. Refleks już nie ten, choć człowiek czuje się wciąż młody. Mój teść jeździł do 90. roku życia, co chwila miał jakąś stłuczkę, a że był lekarzem i miał syna lekarza, to tuszowali. Udało mu się, nikogo nie zabił. Mnie na tym skrzyżowaniu żołądek podszedł do serca, a i mam wnuki pokonujące co dzień gorsze skrzyżowanie. Hetmańska-Rolna. Dobrze, że Synowa nie odpuszcza i mimo lamentów wlecze ich tam za kaftan...
OdpowiedzUsuńJa od poniedziałku do piątku pokonuję 10km na trasie rondo skubiszewskiego - hetmańska/rolna - rondo żegrze. Wiesz więc jak tam jest... też czytalam dzis że to starsza kobieta i to na czerwonym świetle...tak czy inaczej dzieci trzeba trzymać i patrzeć za nich, żal wielki...
UsuńOj, wiem. Od jakichś 10 lat to moja dzielnia w sensie pracowym. Ale wiek niczego nie usprawiedliwia, jak się nie czujesz na siłach, nie jeździsz. Ma 69 lat - za 50 zł ma bilet na cały rok na komunikację miejską. Nawet jak trzeba czasem zmarznąć na przystanku, warto. Żeby spokojnie spać, ze świadomością, że się nikogo nie zabiło za swoje niedołęstwo. WSPÓŁCZUJĘ wszystkim uczestnikom tej tragedii, a będę miała dreszcze w tej okolicy zawsze. Jak mam w wielu innych miejscach wioski. Modląc się, ja niewierząca, by nigdy nie dotknęło to moich bliskich. I mnie, oczywiście.
OdpowiedzUsuńjasne, ze wszystkim się zgadzam i obym nigdy nie była na miejscu żadnej ze stron...
Usuńnicka, niech tak zostanie. Dla Twojego spokoju ducha. Wiesz, o czym myślę. Amen.
Usuń