kosmiczny ogarnął mnie po tym, Kochany Pamiętniczku, jak G. przysłała mi zdjęcie grobu Eksa.
Ni chuja nie wiem, kto tam był, nie zapytałam nawet, ale oba wieńce ode mnie wywalono za grób, a na samej płycie dyskoteka.
I pierdyliard doniczek z chryzantemami.
Już napisałam do Inżyniera, że więcej nie jadę.
Odpisał spokojnie, że i owszem, pojadę, bo potrzebuję.
Ale nie muszę sprzątać, wystarczy, że świeczkę zapalę. W sumie ma rację. Tam leżą też ich dziadek i ojciec, dla mnie obcy ludzie. Oni sami dziadka nie znali. A z teściem widziałam się może 2-3 razy w życiu, za każdym razem w nieciekawych okolicznościach, mąż nie utrzymywał z nim żadnych stosunków.
A tak było porządnie zrobione. Pewno przez ten pogrzeb szwagierki chcieli się popisać i pojechali. Jadąc tam, muszą przejeżdżać koło mojej chaupki. A nie, nikt nawet się nie zająknął, że jedzie i może mnie zabrać.
A to ja, jak był jeszcze grób ziemny, sprzątałam po pierwszych Wszystkich Świętych, wynosząc tony zwiędłych wrzosów i zniczy. I umarłych chryzantem. No cóż, mają kasę.
Na Wielkanoc tam sprzątałam.
Na jesieni był już grób murowany, ale pusto i cicho. W pierwszą rocznicę śmierci Eksa byłam tam sama, potem nikogo nie było, bo jak przyjechałam sprzątać na Wszystkich Świętych był tylko stroik ode mnie.
Po Wszystkich Świętych w zeszłym roku myślałam, że zwariuję, bo oprócz kochającej rodziny nakładli tam jeszcze jakichś flag opiekunowie Powstańców Wielkopolskich. Gips się ze mnie sypał, zanim dowlokłam to wszystko do śmietnika.
Na Wielkanoc i w drugą rocznicę nikt nie był, co takoż odkryłam po resztkach.
No a teraz znów roboty po kokardkę i kucyki. I nie, nie każę tego ogarniać Pierworodnemu. Nie jestem służącą i on też nie jest.
Gdyby mieli po kolei w głowie, zrzuciliby się na jeden porządny wieniec, który nie zaśmieci grobu. Chryzantemy za parę dni padną i jak ktoś chce takie kwiaty stawiać, powinien je sprzątać.
Będzie na grobie syf i śmietnik już za parę dni.
Pierdolę, nie robię.
Rozmawiam z G., a ta znów litanię z przeszłości ciągnie. Że był u niej TEN szwagier z żoną, że najpierw u nich siedzieli (G. ma agroturystykę), a potem jej dupę obrabiali. Że TEN rozpowiada w P., że mężowi G. nic nie jest (mąż G. jest najmłodszym z rodziny Eksa), a jest tylko spasiony. Mąż G. ma guz na mózgu, zaawansowanego parkinsona i jedzie na tlenie. TEN jest lekarzem, profesorem.
Kurwa mać.
Tylko z grzeczności nie zapytałam, po co ich zapraszała do siebie?
Tym bardziej, że dzieli ich 7 godzin jazdy samochodem :) Że nieboszczki nie odwiedzali, a już rozpowiadali, że ona umrze.
Jprdl...
Że ze mną nie utrzymują kontaktu, bo jestem biedna.
Serio?
Napisałam, że jestem bardzo bogata. Mam dzieci, wnuki, pracę i samą siebie. I to mi do szczęścia wystarcza. Częścią ich rodziny nie czułam się nigdy, parę razy mi to dobitnie podkreślono, a i sama G. nie jest bez winy - na komunię swojej jedynaczki nas nie zaproszono, bo... miała za mało miejsca. Ja Inżynierowi wyprawiłam komunię na 21 osób w naszym mieszkaniu. Było zajefajnie.
Ale... W dupie to wszystko mam.
Mam swoje życie i jest mi w nim dobrze.
Czy oni są szczęśliwi? Nie wiem, nie wnikam, nie obchodzi mnie to.
Nie mój cyrk, nie moje pchły.
Jeżeli G. czuje się odtrącona, to po co do nich rękę wyciąga? Zostawili wszystko tu, pojechali tam, budować nowe życie, a ciągle kręcą się w tym zaklętym kręgu tego, co było, co kto powiedział, kto kogo jak oszukał i kto jest większym chujem.
Na moje: są siebie warci.
I nie potrzebuję ich do niczego.
Więc?
Nigdy nie jest za późno na ratowanie samego siebie.
No i dlatego moje relacje z rodziną są na dystans, ja nie zapraszam, mnie też nie zapraszają i święty spokój.
OdpowiedzUsuńAno widzisz, nie ma co sie tymi grobowymi ozdobami przejmować, ale sprzatanie , no wlasnie, nastawiaja a kto to posprzata.Ech. Pamietasz grob mojego ojca, tez sie wkurzam, sprzatam i pielę, choc sie zarzekalam, ze nie, a jego pani i corka przyda pieprzną kilka zniczy i kwiatka raz do roku i koniec, caly rok nikt nie zaglada a osty urosly przez lato na pol metra.Nie wytrzymalam i posprzatalam, ale powinnam zrobic eksepryment socjologiczny i zobaczyc, czy wstawiliby w te chwasty juz,suche czy by uprzatneli .
Też o Tobie wściekając się pomyślałam, wiem, że nie ja jedna mam takie problemy. Co nie oznacza, że cieszę się, że Ty je również masz.
Usuńa moja szwagierka co roku przed pierwszym listopada wszczyna awanturę o cokolwiek , jest foch i nie musi przyjeżdżać na grób ojca , nie dorzuca się też do tego co ja kupię ale głośno krzyczy że ona chce być tam pochowana mam nadzieję że po moim trupie X jest dziesięć lat młodsza X mam już na to wyjebane , tak jak Inżynier powiedział , pojedziesz bo czujesz taką potrzebę i posprzątasz bo masz zmysł estetyki , szkoda że takich ludzi już coraz mniej
OdpowiedzUsuńO, muszę zapisać w kajeciku :) Świetna metoda. Może w pracy wypróbuję? :P Masz rację. Po nas już nikt sprzątał nie będzie :D
UsuńJedzo, kto to jest G. i kim sa ONI?
OdpowiedzUsuńZ tego co piszesz, i jedni i drudzy malo pociagajacy...
Twoje zycie o wiele bardziej.
Mam nadzieje, ze masz ich gleboko w odwloku, ja bym miala.
Najblizszym sie wiele wybacza i mozna wiele zniesc, bo wlasnej krwi nie utoczysz,
zawsze oddasz dobrowolnie.
Mnie niewiele juz osob jest w stanie dotknac – naprawde niewiele. Ostatnio dokonala tego przyjaciolka z 40-letnim stazem,
tak sobie po prostu i mimochodem. Nie miala czasu poswiecic doslownie godziny na pogrzeb mojego Taty.
I na to, aby byc przyjaciolka, kiedy jej potrzebowalam, przez godzine. Po 40 latach mojego bycia na kazde jej zawolanie
w potrzebie, w dzien i w nocy. Szykowala impreze dla gosci w domu, no i wiesz, rozumiesz, “nie mam czasu sie wyrwac”.
Dotarlo to do mnie dopiero pare tygodni po. Nie miala czasu, bo szykowala impreze na wieczor...
I teraz nawet nie wiem co czuje – zdaje mi sie, ze wielkie NIC.
Po prostu zobojetniala mi calkowicie, stala mi sie w zyciu niepotrzebna, tak jak ja jej. Jakos mi sie nie chce odbierac telefonow...
Parafrazujac “Casablanke “ i Bogarta – mysle, ze to jest koniec pieknej przyjazni.
G. to żona mojego szwagra, najmłodszego brata Eksa. Lekceważona w tej rodzinie na równi ze mną, bo obie miałyśmy gołe dupy, ja byłam ze wsi, ona "ze Swarzyndza", jak z pogardą mówiła moje teściowa. Ona dała się wciągnąć w tryby rodziny na zawsze. Jako jedyna latała ze sprawami teściowej, opiekowała się nią jak pielęgniarka przez lata, chociaż z nią nie mieszkała. Pomiatali nią, a ona zaciskała zęby. Teraz zajmuje się obłożnie chorym mężem, chorym bratem, wnuczką (bo córka "ogarnąć się musi"), prowadzi agroturystykę i sama jest chora, ma cukrzycę od lat. Wiesz, narzeka, ale robi. Ja też zapierdalałam jak chomik w kieracie, ale po 23 latach zapierdalania powiedziałam: stop. Bo nigdy nie jest za późno na ocalenie siebie.
UsuńWspółczuję bardzo tego, co przeszłaś z przyjaciółką. Ale widocznie nie była tak do końca Przyjacielem, była po prostu dobrą znajomą. Tak też w życiu bywa.
Życzę Ci znalezienia Przyjaciela przez duże P :)
A TEN (bo chyba to masz na myśli, pytając o ONYCH) - to mój szwagier, który "zaopiekował" się Eksem.
UsuńA cała reszta - musiałabym osobnego bloga napisać, ale nie chcę, bo po co? :)
Twoje dziecko dobrze prawi: Ty masz potrzebe. Onych nie zmienisz, ale mozesz nad soba popracowac i przestac sie przejmowac!
OdpowiedzUsuńAno, pracuję, żadnej pracy się nie lękam, dużo robię, mało stękam, ale czasem mam napady przejmowania się, ten model tak ma :)
UsuńNa pocieszenie dodam, ze Rodzicielce przejmowanie sie minelo dopiero po 70-ce. Tak, ze masz jeszcze duzo czasu:)
Usuńech ta rodzinna świąteczna atmosfera ;)
OdpowiedzUsuńZaiste, jak w rodzinnym grobowcu Addamsów :)
UsuńOstatnie Twoje zdanie przypadło mi do serca.
OdpowiedzUsuńMiło mi, tym bardziej że sama je dla siebie wymyśliłam, żeby się podbudować moralnie :)
Usuń