wtorek, 22 września 2020

Coś

 chyba mi się pozajączkowało, Kochany Pamiętniczku, ale co się dziwić po takich przejściach?

Nie licząc pochwalnych emilków, na koncie pewno będzie co do grosza tyle samo, za co jednak dzięki blogu i partii, bo tak.

Bo mogło być gorzej.

Sobota. Na pocztę drepcę, bo... awizo w skrzynce było, na Janusza jakiegoś tam, nazwisko, nieczytelne. Na całe moje szczęście nie było kolejki, a chociaż na awizie nie było nr mojego mieszkania, miałam nosa. List był z policji, a jebany listowy nie był u mnie, chociaż cały czwartek byłam w domu, bo zamykałam.  Idąc na pocztę oszczędziłam sobie wjazdu policji na kwaterę, co już mi się zdarzało.

Mam wyjątkowego pecha, co nie?

W niedzielę jazda, bo D. napisała SMS. No, ja po tym, jak nie udało mi się do niej wysłać SMS na imieniny, nawet nie próbowałam. A tu bach. I nawet SMS nie widziałam długo, bo tak w sumie to ja nawet nie wiem, po co ja ten telefon mam, no ale wiadomo, w dzisiejszych czasach człowiek bez telefonu nie istnieje, do banku nie wejdzie, biletu nie kupi i inne takie tam. Jeszcze tylko w konstytucji brakuje zapisu, że telefon zaś ale na stanie musi być...

Zawstydzona odpisuję, i co ja paczę? Niedostarczona. Kombinuję jak koń pod górkę i pod wiatr, nic, dupa. Piszę do Inżyniera, każe mi włączyć kamerkę na MSG... Kurwa. Zaczyna się wszystko rypać, albowiem mam i bezprzewodowe słuchawki do kompa, które akurat mam na uszach, ale każe mi wejść na Skype na iPadzie, Skype tam nie działa, bo... resetowałam hasło do wszystkiego, które oczywiście nie działa, słuchawki na Bluetooth padają, muszę przestawić na słuchawki na kabel, każe mi robić zrzut ekranu z ajfona (no, teraz już kurwa wiem, jak to się robi, ale robiąc to nie mogłam tego zrobić, bo ręce mi się plątały między gryzoniem, kablami, słuchawkami, notesem, wpisywaniem haseł...). Kurwa.  Nie chciał zadzwonić do D. i przekazać jej, że walczę z systemem, bo... za osobiste to.

No, oczywiście, kurwa...

Odłączyłam się, dziękując pięknie, bo w międzyczasie przy tym całym przełączaniu fasolkę szlag trafił, dobrze, że smród poczułam i garnek się nie spalił, no i test na koronawirusa wyszedł ujemny (?) smród czuję, znaczy się jest OK :)

A kurwica mną trząsła i trząsła, jak cholera :D  Do M. z pracy, emilka skrobnęłam, objaśniając sytuację, screeny załączając i sumitując się, że w niedzielę.

A tu pstrrrr... I M. pisze, że rozumie, że D. ma WhatsApp. 

Napisałam i trzasnęło znów...

Ale w poniedziałek emilek od M., że dzwoniła do D., że D. coś nie tak kliknęła, ale wie...

Kamień z serca spadł, to był ten huk słyszany w okolicy :)

A na poczcie - no cóż, warzywka, które miały być we wtorek i maszynki, które mają być po5 października.

Warzywka zrobiłam, cóż. Z zapytaniem kiedy dwie ostatnie strony i cisza w eterze.

A maszynki, zrobione, a jakże, z entuzjazmem piszą, że mnie kochają.

No, odpisałam, że zatem pora umierać. Uregulowało się, jest naczelny, nie dam sobą pomiatać, jakkolwiek nie będę kochana (tzn., że mogą sobie kochać do woli), na pewno nie będę im warowała non stop przy kompie.Wracają stare zasady, za tę kasę, nie licząc doskoku - dwa dni i ani grosza więcej, bo nie opłaca mi się.

Mój czas jest bezcenny.

Wtorek. Wkurwiona lezę do Galerii, bo kupiłam lampki bez sprężynki. Pani na tyle uprzejma, że na moją prośbę maseczkę zesunęła, więc deal poszedł pięknie, a na moje "miłego dnia" oczy miała jak te spodki.

Słoików nakupiłam. 

Mam plany.

A emilka niet, więc piszę do warzywek, że sorry Batory, ale za tę kasę nie będę warowała dniami i nocami przy kompie (mieli inną korektorkę, przychodziła, jak jej pasowało) :) Odzywa się gościówka z zaległościami, że wieczorem, ale mogę zrobić jutro rano.

Idę do kuchni, mam chytry plan, kapusta w kącie leży. Jeszcze nie gnije. Przypominam sobie, że mam donicę (ojapierdolę, jaką donicę, przedwojenną, z cienkimi rowkami) i ręczną maszynkę do tarcia. 

Trę więc kapustę, eksperymentalnie, bo nie wiem, co wyjdzie z kiszenia kapusty utartej na tarce, ale co najwyżej stracę parę groszy, trę marchewkę, robiąc bałagan w sanktuarium, w dużym pokoju, albowiem do nowych szafek maszynka nie da się przykręcić, kurwa, ile lat jej nie używałam? Do stołu da się (nie mam kuchennego, Pierworodny zabrał, stół mam tak gówniany, że dzieciom nie wolno w niego stukać, bo drzazgi polecą, ale i u Inżyniera dzieciom nie wolno samochodzikami po stole jeździć, bo właściciela, a rysują, no cóż, bliższa koszula ciału jak sukmana), więc cieniutka deseczka i jest git majonez...

Na kuchence reszta antonówek i jabłek dogorywa, bo  z jabłkami w tej chwili problem: w lodówce, wydzielając etylen przyspieszają starzenie się warzyw, a stojąc dekoracyjnie na przedwojennej paterze... owocówki.

Zatem kapusta zakiszona, nie posiekana, ale starta na grubej tarce, zobaczymy, co wyjdzie.

Konfitura jabłkowa jest tak smaczna, że ojapierdolę.

Sama zeżrę, nikomu nie dam, bo... 

Jest zajebista.

Warzywka piszą, że im korekty zginęły, dosyłają wstępniaka, wersje dwie, spis, a na prośbę o potwierdzenie...

Giną w niebycie.

Mam na to wyjebane.

Otwieram wino ze swoją dziewczyną, zasłużyłam.

Pierworodny ma jutro wpaść po smaloszka, ale wątpię. 

Wątpię też mamy, jak w tym starym żydowskim kawale.

A ja, wbita w kąt, planuję jutro załatwić to zablokowane konto w banku.

Mieć na wszystko wyjebane w Kosmos.

A Inżynier zdał dziś na 93% na wymagane 75% egzamin.

Po kim to dziecko takie genialne jest?  :)

Chociaż i on mówi, że z wiekiem coraz trudniej. Potwierdzam. Ale u siebie podejrzewam coś gorszego. Nie wiem, może skleroza, może alzheimer. I szukam wyjścia, którego nie ma.

Nie ma dobrego wyjścia w takiej sytuacji.

Nikogo nie chcę krzywdzić, traumatyzować, zostawiać ze wspomnieniami takimi, jak moje.

Jak żyć?

Jak żyć, nie będąc dla nikogo ciężarem.

A na razie polecam Criminal na Netflixie. Zaliczyłam już UK i Francję. Pora na Niemcy :) 

A na razie radio Pogoda gra...


17 komentarzy:

  1. nic nie kumam z tego D i M a czytając notkę się zmęczyłam , masz tyle energii że idę w kąt się wstydzić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. D. to moja koleżanka, jedyna, z którą w pracy jestem na ty. Pomogła mi w życiu, jak nikt. M. to też koleżanka z pracy, taka bez zobowiązań, zakręcona, nie za bardzo jej ufam, bo trochę śliska, ale... D. w lutym postawiono diagnozę: rak. Utrzymujemy od zawsze luźne stosunki, jesteśmy zupełnie inne. Notka zakręcona i owszem. Ale dla mnie zrozumiała :D

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o Netflix to zaczęłam oglądać Grenleaf nie wiem czy polecam, mnie wciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądnęłam całe 5 sezonów, czekałam na ostatni. Zauważ,jak mało tak białych ludzi. Całkiem inny świat i inna rzeczywistość. Dla nas abstrakcja. Ale wciąga, jak jakaś Dynastia, zgadzam się. Odetchnęłam jednak z ulgą, kiedy skończyłam go oglądać, co za dużo to niezdrowo :)

      Usuń
  3. Tez nic nie skumalam o D. i M. ( wczesniej nie bylo odnosnikow a czytam pilnie od miesiecy!?) , Netflix u nas jakos inne rzeczy pokazuje , rozmija sie , ale ogladamy rozne inne, a ze Tobie sie chcialo te kapuste trzec to ja tez ide w kat sie wstydzic :) Moj nadgarstek by juz chyba pekl do konca , ledwo po klawiaturze biega, a pisanie reczne robie w bolu. Kurcze notatek nie moge robic, a musze bo ciagle za tlumacza robie. Jedzo take it easy i nie daj sie zaaresztowac 👍😬

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitty, bo to nie rodzina, to praca, a ja pracą się specjalnie nie afiszuję w sensie person :) Ja mam i angielskiego Netflixa, i polskiego, nie widzę zasadniczych różnic w repertuarze, no ale ja większość z tych produkcji oglądałam latami na torrentach :) Kapusty nie tarłam na tarce. Mam maszynkę, taką jaki kiedyś były do mięsa, z wkładami, jak na tarce. Współczuję bólu, znam ten ból, też muszę pisać na wydrukach, a czasem nie mogę długopisu utrzymać (u mnie palce, nie nadgarstki). Im więcej boli, tym więcej nimi ruszam, pomna nauk szwagra ortopedy (jako człowiek - kanalia, jako lekarz - bomba) - jak boli, ruszać. Im więcej ruszasz, tym mniej boli. Zasadę stosuję od 40 lat i działa. A mam coś a la gościec (niezdiagnozowane, bo nie mam czasu) od młodości, mama to miała. Polecam: take it easy, ruszać, ruszać :) Polecam imbir, odkąd zaczęłam używać, jest mi lżej. Piję rano, wielki kubeł, pół cytryny i starty imbir plus miód, a potem rączusie działają jak nasmarowane :D

      Usuń
    2. Palce tez bola i tez ruszam! ale jak mocniej nacisne to gacie brudze :)) Stosuje do nacierania nalewe z lisci agawy - dziala cudownie przeciwzapalnie i przeciwbolowo - wiem ze imbir swietny ale troche mam z nim problem smakowo-zapachowy😂

      Usuń
    3. Dobry bóg zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca. Każdy organizm jest inny, inaczej reaguje. Mam nadzieję, że jesteś pod opieką dobrego lekarza. Ja sama też szukam cudów wianków i czasem znajduję :) Trzymaj się, Kitty :)

      Usuń
    4. Jaka opieka? Jedzo tu od razu maja lek na wszystko: boli? To paracetamol! A jak ciagle boli, to wiecej paracetamolu 😂👍Sama szukam i robie co moge, ruszam tak jak Ty, nie przeciazam i smaruje od wewnatrz i zewnatrz 😬

      Usuń
    5. Te opowieści o paracetamolu traktowałam jak urban legend.Do czasu. Więc poniekąd Ciebie rozumiem. Poniekąd, bo dożyłam sędziwego wieku dzięki temu, że unikam od lat lekarzy :) Na serio (niech tego NIKT i NIC nie usłyszy) - jako niedosłysząca mam utrudniony dostęp do wszystkiego i do wszystkich - nie zadzwonię. Może dlatego wciąż żyję? :)

      Usuń
    6. Stosuje te sama metode Jedzo , dziala 👍🤗

      Usuń
  4. Ale kombinacje z tymi komunikatorami, smsami itp.Kiedyś wysylało sie kartkę pocztową i spokój😀 ba, nawet i telegram, oj , to dopiero dawno temu było!

    A tu gruszki opadly i ani nie mam co jeść, bo byly pyszne i niech się sklepowe twardziochy schowają, ani juz dżemu nie zrobię, mam 3 słoiczki. Pyszne jablka wykonczyly osy a inne niedojrzale spadają, twardy kwach.
    Jeżyn też brak,no i tak to, planow sloikowych nie mam.

    Maszynke do kapusty i marchewki przykrecaną do stolu masz? Marchewke ucieram w malakserze, a kapustę jak do czegos potrzebuję to kroję nozem, bo szatkownica to sama wiesz, paluszki lecą.
    Buziam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biednaś, że nie możesz posłoikować, jak lubisz. Fajnie mieć zamknięte w słoiku lato. Tu jeżyny po 9 zł za 25 deko, postoję. Za żurawinę zapłaciłam 25 zł za kilo, ale to na wszelki wypadek zapas, suszona żurawina jest z chemią, a czasem jest przydasię. Nie mam malaksera, to taka zwykła maszynka, jak tarka, z wymiennymi wkładami, ale czasem trzeba się trochę poruszać, teraz wszystko na prąd. Szatkownice to zuo, wywaliłam wszystkie, kocham moje paluszki :) Criminal oblecialam wszystkie kraje, to tak jak sztuka teatralna, najbardziej podpasował mi brytyjski. A teraz biorę się za Ratched. Nie uwierzysz, nigdy nie widziałam Lotu nad kukułczym gniazdem, teraz ogarnęłam, bo Ratched to siostra oddziałowa przed Lotem... Unikam takich filmów, ze względu na osobiste skojarzenia, ale... :) Zawsze mogę przestać oglądać :) Roy Donovan mnie znudził gdzieś po 2. sezonie.

      Usuń
  5. Dzięki za Criminal, wczoraj zaczęłam. No i chyba wezmę się za Roya Donowana .

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no kupowane to porażka, cena za kilka sztuk zabójcza, tu rosnie mnostwo jeżyn,obsadzane są nimi pobocza pól i łak i pod lasem, ale pogoda nie sprzyjała, żeby w pelni i obficie dojrzały.najpierw sucho, pozniej lało, a teraz juz są nedzne resztki, na wpól suche.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lot ogladalam wiele razy , przeżywam zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po nim prawie umarłam. Dla mnie zbyt osobiste i tragiczne. Ale jakże prawdziwe. Jeżyny dla mnie to młodość i szczęście, cót, mjut i ożeszki laskowe: Dziewicza Góra, kilogramy jeżyn zawleczone do domu, kompoty po latach wciąż zjadliwe, mimo że... Dziewiczą Górę zniszczył pożar.
      Życie nie składa się z oddychania,tylko z chwil zapierających dech...

      Usuń