już nie wiem, Kochany Pamiętniczku, śmiać się, płakać, czy się upić i mieć na wszystko wyjebane :)
Com ja wczoraj namęczyła biednego Inżyniera, że przeglądarka nie taka, to na wołowej skórze by nie spisał. Dziecko mam święte, bo ja moje marudzące tak, zabiłabym i każdy sąd by mnie uniewinnił. Jak gęgali, mówiłam: mów mi ciociu Basiu, więc chodzili i marudzili: ciociu Basiu :D :)
Ale po długim i krwawym boju przeglądarka wróciła do stanu akceptowalnego przeze mnie. Bo jestem wrogiem zmian, lubię mieć tak, że moje puzzle układam z zamkniętymi oczyma po po pijaku :) Ale te cztery dni, kiedy pracuję jak Szalony Kapelusznik muszę móc wszystko robić na czuja. Przeglądarka musi mieć górny pasek menu, a sam pasek adresowy musi mieć adres główny i od razu boczny z wyszukiwarką. Bo czasem jest potrzeba i strona i jednoczesne szukanie. Jestem dobra, bo mam swoje metody i liczę już nie minuty, a sekundy. I dlatego zachwycona jestem Błyskawicą, bo to, co na firmowym kompie zajmuje mi 10 sekund, tu starcza na to sekunda. Jaka oszczędność czasu, nie mówiąc już o tym, że Angry Birds napierdalają jak należy :) Wciąż jeszcze nie mogę się przyzwyczaić do wielkości monitorka i nie mam ustawionej jasności, takiej jaką lubię, ale nie będę za dużo kombinować, bo przedobrzę i będzie bęc i będzie ała :)
Ale... coś mnie "tkło" i wbrew zaleceniom Inżyniera wlazłam na firmową pocztę i dobrze. Emilki od Bossa z opierdzielem (nie dla mnie) i cała masa emilków z robotą. Wzdech, wydech, jak nie zrobię dziś, będę padała na ryj jutro, a i tak będzie się nazywało, że nie zdążyli, bo korekta poległa. Cóż było robić. Teksty do II korekty, tylko rzut oka i co ja paczę? Nie ma I korekty, nówki nieśmigane są. To od razu widać i czuć, nie ma innej opcji. Z bólem dupy więc piszę emilka ogólnego, że no protestuję. Olać moją niepotrzebną robotę, naga prawda jest taka, że I korekta na wydruku to masakra i sajgon. Niestety, to nie są mistrzowie pióra. No i burza w szklance wody, okazuje się, że... ludzie nie opanowali nowego systemu. Dla mnie - na razie - zmiana polega na tym, że nie ma już starego programu graficznego, w którym też mogłam robić I korektę - teraz tylko w Wordzie, a ten mam nówkę nieśmiganą na Błyskawicy, a za parę dni dostanę najnowszą wersję, bo jednak kupię nowego Office'a, chociaż mogłabym tę kasę przepić. Ale mam za tę kasę różne cuda wianki, ułatwienia, dodatki i 1 TB chmury i jestem niezależna i wolna jak ptak, więc warto. A II korekta na wydruczku, pikuś, lubię, bo rozłożę sobie strony i widzę to, czego nie widzę w kompie :)
O, i emilek od Bossa, z II korektą, że on chce na wydruku, bo na PDF ma za dużo pracy z szukaniem zaznaczeń? Serio? Ciśnienie mi wzrosło i grzecznie-niegrzecznie odpisałam, że w PDF robiłam, bo drukarka padła, a zanim doczekam się serwisu, to parę dni by upłynęło (pomijając, że zabrał mi 3 dni z życia przez swoje niezorganizowanie) i by jeszcze dodatek nie był w drukarni. Bo to nie jest tak, że ktoś do mnie dojedzie migusiem, ale i w samej firmie też się czasem kilka dni czeka. Że mam drukarkę dzięki osobistemu dziecku, za którego pracę firma kasuje 600 funtów za dzień. Cisza, jakby nie czytał emilka. Kurwa, jakby mu się należało.
A nie będę Inżyniera wołała do każdej awarii firmowej, bo co innego ogarnianie mojego osobistego poletka i zabawek, bo robi to dla mnie, bo mnie kocha, a co innego sprawy pracowe.
Okazuje się, że po dwóch miesiącach bez mała szkolenia NIKT, dosłownie nikt nie ogarnia nowego systemu, a błędy tłumaczone są... wadami systemu. Wady systemu (wnioskuję ze skarg) polegają na tym, że nikt nie zapisywał chyba zasad, a do tego nie są opanowane zasady pracy na maczkach.Taki drobiazg: na PC cudzysłowy odpowiednie się same wpisują, na maczkach jest to już kombinacja klawiszy, inaczej wychodzą takie jak na FB. Druk na papierze rządzi się swoimi regułami i to ma znaczenie. Piszę więc emilka wyjaśniającego, łaziłam po redakcji i tłumaczyłam jak krowie na rowie takie drobiazgi, na co dostaję emilka, że pani karteczka zginęła... Drobiazg, ale z takim drobiazgiem idą do łamacza, który musi zapisać to, nad czym pracuje, wyjść, otworzyć nowy plik, poprawić, zapisać, zamknąć, w międzyczasie wlatuje Boss, dzwoni telefon, ktoś coś chce, siku... Piszę do pani: założyć folder dupa i wrzucać tam zasady, nie zginą. Pani hahahahaha, dawno się tak nie uśmiała. A na serio, ja mam folder dupa i nic mi nie ginie.
I tak mi cudnie upłynęła niedziela. W którymś momencie zorientowałam się, że dobrze, że Pierworodny odrzucił zaproszenie na ciasto, które zostało, bo Inżynierostwo są na diecie :) No cóż, jakby dziś przyszli, przystawiłabym sobie pistolet do głowy i pociągnęła za spust. Ciasto zamroziłam, po sprawdzeniu na wujku, że tyrajmisiu, tyraj można zamrażać.
Z rozgotowanych pomidorów sos zrobiłam świderki zanabyte ugotowałam (nie cierpię świderków, ale mnie natchło jakoś), kawałek tiramisu wciągnęłam, chrzanić dietę i inne takie tam...
Przede mną naprawdę ciężkie dni, nie wiem, czy mi się rączka omskła, czy cuś, ale zamknięcie w piątek.
Na szczęście warzywka wtorek-środa, co za ulga.
I tak mi się (dupa) kręci wkoło pracy.
Kolega pisze, że śle jak śle, bo mu dzieci chorują, małe. Inny, bo tylko bladym świtem może. Inny jeszcze inaczej, bo...
Jaki stąd wniosek?
Że korekta jest wieczna :) Silna, zwarta, gotowa, bez życia osobistego (a chciałam dziś do wujka Mietka i znów nie wyszło), trzeźwa, myśląca.
Żarówka w sówce padła. Mam tylko 40-watówkę z takim małym gwintem, ale boję się, że tykwa się spali.
Ale pięknie to 40 wat wygląda.
I nowy monitorek mojej Błyskawicy :D
Nie pamiętać, nie truć Inżynierowi dupy, zapisać w kajeciku i zamknąć mordę na kłódkę, że znów te dni,kiedy wylądował na OiOM i miał w najlepszej wersji mieć przeszczep. Skoro on tym nie żyje, dlaczego mi wciąż to trwa i trwa?
Nauczyłam się nie trzymać go pod szklanym kloszem, dlaczego nie umiem nauczyć się po prostu żyć?

Wiesz co? Pomyślałam-zagraj w jakąś grę, gdzie sie te sumy niewyobrażalne albo i skromniejsze wygrywa, ale weż i walnij to...spaceruj sobie po Dębinie ( moi mi fotki stamtąd przysłsi) albo poleć na Wyspy.
OdpowiedzUsuńNa Dębinie kleszczy jak mrówek i na polezienie tam muszę mieć co najmniej godzinę wolną, a tej nie mam rano (bo nie wstanę), a zmrok już wcześnie zapada i po 20 ubierać się i leźć na Dębinę? Nie ma opcji :) Lot na Wyspy odpada, polecieć mogę, ale co, jak okaże się, że powrót nie wiadomo kiedy? Moja pensja nie starczy na wyżywienie na Wyspach, a ja nie chcę być dla nikogo ciężarem, życie :)
UsuńTy jestes De Best. A Matki tak maja
OdpowiedzUsuńMoniko, bez przesady z byciem :) Ano, mają i tu mają przerąbane :D
UsuńJędzo! wczoraj mnie poniosło z tym komentarzem, nie mogę , ale było to tez i do mojego M.-gdy po dwudziestej w niedzielę trzy osoby z zupełnymi bzdurami , no nie zadne pilnie chore zwierzę! w tym dwie, które umówiły się na piątek po południu i M. czekał, zamiast pojechać na łódkę:( Wkurza , tym bardziej, ze M. tez na emeryturze:). Dobrego tygodnia ze słownymi współpracownikami!
OdpowiedzUsuńno chyba Twój M. bloga nie czyta, ale tak - rozumiem o co lotto :) Ludzie wykorzystują solidnych ludzi gorzej niż kiedyś niewolników :P
Usuń