niedziela, 18 lipca 2021

Dzisiejszy

 poranek sponsorowało przeglądanie i skanowanie starych fotek,Kochany Pamiętniczku. 

Wywalona bladym świtem przez bezlitosne słońce, napieprzające mi po kopytkach snułam się po mieszkaniu jak smród po gaciach, aż w końcu zajęłam się czymś pożytecznym.

Znaczy się  - tymi zdjęciami. Zeskanowane wrzucałam z duszą na ramieniu na FB, albowiem nie byłam pewna tak do końca, co powiedzą ludzie na zdjęcia z ich młodości.

I tu niespodziewajka - okazało się, że ludzie swoich zdjęć nie mają, a moja przyrodnia siostra-niesiostra akurat wnuczkę u siebie miała i wzruszyła się, bo... wnuczka jej nie poznała, a ona sama nie miała tych fotek.

Tak się kończy niewyrzucanie niczego ;) Ale miło było ludziom dać chwilę wspomnień i oderwania od prozy życia.

A, ja 1974, słynna fryzura "na małpę" :) 

I tu, z "moim" księdzem, Barania


Góra, lato też 1974... Nawet nie pamiętałam, że mam to zdjęcie. Ja to po prawej, na brzeżku ławki... 

A tu już moja ostatnia miłość przed Eksem


piękni byli chłopcy z tamtych lat, z bujnymi czuprynami, aczkolwiek mnie zawsze denerwowały te długie włosy u nich, a lata, gdy Pierworodny miał włosy takie, że z tyłu brano go za dziewczynę, to był koszmar mojego życia, zwłaszcza gdy wyrzygał w nie szampana z makowcem (pić trzeba też umieć) :) 

Był młodszy ode mnie o dwa lata, już nie żyje od dawna. Nie ożenił się. Byłam jego ostatnią dziewczyną, musiałam mu zdrowo zaleźć za skórę, skoro już nie chciał żadnej niewiasty ;) I nie, nie był gejem. 

 I moja Ciocia. Siostra mojej mamy. Ze mną, ostatnie wspólne zdjęcie, na absolutorium Pierworodnego.

Już wtedy miałam kubańską, a dziś wyglądam zupełnie jak ona... Genów nie wydłubiesz. 


 Ciocia zawsze mi mówiła: wszystko ci urośnie, to i cycki urosną. Niestety, urosło mi wszystko oprócz cycków. Taka ze mnie kaleka :D

No cóż, życie...

 

A potem myszkowanie w starociach przerwał Inżynier, meldujący, że jadą na lody do Puszczykowa i pytający, czy mogą wlecieć na inspekcję. Na propozycję pizzy zaprotestował, ale ok, niech wlatują.  

Wlecieli, Alienek specjalnie dla mnie szyszkę z lasu przywiózł, bo kocha babcię. Kalafiorkówna zdystansowana jak zawsze, klocki, wynoszenie na gwałt badyli, bo wszystko leciało, słodycze na wierzchu, dzieci nagle głodne jak cholera, więc mówię: pizza. No i była pizza z Da Grasso, wydzielane przez mamę cukierki, pozytywki i wszystko co w łapki wpadło. Kalafiorkówna na turystycznym nocniczku sikająca, idealnie po niecałym tygodniu, zatem koniec zanieczyszczania środowiska pampersami. Kotek z ajfonika, doprowadzający do ataków śmiechu Alienka, i inne takie tam.

To była superniedziela.

Teraz zbieram siły na następny tydzień, bo to TEN tydzień.

Ale jest cudnie, choć już życia psiamać, popołudnie. 

Bo nawet gdy go już wsadzali do auta, a ja dygałam z kartonami po pizzy, wciąż mówił, że mnie kocha :) 

Mee love too, Alienku :) 

 

A o tym, że MW baluje z jakąś supermamą superkoleżanki  na wybrzeżu dowiedziałam się z FB.

W sumie mam to już głęboko w dupie.




4 komentarze:

  1. Kurcze,Jędzuniu kochana jaka Ty piękna na tym zdjęciu z ciocią.Normalnoe brak słów 🤩😘.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko, dziękuje, ale nie przesadzaj, nie jesteś ogrodnikiem.I zdjęcia zawsze kłamią, wybieramy te pokazujące nas w najkorzystniejszym świetle.

      Usuń
  2. Chlopak jak Mario Lopez tylko bardziej meski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, aktora musiałam googlować :D Faktycznie, może trochę,to nie była wielka miłość, jak na filmie czy w teatrze, ale... A,long story :) Wzruszające są wspomnienia po wspomnieniach i aż serce boli, że dlaczego?

      Usuń