śpiewa moje ulubione Blue Spanish Eyes, Kochany Pamiętniczku...
Me serce drży dokładnie tak, jak 48 lat temu na peronie... Kiedy wiedziałam, że wszystko się kończy, że już nic nie będzie nigdy takie samo, że...
A, po godzinach, grubo po godzinach negocjuję z Bossem.
Zaproponował dokładnie 55 zł więcej za te świnie (a gdzie insert?), myśląc, że oszołomi mnie 3500 brutto.
Nosz, kurwa...
Nie ja ustalam zasady podatków.
I nie, nie zarabiam oszałamiających kwot, pracując od 10 lat bez podwyżki.
No nic, nie odpisuje, ale w dupie to mam.
Zamykam pocztę, zobaczymy w dniu wypłaty.
Mściła się nie będę, bo nie mogę na kimś za jego nieogar. Po prostu będę pracowała za pensję i żadnych dodatkowych cudów.
Korektorzy chodzą po ulicach i szukają pracy (słyszę to od 1992 roku, odkąd zaczęłam pracować w tym zawodzie).
Perhaps.
Proszę zatem ich łapać i patrzyć na efekty ich pracy.
Piwko mi się ochłodziło, jeszcze łazienkę ogarnę, podłoga i legnę do góry brzuchem.
Tak jakby, bo warzywka znów się w całości nie dowiozły, więc poniedziałek albo i weekend do dupy...
No ale powinnam się zesrać takimi zarobkami, bo i tak zarabiam na pół etatu więcej niż planowana nowa średnia krajowa.
Tylko, że pracuję od 44 lat, z przerwą na urlop macierzyński, kiedy zapierdalałam w podskokach jak gazela za obecnymi podatnikami, bez pińcetsplusów i innych cudów.
I tak, nawet jak podniosą minimalną, będę miała więcej, bo to pół etatu. Inna bajka, że od 10 lat złotówki więcej na oczy nie widzę, nie mówiąc już o tym, że home office to dla mnie nie tylko zysk, ale i koszt, a o tym nikt nie myśli.
Boss się zawiódł na moim niepowrocie, bo nie może znienacka i ukradkiem wlecieć, sprawdzić, czy pracuję, czy gram.
A zapewniam, że gram, żeby zabić godziny oczekiwania na pracę. Dziś czekałam od 9 do 14, zanim coś drgnęło. Ale potem pracowałam, jak robot nakręcony na kluczyk.
Czytając wszędzie, że nie wymienię gdzie, o szacunku dla pracowników, o docenianiu, o skracaniu tygodnia pracy do czterech dni, że ludzie lepiej wtedy pracują...
... oczami duszy widzę, jak kładę się w psychiatryku, grzecznie biorę pigułki i mam na wszystko WYJEBANE...
UPDATE
Facet, zarabiający kwoty dla mnie nieosiągalne, targuje się ze mną o wynagrodzenia niewchodzące w skład mojej pensji, argumentując, że w tym miesiącu było mniej stron. KURWA.
To nie jest wynagrodzenie za ten miesiąc, jak w miesiącu mamy full stron więcej dostaję identyczną pensję.
Mam czasem, KURWA, ochotę komuś dopierdolić.
Siostro Rachted, i need you...
No nóż się otwiera, nooo....:(
OdpowiedzUsuńJuż ostrzałki szukałam i znalazłam. Będzie się działo :)
UsuńNie dziwię się, że masz taką ochotę!
OdpowiedzUsuńAno, ale życie jest jakie jest, zobaczymy, co dalej :)
Usuń