wtorek, 13 lipca 2021

Przeżywam

 wciąż tę sobotę, jak nie przymierzając mrówka okres, Kochany Pamiętniczku :)

I coraz to nowe obrazy wyskakują, ale nic nie przebije grzecznego "dziękuję" za każdym razem, gdy dostawali coś do żarełka. A absolutnym hitem było przeszywające jak strzała spojrzenie Kalafiorkówny, gdy spanikowana nad kupiszonem, rozklapniętym na posadzce łazienki, usiłująca zatrzymać Alienka od włączenia prysznica, w panice wycierałam jej dupiszona papierem. Spojrzała mi głęboko i przepastnie w oczy i z wyrzutem rzekła: papierem, papierem? Ha, rozdziewiczyłam jej chyba tym papierem dupsko wycierane dotąd jedwabistymi chusteczkami...

Rodzice się zaśmiewali, ale mnie to głęboko w serce zapadło, że na taki stres naraziłam Kalafiorkównę.

Niezbadane są wyroki losu, chichot historii i inne takie tam...

W poniedziałek zaś praca, bo ona mnie kocha.

We wtorek, czyli dziś, trzynastego (ojaciepierdolę) poleciałam na Manhattan, jeszcze z mokrym włosiem (biedne moje aparaty słuchowe) i Panu od Pomidorków rzekę, że coś się złego dzieje z dupomirkami. Albowiem musiałam dwa z kupionych za zawrotną cenę 19,90 za kilo, a jeden egzemplarz waży ok. 450 g, kupiłam 6 wywalić, bo rano tonęły w pleśni. Pan westchnął, na moje: mączniak, odrzekł: nie, szara pleśń i dorzucił gratis w formie półkilowego żółtego, z tych co pleśnieją jak głupie. Kupuję je, bo dają się jeść ze skórką, są przepyszne, ale... No właśnie, cena i wywalanie połowy na śmietnik, nawet mnie na to nie stać. 

Wracając do pracki, znów inserty straszą. Piszę, że nie ma tak za uśmiech prezesa, a pani się upiera, że pisała, że płacą. Idę w zaparte i czyje na wierzchu? Moje, nie pisała do mnie, tylko do kolegów... Hahahaha, korekta ma zawsze rację, ulegam presji pieniądza, który jak wiadomo, non olet, no i kocham gazetkę, a gdzie oni w tym tempie znajdą korektorkę, ewentualnie korektora...

Na koncie kasa festiwalu, wreszcie, z dwumiesięcznym opóźnieniem, pani obrażona nie odpisuje (w dupie to mam), to ja powinnam dochodzić odsetek, ale szkoda zachodu...

Dobra, robię insert, G. oprócz tekstu oferuje deal czosnku, a... Zaszalałam, kupiłam czosnku za całe 200 zł, Inżynier w tym roku chce 40 główek, dostanie, ale nie ma już sponsoringu, zedrę skórę:) Znaczy się, kasę chcę.

A rano w szparze unijnej taki okaz


 Wiem, Inżyniera dzieło, ale... kurwa, pamięta, pisze, wie, że mnie to kręci, i tak: Kalafiorkówna ma na imię Hania, a Alienek Olek :) 

Wyszło szydło z worka...

A ja, ogarnąwszy wszystkie kuwety, odpaliłam Netflixa i 


polecam. Zaskakujące...

I wyjebane w Kosmos, jak dla mnie, może nie z pokolenia wojennego, ale z powojennego już.A wisi nade mną piątek, kiedy pójdę na badania okresowe do...

Obstawiamy? 

Będę nadal zdolna do pracy, czy wyląduję na śmietniku historii?

Nie ma w tym obstawianiu nagrody, stawką jestem ja...

Ktoś się odważy na mnie postawić?

A tam, taki sprawdzian.

Życie nie składa się z oddychania...



4 komentarze:

  1. lubię hazard;-) obstawiam, że dostaniesz na 2 lata ;-)
    ja nie mogę sobie kupić warkocza czosnku bo normalnie w moim domu wysycha i służy tylko jako ozdoba hmmm
    kupuję na bieżąco od Pana Stasia i też jest ok ale fakt jest, że czoch drogi ( jak wszystko zresztą ) ale czereśnie wysyp sa po 7 zika :D żrę kilogramami na przemian z bobikiem
    o ! apropo bobu, dziś u Waterloo na tablicy widziałam ciekawy przepis na bobik prażony na patelni, już zakupiłam i wieczorową porą będę czynić
    widziałam, że Ty prażyłaś skórki w piekarniku, mój Paskud kiedyś kupił prażony bób w sklepie w chińskimi przyprawami, boski był
    i tu prosz linkę do bobiku
    http://nakarmionastarecka.pl/prazony-mlody-bob-lepszy-od-popcornu-v/?fbclid=IwAR2XG4hRocRnchvKS5kkOxPmpqXkwH4dDPtitzZt2bxjX_cg9oltQPNJYgs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko nęci, ale moja wątroba mówi: bób absolutnie bez skórki, bo ci wykorkuję :) Cóż mam robić?

      Usuń
  2. i co ? i co ? na ile podpisali ?

    OdpowiedzUsuń