czwartek, 8 lipca 2021

Znudziła

 mi się ta obecna szarpanina, Kochany Pamiętniczku.

A dzieje się, bo okazało się, że naczelny od maszynek poszedł na zasłużoną emeryturę, będzie tylko współpracował. A nowy naczelny? Hmmm... Jak dla mnie smarkacz, ale lubię go, a i on mnie lubi, czemu dał wyraz. Ma się to branie, co nie?

Więc tak ogarniając tę kuwetę (o insercie cisza, na sugestię, że czekam na polecenie z góry nie zleciał ani jeden tekst, więc tak, w dupie mam), wolnym walcem, zaczęłam szukać orzeczenia o inwalidztwie. Bo ponoć będzie mi potrzebne w czasie badania okresowego (na chuja? pracodawca ma je dawno w papierach, a mnie papierek wsiąkł, diabeł ogonem nakrył. Woziłam lata całe w kosmetyczce, w dowodzie, bo do biletu ulgowego było mi to potrzebne. Potem weszły plastikowe karty, a teraz, od 6 lat na emeryturze, mam plastikową kartę emeryta, a gdzie jest ten karteluszek? Przydziału na mieszkanie szukałam 10 lat, żadnego papierka nie wyrzucam, nie oglądnąwszy go 10 razy pod światło, mam jeszcze mężowskie rachunki za wszystko, bo... niszczarkę szlag trafił, a nie wyrzucam na śmieci danych osobowych, więc mam i książeczki czynszowe, rachunki za prąd dawno popłacone i nieważne, PIT-y od początku pitowania, a w tyle głowy pouczenia teściowej, że każdy papierek może się przydać, no mnie już ni chuja, bo nie mam się z kim o co procesować, ale śmieci mam full). 

I tak w oczekiwaniu na prackę (a jutro jedziemy do drukarni) z przerażeniem patrzyłam na coraz większy bajzel



no ma się tych skarbów od metra. A to nawet nie jest 1/10 wszystkiego...

Powywalałam z bólem serca instrukcje od urządzeń, których już fizycznie nie mam. Kabli nie ruszam, bo wiadomo: przydasię :) 

Włoski z pierwszych postrzyżyn Alienka znalazłam, ale moich dzieci nie. A nie wyrzuciłam na pewno, aż tak pijana nigdy nie byłam. Ale jeszcze dużo szaf, kartonów i walizek przede mną...

No i zdjęcia. Zdjęcie mojej hmmm... drugiej (a może trzeciej, rachubę straciłam), miłości... z TĄ dedykacją. Kiedyś wrzucę. Brat męża mojej przyrodniej siostry, mam cały karton listów od niego. Nie wyszło nam. Chłopak młodszy ode mnie, już od kilkunastu lat nie żyje. Nigdy się nie ożenił. Nie, to na pewno nie moja zasługa. I nie, to nie ja odeszłam w siną dal, w siną dal, lewa, prawa, na dworcu w M. Cóż, życie.

I zdjęcia, zaczęłam skanować powoli, bo jak nie teraz, to kiedy? Kiedyś wreszcie muszę się za to wziąć, wiecznie żyła nie będę.


 

Moja praca magisterska. Wstyd i hańba, w samej dedykacji błąd na błędzie, błędem pogania. I nie, nie jest to wina maszynistki, ale autorki rzeczonej pracy, znaczy się mnie... Dusza korektorki łka rozpaczliwie, a nikt nie widział tych błędów, a pracę obroniłam na piątkę :)


Kartki świąteczne, nówki nieśmigane, do końca życia ich nie wyślę. Czego to ja jeszcze nie zachomikowałam?

Jastrzębia Góra, rok 1975, bez cycków, a od marynarzy z trudem się opędzałam, pewno dlatego, że druga Basia cycki miała jak malowanie :) Na praktykach zawodowych byłam w bibliotece WSM w Gdyni :) Jaja jak brylanty w akademiku, mieszkali studenci czarnoskórzy i... chodziłyśmy pod prysznic parami, albowiem... dziury w ścianach wydłubywali... A akademik był koedukacyjny... Jak to zdjęcia pamięć przywracają ;)


Już pani magister...
A to hmmm... Nie do wiary. Ja, zaciągająca się papierosem z rozkoszą, w butach na obcasach (z wyszywanego dżinsu, w tych butach szalałam na fajfie w szkole oficerskiej na Golęcinie, tuż przed ślubem ( poszłam jako przyzwoitka koleżanki i po prostu potańczyć, Eks i taniec to nie było kompatybilne), a tam był cały rok po kursie tańca i nie, nic złego się nie działo, po prostu wracałam do domu na boso, a buty wylądowały u szewca - mieszkałam wtedy rzut beretem od Golęcina. W tych butach poszłam do ślubu, nie przejmując się, że są mocno używane, sukienkę odkupiłam za grosze od koleżanki z roku, miała ją na naszym balu absolutoryjnym i nie, że nie miałam kasy, bo dostałam od chrzestnej, ale za leniwa byłam na szukanie kreacji :)

A to moi chłopcy. Zdjęcia nad kanapą nienawidziłam, wpędzało mnie w depresję, ale Eks je uwielbiał, bo było po jego ukochanej babci. Ja zasnąć nie mogłam, dla mnie było ponure i dołujące... Wylądowało w komórce i zlikwidował je "sąsiad sprzątający", nawet nie zapytał, czy można je wywalić, ale że Eksa już z nami nie było, przeszłam nad tym do porządku dziennego. Dziś na grupach widzę, że obraz jest trendy :) 



No i z Inżynierem, w sadzawce u teściowej. Cycków dalej nie ma, dupa jeszcze nie całkiem kubańska, ale celluit widać na kilometr :)

To był mój ostatni kostium kąpielowy. Nigdy więcej innego nie kupiłam, bo po co?

I to na razie tyle w ramach sprzątania i szukania kolejnych papierków.

Ciąg dalszy nastąpi :)


10 komentarzy:

  1. Boziu, jak ja Cię Jędzuniu złota, uwielbiam czytać!!! A jaka Ty szczupła byłaś! Ja w życiu nigdy, a cycków też nie posiadam. A Ty teraz masz już? Bo martwi mnie rzecz jedna. Cycków niet, a obwód dupy rośnie. Źle to wygląda. Pamiętam w swojej pierwszej pracy, miałam takie fajne małżeństwo klientów. Zarąbiste poczucie humoru. I on kiedyś mnie pyta: młoda, czy wiesz kiedy u baby starość się zaczyna? Odpowiadam mu, że nie wiem, ale już wiedziałam, że jego tekst mnie powali. Nachylił się w moją stronę i konspiracyjnym szeptem, żeby żonka jego nie słyszała: kiedy najpierw wchodzi brzuch, a dopiero potem baba 😄 No więc u mnie starość, zaczęła się 3 lata temu. A tak w ogóle kobieto, powaliłaś mnie swoim komentarzem o córce! Przez kilka dni, unosiłam się nad ziemią. Serdecznie Cię pozdrawiam, z mojego gorącego i obfitego w Guniaki czerwczyki Mikołowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasiasta,cycki wciąż mam mikre, ale dupę coraz większą.Jak coś leci, to z cycków, z dupy nic.Ale jaki komentarz o córce? Coś mi z pamięci umknęło? O, i oświeciłaś mnie,dotąd kojarzyłam tylko chrabąszcze majowe :) A tu proszę:guniaki czerwczyki są seksy :)

      Usuń
  2. Pasiasta widzialam jednego Guniaka Czerwczyka nieboszyka, mozextu nie ma inwazji?
    Jędzo, nie lubię wspomnień, chyba sporo wyparlam, albo pamiec do kitu, ale jak dorwę zdjecia to czasem cos mi się przpomni, subiektywnie oczywiscie.
    Kostuim kapielowy, haha, niemawidzilam się rozbierać, mialam jakies, ale od bardzo dawna juz nie mam i nie uzywam.
    Donoszę iż lipa pachnie jak oszalała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas inwazji nie ma, ale i po chodniku sobie tuptają. Ja zachowuję dobre chwile, a te jednak były,mimo wszystko, więc je pielęgnuję w pamięci.Dla mnie też wszystko było traumą- wtedy, a dziś patrząc na te fotki, myślę: idiotko, czego ty od siebie chciałaś? No i teraz czuję się seksi, mimo wszystkich moich wad :)

      Usuń
  3. Jak ja lubię czytać Twoje wpisy!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie,miło :) Miło mieć anonimowego fana :)

      Usuń
  4. Figura pierwsza klasa, tylko pozazdrościć! Pozdrawiam serdecznie znad morza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baw się tam dobrze, Kajko :) Wspomnienia: smukłość cienia, aktualia: gruba talia :)

      Usuń
  5. Jeśli to wizyta w nowej przychodni u innego lekarza medycyny pracy to faktycznie do kartoteki potrzebne jest orzeczenie o stopniu niepełnoprawności,Bo o takim mówimy chyba,że o orzeczeniu z ZUS.Można zawsze poprosić o dokument z miejsca z którego je otrzymaliśmy.Ewentualnie od pracodawcy.W czym problem :P

    OdpowiedzUsuń