wtorek, 19 grudnia 2023

Freedom

 Kochany Pamiętniczku.

Odreagowywałam do poniedziałku, kulając się na trasie fotel-kuchnia- łazienka.

Tym razem mocno mnie trzepnęło, nie ukrywam.

Ale ile można?

W poniedziałek kopnęłam się w tę tłustą, kubańską dupę, albowiem dalsze kursowanie na tej trasie skończyłoby się zejściem w krótkich abcugach.

Nie działają już żadne tabletki uspokajające, melisy i inne wynalazki, tak na serio zastanawiam się, czy nie powinnam iść do konowała, biorąc pod uwagę totalny rozpiździel w mojej psychice.

No ale pewno powie mi, że w tym wieku to jednak pora na emeryturkę, a nie podniecać się pracą.

No cóż, czymś trzeba się podniecać, innych obiektów na horyzoncie nie ma. 

I tu jest pies pogrzebany, o :) 

Nie licząc walących drzwiami i oknami absztyfikantów, nadzianych, bogatych, chcących przekazać swój majątek właśnie mi albo szukających partnerek na FB i chcących poznać właśnie mnie bogatych i na dokładkę przystojnych wdowców, rozwodników i innej nacji tego typu :) Na moje nieszczęście większość z nich ma potomstwo w wieku od małoletniego do nastoletniego, więc odrzucam bezlitośnie, albowiem piękne lata wychowywania skarbów już za mną. A mnie szlag dziś trafił, jak Inżynier przysłał mi swoje słitaśne zdjątko z Edwardem wytatuowanym na ramionku... No i zamiast zaśmiać się, jak wtedy z kolczyka w brwi (a to była sprawa tragiczna, bo kolczyk wbijany w tym miejscu mógł spowodować paraliż twarzy) zaczęłam drążyć, zanim mnie nie wyśmiał, bo to była naklejka z kolekcji, którą Kalafiorkówna dostała na urodziny w czasie przedszkolnej imprezy.

Jak widać, jestem w totalnej rozsypce tak umysłowej, jak i cielesnej.

Ale mniejsza z większym, wzięłam się w kupkę i poleciałam rano na zakupy, niepomna nauk teściowej, że w poniedziałek nie wydajemy pieniędzy, tylko je zbieramy.

No rozchodziły się jak świeże bułeczki, na dokładkę lecąc do Rossmanna koło pętli (siła wyższa, kończy mi się produkt dostępny tylko tam za przyzwoitą cenę, produktu nie było!), przypomniałam sobie, że kończy mi się roczna PEKA. Miła pani doładowała i 90 zł poszło się jebać, fakt, że za tę kasę będę jeździła cały rok, nie martwiąc się o odbijanie. Pani zaś, uśmiechając się,  rzekła, że zaprasza za rok, to wbiją, że jeżdżę już do usranej śmierci za darmo. Uśmiechnęłam się równie promiennie, mówiąc, że zrobię wszystko, by dożyć tej wiekopomnej chwili i pomaszerowałam lewa, prawa, myśląc o nieboszczce teściowej, która co jakiś czas kazała sobie kupować bilety (wtedy były jeszcze papierowe, odbijane bilety), bo ona już na pewno pojedzie zbiorkomem, po czym albo jechała swoim samochodem (była dobrym kierowcą), albo dzwoniła po Eksa czy innego syna, gdy zakazali jej już jeździć, bo bali się, że w maluchu ktoś im matkę zmiażdży. Kochające dzieci :) Sama mam na stanie jedno zmotoryzowane, ale biorąc pod uwagę, ile musi ze swojej wiochy do mojego fyrtla zrobić, żeby mnie gdzieś podwieźć, jeżdżę na co dzień zbiorkomem (a co, 90 zł samo się nie wyjeździ) albo biorę taksówkę - taniej wyjdzie dla wszystkich. Choć taksówką jechałam chyba rok temu - zbiorkom mamy w sumie na medal :) 

No i tak rozmyślając, polazłam lewa-prawa do apteki, gdzie zdobyłam dwa z trzech zapisanych mi opakowań piguł, albowiem więcej nie było. I życząc mojej ulubionej pani magister, która zawsze maseczkę zdejmowała bez wahania, dowiedziałam się, że odchodzi do lepszego miejsca. Znaczy się, pracę zmienia na lepszą. Pogratulowałam, śmiejąc się (ach, śmieszka ze mnie), że ja już takiej opcji nie mam jako prawie siedemdziesięcioletnia starucha (mam za to opierdol od Inżyniera, że sobie lat dodaję), a dziewczę z wdzięcznym uśmiechem: a nie wygląda pani... Nosz, w receptach jest PESEL, więc jak nie wyglądam, jak mam :P Ale miło...

I tak lewa-prawa doszłam do chaty, a że ciepło było, więc wzdechnąwszy nad mizernymi zakupami, na które wydałam pierdyliard kasy, kopnęłam się po raz kolejny w tłustą kubańską dupę i... umyłam wszystkie okna, jednym rzutem na taśmę.

A co...

I padłam, mówiąc, że nie wstanę.

Ale wstałam, poprawiłam koronę i...

Ogarnęłam świąteczną dekorację, choć zarzekałam się, że w tym roku nie...

I tak

... od drzwi wita gnom... :) Na samych drzwiach wianek, lampeczki i inne takie tam :) 


W małym pokoju sobie gwiazdka świeci, nie wiem, dlaczemu na fotce jest biała. To w ramach dekorowania osiedla, na którym na chujence jakiś debil przeciął przewody i nie świeci. Na szafie leci łańcuch, ale zastanawiam się, kto zapłaci rachunki za prąd. No jak to, kto? Moi :P 

Dracena, robiąca za całoroczny pocieszacz światełkowy zmieniła kąt, mam nadzieję, że jej się to spodobało


a na komodzie, po usunięciu pierdyliarda kurzołapów, zajęła miejsce chujenka jeszcze z czasów sprzed transformacji ustrojowej (a co, ekologiczna jestem), tym razem w pełnej krasie, albowiem osadzona wreszcie na stojaku, a nie utykana folią w doniczce, dzięki czemu rozwinęła skrzydła (a nie, wróć, gałązki). Ozdoby, oczywiście, wiekowe, jeszcze z mojego rodzinnego domu, aczkolwiek lampki już nie...). I nie naćpałam w tym roku węży, więc jest piękna :) 


Z całą bandą gnomów wygląda przeuroczo :)  I tak, łańcuchy robiłam z chłopcami. Więc nie, nie wyrzucę, chociaż są już niemodne.

Nieważne.

Wieczorkiem, konając i wciąż nie mając na poczcie potwierdzenia, że mam urlop, skrobnęłam do (niby)naczelnej, pani M. Ochoczo podpisał urlopik i tym pięknym sposobem do 7 stycznia będę chodziła własnymi drogami, mając na wszystko i na wszystkich wyjebane.

Potem poszłam umierać i zażywać pigułki uspokajające, ale i tak zasnęłam o 3 nad ranem, na nierozłożonej kanapie w małym pokoju, tak mną cholera miotała...

A rano oczywiście iPadzik... i MSG, że czy wiem, że M. nas opuszcza...

Miałam sygnały, że tak się kroi, ale nie miałam potwierdzenia.

I że to wszystko przez niereformowalność.

I że pani M. też myśli o tym. 

No japierdolę, wiem, że wszystko się sypie.

Ale jak coś, ja ostatnia gaszę światło. Bo mnie nawet te marne grosze, które zarabiam dają swobodę życia.

I nie mdleję przy kasie, gdy zamiast 50-70 zł zostawiam 130.

Kurwa.

Co ta kasa robi z ludźmi?

W planach miałam dziś mycie lodówki, ale najpierw, skuszona wschodem słońca 


i samym słońcem,polazłam do Lidla


bo tak to można iść, iść w stronę słońca, odrabiając tydzień siedzenia na dupie (tłustej, kubańskiej).

Z zakupów w Lidlu wróciłam zadowolona, aczkolwiek  poszłam tam tylko dlatego, że łudziłam się, będą boligłówki.

Nie było, ale same zakupy OK :) Choć znów ponad 100 zł zostało w kasie.

Wypakowałam zakupy i poszłam dalej na łowy.

No i trafiony, zatopiony :)
W Aldi były boligłówki, w zabójczej cenie 8 zł bez grosza za donicę z trzema :) A nie tak dawno, gdy specjalnie wysiadłam przy Wildeckim z bimby, bo w kwiaciarni wypatrzyłam boligłóki, których szukałam od końca listopada, odeszłam jak niepyszna, albowiem śpiewali 23 zł za miseczkę...
I tak z Aldi wróciłam lżejsza o kolejną stówkę, ale oj tam, oj tam... Jeszcze tylko zapas pyrów muszę uzupełnić i ciasto odebrać w piątek i mam ogarnięte świąteczne szaleństwo zakupowe, nic się nie zmarnuje...

A jak pięknie to wygląda


I jak cudnie będzie śmierdzieć, gdy zakwitnie i gdy będę musiała je wynosić (gdzie?), żeby spać...

Schab w folii (bo nie mam rękawa, zapisane: kupić) nadziewany śliwkami wyszedł, że ojapierdolę :) 

Ale nie, nie oferuję się gotowania na święta.

Bo nie.

Wrócę z włości i będzie po mojemu.

Me and my Shadow - będzie cudnie :) 

I tak staram się nie nakręcać, czytając wiadomości, że...

Jednak miliard za złoto, wywiezione z Anglii, nad którym lamenciłam, ale Inżynier mnie wyśmiał, jednak został przez Jaszczomba i spółkę przejebany. No a jak, z przytupem i półobrotem, ale to ja jestem nieżyczliwa, małostkowa i wspieram nieodpowiednią opcję. Nikt nie wie, ile mnie kosztuje niewysłanie tego linka do teścia I., który wciąż mi mówi, że wspieram nie tę partię, co trzeba i jeszcze pożałuję.

Może ja jakąś mgłę mózgową mam, choć chyba nie miałam koronawirusa?

Jakaś taka popierdolona jestem, chyba.

Z dobrych nowin - Kurskiego, tego do kurwizji, co wybył do Banku Światowego, ściągnęli za frak apiać.

Macierewicz miota się, ale nic nie ugra.

Parówki mu nie pomogą.

Trzymam kciuki za to, by udało się ten syf opanować.

Choć za wybuch wulkanu na Islandii nic nie mogę.

To już nie są moje kompetencje :)

A lodówkę i tak muszę umyć.

Ale jutro ma lać, więc pogoda mi sprzyja w dotrzymywaniu postanowień.

Coraz bliżej święta :) 




4 komentarze:

  1. Jakie swieta? Aaa, swieta! Zupelnie nie mam czasu, ale od jutra zaczne. Okien nie umylam, a sprzatanie zrobie jak co tydzien, bo mam w dupie te swieta, choc musze brac w nich udzial ze wzgledu na dzieci. Za to udalo mi sie znalezc wolna chwile i zapakowalam prezenty oraz przynioslam z piwnicy akcenty. Czwartek i piatek przewiduje na gotowanie, sobote na spa. A potem juz bede tylko odpoczywac do samego nowego roku. No chyba, ze ktos znow zapuka, bo trzeba bedzie pouwazac na dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hiacynty bardziej kojarzą mi się z Wielkanocą, więc się w Aldim nie skusiłam na nie, choć nie powiem, krążyłam wokół nich ze trzy razy :) O złocie nie słyszałam, zaraz poszukam informacji, mówisz, że Jaszczomp nie upilnował go ? Hmmm, jakoś mnie to nie dziwi. No i Kurskim ucieszyłaś się chyba troszkę przedwcześnie, nie chce się chłopak dać oderwać od koryta- pardon, znaczy się, uważa, że jeszcze nie wypełnił misji. Piękny wschód słońca sfotografowałaś !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nie, nie, powoli wracają wszyscy wielcy emigranci, tylko to nie takie hop siup, żeby to odkręcić momentalnie. A hiacynty u mnie mnożą się jak króliki i już nie mogę się doczekać, kiedy zaczną pachnieć smrodem :)

      Usuń