piątek, 1 grudnia 2023

To nie był

 Czarny blues o czwartej nad ranem,Kochany Pamiętniczku, Starego Dobrego Małżeństwa, to proza życia, znaczy się sik wywalił mnie spod kordełki do kibelka.

Ile dałabym za przespanie nocy tak, jak Kalafiorkówma, kopiąc we wszystko, ale się nie budząc i nie wlokąc do łazienki.

To se ne vrati, c'est la vie.

A za oknem było mleko i od razu mój pojebany mózg zaczął pisać czarne scenariusze, że I,. że te wąskie jezdnie, że jadą...

A jeszcze gorsze scenariusze, a może lepsze zaczęłam pisać o 7, gdy yahoo!  w ajpadziku pokazało, że mamy minus 14.

Oczami wyobraźni widziałam, jak zdechnął akumulator (garaż wciąż nieczynny, nawet tam nie zaglądałam, nie moja to bajka).

Wdech, wydech.

Jestem marną scenarzystką.

Nic nie padło, aczkolwiek musiał skrobać nawet w środku auta :)

Już nie pamiętam skrobania. I dobrze :)

I tak walczyły we mnie dwie opcje - leźć w ten mróz, czy nie leźć. Wygrała opcja nielezienia, bo na upartego mam w domu wszystko do przeżycia miesiąca z hakiem, póki z kranu leci woda :) 

I tak dokończyłam Winnych na Disney+, dobre, nic nie jest takie, jak się wydaje.

Trochę pokorekciłam, aczkolwiek z gazetki, która czasu nie ma nic nie było, ale maszynki się starają.

Obiadek ogarnęłam.

Pokontemplowałam zaokienne


cuda prawie jak z Doktora Żiwago, ale to nie była mgła, to był i jest wciąż smog - oddychać się nie daje.

Kurwa. 

Po obiedzie, po skończonym serialu nic się nie działo, a minus 14 spadło do minus 2 i słoneczko jebało aż miło



więc poszłam w siną dal, a co...

Na pocztę wleciałam i za chęć wysłania 8 (słownie: ośmiu) kartek, z czego 3 za granicę, choć zarzekałam się, że nie ślę, a te 5 krajowych to do osób bliskich memu sercu, ale nieinternetowych i TYLKO telefonicznych (a ja nietelefoniczna, jak wiadomo), zapłaciłam 50 zł bez kilku groszy.

Kurwa.

Dobrze, że nie było kolejki, bo za mną urosła, a pani sprzedająca znaczki mamrotała: jeszcze 20 groszy, jeszcze 30 groszy, skanując rzeczone znaczki i wklepując coś do kompika, a ja roztapiałam się w zimowym płaszczyku, bo na poczcie było cieplej niż w mojej chałupie, panie siedziały w krótkich rękawkach... I olaboga, za mną zrobiła się zakręcona jak świński ogonek kolejka, mnie poleciały z niedopiętej portmonetki drobne, które z trudem zebrałam (no cóż, 5 zł to już nie takie drobne), a wokół kwitnęły jak te leluje pocztowe książki, obrusy, mydełka, herbatki i chujwijeszczeco :) 

Do apteki poleciałam, albowiem kończą mi się piguły niezbędne do nieumarnięcia (aczkolwiek w ulotce stoi jak wół, że jak się coś nie powiedzie, to zejdę z tego świata, ale cóż, wola boska i skrzypce). Receptę wydrukowałam, albowiem doszły mnie słuchy, że po 1 listopada coś tam nie stykło i cały pogrzeb z receptami na nic. Na dokładkę nie pamiętałam, czy akurat w tej aptece się zaopatrywałam, a jak wiadomo, recepta raz zrealizowana jest przypisana do danej apteki, co dla mnie w dobie komputeryzacji i pierdyliarda kont pacjenta jest absurdem, ale cóż.

To była ta apteka. Mam jeszcze do odebrania 4 opakowania. Ale mogą mi wydać jednorazowo 120 tabletek. Opakowanie ma 28 sztuk, czyli chciałam wszystkie, żeby już nie latać. Niestety, na stanie było jedno. Ale za darmo, o tak, dziękuję ci jebany pisie za te darmowe leki. Wolałabym zapłacić i dostać całość, ale może to i dobrze, bo mam motywację, żeby pokolędować po resztę. I tak, te darmowe, kurwa, są za moje podatki :) Co z uśmiechem na ustach rzuciłam mojej ulubionej pani w aptece, a za mną już była kolejka zakręcona jak świński ogonek.

Poleciałam do rzeźnika i w porywie szaleństwa zanabyłam


w ramach dobrego uczynku dokarmiania biednych wnuków (nie, nie Łobuzów), albowiem ich ojciec jutro ma ogarnąć moją baterię w łazience.

I tak, kurczak jest drogi - zapłaciłam za niego prawie 30 zł.

Ale nie żałuję, co oni z tym zrobią - to już nie mój ból.

Pierworodny potwierdził, że gotów jest na akcję naprawiania baterii.

Więc wróciłam do chaty, ogarnęłam, co trzeba, jak to w dniu gospodarczym, pranie, sprzątanko i takie tam.

A jutro będzie się działo, bo nie wiem, czy bateria da się tak bezboleśnie ogarnąć, aczkolwiek Pierworodny w tej dziedzinie mistrzem jest.

A potem ląduje Inżynier, który zostawia furę i idzie na firmową balangę.

Więc...

No cóż, nie ukrywam. Jestem matką wariatką. Znów będę spała jak zając pod miedzą. Nie, żebym się martwiła brakiem zasięgu.

Ale z tego się nigdy nie wyrasta.

W następnym życiu wyskrobię bez wahania obu i będę żyła długo i szczęśliwie.

Rezygnując nawet z takich sielskich obrazków



I tak już umrę, a co?

W ciszy, spokoju...

No dobra, a kto mi naprawi wtedy kompika?

Trzeba jednak przeanalizować wszystkie za i przeciw.

Pocieszające jest jedynie to, że Mała Wiedźma na w telefonie aplikację śledzącą i jak coś, nie powinna zaginąć.

Ja też mam. Znaczy się, Inżynier mnie śledzi, czy matce czasem nie włącza się amba z przerzutką.

Ja nikogo nie śledzę, ale cieszę się, że jestem śledzona :) 

I tak się to kręci :P 


 


11 komentarzy:

  1. Rynców nie czuje, a jutro pewnie jeszcze bardziej nie bede ich czula. Jestem smiertelnie zmeczona i sponiewierana, a konca roboty nie widac, czeka mnie pracowity tydzien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezustannie trzymam za Ciebie kciuki, Matko Polko Zbawicielko Całego Świata :) :*

      Usuń
  2. kochana dziś w owadzie nagotowałam barszczu za 3,99 za 1,5 litra machnęłam od razu na święta i sylwestra hahaha
    ten kurczak kukurydziany jest dość dobry czasem kupuję
    Łobuzy mają fajne duże podwórko, niedługo i ja będę miała ;-)
    co do leków to ja kurwa ostatnio wnet klękłam przy płaceniu, a to były tylko dwa leki na kaszel, który mnie męczy od sierpnia z przerwami. Nie powiem szału nie robią ale w nocy już mnie zmora nie dusi ;-)
    spoko płuca prześwietlone

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popacz pani, a ja w Aldim zapłaciłam prawie 6 zł za karton i to niby w promocji. No cóż, nie za bardzo mam czas na latanie wszędzie, czasem daję się nabrać na gazetkę, ale mniejsza z większym, te parę groszy mnie nie zbawi, a mam problem z gara, jak mówiła moja Ciocia :)
      To nie podwórko, to - o wstydzie - ogródek :)
      Teoretyczny.
      Ale nie mój cyrk, nie moje pchły :P
      Ja tam zawsze proszę w aptece o syrop z kodeiną - wiem, wiem, stara narkomanka ze mnie.
      Cieszę się, że się prześwietliłaś.
      Zdrówka :*

      Usuń
  3. ten mróz to dziś "przygrzał" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w południe już było OK, tylko moje bratki szlag...

      Usuń
  4. Jak kilka dni tu nie zaglądam, to potem mam super lekturę na początek dnia:). Ależ u Ciebie się dzieje! A dziś mnie olśniło, że jakieś pierogi trzeba by zaplanować, i pewnikiem samej zrobić, bo "ruski" sklep zamknięto i polskich pierogów nie wiem gdzie w Berlinie szukać.
    Pozdrawiam i ściskam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzuć na Google, on wszystko wie. Nie chce mi się wierzyć, żeby w Berlinie nie było innej miejscówki, nawet w takich małych miejscowościach w UK, gdzie bywałam, były polskie sklepy, a jak nie to lokalni "Ciapaci" (wybacz, nie wiem, czy to byli Hindusi, czy Turcy, czy inna nacja) mieli zawsze wybór polskich towarów lepszy czasem niż moja osiedlowa piątka. A mieściny miały raptem niecałe 40 tys. mieszkańców, więc gdzie im do Berlina :) No chyba że jesteś sadomaso i lubisz lepić pierogi... ;)

      Usuń
    2. A wiesz Doris, ja tam latałam (do ruskiego sklepu), bo mieli polski twaróg półtłusty, a pierogi lepić i potrafię i lubię, bardzo przepraszam ale zamiłowanie wyniosłam z domu:).
      Tak, Berlin jest duży i może gdzieś polskie gotowce są, ale szkoda mi drogiej benzyny na jeżdżenie i szukanie sklepu, a pierożki na Wigilię będą z grzybami i kapustą, więc odpuszczam szukanie. "U Turka" pod moim domem tracę głowę i wynoszę stamtąd najróżniejsze specjały i przyprawy, których nie znam wcale lub prawie wcale. Ruskiego nie żal mi z wiadomych względów, sorry.

      Usuń
  5. Znam te lęki, moi wracali wieczorem w śnieżycy🤔Ale dzisiaj tylko- mnóstwo urodzinowych serdeczności!🍾🌹

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Basiu :) A i Tobie, imienniczko (nie wiem, czy masz urodziny też dziś) - wzajemnie, najserdeczniej :)

      Usuń