wtorek, 26 grudnia 2023

Piękne

 były tego roku święta, Kochany Pamiętniczku :)

Wstawszy bladym świtem, podążyłam do lodówki, gdzie miałam skitrane resztki wódki na tę okoliczność przyrody i wychyliwszy starym śląskim obyczajem wigilijnym dwa kieliszki wódki, po jednym na każdą nogę dla zdrowotności przez cały rok, miałam niezłą jazdę...

Tylko Barana mi brakowało do tej imprezy, ale nagle brzęknął MSG i... zapytał, czy już stary śląski obyczaj, którego on mnie nauczył, kultywowałam. Bo on właśnie się za to zabierał, też do lusterka... I tym pięknym sposobem pogawędziliśmy sobie miło jak zawsze w Wigilię, wciąż bliscy sobie, choć dzielą nas tysiące kilometrów i życie... Życie nas dzieli, ale że jest nieprzewidywalne, to nic nie mówimy :)

A potem się ogarnęłam i wróciłam do stanu używalności, tym bardziej że Inżynier opóźnił przyjazd i dobrze, bo padał deszcz ze śniegiem i było nieciekawie.

Wyjeżdżając zaś zapodał na MSG taki komunikat: 

Alienek: Gdzie jedziesz? Ja: Po babcię. Alienek: NARESZCIE! Babcia jest moją najbardziej ukochaną. Lubię ją najbardziej na świecie.

No cóż, nie miałam wyjścia, co nie?

Na co mi na stare lata przyszło, taki młody wielbiciel.

Dojechaliśmy i rzuciły się na mnie hurtem oba Łobuzy, aż nie wiedziałam, na które pytanie najpierw odpowiadać i którego najpierw ściskać, a na wieść, że zostaję na noc usłyszałam: no, nareszcie :) Tylko Kocia Księżniczka nie była tym faktem zachwycona, albowiem znów zajęłam jej miejscówkę.

Siedziałam i kwitłam, bo młodzi wszystko ogarniali - i prawidłowo, tak powinno być.

Tylko poprosiłam o przywilej obrania ziemniaków, bo uwielbiam tę czynność, a wiem, że Synowa jej nie lubi.

Więc awansowałam na podkuchenną, jak za dawnych lat


 i tyż piknie. Obrałam 2 kilo pyrów i było mi mało, ale więcej nie mieli na stanie, dziwni ludzie, ja sama dla siebie w domu miałam skitrane 2 kilo na te dwa następne dni ;) 

Powoli zaczęli schodzić się goście, udało mi się zgromadzić całą Bandę Czworga do fotki ze mną. Tak jak kiedyś wrzeszczałam, że nie robić fotek, tak odmieniło mi się - to jest coś, co im zostanie, jak mnie już nie będzie. Bo jednak widzę, że choć taka paskudna, to jestem im potrzebna. Nieważne, jakie motywy za tym stoją.

W każdym razie przy składaniu życzeń, zestresowana wiadomością, że babcia może oślepnąć Mała Wiedźma życzyła mi tego, bym wzroku nie straciła, a wyciągając prezent, w którym była moja kartka powiedziała: ja ciebie bardziej i nie mogłyśmy dojść do porozumienia w tej kwestii :) Pozostała nierozstrzygnięta, się zobaczy ;) Papryczek zaś, jak to on, mało mówił, ale dużo się tulił, jak Edek ;) I zaskoczenie Małej Wiedźmy, gdy dowiedziała się, że jest jako panna: -anka albo -ówna, a jej mama jako mężatka - owa. Nie miała pojęcia o polskich końcówkach nazwisk. Za to Inżynier mówił potem, że gdy słuchał, jak rozmawia z Pierworodnym po angielsku, był zachwycony jej pięknym akcentem... No cóż, 9 lat była w tamtej rzeczywistości, z której wyrwali ją z korzeniami, co też zdrowiem przypłaciła, ale może mimo wszystko taka znajomość języka ułatwi jej coś w życiu. Zobaczymy :) Papryczek i Łobuzy znają english, ale już nie tak, to nie są ich korzenie tak do końca.

Wigilia upłynęła w pokojowym nastroju (później Inżynierostwo mówiło, rozmawiając ze mną, że byli zaskoczeni apolityczną atmosferą, nie ukrywam, że ja też).

Jednak Uber działał w ten wigilijny wieczór i zawiózł Pierworodnych do miasta za jedyne 75 zł polskich (taksówka w dzień powszechni z miasta do włości kosztowała Inżyniera w czasach budowy 180 zł). Zasponsorowałam Ubera, bo mogę, a wiem, że oni się wyprali z kasy. Nie kupowałam dorosłym prezentów, bo nie, więc to chyba lepsze niż para skarpetek i jakiś szampon.

Łobuzy siedziały jak na nich dość długo, Alienka trzeba było siłą odrywać od prezentów. 

Ale zasnęli szybko, a my konwersowaliśmy przy winie i whisky...

I to był bardzo owocny wieczór.

Już nie pamiętam, jak to wypłynęło, ale zeszliśmy na tematy historii i okazało się, że Inżynier, ten techniczny umysł, czuje się niedokształcony z powodu szkolnej nauki historii... Że nie szkoła nie óczy rzycia. To prawda.

I okazało się, że nic nie wie o Marcu 68, Pierworodny by godzinami prowadził na ten temat wykład, ale on ode mnie się dowiedział, że coś takiego było, nie miał o tym pojęcia. I podałam mu namiary na Marzec 68 na Netflixie, bo co ja tam będę wykład robiła. W poniedziałek odpisał mi, że dziękuje, że płakał... Ja też płakałam.

Więc jednak potrzebne są takie spotkania i nocne rodaków rozmowy.

Poszliśmy spać po północy, a w nocy budziły mnie  sierściuchy



 to niewiniątko, i to



wędrując do łazienki do kuwety, albowiem za drzwiami wiatrołapu, które są częściowo przeszklone włącza się światło na fotokomórce, gdy ktoś tam przechodzi... A mnie nie budzi dźwięk, tylko właśnie najlżejsze światło...

A o 4.38 zapaliło się światło na maksa w łazience, a dwie minuty później na mnie runął kłębek miłości - sublokator...

Alienek.

I nie, nie dlatego, że mnie aż tak kocha, później dowiedziałam się, że o 3 próbował wymusić od ojca iPada, ale ten bezpardonowo wywalił go do jego pokoju (Alienka, nie iPada). Zatem nad ranem, już nie mogąc wytrzymać, wlazł do babci, bo babcia też ma iPada... LEGO nie dołącza już do klocków papierowych instrukcji, tylko instrukcje w PDF. Biedna, niedospana babcia, niemająca zielonego pojęcia, jak tych instrukcji szukać, nie tyle skacowana, co nie do końca trzeźwa, znalazła jednak PDF potrzebny (orkiestra, touche, czerwony dywan rozwinąć), zawinęła się w kordełkę z nadzieją, że pośpi. Ale nawet dobrze nie zasnęła, gdy została zbudzona po raz kolejny, bo następny PDF był potrzebny... I wparował przebudzony rozmową ojciec Alienka, z darciem mordy, ale cóż, zapomniał, że ma matkę.

Wiem, Alienek powinien dostać w skórę, ale cóż?

Jakby były papierowe instrukcje, nie budziłby posiadaczy iPadów :) 

I tym pięknym sposobem o 6.58 biedna, sterana babcia poszła pod prysznic...

Reszta domu budziła się powoli, a Łobuzy korzystały z tego, że babcia jest, daje iPada i można puzzle układać.

No cóż, nie da się ukryć, wiem, jak przekupić Łotrzyków :) 

Po śniadaniu, podczas którego zażeraliśmy się świeżo upieczonym przez Inżyniera chlebem (Wróciły wspomnienia z W., kiedy budziłam się z zapachem świeżo pieczonego chleba), o niebo lepszym od tego z angielskiej mąki, zażerałyśmy się nim obie z Kalafiorkówną, mamrocąc: jaka dobra skórka, jaka dobra skórka, przypomniałam, że jednak muszę wrócić na memłon, a że i słoneczko nagle wyszło na chwilę


 załadowaliśmy walizkę, wałówkę (ciasto marchewkowe Inżynierowej - poezja smaku, śledzie od jej bratowej - jadłam dwa dni z pyrami i dzięki temu nic mnie nie boli, karpia odmówiłam, bo gotował teść Inżyniera, a że on wszystko kupuje po kosztach, to kupił całego, zarżnął, nie wyfiletował i z lekka spalił, topiąc w tłuszczu, a i mułem jechał, więc nie, rozmrożę swojego i zrobię jak lubię). 

Odwieziona do domu, z duszą na ramieniu, bo piździło gorzej jak za cara na Skieletczyźnie i mało nas z autostrady nie zepchnęło, doczekawszy powrotu kierowcy na włości, odetchnęłam z ulgą.

Padłam już o 20, walcząc w ciągu dnia z sennością, bo wiedziałam, że gdybym zasnęła w dzień, to noc z głowy. A jest jebana pełnia.

I dwa dni świąt minęły jak sen złoty, spokojnie, ze Spotify i światełkami...

Trochę mnie gryzło, że Pierworodni nie zaprosili mnie nawet niezobowiązująco na kawę, ale cóż. Pewno nie posprzątali przed świętami :) 

A ja nie zapraszam, bo skoro po ostatnim zaproszeniu i po kilku wizytach Pierworodnego solo albo z potomstwem (jej nie widziałam u mnie już chyba 3 lata, zawsze ją boli głowa), nawet nie zapytają o moje plany - nie poczuwam się do latania koło tyłka. Bo u mnie równałoby się to zdejmowaniu ze stołu dżungli świątecznych badyli i lataniu do kuchni, zmywaniu, więc nie, nawet na kawę nie zapraszam. Bo nie mam soków (wody nie pije, herbaty nie pije, kawa rozpuszczalna tylko - nie mam, mam z ekspresu, sok nie taki, a taki, spasuję).

A tak nawet wielkiego zmywania nie mam, bo talerzyki na bieżąco, sztućce też. 

I tak, podsumowując, jest cudnie.

I jeszcze ponad tydzień wolności, nie myślimy o robocie.

Jak przestanie piździć, to może i z chaty wyjdę, bo zakupów nie muszę robić, choć nie robiłam zapasów.

W sobotę ma być impreza, bo dziś Kalafiorkówna świętuje 5. urodziny, ale że nie ma całej rodziny, więc przełożyli na sobotę. Już kombinuję dojazd zbiorkomem, bo mnie to mniej kosztuje niż denerwowanie się o Inżyniera.

Prezent mam z głowy, kupiony już dawno.

Na sylwestra się nie umawialiśmy, a i ja z przyjemnością spędzę ten dzień na memłonie. Spokojnie. Nadmiar wrażeń i miłości też nie jest wskazany, co nie :) 

Ale dobrze czuć się, że jest się kochaną.

Poniekąd, ale zawsze ;) 

Tylko ta jebana polityka!


***** *** i ****, i Konfę, i całą po**baną resztę!


4 komentarze:

  1. Fakt, polityka przycmiewa fajnosc swiat, szczegolnie, kiedy wie sie, co brezniew knuje, a knuje to, zeby dlugopis po zawetowaniu budzetu oddal sprawe kuchcie, ktory bedzie miala za zadanie uznac dzialania rzadu za niekonstytucyjne, po czym bedzie mozna formalnie rozwiazac rzad i oglosic nowe wybory. Strasznie mnie to wkurza, choc nie powinno, nie moj cyrk i nie moje malpy, ale mam tam jeszcze wielu przyjaciol. Amerykanie umieli sobie poradzic z niepogodzonym z przegrana Donaldem, Polacy toleruja okupacje telewizji, kiedy powinni wyslac na okupantow wojsko o osadzic wszystkich rebeliantow w kozie, zdelegalizowac ten pis i zaprowadzic porzadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Polska to jest Polska, a nie jakaś tam Hameryka :) Robimy wszystko po swojemu i basta :)

      Usuń
  2. Piękne, a to wcale nie tak często bywa:) Młynarski napisał, że Święta ,to operacja na otwartym sercu:)Wiem od siostry,że jej spędzane z patchworkową rodziną córki podniosły jej ciśnienie do granic! moje były podobne do Twoich- dowody uwielbienia od najmłodszych i jednak-miłości od starszych, wynagradzały wszystkie przedświąteczne wysiłki:) Odjechali do Poznania po świątecznym śniadaniu,na obiad do drugich dziadków, a my leniwie zalegliśmy na kanapie sącząc gwiazdkowe prezenty:) Miłego spotkania urodzinowego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzielna jesteś, że ogarniałaś wszystkich, ja wypisałam się z tego klubu, niech się młodzi męczą, ja mogę co najwyżej pyry obrać :D Dziękuję, jako i Tobie życzę przeżycia Nowego Roku w spokoju :)

      Usuń