rok z szóstką na przodzie, Kochany Pamiętniczku...
I kiedy to przeleciało?
Serio?
69?
W tym wieku, no nie powiem, gdyby było z kim, nie odmówiłabym, dużo się przez te wszystkie lata nauczyłam, zwłaszcza w tamtym fajnym okresie... (tylko do mojej wiadomości) :)
Ale ponieważ teraz nauczyłam się cenić siebie, swoją wolność i niezależność - niech tak zostanie.
Nie spotkałam potem już nikogo, kogo potrafiłabym tolerować w swoim życiu.
I nie mówię, że mi z tym źle, choć czasami przemyka mi przez myśl, że poprosiłabym o herbatkę, ale potem zaraz mi przechodzi.
Bo tak :P
Pierworodny przybył punktualnie, ale...
Po raz kolejny bez okularów, zaczynam snuć spiskowe teorie dziejów. Ale nie, drugi raz ani nie wykładam, ani nie dopłacam - zdaje się, że powinnam sama zmienić bryle, ale to w styczniu. I nie, że mnie nie stać, ale jak zacznę łatać wszystkie ubytki, to zostanę z gołą dupą w trymiga. Tym bardziej, że za robotę zapłaciłam jak fachowcowi, dokładając i kuraka i inne cuda dla wnuków. Bo tak mnie naszło, a jeszcze czekają mnie urodziny Papryczka i Gwiazdka dla nich. A i plumkał o prawie jazdy, ale tu ugryzłam się w język, prawie że go odgryzając, bo płaciłam mu za nie już dwa razy. A, long story. I to jest typ, który nie powinien mieć prawa jazdy, bo nie.
Tak jak Eks, choć Eks z innych powodów.
Nieważne.
Zatem wymierzył baterię i pojechaliśmy do Posnanii, co w sobotę zajęło nam w sumie 2 godziny, bo taki rozkład jazdy, a i sama Posnania to moloch.
Zatem zanabyłam chyba najdroższą baterię (tak się zawsze kończą zakupy z nim, powinien zostać sprzedawcą, ma do tego zacięcie) - żartuję, była w komplecie z wężem i słuchawką, inne po dołożeniu części kosztowałyby mniej więcej tyle samo, no i mam
Konia z rzędem temu, kto zgadnie, jak w tym ustrojstwie włącza się prysznic, skoro nawet Inżynier nie zgadł, choć odgrażał, się, że YouTube mu pomoże :)
Ale fajne jest (odpukać) i jak przetrwa kolejne 10 lat, jak poprzednia bateria - nie pożałuję wydatku :)
Bo stwierdziłam, że zrobię sobie prezent pod choinkę.
Wciąż dokładam tu i tam, a dla siebie kupuję badziew jak ten toster w Action.
I to jest bez sensu.
Miło znów myć ten głupi, siwy, łysy łeb w odpowiednim strumieniu wody.
Pierworodny poleciał, wleciał Inżynier, na Sleepover at Mummy, dobrze że bez Łobuzów.
Pojechał na tę imprezę zakładową, a jakże, a tam był Smerf Maruda again, bo wrócił do PL i dalej są w tej samej firmie.
To jedna z niewielu osób, które nienawidzę (a i nasi wspólni znajomi są ze mną zgodni w tym temacie), ale cóż.
Nie dobieram dziecku znajomych, bo uparte jak diabli i chociaż wszyscy mu mówią, że on nie jest grosza wart, obstaje przy swoim.
Życie.
Dziecko wróciło zmasakrowane o 3 nad ranem. A ja znów miałam powrót do przeszłości, choć nie wysyłam już SMS.
Teraz bardziej martwi mnie jego powrót do domu, bo jest zmotoryzowane.
Doprowadziłam do stanu używalności, dojechał cały i zdrowy, a ja, truchlejąc, pocieszałam się, że jedzie tym razem bez Łobuzów i nikt mu nie trzeszczy nad uchem.
Chyba wymówię Hotelik u Mamusi next time, to nie na moje zdrowie.
Nie wie, ile mnie to kosztuje.
A ja już, nie chwaląc się, swoje lata mam, a co nie?
W niedzielę odreagowywałam nieprzespaną noc, ogłupiając się świątecznymi komediami z mnóstwem sztucznego śniegu, gdzie w zaspach pomykają panie na szpilkach i w rozpiętych płaszczykach, kurwa :)
Z włości dostawałam fotki strojenia choinki i...
Zemsta jest rozkoszą bogów... Inżyniera wyćpniętego na mróz, na śnieg, obrzuconego śnieżkami. Dobrze mu tak :)
Nos przespałam spokojnie, aczkolwiek po siku o 4,54 zasnęłam znów i pojebane sny miałam, ale oj tam, oj tam.
Budząc się ponownie uświadomiłam sobie, że jestem już nie Starą Jędzą, ale Starą Dupą, albowiem mam od dziś 69 lat...
O Mamie pomyślałam ciepło, bo wiadomo - mama.
Nie analizowałam minionych 68 lat - jakiekolwiek by nie były, jestem szczęściarą, że je przeżyłam.
Eks zmarł mając 68 lat, a mnie z tyłu głowy kołatało, że - tak jak jego matka chciała przeżyć swojego męża, co jej się udało - chciałabym przeskoczyć te 68...
Udało się, nawet jeżeli ma to być tylko jeden dzień.
A potem zaczęło się, jak w każde urodziny, poczucie, że jestem mało warta.
A nie, nie było tak, że nikt nie pamiętał.
Nawet Pierworodny, który zazwyczaj odzyskiwał pamięć późną nocą, był... pierwszy :)
A potem ruszyło, aczkolwiek nie takim strumieniem, jak wtedy, gdy miałam włączoną datę urodzenia na FB :)
Pamiętali ci, którzy naprawdę mieli pamiętać.
I to jest piękne :)
Pracowi pamiętali, ale z powodu imienin (w pracy jestem Barbara, tak mam w dokumentach) i to był miód na me serce, bo aczkolwiek nie wiedzieli, z jaką staruchą już pracują, prosili jak jeden mąż, żebym pracowała dalej, bo ładnie się uśmiecham.
Nie wiem, skąd to wytrzasnęli, ale tak pisali :)
Przekiblowałam tam 8 godzin, ale oj tam, oj tam, pasjanse i inne takie tam w oczekiwaniu na materiały, dałam radę...
A po 18, po pracy, poleciałam do Lidla, bo jakże to tak, nie obchodzić urodzin?
W międzyczasie zadzwonił Inżynier, też zalatany po kokardkę i kucyki, bo żona miała radę pedagogiczną i ogarniał logopedę i inne cuda wianki...
I dostałam
Prawda, że Picasso się powinien schować?
Kalafiorkówna jako i ja zielonkowa jest :) I wie, że babcia badyle lubi...
Na MSG wleźli i odśpiewali chóralnie sto lat, o happy birthday już nie męczyłam, bo nie da się im wytłumaczyć działania kamerki i starają się w nią wleźć dosłownie, żeby babcia lepiej widziała.
Widzimy się 10, będzie się działo, a co, bo... zdradzę, jak się uda :)
Ale że miałam w pudle
takie cuś z 60. urodzin (kiedy to minęło?), zawiesiłam.
I na panettone z Lidla świeczkę sobie zapaliłam, a co
Postman zaś takie mądre coś przysłał
A Inżynier właśnie pisze, że życzenia składa mi Szkot...
TEN Szkot z jego ślubu....
No nie...
Czasami życie jest pokręcone na maksa :)
Dziś na profilu miałam zaproszenia od 10 obcokrajowców, rozwodników, wdowców. singli.
Serio?
Aż na taką wariatkę wyglądam?
Czyżby życie zaczynało się naprawdę po siedemdziesiątce?
Chcę jej dożyć.
Ale cóż, to tylko marzenie :)






Tak silnie erotyczne urodziny ma sie tylko raz w zyciu, wiec na te okolicznosc specjalnie intensywne zyczenia, rowniez imieninowe. Niech Ci sie darzy, zdrowie dopisuje i zebys dozyla setki co najmniej w dobrej kondycji psycho-cielesnej.
OdpowiedzUsuńO matko, nie mogłam tu wejść i napisać komentarza, ale się uparłam, bo jak tu Cię zostawić bez życzeń przy takiej pięknej dacie. Doris, życzę Ci jak najwięcej powodów do uśmiechu, zadowolenia, radości. Sto lat Kochana, ściskam najczulej.
UsuńPantero kochana, za setkę to podziękuję, nie chcę być taka pomarszczona, ale dzięki :*
UsuńZdrowia i słodyczy Gosia życzy :) :)
OdpowiedzUsuńThank you, very much :)
UsuńHappy Birthday to you! 100 Lat! from JoEl
OdpowiedzUsuńThank you :)
UsuńSerdeczności ! Pies drapał pesel, liczy się żywy intelekt, poczucie humoru , a tego na pewno Ci nie brakuje . To jeszcze niech zdrowie nie szwankuje, a i szczęście nie zapomina Twojego adresu. Niech Ci nie zabraknie tych chwil, które zapierają dech :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, piękne życzenia :)
UsuńHappy Birthday Je,dzus'ko from Canada
OdpowiedzUsuńDziękuję, aż tam mnie znają? Niezłe ze mnie zatem Licho ;)
UsuńJa tam nie wiedziałam, że masz urodziny, oraz żeś taka młodziutka, bo i skąd, ale życzenia chętnie złożę: żyj, kochaj do woli, w zdrowiu i dobrym humorze!
OdpowiedzUsuńNo widzisz, Agniecho, myślałaś, żem ja już dzidzia piernik, a tu pacz pani :) Dziękuję :)
UsuńI ja się dopiszę do Poprzedniczek. I żeby Ci zdrowie i humor dopisywały do końca świata i... sto lat dłużej.
OdpowiedzUsuńMerci beaucoup, jak mówią Żabojady ;)
UsuńWszystkiego dobrego i nie daj się Dzieciakom(albo jak to teraz piszą-Dzieciaką)E.
OdpowiedzUsuńDzięki, to dzieciaką zrobiło mi dzień :) Nie dam się, Skubańcom, a co :)
UsuńWszystkiego dobrego!
OdpowiedzUsuńKrystynkaR
Dziękuję pięknie :)
UsuńZ całego serca życzę Ci wszystkiego najlepszego! I wielu chwil zapierających dech :)
OdpowiedzUsuńDzięki. I mam nadzieję, że mnie nie zatka na zawsze już :)
UsuńElżbietko, dziękuję bardzo, także za Twój trud w komentowaniu :)
OdpowiedzUsuń