środa, 13 grudnia 2023

Jest

 22.50, a ja nawet się nie zbliżam do łóżka, Kochany Pamiętniczku.

Starzeję się i po 12 godzinach pracy, takiej pracy, że leciałam kurcgalopkiem na sik, piłam kranówę i rzucałam kurwami na prawo i na lewo, nie wiem, kiedy zasnę.

I nie ma piątki, żeby polecieć w ostatniej minucie po piwko, a ubieranie się i wleczenie do marketu nie wchodziło w rachubę. SKS...

A w najgorętszym momencie dnia emilka dostaję, o treści: cześć, skierowała mnie do Ciebie P. (eksredaktorka, w kierowniki poszła w marketingu), że skorekcisz naszą reklamę...

Zatkało kakao...

Tak się jeszcze nikt do mnie w firmie nie odezwał (mniemam, że to jakiś nowy narybek, z tego osławionego pokolenia Z), bo ja, jakby na to nie patrząc, mimo lat pracy jestem tam na ty tylko z moją D. Chociaż ponad połowa załogi jest w wieku moich dzieci - nikogo nie tykam.

Nauczyły mnie tego lata doświadczeń, nie warto.

Odpisuję grzecznie, że sorry Batory, rzeczona P. wie jak jest w dniu zamykania, nie mam reklam w umowie i owszem, w ramach wyjątku skorekcę, ale jak ogarnę kuwetę. 

Odzywa się P., że SJ kochana, o kurwa, jak ja kocham być kochana.

Że ona zapłaci, ale błaga.

Odpisuję, że zrobię w ramach czynu społecznego, bo mam dość pracy za ekstrawynagrodzenie.

Odpisuje, że ona to marketing i ma inne zasady niż moja macierz. 

Nawet łapówkę proponuje, bo im to narzucono z godziny na godzinę, że sranie w banie, że chce mnie na stałe, bo będzie więcej tego.

Kurwa.

A kilka dni temu maszynki też mnie chciały do siebie do ekstraroboty. Nie ogarnęliśmy tego do końca, ale jak nie wyjdzie, łez lała nie będę, mówię nie robocie pchającej się drzwiami i oknami, te parę groszy mnie nie zbawi, a ja chcę trochę pożyć.

Może nie na emeryturze, ale spokojnie. 

Odpisuję, że nie mam czasu, rzucę okiem, o reszcie pogadamy później.

No i na razie wszystko wisi i powiewa, ale pożiwiom, uwidiom...

Pracuję z zaparciem, w pewnym momencie mózg mi się lasuje, więc włączam Spotify, robię sobie herbatkę i scrolluję fejsa.

Bo, kurwa, cała redakcja zerwała się do roboty w jednym momencie, w jeden dzień, na hurra, jak Ruski do ataku, a ja - stara i biedna, z chorymi ślepiami - jestem jedna!!!

Pod koniec dnia moja kanapa wyglądała tak


 to są wydruki dwustronne, chciałam policzyć strony, ale nie, to przekroczyło moje możliwości, białe kartki to wydruki jednostronne, a gdzie korekta w Wordzie i w SE?

Kurwa.

23.08 a ja w ogóle nie czuję zmęczenia, jestem jak młoda bogini, piszę na blogu, poszłabym potańczyć na jakimś five i pewno znów będę się przewracała z boku na bok godzinami, szukając odpowiedniej pozycji dla steranego ciałka, coby mózgowi się spodobała.

Ale mniejsza z większym, jestem młoda, kochana, zdolna, bystra i chujwijeszcze co...

Jedyne, co mnie ratuje, to home office, jak padnę, to padnę, a rano zwlokę cielsko w piżamce do kompika i da capo al fine... 

Jedyne co mnie pociesza, to to, że będę teraz jebać opozycję.

Zawsze jakaś zmiana i urozmaicenie ;)

A w niedzielę jak zwykle, polazłam za wcześnie, a że była niedziela, wszystko jechało za szybko, na ulicach tłumy do kościoła idących, lecących na stadion Lecha w szalikach i innych akcesoriach i ja, zziębnięta, pól godziny przed czasem, wysiadająca 3 przystanki wcześniej, które przeszłam w 5 (!) minut tip-topem, gdy w normalny dzień szłabym tam z trudem ponad pół godziny (jakieś cuda z tym czasem), kontemplująca (nie, że pluję pod kątem) 



 miasto moje, a w nim, niewpadająca na pomysł, by wleźć na kiermasz (zdziwko Synowej). bawiąca się potem do bólu kręgosłupa z Łobuzami



w Wielkiej Krainie Elfów, po której to zabawie pojechali do McDonald's na włościach, bośmy się nie załapali w Avenidzie z powodu dzikich tłumów w handlową niedzielę... Dycham do dziś, a oni wszyscy rzygali...

No cóż, złego diabli nie biorą :)

Mam na myśli mnie :) 

Coś w tym jest, że nie lubię zbiorowego żywienia, niemycia rąk (załamana jestem, widząc jak Alienek wciąż grzebie przy aparacie ortodontycznym, a Kalafiorkówna dłubie w nosie, reszta jest milczeniem). Do tego praca Synowej w wytwórni choróbsk...

I tak to leci.

Aby do piątku, zamknę wszystko i pójdę w siną dal, w siną dal...

I nawet mycie okien mnie nie kusi, choć coraz mniej przeze nie widzę...

Sama nie wiem, czy to zaćma do spółki z jaskrą, czy zwykły brud :P 

A co mi tam...

Może dziś do północy uda mi się zasnąć...


6 komentarzy:

  1. Phi, o tej porze to ja juz dawno spalam snem sprawiedliwego. Wczoraj mialam najmlodsze wnuki w domu, wprawdzie z ich matka, ale wystarczylo, zeby mnie dobily na smierc. A przy okazji jeszcze nie zdazylam sie zregenerowac po przeprowadzkach i innych atrakcjach. Ale masz racje, ja tez czasem nie moge usnac, kiedy jestem na smierc przemeczona, kiedy przekrocze normy wlasnej wytrzymalosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulam. Po fizycznym zmęczeniu padam, ale po psychicznym nie ma opcji. Zmęczenie wnukami rozumiem doskonale, natura wie, co robi, kończąc okres rozrodczy ;)

      Usuń
  2. S.J jak ja to rozumiem! Wczoraj mialam taką noc, gdy ze zmęczenia inadmiaru bodźców nie zasnęłam do3. Dziś odespalam,( bezwstawania do teraz!), ale chyba pośpię jeszcze, bo nic nie muszę🙂Gorzej, gdy czekam na kuriera, wtedysię zrywam.Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie, luksusowa kobieto, mająca wybór spania :)

      Usuń
  3. ja mam brudne okna tak że aż mnie to razi ale nie wiem czy myć. Mieszkanie prawie nie moje, ale świeta jeszcze tu spędzę więc tak jakby wypadałoby hmmm, pomyślę ;-)
    z pracą w tym roku u nas cisza i spokój, ludzie kasy nie mają ewidentnie, nie pamiętam tak spokojnego grudnia, z jednej strony supcio a z drugiej no cóż jak przyjdzie bieda to nie będę pić rumu za 120zł a kupię ten za 40 zł hahaha
    fenomenu maca nie mogę zrozumieć bo moje dzieciaki też "muszą" , ja czasem też coś tam kupuję ale żeby szaleć to nie kumam.
    Lubię w knajpie coś skąsić ale wybieram takie gdzie mają coś czego se sama w domu nie zrobię lub jeszcze nie jadłam a lubię wiedzieć ;-)
    Z nowości, kupiłam se szybkowar i już 3 zupy wjechały, bałam się ustrojstwa bo 100 lat temu jak kupiłam od ruskich to zupa poszła zaworem na sufit ( ale nie było instrukcji i nie wiedziałam że cza zminejszyć gaz ) ten teraz ma 6 zabezpieczeń haha no i czytałam instrukcję, zajebista sprawa bo golonki do bigosu gotowały się pół godziny, zupa 15 minut.
    Czym się dzielnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj się Zmorko, do przeprowadzki :* I powodzenia z szybkowarem. Mam gaz na ryczałt, czas, więc nie potrzebuję takich ustrojstw. U mnie się wszystko klasycznie gotuje ;P

      Usuń