cię pisać, Kochany Pamiętniczku, z myślą o tym, że zostawię coś dla Małej Wiedźmy, a potem poszło już z górki, bo okazało się, że to dla mnie fajna terapia, a i sama łapię się na tym, że czasem fajnie wrócić do tamtych dni. Bo i często pewnych rzeczy nie pamięta się, pamięta się nieistotne rzeczy, a ważne zapomina.
Ale ostatnio coraz częściej, a po wczorajszym wpisie jeszcze głębiej zastanawiam się nad zamknięciem tego miejsca.
Nie ukrywam, że maksymalnie wkurzyły mnie oceniające posty Any. Miałam już kiedyś "nauczycielkę" komentującą moje życie, nawet nie pamiętam ksywy. Ja po prostu złe rzeczy wyrzucam z hukiem z pamięci, nie pamiętam zatem dat złych dni (dobrych też czasem nie, jestem datowym antytalentem) :)
Pewnie, miło mi, gdy czasem ktoś skomentuje, dobre słowo powie, albo i zgani - nie mam nic przeciw, nie muszę się wszystkim podobać, tak samo jak nie wszyscy lubią pomidorówkę :)
Ale... Analizy psychologiczne od kogoś, kogo nie znam - nieważne, czy to realnie, czy netowo, bo nigdy się nie odzywa, odsądzające mnie - tak to odczuwam - od czci i wiary, zarzucające mi, że coś ze mną nie tak w stosunkach z dziećmi, akurat pod tym jednym postem - wygłaszane tonem nie znoszącym sprzeciwu, że to wszystko moja wina, że nie ogarniam, że faworyzuję, że nie dostrzegam...
No to - wybaczcie. Może wkurwić.
Nikt nie chodzi w moich butach. Nikt mojego życia za mnie nie przeżył i nie przeżyje. Ten blog to zaledwie ułamek moich życiowych doli i niedoli.
Nie mam małych dzieci i nie skarżę się tu na trudności wychowawcze, nie proszę o radę.
Nikt nie wie, co jest grane, bo wątpię, czy ktoś ogarnia te już 12 lat pisania, ja sama czasem nie ogarniam.
Tak, jestem DDA. Mam swoje odchyły, swoje traumy, ale starałam się ich nie przenosić na moją rodzinę i sądzę, że mi się to udało.
Tak, trzęsłam się nad swoimi dziećmi, jak ta kwoka, ale chowani byli identycznie, nie było faworyzowania i odsuwania.
Wyrośli na dokładnie dwóch różnych ludzi - mój bliski przyjaciel zawsze śmiał się z tego i mówił, że nie ogarnia, jak tak chowane dzieci mogą się tak różnić i dopytywał zawsze, który jest od listonosza, na co zawsze ripostowałam: od ogrodnika jeden jest.
Są ze sobą związani, aczkolwiek Inżynier, rzekomo faworyzowany przeze mnie, gdy albo ja wylewam żale, albo i on się martwi - zawsze mówi: mamo, ale to jest mój brat.
Więcej wyjaśniała nie będę, bo to jest nasza bajka.
Dbałam o obu - dokładałam więcej do starszego. Tego z urodą po tatusiu, a rozumem też w znacznej części po nim, aczkolwiek nie ukrywam, że wiedzą (ale nie życiową, wiedzą jako wiedzą) przerasta mnie. Tylu dat, faktów i rzeczy nie ogarniam nawet ja, a z niejednego pieca chleb jadłam. Ale jest wciąż Piotrusiem Panem. Jego żona zaś jest roszczeniowa i bardzo wygodna i niemiła - gdy jechałam za swoje własne, ciężko zarobione pieniądze do Paryża, co było moim marzeniem od lat, rzuciła tekstem, że po co takiej starej babie Paryż. Niestety, rzuciła nim w towarzystwie, które uważa, że właśnie takie stare baby powinny jeździć do Paryża i nie tylko tam :) Nie, nie rozdzierałam szat, nie poruszałam nigdy tego tematu. Mam w dupie i mam dystans. Nie jechałam opiekować się nią w czasie porodu, bo nikt mnie o to nie poprosił (wciąż pracuję), jej matka nie poleciała, a nie pracuje już od lat. Za to gdy w czasie mojej wizyty (nie u nich, u Przyjaciela) w UK roniła w piątek, to ja załatwiałam transport do szpitala, bo oni chcieli czekać do poniedziałku. Ja, kurwa, wylatywałam w sobotę. I jestem jak Szwajcaria, mimo tego że od lat mnie okłamują we wszystkim, nawet w kwestii ślubu zostałam zawiadomiona w sierpniu, ślub był we wrześniu. Gdy kupił sobie, nie mając na to środków ani prawa jazdy samochód, nie przyznał się, bo wiedział, że robi źle. Co też mu się na dalszym życiu odbiło. Nie mówiłam nic, nigdy nie powiedziałam: a nie mówiłam.
Więc nie, nie dobijam syna, jest dorosłym, 44-letnim mężczyzną. Gdybym chciała opisywać wszystko, blogger by mnie chyba wywalił.
Jest jak jest. To ja jestem wzywana do gaszenia pożarów. A mogło być całkiem inaczej, bo ja jestem jak Szwajcaria.
Młodszy zaś, ze szczątkową urodą po mnie, za to z rozumkiem całym (no prawie całym moim) też mi nie oszczędzał zawałów serca. Gdy pojechał do Warszawy do swojej dziewczyny, słał SMS, że jest cudnie, a okazało się, że nocował na dworcu, co znających realia warszawskie wprawiło w podziw, że przeżył. Jak umierał na OIOM, bo nie powiedział, że się źle czuje, żeby mnie nie denerwować. Jak sobie wymyślił Erasmusa w Szwecji, na którego nie miałam kasy absolutnie, wziął pożyczkę w banku, pożyczył od Barana i od brata, wyliczył co do grosza pobyt w Szwecji, zaszalał tam, nawet rower kupił, po Europie pojeździł. Z wakacyjnej pracy po Erasmusie spłacił bank, brata, Barana, a resztę kasy odesłał matce, bo był już po studiach, znalazł pracę w UK na stałe, a matka w podartych gaciach latała.
Mam dwóch synów, ale tylko jeden z nich co dzień się do mnie odzywa, a jak się nie odezwie rano, to wieczorem się tłumaczy. I nie, nie wymagam tego od żadnego z nich. Wiem, że moja synowa co godzinę rozmawia z matką, choć jak sama mówi, nienawidzi jej. Druga zaś nie odzywa się do ojca, bo nie czuje takiej potrzeby. I nie lubi dzwonić. Ale do mnie pisze, zdjęcia dzieci podsyła. I nie, nie jemy sobie z dzióbków, wnerwia mnie jej niezrozumienie dla czarnego humoru. Mojego. Nie nadajemy na tych samych falach, jest rzeczowa do bólu. Dla mnie momentami małostkowa. Ale wiem, że nie okłamuje mnie. Wiem w zasadzie wszystko.
Rozmawiają ze mną, może ona mniej, ale Inżynier mówi o swoich planach. I to nie tak, że ja coś narzucam. Nie mój cyrk, nie moje małpy. I nie ze wszystkim się zgadzam, nie wszystko mi się podoba. Nie podoba mi się podejście do ogrodu, ja bym go już dawno zagospodarowała, sadząc żywopłot, ale mają inną wizję. Bolesną dla mnie, bo Kalafiorkówna wieje często aż się kurzy, a i włażą tam różne sierściuchy, może wleźć pies czy inne bydlę. Piszę mroczne scenariusze, ale słyszę, że nie mam racji. Więc morda w kubeł.
Dziecko ma już 40 lat i żyje na własny rachunek.
Wciąż pamiętam, jak krytykowali dom szwagra, że taki nierodzinny.
Sami postawili - jak dla mnie nierodzinny, bez żadnego pokoju awaryjnego, ale to nie mój cyrk, nie moja bajka.
Jednak I. myśli o perspektywie, gdy trzeba będzie mi (nie daj borze liściasty) pampersy zmieniać.
Mam nadzieję, że nie dożyję.
Mam dwóch synów, włożyłam w ich wychowanie całe moje serce.
Dlaczego zatem jeden o mnie myśli, a drugi z doskoku i z daleka.
Nie przyjmuję tłumaczenia, że cała rodzina powinna iść na kozetkę :)
O problemach z dziećmi Inżyniera wiem od początku. I wiem, jak mam reagować.
O problemach z dziećmi Pierworodnego jestem okłamywana.
Biorąc Łobuzy do siebie na noc wiem, jak reagować.
Biorąc drugą transzę, dostaję je bez leków.
I jak mam w tym wszystkim, kurwa żyć?
Więc bardzo proszę, nie analizować mnie, nie oceniać.
Odkąd są internety, namnożyło się znawców, celebrytów, coachów. Po kursach, po Collegium Tumanum, znających się na ludzkiej psychice. Doktorów różnej maści i wyznań. Wiedzą lepiej, ustawią ci życie w trymiga. Pokażą drogę, ogarną, mało tego, przeżyją za ciebie życie.
Takie to, kurwa, proste, co nie?
A wracając do przyjemniejszych spraw i do naszych baranów :)
Jestem przeszczęśliwa, że nie poszłam na spotkanie z Pierworodnym. Internety wypluły mi, że były tam Dni Pyry. W każdych okolicznościach przyrody poleciałabym tam na skrzydłach, ale...
Upał był dziś kurewski, a same Dni Pyry na terenie, gdzie cienia ze świecą szukać. Nie było tłumów.
Mnie też nie było, i OK :) Żyję.
Bo wstałam dziś skoro świt i zachwyciłam się
Kolejny darowany cudownego życia dzień...
Pogimnastykowałam się, weszło mi już w krew, w końcu jestem starym nałogowcem...
Na Manhattan poleciałam i...
Jesień po drodze witałam przyjaźnie, jeszcze było czym oddychać...
Tym razem nie Dąbrowiecka, ale węgierka. O jeżu kolczasty, jaka lepka, słodka i... borówki czekają w lodówce aż się powidła zesmażą...
A ja zapisuję dzisiejszy dzień, słuchając Gniatkowskiego.
Inżynier zatroszczył się pod wieczór, czy dycham. Jakbym nie odpisała, pewno by przyjechał z kluczami. Oczywiście, w celu żeby się szlachetne zwłoki nie rozłożyły w upale, bo czyszczenie mieszkania kosztuje...
A ja mogłabym po prostu zapić, co nie?
Jak myślicie, dlaczego wciąż pracuję?
Może się jakieś mądre znające odezwą?
Te od oceniania?
A moje ukochane Alieniątko wypożyczyło sobie w czwartek w bibliotece 5 książek.
I już wszystkie przeczytało :)
Błogosławione niech będą bezpłatne biblioteki w PL :) I mój zawód, aczkolwiek w tamtych czasach praca w bibliotece nie była dla mnie łatwa, ze względu na to, że ludzie niewyraźnie mówią swoje nazwiska.
Dziś, w epoce elektroniki, byłby to raj :)
Aczkolwiek nie wiem, czy odnalazłabym się w bibliotece publicznej?
Moim marzeniem, niespełnionym, były starodruki :)
Nie można mieć wszystkiego, co nie?






Ta Ana nie tylko u Ciebie takie głupoty pisze. Nie przejmuj się i nie zamykaj bloga. Pozdrawiam Majka
OdpowiedzUsuńDziękuję, pocieszyłaś mnie : ) Jak miło, nawet jak anonim się podpisze tak jak Ty, bo blogger ma różne odchyły :) Nie przejęłam się nią, ale mnie maksymalnie wkurwiła, bo przez moment pomyślałam: to aż tak głupia jestem, że życia nie ogarniam... Ale potem się zreflektowałam, że ja mądrą dziewczynką jestem :P
UsuńDziekuje,ze dalej piszesz tego bloga mimio tych komentarzy,bo przeciez jestes naprawde madra dziewczynka,pozdawiam serdecznie.Jola z To.
UsuńMajka a ciebie biją murzynow
UsuńAna, taka "mądra" osoba powinna się już zorientować, że nie jest mile widzianym GOŚCIEM - my wszyscy jesteśmy tu gośćmi, nie psychoanalitykami - jojczysz, idź już sobie
UsuńDziękuję, dziewczyny - Jolu z To i Gośku z UK. Ale ten wpis Any rzucił mnie na kolana i już nie wstanę. Biedni ci Murzyni :)
UsuńMam trzy corki, podobno lepiej miec corki, bo "sa blizej matki", no nie wiem. Bardzo wiec Cie rozumiem, bo i ja wszystkie trzy jednakowo wychowywalam i tez praktycznie sama, bo slubny niby byl, ale sie nie udzielal i tak mu zostalo do teraz. I chyba zle je wychowalam, ale nie bede o tym pisac, moze kiedys pozaluja, jak mnie juz nie bedzie.
OdpowiedzUsuńPantero, dobrze je wychowałaś. Ale każde dziecko ma swoje odchyły. Jest jak jest, sama wciąż wspominam słowa ojca: twoje dzieci ci pokażą, widzę, że to prawda, wiem, że im ich dzieci pokażą, ale... jestem jak Szwajcaria :)
UsuńMnie nawet nie pociesza, ze ich dzieci pokaza im w dwojnasob to, co one pokazuja mnie.
UsuńKocham Cie Dorotko
OdpowiedzUsuńDziękuję, wierna jesteś :)
UsuńJestes wspaniała!!!Jesli mozesz-naucz sie „olewac”I mnie przestawaj pisać,proszę.Miłego dnia życzę!!!
OdpowiedzUsuńBez przesady ze wspaniałością, ale dziękuję za kredyt zaufania :)
UsuńNie oceniające. Napisałam że inaczej trzeba podchodzić do dziecka o takiej a nie innej osobowości.
OdpowiedzUsuńNie wychowuje się dzieci identycznie bo każde będzie inne. W rodzinie przekazuje się identyczne wartością ale przekazane innym językiem
Bocie, idź ze swoją sztuczną yntylygyncjom na suche lasy. Albo do klopa, guano segregować. Nie znasz kobiety, jej rodziny więc nie ucz jej, jak ma żyć. Nie twoja rzecz. Idź precz maszkaro, idź precz!
UsuńAnonimie, dzięki za obronę mej czci niewieściej :)
UsuńCiekawe, czy Ana ma swojego bloga, gdzie opisuje swoje sukcesy wychowawcze . Co do zamykania bloga już kiedyś Ci napisałam, że to oczywiście Twoja decyzja, ale mi osobiście byłoby bardzo żal niemożności zerknięcia do Twojego fyrtla. Może, jeśli grubej skóry nie uda Ci się wyhodować, po prostu zamknąć komentarze ? Pozdrawiam Cię serdecznie .
OdpowiedzUsuńPoświęcam się teraz hodowaniu tej skórki :) Dziękuję za dobre słowa :)
UsuńProszę, pisz dalej. Z ogromną uwagą i zrozumieniem czytam Twoje posty. Na domorosłych psychoanalityków nie zwracaj uwagi, może leczą swoje kompleksy, niech im będzie. Pamiętaj o takich jak ja- nie komentuję, ale z uwagą czytam, podziwiam, często to co zrobisz wykorzystuję. Np. zaczęłam sobie kupować badyle, a co, stać mnie, a jak to dobrze popatrzeć na nie. Pozdrawiam Cię serdecznie i do następnego.
OdpowiedzUsuńJola (mam chyba tyle samo lat, co Ty i też ciągle pracuję)
No i okazuje się, że jednak mam na ludzi zły wpływ ;) Dziękuję, Jolu i pozdrawiam również. Miło czasem wiedzieć, że czyta nas ktoś życzliwy.
UsuńNie przejmuj się, SJ. I bloga na w zamykaj, proszę, bo to takie fajne miejsce jest, z gospodynią w dechę.
OdpowiedzUsuńNIE ZAMYKAJ. Miało być, ale telefon plus kiepski wzrok daje takie dziwne konstrukcje słowne.
UsuńW deseczkę, dzięki Agniecho :)
UsuńJesteś bardzo mądrą kobietą. Nie komentuję ale czytam i byłoby mi bardzo żal gdybyś przestała pisać.
OdpowiedzUsuńPostaram się Ciebie nie zasmucać, dzięki za dobre słowo.
UsuńA daj spokój, zaraz tam zamykać będziesz! Kocham Cię czytać kobieto a takie mądrości jak Any, sierpem z ... wyciągane, to miej wiesz gdzie. Miłego dzionka bez upałów życzę i ściskam :-)
OdpowiedzUsuńStokrotko, jak Ty to pięknie zobrazowałaś :) Odściskuję :)
UsuńCzytam Twoje blogi od lat, choć mało się udzielam. Dzięki Twoim wpisom udało mi się przepracować moje traumy i niedoskonałości, bo piszesz mądrze i bez lukrowania. Kiedy milkłaś, brakowało mi Twoich wpisów, budziły się demony. Więc pisz i nie zwracaj uwagi na jakieś domorosłe znawczynie psychiki Twojej i Twoich Bliskich.
OdpowiedzUsuńŻadna z nas nie była, nie jest i nie będzie ideałem, kiedy przyszedł na świat mój Syn, obiecałam sobie, ze nie będę dla niego taką matką, jaką dla mnie była moja, że jej błędów nie powielę. Chyba mi się po trosze udało, co nie zmienia faktu, że popełniałam inne, swoje. Tak, jak każda z nas. Ideały są- 180 cm pod ziemią. A mi osobiście tam nieśpieszno. Zresztą moje Synisko stwierdziło, że "woli matkę porypaną, ale żywą, niż martwy ideał. I tego się trzymam, jak tonący brzytwy. Trzymaj się ciepło i nie przejmuj trollami.
Jeśli w jakiejkolwiek kwestii mogłam pomóc - bardzo się cieszę. Moje też mówią, że są gorsze ode mnie, a czasem, jak ich przypili, to słodycz aż się wylewa, fuj :) Ty również się trzymaj :)
UsuńDorota!Nie czytałam , bo wakacjuję i niezajrzałam w głąb telefonu.No, nerwów oszczędziłam :)Łażą takie Amy po świecie, bo blogach się pałętają, a miejmy je głęboko w.....No a bez Ciebie to by tu było strasznie pusto, źle i w ogóle:)Bo my Cię tu bardzo, bardzo!
OdpowiedzUsuńWielka Jedzo, Jedzo Wielka bo taka jestes,à jakies any to NIC, dziekuje, ze jestes i BADZ
OdpowiedzUsuń