niedziela, 16 lutego 2014

Armageddon start

Dojechałam na lotnisko tak fajnie, że nawet długo nie czekałam, to znaczy, czekałam długo, bo Pierworodny się grzebał.
Dojechaliśmy do centrum i od razu wpadliśmy na dworzec, żeby sprawdzić, jak ich wyekspediować jutro i okazuje sie, że... pociąg jest ojapierdolę albo o 6 rano - nie mam serca ich wywalać, biedne dziecko, a i Pierworodny podziębiony i zmęczony, na pysk padł, a wygląda jak przez okno... Następny dopiero po 11, więc jestem pełna obaw, bo Mała jest jaka jest i w sumie - choć jest przy mnie niewiarygodnie spokojna i słucha mnie, o dziwo, to jednak pamięć ma krótką i... Ściany już mam oklepane...
Ale to nic, bo... Skradła mi serce, pyskata jak ja, lizus, podlizać się umie, i wykończyła mnie dokumentnie dziś. Nie przeżyłabym pracy i jej obecności. Nie ma opcji. Ale poza łobuzerką w pakiecie dostałam buziaki - nieproszone, a tak cudne i... z serca dane... Polazłyśmy na spacer, bo Pierworodny zmożony niespaniem i przeziębieniem zasnął, a jak utrzymać taką iskierkę w ryzach?? Zaliczyłyśmy hustawki, pierdyliard pytań: dlaczego, czytanie wszystkich numerów bloków (smarkula zna liczby do 20!!! A ma 3 lata... I litery zna, skubana, po kim ona taka mądra, no po kim??). Dyskusję, czy jesteśmy w Polsce, czy w Anglii. I jaki kolor lepszy: zielony czy pinkowy, stwierdziała stanowczo, że dla niej tylko pinkowy... I wygłupy na murku, i taniec na ulicy, i inne takie tam...
W pewnym momencie idą naprzeciw nam trzy niewiasty i jedna rzecze do mnie: skąd pani ma taką śliczną wnuczkę?? Spojrzałam jej głęboko w oczy, i mówię: a z Internetu. Kobiałka na to: żartuje pani. A ja: nie, mówię poważnie, na pęczki tam rozdają, mogę pani odstąpić. A ta: to w imię miłości i sruuuu mi Strażnicę... Więc podziękowałam i powędrowałyśmy z Małą Wiedźmą dalej, dyskutując, czy jest małym paskudnym małpiszonem, czy nie. Ona twierdziła, że nie jest mała, a ja upierałam się przy swoim. Za paskudnego małpiszona dostałam buziaka i jak tu skubanej nie lubić?? Nie kochać?? Nosz... Posłałam jej matce zdjęcie z adnotacją, że my tak same, bez plecaczka, bez męskiego ramienia i kobieta w panikę wpadła i jak wracałyśmy w rytmie deszczowej piosenki, Pierworodny był już na Skype maglowany, czym czasem skubanej na jakiegoś Bema nie opyliła. Co zamierzam zrobić, ale sporo za nią wezmę, bo warta dużo więcej złota, niż waży.
Przed samym snem zamordowałam jej jakąś zabawkę. Własnoręcznie. Dała mi coś takiego, jak to uśmiechnięte słoneczko z różową czuprynką. Co się dusi i zmienia kształty. Wedle życzenia nadusiłam i... całe mieszkanie miałam w mące. Ojapierdolę...
No nic, będzie ciąg dalszy.
A tu bonus

Do pierwszego zdjęcia pozuje, wypinając się, jak jakiś wieszak z wybiegu, ale za chwilę hulaj dusza, piekła nie ma...


I tyle ją widzieli...
Ale smerfowymi cukierkami dzieliłyśmy się sprawiedliwie, więc myślę, że jakoś to będzie, do tego piwa za jakiś czas...
Na pytanie Pierworodnego, jak jest u babci Yody orzekła super i mało mi zębów nie wybiła, wieszając się na szyi. Wykąpała się animrumrając...
Hmmm...
Pora kaftan szykować :D

5 komentarzy:

  1. Słodziak urwis:))))) No a po kim taka mądra? Po Babisi najukochańszej, to wiadomo:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. ona wygląda na 5cio latkę normalnie ! i w jakim języku chętniej mówi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmawia ze mną po polsku, ale ponieważ znam trochę angielski (kolory, liczebniki, rzeczowniki) to sobie tak gawędzimy raz tak, raz tak :) Bo ona mi akcentu nie wytyka :P

      Usuń
    2. Ale piosenki śpiewa po angielsku, bo ją w przedszkolu uczą, a rodzice dupy są :P

      Usuń