Sierściuch zakończona pozytywnie.
W czasie rozmowy Inżynier powiedział, że gdyby wiedzieli, że nie mogą Zezolka zabrać, odebraliby go później.
Mleko się wylało, ale Dziewczyna Inżyniera powiedziała, że Zezolek będzie jak pociągi pod ścisłym nadzorem i będzie w ich pokoju udupiony.
Baran i Postmen nie zgłaszają veta.
Zatem będzie Gwiazdka i wciąż uważam, że najlepsza jest rozmowa szczera.
Zezolek jest dziewczynką i nie ma na imię Zezolek, ale ma zeza, więc jest Zezolkiem.
I koniec tematu.
Rano myślałam, że mnie zmiecie. Fala ludzi. Na Manhattan dojść nie mogłam, bo takie tłumy waliły do nowo otwartej galerii, a ja szłam w przeciwnym kierunku, na stary, dobry Manhattan.
Później postanowiłam pojechać do palmiarni i stojąc na przystanku widziałam tłumy z balonami, idące z galerii, całe rodziny, wlokące za rączkę dzieci. Zaiste, sobotnie zaciśnianie więzi rodzinnych, wycieczka do galerii...
Biedni mali galernicy.
W parku też myślałam, że mnie zmiecie.
Wchodzę i co ja paczę?? Przy stawu, pod drzewem śpi pułk srajd. To stanęłam, wyciągam aparat, a zdające się spać srajdy ruszają zwarte i gotowe na mnie, marszowym krokiem... Ojapierdolę... Myślały, cwaniary, że ja żarcie mam...
Jak ruska inwazja szły...
Bałam się, że wzlecą, ale nie, za leniwe były...
W palmiarni zaś od samych drzwi
zeżreć żywcem chciały każdego...
... tylko na wystawie bojowniki niewinnie patrzyły na człowieka.
A sama palmiarnia, jak zwykle o tej porze roku urocza, bo mało, że zielono
to i storczyki i inne cuda wianki kwitną
i kurki chodzą
i inna gadzina...
To jeszcze
... słów mi zabrakło, żeby opisać to piękno... I wbrew temu, co mówią, pachniały nieziemsko, a mi po głowie kolatała się piosenka:
Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej, stoją na fortepianie, kojąc smutek i ból...
No ba :D Trzasnęłam tyle fotek, że Internetu by zabrakło, żeby je pokazać :D
Inne niespodziewajki też były, a to
... cytrynki...
... a to młodzieniec z siusiaczkiem ;)
Czas pięknie płynął, a później spotkałam mistrza kamuflażu
W parku zaś strach się było bać, ale przeżyłam ;)
A przy furtce pożegnał mnie
Leżał i animrumrał, trzasnęłam mu pierdyliard fotek i nic, a gdy zamknęłam aparat, to wredny sierściuch wstał, przeciągnął się rozkosznie i seksownie, ale zanim włączyłam aparat znów klapnął. Wyczuł pismo nosem ;)
I tak tuptając doszłam do domu, ciesząc się kolejnym pięknym dniem...














































ale czad te chryzantemy ! ja dziś na targu oglądałam ale takich kolorów nie było ! i ta galerię obok Ciebie otworzyli ? i zapomniałaś się na blogu pochwalić żeś myślała że to dziś niedziela jest ! hahaha
OdpowiedzUsuńBo Twój komentarz, że dziś sobota czytałam po opublikowaniu tego posta :P Była feeria barw, już nie wrzucałam fot, bo to trzeba na żywo widzieć. Piękne są, to prawda. Zapraszam za rok, co roku jest wystawa o tej porze :)
UsuńCudne jak zawsze! jaka szkoda,ze pogoda dupna,bo obstawiłabym balkon chryzantemami!
OdpowiedzUsuńKiciulek jak braciszek mojego Rysia,bidulek jak tak w kulce siedzi to mu cieplej:)
Ja mam chryzantemy na balkonie, ale u mnie loggia to się jakoś trzymają, a u Ciebie wygnajewo... No właśnie byłam zdziwiona, że animrumrał, ale pewno nie ma klimakterium, to mu zimno :>
UsuńMoje faworytki to na zdjęciu ostatnim i tam gdzie są razem z zielonymi, zielone uwielbiam, takie i takie w kształcie kulek,cudo po prostu!
OdpowiedzUsuńCieszę się,ze problem koci rozwiązany.Z tego wszystkiego to kot będzie najbardziej zestresowany,uwierz mi.
Najbardziej zestresowana będę ja... :) Zezolka jest odważna jak lew i dwa niedźwiedzie, mówił Inżynier, że obadała od razu wszystkie kąty, wytarła kurze, których nie wymiótł i już jest zadomowiona. Jedyne, czego się boi to jej własne odbicie w lodówce (mają taką srebrną lodówkę). Na swój widok wieje, gdzie pieprz rośnie... Jest tam od dwóch dni i już rządzi...
UsuńHa,ha:)
OdpowiedzUsuńTo normalne, koteczka mloda,szybko sie oswaja, ale w obcym miejscu nie będzie tak odważna.
Ales sie obfocila:))) Piekne te chryzantemy.
OdpowiedzUsuńZa to lubię cyfrówki :) Przecudnej urody i takie zupełnie niecmentarne... Kwiaty to esensja życia, przynajmniej dla mnie... :)
Usuń