piątek, 24 października 2014

Wiedziałam

że z tego Sierściucha nic dobrego nie wyniknie i dlatego nie chciałam jechać.
Pal licho wydatki, nie moje pieniądze, gówno mi do tego.
Ale...
Wczoraj go przywieźli i zaczęła się jazda.
Najpierw Inżynier mi przysrał, że psuję mu humor.
Bo jak przysłał mi zdjęcia, to bezstronnie stwierdziłam, że robi z Sierściuchem to, co Pierworodny z Małą Wiedźmą, znaczy się, na dzień dobry widać, że Sierściuch ma więcej zabawek, jak ja włosów na głowie.
Jakoś się nie zająknął, kiedy pogadamy, a ma 3 dni wolnego.
Pierdolę, nie będę prosiła, ani nie będę czekała.
Już się naumiałam, olać.
Powiedział, że idzie na zasłużone piwo.
Zapytałam, czy da Sierściuchowi też i to okazało się obrazą majestatu.
Że fajerwerków nie puszczam.
Swoją drogą Star, pomysł z fajerwerkiem w dupie jest genialny, co by nie mówić :D
No to pa.
Dziś rano chyba spostrzegł, że przeholował, więc pisze.
Ale ja mam to w dupie.
Bez fajerwerków.
Nie odpisuję. Wali mnie to...
Wrzucił za to na FB film z sierściuchem i ojapierdolę.
Na laptopie siedzi. OK, ne mój laptop. Osobiście nie daję sprzętu dzieciom, nie dałabym też sierściuchom, Nie stać mnie na nowy, więc szanuję to, co mam. I nie sądzę, że będę się zachwycała, jak wlezie na moje. Cięzko na to pracowałam i mówię nie...
Zmorko, Ty chyba masz jakiegoś odmieńca, bo to jest rasowy Brytol, a lata prawie po suficie...
Z kanapy, przez którą przejeżdża jak Pendolino, skacze na tę swoją drapaczkę... i nazad... Niestrudzenie.
Oki, mi to rybka. Nie mój cyrk, nie moje pchły, jak ktoś chce mieć zrypane nowe meble, nie moja broszka. Do mojego domu też bym ich z Sierściuchem nie wzięła, chociaż to jest mój syn. Powiedziałabym nie, tak jak twardo mówiłam nie przez wszystkie lata, na wszystkie "chorowania na zwierzątka". Inżyniera dopiero miłość odmieniła, bo tak nic nie chciał i nie planował. Wiem, bo pytałam, podpuszczając, że teraz już może mieć zwierzę, ale odpowiadał: nie czuję potrzeby... Mi to, jak mówiłam, rybka, niech mają i stado w domu.
Ale...
Tu jest kot pogrzebany.
Umawialiśmy się na święta u Barana.
I tak chcę, bo od lat spędzam z Baranem Gwiazdkę, i to najmilsze, co mnie w roku spotyka.
Mieli dojechać, ale teraz nie wiem, jak to będzie. Wiem o tym od dawna, że chcą przyjechać na parę dni, u Barana jest miejsce i tak się umawialiśmy. Ale wiem też, choć Baran kazał mi trzymać gębę na kłódkę, że chcą przywieźć Sierściucha.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.
Takie coś, co lata po meblach??? U Barana wszystko nówka nieśmigana i wycyckane na połysk. I wiem, ile go kosztowało urządzenie wszystkiego... Baran to dobry człowiek i jakby chciał mieć Osobistego Sierściucha czy innego Srajdę, to by miał.
Ale nie chce.
Tyle, że nie umie mówić nie i nie oparł się Shrekowym oczom Inżyniera, który niecnie sytuację wykorzystał.
I tu ja mówię stanowcze veto!!!!
Nie będzie Gwiazdki z Sierściuchem.
Zostając u Barana narażę się na sceny balkonowe: bo mama to... No i płacił za mój bilet, znaczy się, towar macany należy do macanta.
Jadąc do nich, zepsuję święta Baranowi, to wiem.
I dlatego myślę, że najlepsze było moje wyjście, że w tym roku nie jadę.
Zna ktoś lepsze rozwiązanie??
Ostatecznie zawsze mogę się pochlastać, co nie?? Zaczyna mi to po łysej głowie chodzić, bo za dużo tego dobrego jak na mnie.
Bez sensu wszystko...

I tak przeleżałam plackiem trzy dni, nawet chleb upiekłam, żeby tylko z domu nie wychodzić. Ddopiero dziś rano My Shadow się znudziło leżenie i kopnął mnie, polecieliśmy na Manhattan. I surprise, otworzyli sklep rybny, taki prawdziwy, jak kiedyś Centrala Rybna była :) I mieli karpie, wyfiletowane, a jakże. Zaszalałam, a kto biednemu zabroni??
Potem rozwlekając w czasie ograrnęłam wszystko, zatem weekend mam zamiar spędzić nieco aktywniej.
Tylko po co??
Bez sensu to wszystko...
Nie mam apetytu na życie.
Rzygam tym wszystkim...

Mam koleżankę, z która bardzo lubię się spotykać. Ale widzimy się rzadko. Bo ja do niej nie lubię jeździć, ma psa, który mnie bez ustanku oślinia, tka mi paszczę na talerz jak jem i inne takie. A ona do mnie nie przyjedzie, bo stanowczo mówię nie latającemu po całej chaupie bydlakowi... A tak go kocha, że nie może go na parę godzin zostawić (jak idzie do pracy, zostawia, nawet na 12)... Trudno. no comment...

18 komentarzy:

  1. Kotow nienawidze nienawiscia bezgraniczna. Nie przeszkdzaja mi na blogach, bo w koncu nie jestem az taka wariatka:))) Ale jak widze kota na stole w towarzystwie jedzenia to juz mi sie flaki wywracaja, nic na to nie poradze.
    Moglabym miec psa, ale na pewno nie mialby dostepu do stolu ani mojego lozka.
    Jak sie wprowadzilismy do tego mieszkania to po podworku walesaly sie koty, nie wiem albo bezdomne, albo z okolicznych domow. Szlag mnie trafial, bo to moje podworko skoro mieszkamy na parterze i mam ochote z niego korzystac, ja a nie jakies kociska.
    Najpierw wyslalam Wspanialego, zeby mi nazbieral malych kamykow i rzucalam w te kociska, kamyki male tak zeby tylko siersciucha wystraszyc a nie skrzywdzic. Po dwoch miesiacach nie bylo ani jednego kota, skonczyly sie wizyty widocznie nareszcie sie poznaly, ze tu mieszka zla kobieta. I bardzo dobrze!!!!
    Tego roku zaczal przychodzic jeden, Wspanialy juz nie chcial isc po kamyki to kupilam pistolet na wode i jest znow spokoj.
    Pies to moim zdaniem zwierze, z ktorym moglabym sie dogadac, ale jak czytam o tych fochach jakimi rzucaja koty, jak to im trzeba sluzyc.
    Ja pierdole!!!! W moim zyciu jest tylko jedno miejsce na krolowa i ja nia jestem, na pewno nie urodzilam sie z genem sluzacej:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widze, ze sie wystawilam... dobrze, ze jestem daleko;)

      Usuń
  2. Nie wystawiłaś się. Uważam tak samo jak Ty, ale chodzi o to, że to nie moje domy są... No nic, czeka mnie jeszcze jedna rozmowa, zobaczymy. Pierwsze koty za płoty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff, bo przynaje, ze zagladalam z dygotaniem serca jak za kazdym razem widzialam ten moj jedyny komentarz:))

      Usuń
  3. Nie wypowiadam się, mam inne zdanie, ale nie ma potrzeby o tym pisać;)

    Uważam, że każdy powinien uszanować drugiego, wiec jeśli masz z tak daleka przyjechać, to powinno być wszystko tak zorganizowane, aby i Tobie i im było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorka i tak powinno byc, czesto niestety nie jest i ludzie probuja na sile przeforsowac swoje racje, a racja wiadomo jak dupa... kazdy ma swoja:)) Juz od lat jak zaczelam pisac bloga tak mi co jakis czas ktos przepowiada, ze jeszcze nadejdzie taki moment ze pokocham koty, bo jakis kot sobie mnie wybierze:)))
      A tu dupa;))) bo ja nawet mezom sie przygladalam a co dopiero kotom;) Oni sobie mogli mnie wybierac, ale dopoki nie bylo mojej zgody to mogli sobie ten wybor wsadzic... wiadomo gdzie:))

      Usuń
  4. jak wiadomo, ja sierściuchy lubię! jeden właśnie grzeje mi nogi:) ale chyba Cię rozumiem.
    Podzielam też zdanie Stardust - nie zniosłabym kota na blacie wśród jedzenia. Nasz kot, nie ma prawa wchodzić na stół i blaty! Oczywiście na początku mu się zdarzało ale go oduczyłam! Mam znajomych, którzy pozwalają swoim kotom jeść z ich talerzy, mnie osobiście obrzydza! Ale mnie wiele rzeczy związanych z jedzeniem obrzydza. Nigdy bym nie zjadła czegokolwiek po kimś! I nie ważne, czy to moje dziecko czy mąż! Broń też boże zeby ktoś włożył swoje łapy czy sztućce w mój talerz. Nie toleruję "daj gryza"!
    Życzę Ci, żeby po mino wszystko święta były udane i żeby żaden ścierściuch tego nie popsuł!!!
    mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Klary z jedzeniem mam dokladnie tak samo.
      A ze mam fobie kocia to rowniez zdaje sobie sprawe z faktu, ze nie jest to zjawiskiem powszechnym.
      Fobia jak fobia i z nia trudno dyskutowac:)))
      Nie mam zadnych problemow z milosnikami kotow dopoki nie probuja mnie przekonac, ze przeciez "to taki malusi, milusi kotecek":))))
      Ja nikogo nie przekonuje, ani nie oczekuje, ze pogoni kotu kota bo ja mam przyjsc z wizyta.
      Ot uznalam, ze to moja prywatna dolegliwosc, a koty sa dla innych czlonkami rodziny i wiadomo, ze rodziny sie z domu nie wygania na czas wizyty gosci. Po prostu nie bywam i uwazam, ze mozemy sie spotkac na neutralnym gruncie.
      Moja najlepsza i jedyna polska przyjaciolka ma kota, od wielu juz lat Nuska bywa u mnie, ja u niej nie a najczesciej spotykamy sie na neutralnym gruncie i wszystko gra:)

      Usuń
    2. No właśnie szukałam kompromisu...

      Usuń
    3. A mnie kapcie grzeją :) Na razie mała nie wskoczy na blat, za mała, zobaczymy, jak dalej będzie...

      Usuń
  5. Moje koty nikomu nie przeszkadzają.najczęściej same usuwają się z pola widzenia, bo zwyczajnie boją się obcych.jeżeli przyszedł by ktoś kto boi się totalnie,nie lubi itp.to wyprowadziłabym na czas wizyty koty do innego pomieszczenia.
    Psy są bardzije upierdliwe i ja też niel ubię jak są zbyt nachalne.wszystko zalezy od włascicieli zwierząt.ja mogę pozwolic kotu jeśc z walsnego talerza jak mam ochotę,ale czy ktos musi na to patrzeć? :)) Itp.,itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doro, wszystko rozumiem i nie wtrącam się do kota w ich domu, Ale chodziło o wożenie kota do kogoś. Opanowane już :)

      Usuń
    2. Dorko, ja rozumiem, ze sa koty, ktore nie lubia obcych i sie same chowaja. Z tym, ze to nie dziala w wypadku fobii, bo kot sie schowa, gospodarze mysla, ze wszystko w porzadku a ja i tak bede zlana potem, bo mam swiadomosc, ze ten kot gdzies jest w dosc bliskim zasiegu. Bylam w takich sytuacjach i nigdy wiecej sie na to nie zdecyduje, te nerwy ktore staralam sie opanowac nie sa tego warte. Nie potrafilam sklecic jednego zdania bez jakania sie, bo tak moj mozg pracowal nad tym "gdzie ten kot i czy zaraz sie gdzies nie zmaterializuje".
      To jest nieracjonalne, ale wszystkie fobie sa nieracjonalne. Ja sie boje kotow, inni samolotow a jeszcze ktos pajakow:)))
      Nie pogada z fobia:))

      Usuń
    3. Ja mam lęk wysokości. Nie pogada, zgadza się :)

      Usuń
  6. aż poszłam obejrzeć film :-) mały sierść jest jak Latte !!!!!! jak się zwie ??? i wcale tak nie lata jak to widzisz ;-) młody kotek i ma prawo :P co do zabawek to dobrze że ma ich dużo, się chłopakowi nie będzie nudziło , co do wskakiwania na stół to jest do nauczenia ani Ramz ani Latte nie wskakuje , nie żebrali ludzkiego jedzenia bo też nauczone , wszystko idzie opanować , świąt też się nie bój bo kotek będzie miał stresa i w nowym otoczeniu będzie inny a podejrzewam że będą u Barana pewnie dzień lub dwa więc nie zdąży się rozbrykać , Twoje czarnowidztwo jest Twoim znakiem rozpoznawczym zawsze napanikujesz a potem okazuje się że da się żyć ;-) dacie radę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dziewczynka i ma na imię Arya. Oj lata, lata, bo widziałam już na Skype... Ale sytuacja opanowana i masz rację :)

      Usuń
  7. A ja powiem tak....mój dom i moje koty. Jeśli nie lubisz kotów nie przychodź do mnie. Ale nigdy nie poszła bym do kogoś z wizytą z kotem. Szczególnie gdybym wiedziała, że będą tam inni ludzie. Bo nie wszyscy przecież lubią zwierzęta. Tak jak ja nie chodzę tam gdzie są małe dzieci ;) :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie o to mi chodziło, w sedno trafiłaś, Żabo :) Ja do Sierściucha nic nie mam :)

      Usuń