mnie wczoraj wzięli, jak spojrzałam do grafiku i spostrzegłam, że robimy dodatek. Dodatek z serii tych, co zawsze materiały są na ostatni dzwonek. Środa, a ja nie mam ani materiałów zasadniczych, ani do dodatku, dodatek zamykamy w przyszły wtorek. Zakipiała we mnie krew, bo jak znam życie, wszystko dostanę w poniedziałek, no i oczywiście co pięć minut ktoś będzie chciał na cito. A tak w sumie łażę do pracy i znikam, a nie pracuję. Więc... Wparowałam najpierw do szefa od dodatku, notabene Vicebossa. Rozdarłam się, bo jak jestem zła to się drę, a gość niewinną minę robi i mówi: naprawdę, taki termin?? Ojapierdolę... Niewiniątko mi odstawia, a ja za Heroda robię, co niewiniątka rżnie. Poinformowawszy więc go, że w takim razie do widzenia ślepa Genia i idę do domu, po drodze wpadłam do kolejnych pokoi z radosną nowiną, że mam wszystko w dupie i w poniedziałek nie będzie żadnego zmiłuj i wszystko będzie leżało karnie na emilku i na kupce i srutututu majtki z drutu... W kolejnych kanciapach ludzie na mój widok już się pod biurka chowali, a ja dalej się darłam: że wiem, że głośno mówię, że wiem, że oni wiedzą, ale nie daruję im tym razem i że idę w świat. Bez plecaczka. I mam wszystko w motopompie.
Dziś dolazłam cała mokra (już sama nie wiem, czy nie jestem chora, bo to nie jest normalne, że mam całe włosy mokre, idę zwykłym tempem, 4 km na godzinę to nie jest szybko, a mam - mimo braku swetra - mokrego t-shirta, rano nie jest jeszcze tak gorąco, jak szłam, było 12 stopni, będę jednak musiała iść do konowała, ale to później) i... Pracowali całe wczorajsze popołudnie w pocie czoła, co było widać.
Dupy nie urwało, ale jednak coś drgnęło. I tak w środku dnia drzwi się otwierają ciuchutko, wlatuje Viceboss i kłaniając się grzecznie mówi: pani Stara Jędzo, bardzo pani dziękujemy, że nam pani wczoraj o terminie przypomniała... Paczę na niego jak na wariata i cedzę przez ząbki jak perełki: tak, tak lekarz kazał potakiwać... A on na to: ależ nie, serio, wiedzieliśmy, że 14, ale nie przyszło nam do głowy, że to już :) No japierdolę... Pierwszy raz w życiu ktoś mnie po główce pogłaskał za darcie mordy :D Inna para kaloszy, że darłam ją w słusznej sprawie.
A jeszcze później rzekł z niepokojem w głosie: słyszałem, że pani nie będzie cały grudzień... A ja na to: to dobrze pan słyszał :D Zamarł i mówi: to nie żarty?? To jak to będzie?? A ja na to złośliwie: Cicho, nikt nie będzie się darł :)
I tak moim modo polazłam o 13 do domu, bo wszystko było ogarnięte i pozamiatane.
Wychodzę na te tereny zakazane, a tu sesemes się dobija... Poleciałam więc w stronę cywilizacji, wyciągam ajfoniczka i co ja paczę?? Szwagierka sobie o mnie przypomniała. Pyta mnie o Eksa, a ja przeciez go od roku ponad nie widziałam. Nie wiem, co z nim i rybka mi to. A ta pisze i pisze i wynika z tego, że mimo zakończenia dziesięcioletniej ponad walki i chałupę, wciąż się o coś tłuką!!!! Ja pierdolę, to są ludzie starsi ode mnie, szwagier, który wszystkim rządzi już do siedemdziesiątki dojeżdzą, jak nie więcej i co?? Wiekować będzie czy do grobu wszystko zabierze?? I ostatnia żona teścia w akcji, a kobieta jest hmm... może w moim wieku, może starsza, ma dorosłą, czterdziestoparoletnią córkę, więc czy ci ludzie pocipieli?? A szwagierka mnie męczy, że mam szukać w necie. Ja pierdole, ma takiego samego neta jak ja, ma komputer, dlaczego ja mam szukać, skoro mnie to ani nie zieje, ani nie grzębi??? Ludzie.... Odpisałam, że nie mam neta, jak znajdę net, to poszukam. Z domu napisałam sesemesa, że nie znalazlam, bo faktycznie nie znalazłam, nie wiem, czy o to im chodzi, a mi to lotto.
Ale ciśnienie mi podskoczyło i znów do domu dolazłam mokra i może przegapiłam księcia po drodze?? ;)
Chociaż... Nie wygląda mi to na książęcy pantofelek, raczej na jakiegoś lumpa :)
I posiliłam się krupniczkiem, bo mi się wczoraj MLASK ugotował sam z siebie.
I herbatkę sobie zrobiłam...
I błogosławię ciszę i spokój domu mego, nie zazdroszcząc nikomu niczego i nie bijąc się o nic. Przecież na tamten świat - o ile jest - nie zabiorę niczego.
No, może tylko wspomnienia, a te lepiej mieć pełne spokoju i kolorów...
A Inżynier wczoraj w Londynie z Rolls Roycem negocjował :) Poszło mu lepiej, niż myślał. Co mnie cieszy. A mógł zostać w rodzinnym sosiku i upominać się o swoje. Walczyć, pazurami wydrapywać, bo mu się należy. Jak psu zupa. Bo teść, zapisując Eksowi wszystko podkreślał, że to dla niego, żeby mógł dzieci wychować... Miałby ciekawe życie, co nie?? :) Wychowałam ja. Bez grosza pomocy. Co mnie niezmiernie cieszy, że nie jestem taka całkiem do niczego :P




Gratulacje dla Inżyniera :)
OdpowiedzUsuńCo do wyszukiwania w internecie, to niech się owa pani odczepi, bez sensu takie zlecanie Tobie poszukiwań!
Ale sobie big herbatkę zrobiłaś.
I pyszną. A tak mnie naszło dziś :D Pogratuluję, dziękuję :)
Usuńno gratulacje dla Inżyniera ! więc teraz będzie się woził roysem ? wow
OdpowiedzUsuńco do pracy to czasem cza potrząsnąć lub czepnąć przez łeb !
a z tym poceniem to faktycznie coś nie hallo może to jakieś hormony ? moja znajoma Zośka tak ma ( ma 61 lat ) i przykleja sobie plaster z hormonami i wtedy się nie poci
Nie, skądże. To były negocjacje firmowe, jego firmy z RR :) Ale się wyrabia światowo jak haczyk od kibla ;) Żadnych hormonów, w plastrach czy nie. Na coś trzeba umrzeć... :)
UsuńMoja ciotka też właśnie narzekała mi dzisiaj,że dopadła ją taka potliwość,a niby menopauzę już przechodziła wcześniej,ale to ise dziadostwo widocznie wlecze a ona po 60 jest. Czyli musisz do dowcipnego się przelecieć.
OdpowiedzUsuńOczywiście gratulacje dla Inżyniera!
OdpowiedzUsuńCiepło dzisiaj, jak w środku lata to się pocisz;) Tak poważnie, to przeleć się do lekarza, umrzeć na coś trzeba ale lepiej później niż wczesniej!
mamaKlary
Mamo Klary, lekarz ewentualnie później. Tak, wiem, że ciepło, ale ubieram się też jak latem i 20 stopni to nie upał, a ja mokra. A rano to koło 12-13 jest, a ja też mokra, jakby było 35 w pełnym słońcu... :) Dziekuję od Inżyniera :)
UsuńCzasem trzeba paszce rozedrzec bo inaczej nie rozumieja;)
OdpowiedzUsuńZauwazylam ze sporo ludzi tak ma,jak mowisz do nich normalnie to uchodzi ich uwadze,a jak nawrzeszcysz to dociera.
Święta racja. A najsmieszniejsze w tym, że jako niedosłysząca nie mogę powiedzieć, że czegoś nie zrozumiałam czy niedosłyszałam, bo wielkie zdziwienie jest :)
Usuń