Próbowałam ogarnąć zdjęcia i nie da się.
Bo zaraz w dołek włażę, jak porównam te dni, a to co teraz jest, za oknem, w życiu, w pracy, wszędzie.
Zatkało na złe i nie chce odetkać.
W Rossmannie dziś zakupy robię i co ja paczę? Na półce stoją podpaski organiczne...
I przeleciał mi w oczach film, jakie to za moich młodych lat "luksusy" były... Mama uszyła mi taką specjalną uprząż, żeby mi to nie wylatywało, bo pończochy się wtedy nosiło, a nie rajstopy. Podpaski szyła sama, z waty obciągniętej gazą... I opowiadała, jak w czasie jej młodości nosiły po prostu kawałki płótna, które prały... A babcia mówiła, że one na wsi to nawet gatek nie nosiły. Kiecki były do ziemi, to po nogach po prostu się sączyło. Ojapierdolę...
Jeżu kolczasty, jaka byłam latami nieszczęśliwa.
A potem przyszły czasy, że nic z sanitariów nie było i wszystko się załatwiało.
Miałam wtedy, dzięki posiadaniu teściowej z receptami na stanie całą górę szafy zapchaną watą, a i gdy gdzieś się wata pojawiła, cała rodzina, łącznie z chłopakami stała karnie w kolejce, bo zużywałam tego tonami, taka uroda :D Wata była na receptę na rany, więc... miałam niegojące sie rany...
I ten poród, gdy nie wolno było nic wnosić, a wydzielali nam potem po kawalątku ligniny, nie waty, bo wata mogła się dostać do pochwy i zgnić, po którą trzeba też było w kolejce od rana stać, nic dziwnego, że wiałam ze szpitala po dwóch dniach po porodzie, na własne życzenie, bo... nie wolno było nawet majtek nosić. Sunęłyśmy zatem zaciskając uda, żeby tej nieszczęsnej ligniny nie zgubić, w koszulinach niezakrywających dupy, a obok nas przemykali rechocąc chłopcy odrabiający w szpitalu służbę wojskową, często nasi rówieśnicy. Teraz bym to w dupie miała, ale wtedy nie, to była trauma, choć akurat nie miałam się wtedy czego wstydzić, mimo że dupę zawsze miałam kubańską, ale następnego dnia po porodzie wyglądałam jak laska, waga: 45 kilo i zero brzucha :D No ale ta goła dupa i ten rumieniec dziewiczy... A w domu czekała na mnie paczka "z Reichu", a tam szwagierka dorzuciła dla mnie specjalne siatkowe, obciskające gatki na tę okoliczność, co by przewiew był jak należy... Dwa światy, nie ma co...
Przy Inżynierze ciut lepiej było, ale też dwa dni po porodzie wywiałam. Noszenie majtek to podstawa, trudno, tak mnie wychowano :D
A teraz mało że wszystko śpiewa, tańczy i gra to jeszcze organiczne. Z organicznej bawełny... Muszę tę moją dupę przepytać na okoliczność, jak ona tyle lat żyła bez organicznej bawełny, zadawalając się zwykłą i gatkami za 2,50 z Manhattanu (teraz już co najmniej 5 za sztukę, z polskiej bawełny [!!!! jest coś takiego???] dużo droższe). Ojapierdolę... Nie muszę mówić, że cena tych organicznych podpasek powala na kolana, bo przecież to organiczne i przyjazne dla mojej dupy... Hmmm.... Moja dupa potrzebuje przyjaźni?? WTF?? :)
Co za czasy... Nie, żebym narzekala, ale...
Jakiś lęk we mnie jest, że za dużo, za szybko, że robi się bylejako, a i sił mniej, i apetytu na życie też. Bo i po co??
Cielęta odchowałam, więc jako że wszystko idzie wolnym walcem mówię, że wrócę w poniedziałek, bo na 15 dni (powrót w ten dzień to i tak będzie z górką). Ale nie, mam iść znów tłumaczyć Bossowi, jak krowie na rowie, chłop dalej nie ogarnia, bo... osoba, która ma to załatwić boi się Bossa.
No to ja pierdolę.
Ponieważ wyjeżdżał właśnie w siną dal, powiedziałam osobie, że wrócę w poniedziałek i wtedy będę się tłumaczyć...
Już mam więcej godzin przez te cielęta, ludzie... Zwariować można, a na upór nie ma rady.
Zaproponowała mi wypisanie tegorocznego urlopu, a ja pytam, jakim prawem?? Skoro zeszłoroczny mi wypisali z sufitu??
Nie ustąpię. Wypisać może, jak musi, ja świstka nie podpiszę.
Czy to tak trudno zrozumieć, że przysługuje mi 26 dni urlopu po 4 godziny albo 13 po 8?? W zależności od tego, ile miałam w danym tygodniu pracować wypisywałam po 4 albo po 8 :| I wszystko jest w Excelu, dopasowane do rytmu pracy...
Ojapierdolę.
Jak żyć??
Nie zablokuję pół Polski, jak rolnicy, dochodząc swych racji.
A obracam się wśród rolników i wiem, jak "ciężko" mają.
Prawda jest jak dupa, każdy swoją ma...
Podpisałam za to petycję o niekaranie za przechodzenie na czerwonym. Sama zapłaciłam frycowe, a i czasu mnóstwo tracę, stojąc na wiecznie czerwonym, choć nic nie jedzie, bo takich mamy łapaczy i takie przepisy. Akurat jak idę do pracy to na tej trasie (zimowej) co skrzyżowanie to łapią, jakby nie mieli nic do roboty. Więc stoję, bo mi kasa miła, a co chwilę dorywają jakiegoś delikwenta i naprawdę, nie ma żadnego zagrożenia, bo z bocznych uliczek nic nie jedzie godzinami. Ale to moja wioska i porzundek zaś ale musi być. Mała nadzieja, że zmienią przepisy, ale może jednak. Bo w Dublinie, w Paryżu, czy w innym Londynie przechodziliśmy pod nosem wladzy na czerwonym, oczywiście, gdy droga była wolna i żadnej z nich powieka nie drgnęła. Na początku musieli mnie ciągnąć, bo się władzy bałam, ale teraz już wiem, jak wygląda prawdziwa cywilizacja :D Zakłada, że jestem zdrowa na umyśle i nie rzucę się pod nadjeżdżający samochód, mając czerwone... Jak będę chora na umyśle, to zrobię to i nikt mnie nie zatrzyma... Logiczne, co nie??
A Baran z Postmanem chuliganią tam, gdzie ciepło, ale w wiadomościach nic nie piszą, znaczy się, jeszcze raju nie zdemolowali doszczętnie...
Jutro po raz pierwszy będę piekła chleb na zakwasie, dostałam zakwas od koleżanki.
Zobaczymy, co wyjdzie...
I tym optymistyczno-pesymistycznym akcentem żegnam się z Tobą, mój Kochany Pamiętniczku...
ECH,trza sie jakos do kupy brac zeby nie zwariowac,ja przynajmniej udaje ze mnie problemy nie dotycza a znalazlo by sie ,tylko po co szukac.
OdpowiedzUsuńMam troche znakow zapytania,poki co czekam na odpowiedz,spokojnie nie ponaglajac losu,bo a noz okaze sie ze on wcale taki laskawy;)
Ja przemycilam majtki na porodowke ;)
Trzymaj sie cieplo i miej w powazaniu glebokim to co tak zbija nas z tropu.
Trzymam kciuki, Mago, żeby poukładało się po Twojej myśli :) Pozdrowionka... :)
Usuńchciałabym dostać zakwas ale moje kolezanki uważają że to ja powinnam go wyhodować no i pewnie tak się stanie kiedyś ekhm jak ja rodziłam 18 lat temu też nie można było gatek nosić , ino jak japonka zapitalać po szpitalu
OdpowiedzUsuńNie mają racji. Im starszy zakwas, tym lepszy, ponoć są nawet 100-letnie. Osobiście jestem bardzo zadowolona z zakwasu i chleba i chyba się przerzucę na zakwas zamiast drożdży... :) Jak ładnie pachnie w domu...
UsuńKoszmary szpitalne i do mnie czasami powracają, było żenująco i paskudnie
OdpowiedzUsuńU nas w domu uzywało się zawsze ligniny,fuj, sztywniarstwo straszne.teraz tych podpasek do wyboru,rozmiaru i koloru,no i tampony jak ktoś może i lubi. Normalnie niebo a ziemia!
Kiedyś mnie złapali, jak szłam do sklepu światła jeszcze nie dziaały (często wyłączają na noc) ,a jak wracałam już tak,a ja nie zauważyłam i przebiegłam, zabuliłam 100zł, od teraz stoję karnie i czekam na zielone.
OdpowiedzUsuńWidzę, że mamy podobne wspomnienia w obu tematach Doro :)
UsuńA u mnie, ja to sie boje nawet na zielonym przechodzic, bo co i rusz w tv gadaja, jak jakis nacpany przejechal kobiete na pasach i na zielonym swietle, wiec ja nawet w odpowiednich warunkach kurcgalopkiem przez jezdnie przelatam, choc mi coraz trudniej. A w jednym miescie (dawniej wojewodzkim, dzisiaj juz nie) na glownej ulicy udaje sie dojsc tylko do wysepki na zielonym i znow trza czekac na nastepne zielone, bo sie juz czerwone zrobilo, zawsze mnie tam szlag trafia na tym przejsciu i cholerami rzucam, ale narod tam karny i tylko ja wyzywam, a oni cierpliwie stoja i czekaja. Teresa
OdpowiedzUsuńTereso, też sie boję, ale dalej broję ;)
OdpowiedzUsuń