jak zwlekałam zwłoki z łóżka, ale głupia cipa zamówiłam u kolegi ser i musiałam poleźć do pracy odebrać. Wprawdzie deklarował, że jak coś, to podleci i poda, ale sama perspektywa czekania na kogoś znów mnie przerosła, więc wolałam sama polecieć do pracy.
Nawet się nie zdziwili, że już jestem :) Przekonani, że ja do roboty :)
A ja serki wzięłam, życzenia pożyczyłam i spadłam, po drodze włażąc do Carrefoura.
I na blaszkę maciupką się natknęłam, w sam raz do babeczki.
Niedrogo.
I kupiłam, głupia cipa.
W domu ciasto ukręciłam i właśnie w piekarniku siedzi po bokach spalone na węgiel, a w środku zakalec na palec.
A kij z tym, dwa jajka w plecy, a cukier mam jeszcze z czasów kartkowych.
Przeżyję.
I zapisujemy w kajeciku: ciasta są w cukierniach i w Faworze.
Kiedyś, dawno, dawno temu, tak dawno, że to już nieprawda, piekłam co dzień.
I wychodziło mi to nieźle, za drzwi musiałam wyrzucać hołotę, która żebrała o wylizywanko. O wylizanie gałki. Mąż zawsze gałkę wylizywał, wyrzucając chłopaków i tłumacząc im, że nie mogą gałki lizać, bo będą mieli łyse żony. On tak z premedytacją lizał, teraz to wiem. Sam ma bujną czuprynę, pięknie siwą, a ja łysa i myszowata!
Drań!
Obrzydliwa larwa i szczeżuja...
Potem, w którymś momencie żadne ciasta mi się nie udawały, nie wiem, czy to wina pieca, że się zestarzał, czy urok jakiś, czy sraczka.
Od lat miewam zrywy, i niestety - zakalec albo inna klęska żywiołowa.
Zatem w foremkach będziemy zapiekać, a ciasta będziemy kupować.
Trochę się zaoszczędzi, co nie? :)
Okna wciąż kwitną. ale trudno, siłą do pracy zmuszła się nie będę. Przy brudnych będą takie same święta, jak przy idealnie czystych.
Przechodziłam koło mojego starego kościoła i odezwał się we mnie duch przekory. Nie chodzę do kościoła od lat, od lat tylko do święconki idę. W tym roku założyłam, że ją zignoruję (Baran na przykład u siebie w domu nigdy nie miał święconki i żyje), bo... Nie po drodze mi z nową parafią, a koperta na daninę diecezjalną w skrzynce to dla mnie szczyt chamstwa.
No i wlazłam do przedsionka i ogłoszenia parafialne czytając o mało rzewnie nie zapłakałam. Bo... koperty na daninę diecezjalną wciąż leżą pod chórem i nikt nie wtyka ich do skrzynek.
Więc sobie rzekłam, że pod prąd, pójdę do starego kościoła. Pod prąd, bo całe osiedle chodzi grzecznie do nowego. Ale tylko gówno płynie z prądem. I kto Starej Jędzy zabroni chodzić gdzie chce? Kościół to kościół. I tym pięknym sposobem rabanek mój będzie poświęcony, jak trzeba. Ha, tako i uczynię.
Czeka mnie jeszcze wyprawa do P&P, bo nigdzie w okolicy nie ma irlandzkiego masła. Tzn. w jednym sklepie jest, ale ich pogięło, bo po 9 zł kostka. Opłaci mi się wydać na bilet i jechać do P&P. Ciasta nie piekę, mam już zamówione w Faworze, wafle dziś kupiłam, mam masę kajmakową, dawno nie jadłam wafli. To zamiast mazurka, mazurki są przereklamowane i twarde :p
I tort daquoise, o ile dostanę, to kupię, bo na daquoise nie przyjmowali zapisów. Ale szaleć nie będę, jak nie dostanę.
Mam masę dobrych seriali i filmów. Właśnie przerabiam Maggie Smith, ona jest jedyna i niedopodrobienia. Kocham ją i uwielbiam.
Mam voucher do kina i jakby mi się udało dostać na Damę w vanie, byłoby super. Zobaczymy.
Narzeczona Inżyniera zdała część teoretyczną egzaminu na prawo jazdy. Będę umierała ze strachu, bo teraz ona będzie prowadziła samochód.
No nic, to racja, jeżeli nie mam na coś wpływu to na nic nie zda się zamartwianie. A na to akurat nie mam wpływu, bo taki mają plan...
I tak, Kochany Pamiętniczku, w następnym życiu wyskrobiemy potomstwo, a kupimy sobie kotka albo pieska.
Mam nadzieję, że wtedy będzie mniej zmartwień... :)
to powiadasz, że to od tej gałki wylizywanej te problemy z włosiem ? ;)) to dobrze, że nie piekę i gałek do wylizania nie mam. a nie piekę, bo mi się zawsze spierdzieli ciasto. z ciast to mi tylko pizza idealnie wychodzi :)
OdpowiedzUsuńimbirella
Pizzy nie lubię, więc nie robię, ale z gałką święta prawda, więc jesteś szczęściarą, bo przy Twoich talentach Twój mąż by na pewno lizał :)
UsuńNo, u mnie się sprawdziło.
OdpowiedzUsuńDoro, przecież Ty masz bujną czuprynę :)
UsuńJa wypycham szwagra z koszyczkiem, akurat dobre zajęcie dla niego.Mi tam nie zalezy,moglabym nie mieć święconki,ale szwagier i teściowa praktykujacy som:)
OdpowiedzUsuńMi też nie zależy. Ale odkąd pamięcią sięgam, zawsze chodziliśmy, od dziecka. Nawet Inżynier, kiedy się już wypisał z Kościoła, zawsze mnie wlókł do święconki, chociaż mówiłam, że jak na niego kropla wody pada, to paruje i siarką śmierdzi. Trudno mi z tego zrezygnować. Żadnego roku nie odpuściłam...
Usuńno widzisz, nie wylizuje, a mi włosy znowu na potęgę wyłażą...
OdpowiedzUsuńimbirella
Sprawdź, czy po kryjomu nie liże. Kupiłam Humavit - Skrzyp i pokrzywa. Może pomoże lepiej, niż umarłemu kadzidło :P
Usuń