środa, 9 marca 2016

Teściowa

uczyła mnie, żeby nie kupować nic w poniedziałek, bo cały tydzień będą wydatki. I miała rację. Przypiliło mnie w poniedziałek z tą pościelą, jakbym PMS miała...
We wtorek też zanabyłam pościel i dobrze, że wracając wypłaciłam kasę, bo w domu czekał emilek, że kurier jutro wpadnie od 8 do 11. Do pracki. Więc gwatu rety, bo ja na 9. Nie wiedziałam, że dziewczyna na portierni ma na wyłożenie, że dla niej taka kasa to drobiazg. Więc rano poleciałam na tę 8. Kurier oczywiście przyjechał - tralalalala- o 12. I dobrze, że do pracy zamówiłam, bo w domu bym się wściekała, że niepunktualny jest i myślała, że może dzwonek przegapiłam. Odtąd będę zamawiała do pracy, mankamentem jest, że muszę to potem do domu dowlec.
Ale podoba mi się, choć koleżance nie i mocno krytykowała, że szara, że nieładna. Kij jej w oko, ja w niej będę spala, nie ona :P

O :)


A wieczorem okazało się (wczoraj) podczas mycia zębów, że poszła mi plomba. Ojapierdolę, spanikowałam i piszę SMS do mojej dentystki. Późno, ale SMS nie telefon... Rano znajduję odpowiedź, że mnie przyjmie o 19, a już oczami wyobraźni widzialam, jak zasuwam do HELPU, gdzie grzebie mi w buźce jakiś obcy znajda :) Więc dzień na miękkim, żeby ząb do reszty nie poszedł.
W międzyczasie odzywa się Kierownik Budowy, polecając dwudaniowe obiady w Galerii za 9,90. Odpisuję, że nie, że dziękuję, że mi nie odpowiada. To na galeryjnym korytarzu taki bar, w sumie jakieś tam szybki są, ale wystawione to wszystko na korytarz, po którym chodzą tabuny kaszlących, smarkających, ziejących, wiec nie, dziękuję. Drąży dalej. Jest uparty. Mówię, że nie bo nie. Z jednej strony fanatyzm pod tytułem "odżywiamy się zdrowo", a z drugiej jedzenie byle czego, jak dla mnie. Nie mówię, od czasu do czasu, ale wolę swoje. Drąży dalej... Ojapierdolę.
Docieram do domu, a na progu ulotka:

 To jeszcze bliżej niż do Galerii. Uwzięli się dzisiaj na mnie z tym tanim żarciem. Ceny OK, kiedyś na pewno skorzystam, ale na litość boską, serio wolę pyry z gziką, jak taki obiad.
Pewno, że ciężko gotować dla jednej osoby, ale mam czas i chęci.
A teraz o suchym pysku siedzę i piszę, żeby czas zabić.
Piiiiiiiiiiiiiićććććććććć :)
Ta, odezwała się pijaczka.
Pani doktor nie tylko zreperowała ładnie pęknięty ząbek, ale i od razu kamień zdjęła (chciałam to zrobić, jak zamknę gazetę, co mnie uradowało, bo nie cierpię czekać na wizytę, bo zawsze się godziny przesuwają, ale animrumram, bom sama wskoczyła w kolejkę znienacka, więc cichosza. Nie piłam przed wyjściem, bo nie wiedziałam ile będę na fotelu siedziała. A teraz mam dwie godziny niepicia, została mi jeszcze jedna. Jak nie mogę pić, to chce mi się pić najbardziej :P
I tak, Kochany Pamiętniczku, Teściowa miała rację.
Nie chcę już więcej niespodzianek, o chlebie i wodzie będę w następny poniedziałek siedziała, nie wydam ani złotówki :)

22 komentarze:

  1. A mnie się podoba Twoja pościel. Za to w przeciwieństwie do Ciebie bardzo często korzystam z jedzenia w barach. Niedawno koło mojej pracy otworzyli A'kilo - obiady na wagę. Jestem tam stałą bywalczynią, panie już mnie znają i podsuwają co lepsze kąski:) Za obiad dla trzech osób płacę średnio 25 zł, więc doszłam do wniosku, że nie warto gotować, tym bardziej, że nie lubię i nie umiem.
    mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Mamo Klary. W sklepie, w którym o taką pytałam, pani odpowiadała, że ona ma tylko pościel dla starszych ludzi. Ja na to: ale ja przecież stara jestem, a chcę inną. A ona: ale to tylko młodzi taką chcą. Ojapierdolę.
      Młoda jesteś, masz zdrową wątrobę, to wszystko zjesz. Skoro Tobie tak pasuje, to super :)

      Usuń
    2. Jakas głupia rura to była,ta sklepowa.Niech się wypcha.
      Ja to bym mogła mneić w kropki czy jakieś fajne wzorki, lubię ciemną. Twoja tez mi się podoba,a juz to ze każdy spi w innym mieście,to rewelka!

      Usuń
    3. Była wyjątkowo miła, tylko trudno jej było pojąć, że ktoś może lubić zwariowane rzeczy. Skoro młodzi też o to pytają, a pytają, bo mówiła, że o takie rzeczy pytają młodzi, to co szkodzi sprowadzić i sprzedać? W sąsiednim sklepie za taką pościel z Paryżem zaśpiewali jak za zboże. Ta, która ja kupiłam, kosztuje 69 zł za komplet, ale kora jest mocna, więc warta swojej ceny :) Wciąż szukam Paryża :) Będzie tylko mój :p

      Usuń
  2. Mnie zołądek odmówiłby posłuszeństwa na takim wikcie.Niej estem jakaś super kucharką,ale jednak jesc stale w barze nie umiałabym. Obrzydliwa jestem .Raz na jakis czas owszem, ostatnio byłam na pierogach,i juz więcej tam nie pójdę, bo smierdziało mi starą woda,czy jakąś scierą.Same pierogi smaczne,ale smierdzące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi smakuje, nie powiem. Ale... Po dwóch godzinach czuję w przełyku sól i stary tłuszcz. SKS :) I to nieważne, czy bar, czy knajpa, jeden pies :D

      Usuń
    2. No właśnie,albo mnie kłuje w lewym boku. Raz tylko mi smakowało ,jak byłam w osiedlowym małym barze ,kiedy Marta mieszkała we wro. tam takie starsze małżenstwo robiło rewelacyjne placki ziemniaczane,faktycznie przy nas tarli ziemniaki i wszystko robili jak w domu.

      Usuń
    3. Też kiedyś myślałam o założeniu takiego baru. Jak Baran nauczył mnie swoich placków. Ale mnie dzieci zgasiły, że sanepid i takie tam. Może i dobrze, bo sił już brak.

      Usuń
  3. No i nie oszukujmy się, przygotowuja dania z najtanszych produktów,bywa,że starych, a po kilkakrotnym korzystaniu to wydaje mi się ,że wszystko smakuje podobnie i pachnie podobnie.To już wolę zwykłe fryty zamówic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frytki za mną chodzą tak długo, dopóki nie poczuję zapachu tłuszczu, w którym je smażono :P

      Usuń
    2. Jka czasami jestesmy we Wro,to kupuje w KFC podwojne i nie zastanawiam się w domu juz dawno nie smazę, tylko latem u J. czasem jemy,bo on lubi,na smalczyku :))))

      Usuń
    3. Nie pamiętam, kiedy jadłam frytki... :)

      Usuń
    4. Ja jeszcze pamiętam,było to w lipcu 2015:))))))

      Usuń
    5. Masz, kurde, dobrą pamięć :) Zazdroszczę :P

      Usuń
  4. Dora, błagam nie obrzydzaj mnie!:) W tym tygodniu dwa razy robiłam obiad, dwa z baru + jutro też będzie barowo. Oczywiście masz rację, że domowe to domowe, ale ja nie widzę większej różnicy między np.kotletem z baru, a moim. Tam gdzie ostatnio biorę mają całkiem smacznie. Taka właśnie ze mnie *ujowa pani domu:)
    mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
  5. Ok,przepraszam,już nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alez wcależ,no przecież ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że nie ma reguły. Ja osobiście gotuje raczej sama, ale wierzę, że są miejsca, gdzie jedzenie jest świeże i dobrej jakości za niekoniecznie ogromne pieniądze. :) Nie można wkładać wszystkich barów do jednego worka :) Choć kiedyś znalazłam tipsa w pierogu ruskim w barze mlecznym, za czasów kiedy byłam pełnoprawną studentką i długo nie mogłam się przekonać do jedzenia na mieście :D
    Kutj

    OdpowiedzUsuń