wtorek, 15 listopada 2016

Jesień

w mordę jeża, Kochany Pamiętniczku. Taka kaprawa, rozdeszczona, szarobura...
W pracy co kawałek słyszę dziwne głosy, kombinuję, co kogo opierdolić za hałasy, jako że zapierdalam ze śrubką okrętową numer pięć w dupie, a to deszcz o blaszany parapet walił...
Takie uroki głuchoty, normalnie tego nie słyszę :D
Ale wypyskowałam wreszcie i dziś pan mecenas miał dyżur w innym pokoju, a ja mogłam w miarę spokojnie pracować. Przełączenie numeru telefonu to pikuś. A walczyłam o to ponad dwa lata!
Psiakrew :)
Jak się rozdeszczyło, gotowa byłam w pracy nocować...
Na dokładkę miałam takie buty na nogach, że doszłam z jeziorkiem w każdym do domu.
Na szczęście sąsiad zaopiekował się mieszkaniem i mam pomiar gazowy, znaczy się szczelności z głowy. Mam tylko komin wyczyścić. Ta. W dupę mnie mogą pocałować :D

Kierownik Budowy kombinuje jak koń pod górkę, napala się na wszystko jak szczerbaty na suchary, a potem nagle wszyscy chorzy...
Żeby tak posłuchał dobrej rady, to nie.
Znosi mi tonami instrukcje w sprawie zdrowia, zdrowego odżywiania, jogi, medytacji, słowem - chromolenia kotka za pomocą młotka.
I wszystko drąży, tematycznie...
Że ojapierdolę.
Ale nie słucha, jak się mówi.
Co mi z jego rad, jak okazuje się, że trzy lata nie jadł białego sera, takiego zwykłego. Nie, że nie lubi... ale nie ma kto kupić.
To ja nie wiem, co oni jedzą.
Bo ja, jak mam w domu pyry i biały ser, śmietanę albo jogurt i cebulę, to jestem królowa świata.
Dla dziecka kupują wszystko "eko", a sami jedzą śmieciowe.
To nawet śmieszne nie jest, bo wiadomo, że roczne dziecko nie wrąbie całej piersi kurzęcej, choćby się skichało. A mi taka pierś, dorzucona do selera naciowego, marchewki i innych zabawek zapewnia obiad na 4 dni. I do tego kasza i git majonez.
Ale nie, bo nie...
A temat drąży, a dać mu zwykłe buraki to się zachwyca.
Mężczyźni są dziwni.
Oprócz moich chłopców, of course, bo  ci jedzą wszystko, nie grymasząc.
Oprócz ryb, których kijem nie tknie Pierworodny, bo tak go nauczył ojciec, że ryby to zuo.
Inżynier je ryby wybiórczo, znaczy się - śledzia nie tknie, ale inne i owszem...
A zasada w domu była prosta: nie chcesz jeść, nie smakuje ci, sruuu, do kubełka.
I nie ma nic innego do jedzenia do następnego posiłku :)
Umrzeć z głodu nie umarli, a ja przy nich przełamałam się i zaczęłam robić plędze, których nienawidziłam od dziecka, i kopytka i inne takie tam.
Bo życie to niejebajka i nie wiadomo nigdy, co cię w nim czeka, co nie? :)

Jeszcze dwa dni, a potem będzie kąpiel. W soli... Z winem :)
Przy świecach.
I...

A, nevermind :)  Bo pracowo jest pojebane jak cholera i będę musiała to z siebie zmyć. Zszorować. Wyczyścić. Odlecieć :D


8 komentarzy:

  1. Narobiłaś mi apetytu na gzik z pyreczkami w mundurkach, chyba zrobię sobie jutro.
    Miłych snów.
    Malina 52

    OdpowiedzUsuń
  2. co to są plędze? Pierwszy raz słyszę (widzę) tę nazwę i bardzo jestem ciekawa o co chodzi :)

    No jak to, 3 lata nie jeść czegoś, bo się nie pamięta, że można to kupić... zwłaszcza, gdy się to lubi? Nie bardzo to rozumiem, może dlatego, że mało kiedy jest tak, żeby sera jakiegokolwiek (czy to białego, czy żółtego) nie było pod ręką... nie żeby zaraz w lodówce, bo do lodówki nie zawsze mam dostęp ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Placki ziemniaczane, po prostu ;)

      Usuń
    2. o kurcze :) w życiu żyrafy bym się nie domyśliła, że pod tą nazwą się chowają placki ziemniaczane :) :) :)

      Usuń
    3. ja też pierwszy raz słyszę taką nazwę :)
      my biały ser najbardziej w okresie wiosenno-letnim wcinamy: z szypiorem, rzodkiewą, koprem- pycha. a w nawiązaniu do gzika: czyż ziemniaki nie smakują równie dobrze ze śledziem w śmietanie? achhhh ludzie to wyszukują cuda na kiju, a tyle dobrego i prostego zjeść można. o! ziemniaki z kefirem ... ps. ale krewetek, czy sushi też nie odmówię :)
      imbirella
      imbirella

      Usuń
    4. Bo to wielkopolska nazwa jest. U nas dzieci się przezywały: baba jędza zjadła plędza. Zresztą pisałam już kiedyś o plędzach, ale widać nikt nie zauważył.O tak, śleź w śmietanie jest the best. Lubię eksperymenty, lubię, jak Inżynier mnie gdzieś wywleka, ale tak naprawdę najbardziej lubię smaki, zapamiętane z dzieciństwa...

      Usuń
  3. Co do smakow dziecinstwa to najlepsze z najlepszych byly domowa kapusta kiszona i chleb domowy w piecu pieczony, a wszystko to u siostry mojej babci.

    Moze jeszcze nie czytalam, a moze faktycznie czytalam na szybko i nie zwrocilam wowczas uwagi lub tez bylo cos w notce pilniejszego do skomentowania :)

    OdpowiedzUsuń