sobota, 24 czerwca 2017

Pierdolę

nie robię. Kochany Pamiętniczku :)
Jak mądrze napisała Stardust, od roboty są chłopy i traktory.
Chłopa nie mam na stanie, a traktor tylko taki

John Deere, jakby kto pytał :)

Wczoraj wróciłam do domu tak padnięta, że nawet na piwo ochoty nie miałam. Coś jest w powietrzu, nogi mi spuchły jak balony, więc plackiemleżing uprawiałam.

Nowy kompik się zbuntował i nie chciał się wyłączyć. Piszę do Inżyniera, ale takie tam pisanie, dziecko ledwo dycha. Więc sama kombinuję, jak koń pod górkę i okazuje się, że kompiku nie pasuje dysk zewnętrzny, nie widzi cholery, mówi, że nic tam nie ma, a tam prawie terabajt danych (Inżynier opierdolił za to). Restart nie działa, więc wywalam dysk i kompik nówka nieśmigana. Podłączam do starego i wszystkie dane są na miejscu, mało tego, stary, który włączał się jak chciał, włącza się jak nówka nieśmigana...
A com się na kolanach naczołgała i kurzu nawdychała, to ojapierdolę.
Więc w sumie nie mam gdzie oglądać filmów, tzn. mam, ale na starym monitorze, a już oswoiłam nowy. I na starym nie chcę. Przenosić na pendrive nie chcę, bo właśnie po podłączeniu kolejnego dysku w postaci aparatu fotograficznego ten nowy focha strzelił.
Więc wykrakałam, latam i cholera mnie gania :)

A tu Baran dzwoni. Na piwko zaprasza. Czułam, że coś się święci, więc mówię, że nie mam piwa. A on na to, że mam sobie kupić. A ja na to, że herbatka starczy. No i umówiliśmy się na godzinę.
Suknie wyjściowe żem odziała, włos zmierzwiony przyczesałam, ząbki umyłam, herbatkę naszykowałam i na randkę poleciałam.
Pytam go, czemu zawdzięczam zaszczyt, a ten chrzani, że nic, że trelemorele. Tośmy pogadali, tzn. ja gadałam, ale i tak wszystko wiedział, bo bloga czyta łajza jedna :P
No ale miło, on piwko, ja herbatka, kultura, rączki na kordełce, jak zwykle.
I w którymś momencie taką bombę puścił, że ojapierdolę :) Atomową.
Więc, Kochany, nie daruję Ci tego.
Będziesz musiał przy najbliższej okazji wejść pod stół i odszczekać.
Bo ja to WIEDZIAŁAM.
Wiedziałam już w chwili, gdy Cię poznałam.
Czyli te 13 lat temu już wiedziałam :)
Nawet jak mi londyńskim metrze focha z półobrotem strzeliłeś, że nigdy w życiu, a potem kilka lat później łaskawie wybaczyłam Ci odszczekiwanie.
I jak potem marudziłam od kilku lat :P
A co.
OK, będzie po Twojemu, bo tak być musi. Ale niezmiernie mnie cieszy i raduje, że będzie.
Mogę więc spokojnie oczy zamykać.
Bo doczekałam i mój wiedźmowski nos mnie nie mylił.
Ja po prostu wiedziałam. Jak wiele innych rzeczy wiem.
I cieszę się z tego.
Bo jesteś w moim życiu ważny.
I to dla mnie zaszczyt, że ja - w sumie - pierwsza wiem :)
Ale odszczekać musisz, za to, że wątpiłeś :)

A padnięta byłam taka, że z tego wszystkiego od razu zasnęłam i spałam jak Alienek do rana, bez zmiany pampersa i bez cycka :D

Rano na Manhattan poleciałam, pomidorki i leluje zanabyłam. Lecę do domu z lelujami, a dziadek jakiś, palcem pokazując marudzi, że one śmierdzą. No i? Odrzekłam, że lubię smród :P
I coś mnie podkusiło, żeby do Lidla polecieć, biedna moja karta.
I moja chałupka niesprzątana, ale kurze omiotłam wzrokiem, a reszta (łącznie z sianiem kwiatków na balkonie)?
Reszta poczeka.
Od roboty jest chłop i traktor. Sprzątałam w poniedziałek po gościach.
Cały tydzień byłam w pracy, więc nie miał kto bałaganić :P
Bo w Lidlu kupiłam zestaw weekendowy

Blackout już zaliczyłam z dreszczami na plecach, Helisę zaraz zacznę. A cydr to nie alkohol, tylko dodatek do książki.
A na obiad


Jakby co, mam jeszcze fasolkę :)

Udanego weekendu :) 

7 komentarzy:

  1. Za bob dziekuje, nie lubie, ale cydr i owszem kocham. Jutro nawet wybieramy sie z Juniorami do Beer Garden gdzie jest doskonale piwo z grapefruitow i juz sie ciesze.
    Lubie wszelkie takie wlasnie owocowe wyroby, jakos te mocniejsze piwa mi ostatnio nie podchodza. Tak mi sie narobilo, zrobilam sie mocno alkoholowo niedorozwinieta po tej chorobie. Wczoraj Wspanialy zarzadzil lampke wina do obiadu i tez nie dalam rady wypic calej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak mam ostatnio, że pić nie mogę, a nic mi nie dolega :)

      Usuń
  2. Na zdjeciu z traktorem zauwazylam, ze kurzu to u Ciebie nie ma, az tu nagle czytam '..naczolgana kurzu nawdychana..'
    Dalej w czytaniu czulam sie jak bym rzeczywiscie wkradla sie do Twojego pamietnika i podczytywala to co nie powinnam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo na wierzchu nie ma, ale za biurkiem, tam gdzie plątanina kabli i gdzie muszę się wczołgać, kurzu jest od cholery, nie sprzątam tam systematycznie, zawsze mi jakieś kable lecą...
      Hmmm... nie ukrywam pamiętnika, nie piszę do szuflady. Ale zawsze mogę zahasłować :D

      Usuń
  3. To kiedy zdążyłaś już przeczytać tę pierwszą książkę!?

    Bób już dwa razy jadłam,do fasolki się przymierzam.Muszę się teraz nasycić,bo w Niemczech nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę pierwszą książkę kupiłam chyba jakoś na wiosnę, to spokojnie przeczytałam, nie za jednym zamachem. To była książka dyżurna w łazience :)
      A tę drugą powoli też pokonam ;)
      No tak zagranicą nie ma takich warzyw jak u nas, ani owoców. I to jedyny mankament zagranicy ;)

      Usuń
  4. Aż tak źle to nei jest, są tylko droższe,albo niektórych trzeba szukać na targowisku,czy w droższych sklepach,ale bobu nie widziałam,w słoiku i puszkach jedynie. Fasolkę zieloną ,taką cienką, droga była, wiec nie kupowałam.
    Agrest to nei pamietam, ale porzeczki czy inne takie ogrodowe w marketach są czasem.A i nie ma takich prawdziwych młodych jabłek,papierowek , no po prostu nasze zieleniaki sa specyficzne:)

    OdpowiedzUsuń