operacja pod kryptonimem "Dopieszczanie Umarlaków" zakończona sukcesem, Kochany Pamiętniczku.
Aczkolwiek Eks mi trochę krwi napsuł, bo autobus do M., jeden na godzinę wypadł z kursu i nie tylko dupa mi zmarzła, ale musiałam kiblować godzinę w M.. bo nic nie jechało.
W międzyczasie się ubrałam cieplej i nie było tak źle.
Na mogiłce stał wciąż wieniec od ukochanej małżonki Eksa, ktoś dołożył maleńką doniczkę chryzantem, które z braku wody i z powodu zimna szlag trafił. Zatem doniczka została eksmitowana, płyta wyczyszczona, dodany drugi wieniec, bo pierwszy nówka nieśmigana i tadam
Wygląda piknie.
Tyle że wieniec od 10 zł droższy niż w ubiegłym miesiącu.
A i pewnie z okazji wleci ktoś i naćpa wrzosów za 5 zł, które ja potem będę w pocie czoła wynosiła.
No cóż.
Po powrocie z M. kurcgalopkiem na dworzec, bilet na dziś i wpadłam do Maciejki, ale żadnych butów nie mieli.
Trudno. Pójdę w wiśniowych.
Noc przespana na raty, jak zwykle przed podróżą, i żeby zdążyć na pociąg o 8.53 wylazłam z domu o 7.35, nos mnie nie mylił: autobusy miały spóźnienie.
Na pociąg zdążyłam, jechałam fajnym elfem, kontemplując a to rzepaczki kwitnące, a to sarenki (trzy) z białymi dupkami w rzepaczku, a to inne takie tam i broniąc się przed panią, której wszystko przeszkadzało i która swe bujne owłosienie czesała, a pretensje o wszystko, m.in. o to, że facet wchodząc do kibla drzwi nie zamknął i musiała TO oglądać, kierowała do mnie.
Nie, nie byłam tym facetem siedzącym w kiblu, ani facet nie był mój.
Uwielbiam takie typy.
Nieco się przeliczyłam czasowo, kuśtykając nie wyrobiłam się, za co W. mnie opierdoliła, post factum, że było mówić, to zawiozłaby mnie z dworca na cmentarz.
Ale ja lubię sama.
Bo wtedy nie mam presji czasu, a napisałam, że potrzebuję jeszcze pół godziny.
Mogiłki trzeba było jednak przetrzeć apiać mimo mycia, ale zauważyłam, że w tym roku mało co posprzątane, no ale nie mój cyrk. Ogarnęłam, badyle wymieniłam, jeden znicz wsadziłam "wieczny" na baterie, nie wiem, czy nie zwiną, ale mniejsza z większym, męża Cioci mogiłka się sypie, nic to, że nie w mojej jurysdykcji, ale jak się zapadnie, to i moich Umarlaków znów też ruszy.
Nie będę się martwiła na zapas.
Pogadałam z nimi jak czekista z czekistą, no bo nie pilnują interesu jak należy i poleciałam na rynek.
Połowa knajp w okolicy zamknięta, ale znalazłyśmy z W. knajpę, w której za CZTERNAŚCIE złotych polskich zeżarłyśmy
no co, nie pamiętam, kiedy żarłam frytki, czasem trzeba. Potem dołączyły D. i E. i zaprosiłam wszystkie na kawę, dla mnie to drobiazg. Kawa niesfocona, ale było ojapierdolę i...
Nagadałyśmy się, może nie za wszystkie czasy, ale nagadałyśmy się.
To jedne z niewielu osób, z którymi czuję się dobrze.
Na dworzec zawiozła nas córka D., mojej "przyrodniej" siostry i...
Aczkolwiek zapierała się kopytami, że nie jest w stanie mówić mi po imieniu...
Hahahahaha :)
D. ma fajną córkę. Lubię ją bardzo.
I tak poplątane to wszystko, że nie znamy naszych dzieci.
Mamy jeszcze trochę czasu, żeby to odplątać. Może się uda.
W autobusie dostaję SMS od Synowej, że nie ma kluczy. Nie zajarzyłam. myślę sobie, na co jej moje klucze, a ona po prostu wyszła z domu do pracy bez kluczy (a może je zgubiła?) i chce do mnie przywieźć dzieci, żeby jechać do Pierworodnego po klucze (pracuje na popołudnie). No cóż, nie pomogłam, jako że dopiero wyjeżdżałam z K.
No i pytanie, czy jutro wezmę dzieci w razie W, bo ona chce do szpitala do ojca.
Nosz, a ja na jutro mam umówionych Alienka i Kalafiorkównę... Za 3 dni ich już tu nie będzie, to jedyna opcja randki i potupania z Alienkiem! A, skomplikowana, bo ma być zimno, a dzieci nie mają zimowych kurtek. Jak nie mają, jak im kupowali? Może Inżynier zabrał już do UK? Nie ogarniam tej kuwety...
I światło w lodówce, a dni wolne nadchodzą, w piątek to mogę alkohol w piątce kupić, w czwartek pogrzeb...
Wiem, komplikuję wszystko, ale już nie umiem się poruszać z szybkością ponadświetlną.
I jestem megazmęczona niemożliwością zaplanowania czegokolwiek.
Nie żyję już na spontanie.
No i halo, halo, ale dlaczego zawsze ja na posterunku?
Mimo że informowałam na bieżąco, że cmentarze, że tamto i owamto, nikt nic nie słyszał.
A ja mam zaraz być silna, zwarta i gotowa?
Tak wiem, żywi ważniejsi.
Dobra, ogarnę wszystko, aczkolwiek do nikogo nie dociera, że z ostrogą piętową nie jest się już Strusiem Pędziwiatrem.
Aby do czwartku popołudnia i potem będę miała na wszystko WYJEBANE...
A pierworodny wczoraj nietoperka dotykał. A u nas jest wścieklizna nietoperków.
Kurwa.
Twierdzi, że w rękawicach i nic mu nie zrobił.
Dlaczego JA?
Pourquoi? Pourquoi? Porquoi?
Ano, tak wyszło :P
I na Samotnej w tym roku nie byłam, życie pędzi coraz prędzej :)


O matko, ale u Ciebie się dzieje...że aż nie wiem, od czego zacząć:) Od nietoperka chyba- jak to dotykał? znalazł i dotykał? jak nietoperek taki niemrawy, że dał się dotknąć...no, faceci to maja pomysły! Jestem wyczulona na wściekliznę, jakem weterynarzowa:) no nie dotykać niczego, co nie ucieka, wiem, bo wciąż się zdarza, rzadziej( bo lisy szczepione),ale jednak:(.Też już nie jestem strusiem pędziwiatrem, mało tego - już nie lubię nawet, gdy w tygodniu nagromadzi mi się kilka wydarzeń-no,pewnie dlatego, że odkąd nie pracuję, mam bardzo leniwy rytm. Jutro jadę do Poz., wpewnie wybiorę się do Brovarii albo Posnanii( bo bliżej z Rataj) na piwo dyniowe, taka nasza nowa świecka tradycja! A potem spacerowo Górczyn, a reszta od pogody, ale bez cmentarnych szaleństw. Może spacer na Ctadelę, w młodosci chodziłam zawsze wieczorem, gdy całe wzgórze w blasku zniczy. Teraz wieczorem się boję, a blasku zniczy nie ma, odkąd weszły masowo te zakryte z góry.Też nie lubię, gdy mi jacyś zastawiają "mój grób"swoimi ozdobami! Mo
OdpowiedzUsuńNietoperek wkręcił się w folię u niego w pracy i on go stamtąd uwalniał. Na razie melduje, że piany z pyska nie toczy, ale o Allahu, skąd ja mam takiego synka kretynka? Piwo dyniowe? Nie słyszałam. Może uda mi się wypić. No popatrz, są jednak ludzie myślący jak ja :)
UsuńZawsze robią dyniowe w okolicy 31 X:)
UsuńZ dziećmi tak już jest, że nie liczą się z rodzicami, dla nich zawsze mamy mieć czas.
OdpowiedzUsuńTak, to jest straszne.Ja się liczyłam, ale może za mało i karma wraca? :|
UsuńO rany Jedzo, przelecialam za Toba i ledwo zipie. Kurcze, tempo takie, ze i mnie zwalilo z nog.
OdpowiedzUsuńNajbardziej te podwojne dzieci – jak dasz rade je wszystkie ogarnac ??
Swieto Zmarlych przesiedze w UK, co moze i dobrze, bo na grob Taty chce sie wybrac sama –
jak pojade , juz tlumow nie bedzie. Niech go odwiedzaja znajomi i przyjaciele, i Mama – ja chce z nim sam na sam.
A w piatek 1-go tradycyjnie zapalimy u nas w miasteczku lampki pod obeliskiem poleglych zolnierzy ,
m.in. polskich lotnikow, ktorzy walczyli w Bitwie o Anglie.
Wiadomo komu jest poswiecony, bo kazdy polegly ma swoje nazwisko wypisane w kamieniu.
Kazde male angielskie miasteczko w ten sposob czcilo swoich bohaterow – bardzo mnie ten zwyczaj wzrusza.
Czym sie Jedzo i wynagradzaj sie ile wlezie – za caloksztalt.
Nietoperkom mowimy zdecydowane nie !
Pól dnia dla jednej dwójki, która dała mi popalić, pól dnia dla drugiej dwójki, która dała mi popalić jeszcze więcej, ale jakoś WYGRAŁAM ja :) Nie ze mną takie numery, Brunner :)
UsuńTak, zawsze mnie za serce chwytają te angielskie obeliski w każdym miasteczku, przez które przejeżdżałam. Te biało-czerwone wieńce z maków. Te mogiłki nieszorowane w pocie czoła przy każdym kościele. Za to, między innym lubię UK...
Wiem, że wiesz, o czym mówię. Za ten brak blichtru, zadęcia, szorowania, ozdabiania i zniczy, które tańczą,recytują, dają d... i gotują.
Ta polska nostalgia jak u mnie na Samotnej i ten blichtr i rozpasanie, jak na Junikowie czy innym Miłostowie...
Dlatego 1 listopada spędzę sama, po mojemu, bo tak naprawdę nie mam już z kim zatrzymać się w tym biegu.
Życie.