czwartek, 23 lipca 2020

Coś się kroi

Kochany Pamiętniczku... Coś wisi w powietrzu :)
Mało, że krótko po 16 było po ptokach, to jeszcze cytuję:


Dziękuję za wszystko Pani Basiu, praca z Panią to czysta przyjemność 😃
Jprdl...

Pora umierać, ani chybi :| 
No bo jak to? Żadnego autorytetu już nie mam, żadnego. Straszne.

Rano iPad zbuntował się na maksa. Strony, a jakże, chodziły, Internet był, ale gra żadna nie chciała ruszyć. Oczami duszy już kupowałam nowego, bo i to jest w planach, ale Inżynier każe czekać do jesieni, bo będą nowe modele. Mojemu, poza tym, że bateria leci błyskawicznie, nic nie dolega, pamięci ma jeszcze full.  No ale jak to? Ranek bez gierek? Zła, zwlokłam się z wyra i kombinuję jak koń pod górkę (plus dla mnie: nie piszę do Inżyniera, nie budzę biedaka, dorosłam). I nagle:  przecież dziecko zawsze mówi: restart. I kiedyś objechało, bo komputer włączany jest i wyłączany co dzień, a iPad raz na ruski rok.
Więc restart. Wzdech, wydech, gry działają.
Jest OK.
To się nazywa nałóg i uzależnienie.
Kąpiel, śniadanie, kartkę do Baraniej mamy skrobnęłam, bo zacna niewiasta będzie miała za niedługo urodziny i sruuu, jest motywacja do ruszenia kubańskiej dupy z chaupy, kurcgalopkiem, bo jak Bossa przypili, to i przed 9 będzie wstępniak...
W Biedronce śliwek w czekoladzie zgodnie z zaleceniami Zmorki zanabyłam, i faktycznie, ma ona rację. Kawę się kupi, ale śliwki już nie, bo drogie jak diabli. Ale spoko,  piekna porcja w ślicznej torebusi czeka na przetransportowanie do zacnych Pań Sprzątających. Zasłużyły Kobietki Kochane :D 
I dostałam, o dziwo, w  Biedronce, polecane przez koleżankę wino, PRIMITIVO.  Koleżanka pracuje w DE, tam je odkryła i zachwycała się nim, polecając. I że trudno je zdobyć, Kaufland albo Lidl. Kaufland u mnie na drugim końcu wsi, nie polecę, nie mając gwarancji, że rzeczony napój tam będzie. W Lidlu nie ma, sprawdzałam. No i masz, z głupia frant w Biedroneczce patrzę i jest :) Nawet na cenę nie spojrzałam, sruuu do koszyczka, dopiero w domu sprawdzam paragon, bo coś dużo zapłaciłam za mikre zakupy... Okazuje się, że śliwki kosztowały dużo więcej niż rzeczony alkohol. Alkohol 16,99 :) Piszę do M., mówiąc, że spróbuję, jak gazetę zamknę, choć z przyjemnością napiłabym się już rano, tak mam dość. A M. odpisuje, że cud. I że w DE płaci 6,50 euro za butelkę. Fakt, zarabia tam euro, ale i tak fajny przelicznik :P Siedzę i czekam na prackę, a M.pisze,  że jest na rondzie Rataje, siadła jej nawigacja i jak dojechać na Lutycką, bo jedzie po syna do szpitala...
No, nawet nie napisała, że ma tu syna w szpitalu (jest z K.). Pomóc bym nie pomogła, bo od poniedziałku pracuję po 12 godzin, a on miał wczoraj operację, a dziś go już wypisali. I serio? Nie wiem, jak dojechać na Lutycką z ronda Rataje. Nie mam prawa jazdy, nie znam tras. Autobusem, bimbą to wiem jak, ale samochodem?  Ni chujenki, tym bardziej że mieszkam na drugim końcu miasta. 
Ale szukam na Google maps i ślę. Okazuje się, że jedzie całkiem inną trasą, przez samo centrum, jprdl...
A ma takie same Google maps w telefonie. 
No cóż, nie pomogłam.
Było wcześniej napisać, kurde, no nic. 
Odnowiona przez neta znajomość fajnie się toczy, ale realnie się spotkać to jakoś nie tak łatwo.
Jeszcze pogrzebanie na WA, z nadzieją na magiczne słowo, a tu nagle wyskakują wiadomości z całego lipca i czerwca od Słonka. Coś mam nie tak w ustawieniach, ale to już dam do ogarnięcia specjaliście (i znów będzie: to mamy telefon, pora się nauczyć. Olaboga). 
Gazetkę zamknęłam, na sik poleciałam i...
Spłuczka zepsuta, kurde. Nadworny hydraulik we Wrocku siedzi.
Idę ręce umyć - susza.
Kurwa, nie spłuczka, wody nie ma.
Ubieram się, bo w łachu nie polezę, przyłbica...
Na drzwiach wejściowych kartka, że szlag rurę trafił.
Na stronie Aquanetu litania awarii, ale o moim domku cicho, sza.
A coś mnie dziś męczyło i zaraz po obiedzie pozmywałam, mimo kolejki wydruczków, na zasadzie, że pięć minut mnie ani ich nie zbawi, a bajzel w kuchni jest wkurzający. 
Parę bloków jest bez wody. Kupuję w piątce zgrzewkę Staropolanki, wielkie wody już wykupione, biorę ostatnią. Z pragnienia nie umrę. Beczkowóz jest za siódmą górą, za siódmą rzeką, nawet gdybym miała wiadro do niesienia wody (a nie mam, to od mycia podłóg ma tak słaby pałąk, że to nieporozumienie) i tak bym nie dotachała wiadra pełnego wody.
Więc z planów sprzątania dziś nici. 
Naczyń mam dość.
Wodę do mycia rąk i do picia mam.
A reszta - jakoś to będzie, najwyżej jutro w wózeczkiem pojadę po baniaki. 
A teraz wieczór lenia z Primitivo, Pogodą i czystym sumieniem :) 

Brak wody to jeszcze nie tragedia, jak się ma mineralną. 
Czasem trzeba posiedzieć w bałaganie, co nie, Kochany Pamiętniczku?
Poukładać puzzle, poczytać, byle nie o polityce i tym całym syfie...
Wrzucić na luz i nie pękać.




4 komentarze:

  1. Jak sie woda skończy , to zawsze można kupić wino. Tego trunku chyba tak szybko nie wykupiją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale ile wina można dziennie wypić? żeby na dnie z honorem nie lec? To tylko w amerykańskich serialach tak łatwo wchodzi :) I nawet za kierownicę można wskoczyć po paru winach, ale kaca mam, jak przeholuję :P

      Usuń
  2. Dla mnie to zawsze najwazniejsze miec zapas na kibelek, resztę da sie przeżyć.

    OdpowiedzUsuń