środa, 22 lipca 2020

Poszły

konie po betonie, Kochany Pamiętniczku.
Odesłałam to marketingowe gówno, bo trudno nazwać to listem, do gościa, który mi to przysłał, z uwagą, że Word  rządzi w takim przypadku. A gościu na to, że OK, będzie mi słał więcej w Wordzie.
Więc ja wielkie WTF i uprzejmie informuję gościa, że niestety, ale poprawianie wypocin marketingu nie wchodzi w zakres moich obowiązków, że to jednorazowo, bo ja grzeczna kobieta jestem, że mój Boss nic nie mówił i takie tam. A gościu, że z Bossem porozmawia.
Co, kurwa?
Mam pensję od 10 lat nówka nieśmigana i mam pracować za marketing? Serio? Gówniarze, przepraszam, bo to są gówniarze po dwudziestce, przychodzą do pracy za duże pieniądze, nie potrafią sklecić zdania na poziomie gimnazjalisty, a ja mam się tym zajmować?
No nie.
Oddychając w tytkę, głęboko, powoli, rozważnie, ważąc każde słowo, spłodziłam emilka do Bossa. Przymawiając się o premię za całokształt pracy w tym miesiącu. I sugerując stanowczo, aczkolwiek z pełnymi gaciami, że jednak za marketing umierać nie będę, jak już to sama się do niego przeniosę (wiem, nierealne, nie odbieram podejrzanych telefonów). Boss odpisał, że pozwoli sobie zacytować moją opinię marketingowi. Słowem się nie zająknął o gratyfikacji. Ale zapytał, czy może cytować. Odpisałam, że nie chcę być powodem gównoburzy. Przysłał mi, o dziwo, demo swojego emilka, podsumowując mój cytat tak, że nie mogłam się niczego przyczepić, więc poszło.
Przy okazji dowiedziałam się, że dzieło wyszło z działu specjalisty od eventów, który został, a jakże - dyrektorem. No cóż, jest mężczyzną, po trzydziestce, rokującym. Ja, choćbym się zesrała, nie zostanę kierowniczką nawet, albowiem mam pół etatu i to dział jednoosobowy. Wiecie, rozumiecie, takie tam nic, kropki, przecinki, ewentualnie literówka jakaś i z rzadka ortograf. Za co tu płacić, wkrótce bezrobotne korektorki będą stadami galopować po ulicach, komputer wszystko sam ogarnie (rok 1993, cytat mojego ówczesnego bossa. Jakoś nadal nie ogarnia i wielu rzeczy nie rozumie albo je przekręca, ale co ja tam wiem. Internetów nie da się ogarnąć, a standardy rzeczy drukowanych lecą na łeb i na szyję).
O ile rozumiem opcję poprawiania programów naszych eventów, bo w końcu z tego jest kasa na moją pensję, to absolutnie nie ogarniam poprawiania listów wszystkich "speców", zatrudnianych często za sam wygląd albo inne zalety. Z naciskiem na INNE.
Porozmawiamy, jak pójdą za tym pieniądze.
Inaczej nie ma opcji.
 Poczekam do wypłaty, zobaczę, czy Boss się wzruszył, ale nie, nawet jego wzruszenie nie obejmuje opcji mojego zaangażowania w marketing.
Tym bardziej że dziś znów się działo, a ja pracowałam jak szalony mrówek 12 godzin.
Chociaż moi redaktorzy to orły sokoły w porównaniu z marketingiem, który już Łudź w reklamie puścił kiedyś...

Trochę jestem rozgoryczona, bo i kasę niemałą posłałam, i na komunikatorze napisałam, nad filmikiem się napracowałam, a ani jedno, ani drugie, ani sama zainteresowana nie bąknęli jednego magicznego słówka :)
Ale trochę przykro.

Dobre wieści od Inżyniera. Doceniają, nagradzają, głaszczą. Awansują.
A jest za co.
Jednak w pracy moi chłopcy są na full po mamusi.
Bo mamusia chyba umrze na posterunku, ale oj tam, oj tam...
Znów mam komara w domu.
Kurwa mać...
Może uda mi się go zabić, zanim mnie pożre.

8 komentarzy:

  1. Jeszcze nie przestalam wyc z gumy w majtach, ktora puscila , wiec spadly z hukiem, jak juz trzeba brac nastepna bramke, nie nadazam! 😂 Litosci, bo mi guma popeka we wszystkich gaciach i w czym do pracy polece, w gaciach chlopa? Nawet jak pasuja to sie nie przyznam za nic, udaje ze jego sa przeciez za duze:)) Z takimi marketingami trzeba wlasnym moczem zaznaczac granice, i najlepiej smierdzacym, bo na zwykly moga nie reagowac. :) Tego tez juz sie nauczylam , w koncu , po ponad dwudziestu latach pracy. No mercy Jedzo i jak " czeba szczac to czeba " :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oszczałam, szybka jak szczała :) Jakoś nikt z marketingu się nie odezwał, a ja nie mam z nimi nic wspólnego. Czasem jestem za mało asertywna. Powinnam od razu napisać nie :) Mam nadzieję, ż w związku z tym, że Ci gumka strzeliła, wybaczysz mi (bo to przeze mnie) i kupisz sobie uradowana nowe gacie. Stringi, koronki, jak lubisz :) Masz doskonały pretekst :)

      Usuń
  2. Hahhahaaa, jako rodowita łodzianka muszę się wtrącić. Łódź, poprawnie nie pisze się Łudź, tylko Łuć:)))) Ja pierdziulę ale masz tam zdolniachów.
    Mój syn który w Polsce skończył tylko pierwszą klasę szkoły podstawowej nie robi takich błędów. O matuniu, świat schodzi na piesy:)))

    A premia Ci się należy, no jestem bardzo ciekawa czy boss w końcu okaże kawałek serducha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasów siedzenia na onetowskim czacie w pokoju Łódź (najlepszy pokój na Onecie, mój ukochany) znam jeszcze Uć. Oj, schodzi, ale przestałam już poprawiać internety, bo musiałabym się tym zajmować jeszcze po śmierci. Już nawet mojego bloga nie poprawiam i nie staram się tu o idealny język, bo ledwo mam czas na pisanie :D A co dopiero na poprawianie :) Dam znać, jak postąpił Boss, nie omieszkam.

      Usuń
  3. Jak koniecznie chcesz, to ja Ci bąknę to magiczne słowo: ABRAKADABRA!!!
    I przyjedź koniecznie do "Kołobrzega". (Jak to słyszę, to mnie krew zalewa).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za magiczne słowo. Ale wiesz: ja jako (ja jako były, Urban się kłania) aktualnie pracująca korektorka często sprawdzam rzeczy wydawałoby się oczywiste. Dziś mnie Baran pyta: spowrotem czy z powrotem (usprawiedliwiony, kilkanaście lat poza ojczyzną). Piszę "z powrotem" buzi, buzi. Parę minut później już nie jestem taka pewna i lezę do słownika :) A co do nazw miejscowości, mam nawet urzędowy wykaz nazw miejscowości w PL, żeby sprawdzać, nic nie jest przy tym proste. Chociaż Kołobrzeg jest prosty - brzeg - do brzegu płynę. Może denerwować :D

      Usuń
  4. Jędzo, teraz wszystko schodzi na psy, bo w cenie są nie te rzeczy, które powinny. Jednak dopóki są takie jędze, jak Ty, to jeszcze da się żyć. I tego będziemy się trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  5. I kolejna, co mi komplementy prawi. Dziękuję, ale coś wisi w powietrzu, love in the air. Coś pierdalnie :P Na bank :P U mnie na razie wody nie ma... I nie wiadomo kiedy będzie :D

    OdpowiedzUsuń