najdroższa, droga, jedyna, złota, Kochany Pamiętniczku.
O kim mowa?
A jakże, o Twojej skromnej autorce.
Nosz, beczka z epitetami się dziś rozbiła.
Pierwszy emilek wysłany był o 4.37, ostatni tuż przed 17. Tak, jakbym w 3 minuty zdążyła przeczytać 4 teksty, kurwa.
Ale i tak miałam cały czas pełne ręce i oczy roboty, więc dzień szybko minął.
W międzyczasie parę razy padł net, nie wiem, podejrzewam, że to wina jakichś urządzeń włączanych z okazji remontu, tym razem pode mną, bo provider idzie w zaparte, że on nie.
Router nówka nieśmigana, półka premium.
Na całe szczęście mam jak coś w telefonie duuuużo mobilnego neta.
Lezie kolejny burz.
W południe lunęło tak, że Inżynier przysłał mi zdjęcie rynien, z których fontanna tryskała (widocznie nieoczyszczone).
Pani Krówkowa napisała stęskniona, że mam wrócić do redakcji, to się ubawię.
Jeżu kolczasty, żeby jej z tym nie wpadło do głowy leźć do Bossa.
Nie chcę. Dobrze mi. Nawet nie wkurwia mnie (jeszcze dziś, jutro wkurwi) praca po godzinach.
W tych warunkach, siedząc na dupie w pracy, zastanawiałabym się, jak dojechać do domu, żeby nie mieć mokrych gaci.
A tak zamknę okno i balkon, choć będzie mi gorąco i wyciągnę zimne piwo z lodówki, patrząc na teatr za oknem.
Mając na wszystko wyjebane.
Więc nie, nie chcę wracać.
Ale przy okazji dowiedziałam się, że cudowne Panie Sprzątające dbają o moje badyle i... badyle żyją.
Akurat w dniu zniknięcia z redakcji miałam czekoladki, które zostawiłam na kartce na koszu, bo wiedziałam, że tam przeczytają na pewno.
I teraz mam dylemat, co kupić,bo będę za niedługo leciała do redakcji, bo muszę mieć pismo do ZUS, a jakże. Po roku pracy wzrasta mi emerytura, a to w skali roku kilka setek, więc nie, nie odpuszczę.
Bomboniera, OK. Ale myślę też o kawie, ale...
Dylemat mam.
Sama nie przepadam za rozpuszczalną.
Zaś nie wiem, jaką Panie Sprzątające piją.
Kupić mieloną (w pracy mamy ekspres, ale one pracują w takim tempie, że nie sądzę, żeby sobie w ekspresie kawę parzyły)?
Może jakaś dobra dusza doradzi mi, co kupić?
Bo nawet jak nie wrócę do pracy, chcę podziękować za badylki, bo to też stworzenie boże. Nie zabiorę ich do domu z tego prostego powodu, że nie mam gdzie ich wstawić :D Bez przesadyzmu :)
Bo dojrzewam coraz bardziej do bycia w domu :)
W tzw.międzyczasie wpadła korekta od Bossa. Zrobiłam, bo jutro i tak będzie sądny dzień, a w razie W mam argument za. Za siedzeniem w domu.
Summa summarum: stara jestem, ale nieoceniona, niezastąpiona, droga, kochana, złota i jedyna. I pracuję od 10 lat za tę samą kasę, nie dlatego, żeby mnie to urządzało, ale teraz mnie urządza, choć czasem mam ochotę komuś zapierdolić.
Ale lepiej mieć, niż nie mieć, a czasy są jakie są.
O paru dni odzywa się E. Zachwycona, że jak pięknie mam po remoncie sprzed dwóch lat. Serio? Ja wiem, że lekko nie miała, ale byłam u niej w tym czasie kilka razy. Przez te SIEDEM lat od mojego remontu. Więc albo ma sklerozę (rodzinne), albo ma w dupie. Mam i ja.
Sorry, E., całe lata latałam pocieszać. Nie, nie potrzebuję pocieszania. Ale i rzygam odpowiedzią na moje problemy. Zawsze miałaś gorzej. Fakt niezbity. Rad nie słuchałaś (mądrych, nie da się ukryć), to masz. Przykro mi, nasze drogi rozeszły się w chwili, gdy nie miałam gdzie nocować, a Ty miałaś wolne łóżko w wynajmowanym pokoju. Dwuosobowym, nota bene, w którym spędziłaś całe studia. Narzekając po studiach na cenę pokoju, nie wzięłaś mnie, gdy szłam do Warty się utopić. "Bo właścicielka się nie zgodzi". Sądzę, że właścicielce było to obojętne, ale chciałaś mieć wolną chatę, bo spotykałaś się z wielką miłością swego życia, która zostawiła cię na lodzie. W ciąży. Bo miał już dzieci.
Ano.
Mnie z dojścia do Warty wyciągnęła siostra ucznia mojej Mamy, spotkana przypadkiem, gdym do tej Warty lazła, młodsza ode mnie, która mnie do ziemi przyskrzyniła i wyśmiała. Miała pokój dwuosobowy, nie chciała nikogo obcego, no ale ja byłam z R., no i moja mama uczyła jej brata, Cezarego, a Cezary piał, że moja mama. I jej siostra też piała. I tak wylądowałam u imienniczki, ledwo znanej, na opinii, że moja mama.
Mieszkałyśmy razem aż do mojego wyjścia za mąż. I jakoś nie kolidowało nam to ani w jej spotkaniach z jej chłopakiem, ani w moich z przyszłym Eksem.
Można? Można.
Trzeba tylko chcieć.
Ale ja, po kopniakach przez te lata naszej znajomości już nie chcę.
Nie jestem na tyle miłosierna, żeby po raz kolejny wplątywać się w Twoje historie.
No bo ja jestem szczęśliwa, byłam mężatką, mam dzieci i mam lekko.
A Ty?
Zawsze zakochana w żonatych mężczyznach, na cześć których ołtarzyki budowałaś, ciążę usuwałaś, po prostu nie miałaś szczęścia.
Oczywiście.
Na moje argumenty, że lepiej ciągnąć wózek sama, wzruszałaś ramionami, bo on Ciebie przecież kocha, a odejdzie od żony, tylko...
Wiesz, przytulam, miałaś naprawdę ciężkie życie, nie przeczę.
Gdy tuliłaś Pierworodnego (mojego), mówiąc, że nie możesz na niego patrzeć, bo Twój nieurodzony syn byłby w jego wieku.
Wiesz, ja też nie zakładałam, że Eks się ze mną ożeni. Z tym, że wiedziałam, że zajdę tego dnia w ciążę (jednak kalendarzyk małżeński to całkiem sprawne narzędzie), ostrzegałam, chciałam zajść, bo... No, taką miałam fantazję :)
Byłam przekonana, że będę Pierworodnego sama wychowywać, brat mnie, o dziwo, poparł, ojciec, grożący lata cała zrzuceniem ze schodów za nieślubne dziecko, ojciec alkoholik, przytulił, mocno i powiedział: nie ma problemu, wychowamy :) (Zdaję sobie sprawę, że to nic nie znaczyło, ale ze schodów nie zrzucił, a i potem był idealnym dziadkiem). Nie miałam nic.
Ty miałaś książeczkę mieszkaniową, z pełnym wkładem, na którą jako czwórkowa absolwentka dostałaś mieszkanie w spółdzielni. Sytuowanych dziadków, rodziców.
Ale broniłaś M., żeby mu żona nie robiła pod górkę, bo jego dzieci. Jego dzieci - akurat ten argument rozumiem.
Ale w sumie: miałaś mieszkanie, pracę, może i Twoja rodzina strzeliłaby focha, ale?
Nie chciałaś komplikować życia M.?
Który zmienił pracę, by się z Tobą nie spotykać, a gdy go spotkałaś, godzinami analizowałaś, że tak spojrzał, to rzekł.
Głucha na wszystkie argumenty, że ma na ciebie wyjebane.
A potem był P. Też z Twojej pracy, też żonaty, dzieciaty. I w dupie miałaś argumenty, że zasada "żadnej dupy w własnej grupy" jest zasadą nr jeden :)
Wiedziałaś lepiej, bo Cię kochał.
Do czasu.
No cóż, żadna z nas nie młodnieje.
Są młodsze od nas.
A ja, jak powszechnie wiadomo, jestem: egoistką (w dupie mam, że inni cierpią, nie pomagam odrzucam ludzi z kąta w kąt), szczęściarą (no ba, mam dzieci, wnuki, szkoda, że nawet nie ogarniasz, ile mam tych wnuków, mimo bycia na FB), nie choruję (polemizowałabym, ale po co mam mówić, co mnie boli, skoro to nie jest zbyt interesujące - mam się skarżyć na hemoroidy, na wątrobę rozwaloną przez alkohol, skoro Ty i tak jesteś bardziej schorowana), nie miałam ciężkich przeżyć rodzinnych (nawet nie wiesz, że mój brat się powiesił, a Inżynier w dniu jego pogrzebu wylądował na OIOM i śmierci spod kosy zwiał), no więc idę przez życie, które mi płatki róż (bez kolców, jak mawiał AS, kolejny wrzód na mojej dupie i błąd w życiorysie) sypie pod stopy.
Wiem, okropne, nie po chrześcijańsku, nie po katolicku i w ogóle, ale...
Wyrosłam z "nazywam się milion, bo za miliony kocham i cierpię katusze".
Z Inżynierem się pożarłam.
Na śmierć, pewnie mi przejdzie, ale nie ręczę.
O dzieci Pierworodnego, włażące do sadzawki we Wrocku.
Dobra jestem, co nie?
I tak będę trzymała :D


to kto pojechał do Wrocka ? myślałam że Inżynier a to Pierworodny ?
OdpowiedzUsuńniektórzy to się lubią licytować kto ma gorzej ,ja odpuszczam , zawsze mówię że jestem dziecko szczęścia i wszyscy wierzą , co do zdalnej pracy to moja kumpela też zachwycona właśnie przez to że oszczędza czas na dojazdy , że może wstać za pięć siódma i zdąży do pracy a paniom sprzątaczkom kup cukierki czekoladowe , nie czekoladki a np śliwki w czekoladzie albo inne takie pakowane , kawę sobie same kupią , bo zapewne piją i to jest napój życia którego nie wolno sobie odmówić bo w sumie grzechem nie jest a na cukierasy to albo sumienie nie pozwala bo kg przybywa albo zasobność portfela
Jak zawsze mądrze radzisz, jak tylko odzyskam możliwość łażenia,poszukam tych śliwek. Bo teraz, kurwa, nie ma normalnych sklepów:) Jesteś genialna i niezastąpiona, Zmoreczko :) No moje dzieci jak wrzody na dupie są :D Inżynier nie ma opcji,przechodzi z angielskiej do polskiej firmy, gdzie mu tam urlopy :) No i Alienek przechodzi z pampersów na nocnik, wiesz ile to problemów, gdy trzeba nosić turystyczny nocnik.Jak my mogłyśmy żyć bez takich nocników, no jak :P
UsuńJedzo dosc sie ciezarow nanosilas w zyciu, nie ma sensu dalej dzwigac kogos, kto sam sie spuszcza do parteru, szkoda Twojego krzyza ( w sensie : kregoslupa:) 🤗 Co do sprzataczek to Sylwia dobrze prawi, dobre cukierki w czekoladzie na pewno przejda spiewajaco 👍smaku narobila na sliwke w czekoladzie albo ptasie mleczko 🤗👍
OdpowiedzUsuńDzięki KK. Za całokształt,za obronę pod kolejnym postem. Jak dobrze, że jesteś. :*
UsuńJedzo nie ma za co, ciesze sie , ze Ty jestes. Ha ha tylko ja cie bardzo prosze bez takich skrotow - samo K wystarczy 👍😉
UsuńA, dopiero teraz zrozumiałam, jak Ci się to kojarzy, niefajnie, OK, będę pisała w całości, nie skrótem :) Nie pożałuję palców :)
UsuńMnie w domu uczyli,"kto w ciebie kamieniem,ty w niego chlebem".Ile razy się przekonałam,że warto.
OdpowiedzUsuńAnonimie drogi, pewnie ze warto, dopoki cie ten ktos , najedzony twoim chlebem, nie ukamieniuje. Zycie ludzkie jest najwyzsza wartoscia i to zycie trzeba chronic - wlasne rowniez.
UsuńMnie też. I tak czyniłam, dopóki nie uświadomiłam sobie, Anonimie,jak boli nastawianie drugiego policzka. Jak bardzo mają cię w dupie ci, o których się starasz. Więc - nie odrzucam kamienia, nie krzywdzę, ale nie angażuję się, bo po co? Nie jestem czyimś niewolnikiem. Chodzę w moich butach, one też obcierają :)
UsuńKK,dziękuję:) Rozumiesz mnie,a to się liczy :*
OdpowiedzUsuń😘
UsuńZmorka, dobrze prawi, bo ja za śliwkę nałęczowska w czekoladzie do porannej kawy dłabym się pokroić. Chociaż ze słodyczy najbardziej lubię śledzie.
OdpowiedzUsuńKurczę, Jędzo jak to jest?! Takiego wampirza energetycznego trzeba się pozbyć, ale my dobre serducha mamy i wysłuchujemy, ta Twoja E. to wyjątkowa "hiena" myślaca tylko o sobie, echhh. Na pohybel takim E. niech się pławi w swoim sosie i z daleka od Ciebie!