piątek, 17 lipca 2020

Tydzień

w nowej-starej rzeczywistości przeleciał migusiem, Kochany Pamiętniczku.
Pracowo było pracowicie w miarę, w sumie więcej czekania jak roboty, ale też i po godzinach siedziałam, bo w godzinach... a jakże, zebrania były.
Najdłuższe trwało 4,5 godziny. Dobrze, że mnie tam nie ma, boby mnie szlag. Cztery i pół godziny pierdolenie o Szopenie, bo dla mnie to tak brzmi (widać głupia jestem). Ale tak między nami czekistami wszyscy się z tym zgadzają, że za dużo czasu na nasiadówki, a za mało na pracę.
W każdym razie w czwartek sierpień jedzie do drukarni, a ja nie mam nawet 1/4 materiału.
Za poszły wszystkie dodatki, inserty i inne takie, mam kolekcję SMS, emilków, gdzie jestem złota, kochana, jedyna.
Na kolejnego emilka, żem złota odpisałam, że pierdolę złoto, jestem Iron Lady :)
Bo tylko taka wariatka jak ja  ryje za darmo, bo co z tego, że w godzinach pracy, skoro poza zakres obowiązków?  Nie łamał nasz łamacz, tylko zewnętrzny...
A, pierdolę :)
Boss zarządził, że insert tylko jedna korekta i przysłał PDF. Po odesłaniu wydruczku (a nie mówiłam, pisałam, że będzie ciężko) odpisał, że nie wiedział, że jest tak źle. Że jutro poprosi w programie graficznym, bo się dowiedział od p. M., że hohohohoho - ja w tym pracuję. Ta? Sam mnie do domu wywalił z wejściem do niego. Ale że nie chciał następnego dnia nic, więc siedziałam cicho i na dupie. Bo ja fizycznie nie wiem, czy ktoś w tym siedzi, muszę mieć potwierdzenie, że mogę tam pracować.
Dziś zaś pani M. mówi, że zamknięte, a ja już byłam w ogródku, już z gąską się witałam, a wtem... emilek.
Że nie wie, co było, a co nie.
Że nie wie, że polega, bo było na PDF.
No więc apiać do roboty i co? Poprawki z PDF nie są naniesione, nie wszystkie.
Jak to, nie wierzy.
No to udowodniłam.
Zacukał się i spis kazał zrobić, bo mogą być błędy.
Były.
I nawet po niemiecku podziękował.
Idiotka ze mnie, wiem, że jestem dobra, a wciąż się boję zostania na lodzie. Bo łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Bom stara.
Bo, sranie w banie, Kochany Pamiętniczku.
Nawet z Manhattanu dziś kurcgalopkiem wracałam, bo pracuję od 9.
Nosz, kurwa, co dzień siedzę po godzinach.
Nic, tylko mnie bić i patrzyć, czy równo puchnę :D
A na Manhattanie


  nakupiłam, na cały weekend, a winko na dziś, bo kurde, jutro nic nie muszę, nie muszę wstać, nic, nic nie muszę :D
Nie mam randki :)
Namęczyłam się z pracowymi, choć nie aż tak bardzo, połowy nie opisałam, bo po co?
Ale... w międzyczasie umyłam okno w małym pokoju i w kuchni, w dużym jest względnie czyste, bo loggia, to ulewy nie sięgają.
A wczoraj była burza jak cholera, a potem

Reszta chaupki też w międzyczasie ogarnięta weekendowo, więc kocham życie :)

I nie, nie tęsknię za kolejnym sprzątaniem.
Po tym całym wariactwie nie tęsknię też za rozmowami. Bo Pierworodny, niemający komu robić wykładów, robi je mnie, jakbym nie wiedziała, co jest. Teściowej, która nie ogarnia i jest pisiorem nie robi, bo go zakrzyczy, a poza tym nie chce robić kłopotu żonie.  Inżynier wkurzył mnie dziś maksymalnie, bo kolejna wersja jest działka w TP i budowa :| I żadne argumenty do niego nie docierają, bo on ma wizję, a wizję podsyca mu żona ukochana. W PZ nie chciała na Ratajach wynająć mieszkania, bo za daleko jej było do ojca na Dąbrowskiego, ale w TP, gdzie psy dupami szczekają to nie problem. Bo koło przystanku autobusowego działka, to dzieci będą dojeżdżały spokojnie do PZ. 40 minut co najmniej, kurwa, na pętlę, a co dalej?
Ale co pani zrobisz, jak nic nie zrobisz?
A i sama budowa nie w kij dmuchał, a praca gdzie, a gdzie dzieci (bo dzieci są na głowie I., zakupy, inne takie tam, kurwa).
Więc z leksza mi ciśnienie wzrosło.
A jeszcze ta pojebana władza, że Halloween...

A u mnie na co dzień takie widoki, w doniczce na balkonie siedzi kolejna wiedźma, ta od Zmorki wisi na łańcuszku...
... na sowie, nosz...

Dopiero po głębszym namyśle zorientowałam się, że coś muszą znów odjebać, skoro kierują uwagę ludzi na Halloween.
Protesty wyborcze.
Takie lody kręcili.

I tym bardziej martwię się o I., ale powiedział mi, że on całe życie ma pod górkę, jak nie to, to sramto, jak nie Brexit, to PiS, życie mu minie i do niczego nie dojdzie.
W sumie ma rację.
Pierworodny ma 40 lat i wciąż na wynajmowanym.
Inżynier 36 i na wynajmowanym, inna bajka, że ma odłożone i dobrą pracę (3 sierpnia kontrakt w PL podpisuje).
My, gdy  miałam 26 lat, a Eks 30, mieliśmy już własny kąt. W kamienicy, u teściowej na strychu, 16 m kw., ale to wina czasów - teściowa mieszkała w suterenie, a lokatorzy na dwóch piętrach po 150 m - z przydziału, a jakże, tępiono kamieniczników :D W planach był remont poddasza, moje marzenie, skośne stropy, stare podłogi, ale... Lokatorzy się nie zgodzili, bo tam była pralnia i suszarnia. I tak 4 lata szło pod górkę, aż nas szlag i poszliśmy do spółdzielni. Lokatorzy spółdzielczego nie chcieli, bo czynsz za wysoki. U teściowej za 150 m kw. płacili równowartość dzisiejszych 15 zł :) Na propozycję teściowej, żeby odśnieżali chodnik, to ich zwolni z czynszu, popłakali się ze śmiechu. Chodnik odśnieżałam ja :) To naprawdę były fajne lata, byłam młoda, lubiłam odśnieżać. A jak mi korona z głowy spadła, podnosiłam ze śniegu, otrzepywałam i odśnieżałam dalej. Eks był ponad prace fizyczne, on był inżynierem i  pupilkiem mamusi. Może powinnam wtedy wiać, gdzie pieprz rośnie? Ale gdzie? Rodzina alkoholicy...
Gdy miałam 32 lata dostaliśmy to mieszkanie, w którym jestem, rotacyjne, bo za małe. Pewno, że pociągaliśmy za sznurki, ale kto wtedy nie ciągnął? Nam się udało. Nikt nie chciał mieszkania tutaj, bo była końcówka rurociągu, najgorsze miejsce w PZ, zimą lodówka. Bloki nieocieplone. A dziś? W tym roku włączałam kaloryfer kilka razy i to w jednym pokoju :) Jednak przeżyliśmy tu piękne lata, a w tej chwili (w momencie, gdy spółdzielnia zaczęła mi oferować większe mieszkanie - nie było mi już do niczego potrzebne) jest dla mnie idealne. Wykupione, odremontowane. Inżynier dojechał mi, że to moje standardy (a potem przepraszał), ale hola, hola, na co mi większy metraż? Żeby mnie cholera rzucała z większym rozmachem, żebym miała więcej okien do mycia, kątów do sprzątania? Tak, mam małe wymagania, ale nikogo jeszcze nie proszę o pieniądze na czynsz. I tak wg norm mam za dużo metrów i w razie W dopłaty do czynszu nie dostanę.
Więc zagmatwane to i wcale nie takie proste.
Niech robią po swojemu, szkoda mi czasu i nerwów na kłótnie.
Wiem jedno - budowa w PL to koszmar.
Ale dziecko, przesiąknięte standardami UK, gdzie gros spraw załatwiał na telefon i przez Internet, nie słucha.
A synowa jest po prostu rozkapryszona i wygodna. I niemądra, że delikatna będę.

I tak lecą dni.
Za tydzień może uda się wreszcie spotkanie CAŁEJ Bandy wnuków.
Kalafiorkówna ma już ponad 1,5 roku, Mała Wiedźma będzie już miała 10 lat, a cała Banda w komplecie jeszcze nigdy się nie spotkała.
Zawsze jest za daleko i za mało czasu.

Nie wiem, ile jeszcze go mam.
Ale  chcę dożyć do tego spotkania.
Wish list :) 

10 komentarzy:

  1. co to jest TP ? telewizja Polska :D jak mają kasę to budowa pójdzie jak spłatka zpłatka z płatka ( wybierz właściwe hihihi) swój domek to swój domek . teraz to doceniam a jak miałam iść to się broniłam , młodość to jednak rządzi się swoimi błędami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A starość wie lepiej. Zresztą - w życiu bym nie chciała domu. A zwłaszcza dojeżdżania gdziekolwiek. Dość się w życiu nadojeżdżałam, od 5. klasy szkoły podstawowej dojeżdżałam non stop, aż do chwili gdy osiadłam w Koziołkowie. Książkę bym mogła na ten temat napisać. Jak zepsuje mi się tu, na miejscu coś, dojdę na piechotę, stać mnie na taksówkę. Temat rzeka. Zepsuje ci się auto i już nie dojedziesz z wypiździejewa do pracy. A śnieżyca, wichura, korki? Szambo? Mniejszy domek w metropolii to wypas. Oczywiście,to moje zdanie,z którym nikt się nie zgadza :P

      Usuń
  2. Jedzo, budowa domu to teraz pikus. Jak maja kase to oczoplasu mozna dostac od wyboru materialow i mozliwosci. Ja bym sie bala budowac w UK - tam sie zreszta glownie kupuje domy juz wybudowane przez developerow a pozniej uzera z wylazacymi niedorobkami. Takich budujacych samemu jest mniejszosc . a smialkow pokazuje sie w telewizji w programie Grand Designs:) Bo wszystko co tam odbiega od standardu to od razu jest " grand". Tu dopiero trzeba miec zaciecie, aby sie porwac na wlasna budowe. Naprawde zadziwiajace jest, ze te dwie Twoje najblizsze rodziny nigdy sie jeszcze nie spotkaly : there is no time like the present - niech sie wiec spelni Twoje zyczenie🤞Co do metrazu to jesli jestes szczesliwa w swoim i jest ci komfortowo - to najwazniejsze👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie w PL.To, co w UK załatwiasz online, tu wymaga chodzenia do urzędu i składania: trzy podania, klucz od mieszkania i fotografia pradziadka. Wiem, jak wygląda mieszkanie w UK, bo Inżynier, żeby powiesić wieszak na ręczniki w łazience, wybudowanej przez dewelopera forteli używał,żeby mu wieszak nie spadł,obciążony ściereczką. A Główny zawór od gazu był na środku livingu :) Znam realia. Rodzina się cała spotkała, ale nigdy nie spotkało się w całości najmłodsze pokolenie: cała Banda Czworga. Bo w UK nie mieli jak do siebie dojechać z powodu życiowych komplikacji, braku odpowiednich fotelików (wiekowych), braku połączeń kolejowych, perypetii mieszkaniowych, zabójczej odległości 20 mil :) Powinnam książki pisać od chwili, jak wyszłam za mąż, ale i tak nikt by w realia nie uwierzył, brazylijska telenowela niech się chowa, a Dynastia wypada. W PL - bimbą za daleko z dwójką dzieci, mieszkanie na wycugu, potem COVID-19... Mam nadzieję, że jak kopyta wyciągnę, to się zmobilizują i skrzykną, żeby te biedne prochy rozsypać... :)

      Usuń
    2. Mówisz, że nie rozsypią, tylko na TV postawią? Nie ma opcji. TV maja płaskie :P Żadna urenka się tam nie utrzyma, wiesz, żebym wieczko mogła podnieść, w mordę dać komu trzeba :) Ale pomarzyć można, może będą mieli gdzieś kominek?:)

      Usuń
  3. Kochana Wiedzmo, bede lepiej spac po twoim wpisie, nie wiem dlaczego ale tak mam. Zgadzam sie z toba w kazdym aspekcie ( dziwne to i niezrozumiale moze bo duzo nas dzieli) a moze to pokrewienstwo dusz jest? Kto wie? Jedno jest pewne. Łaska panska na pstrym koniu jezdzi. Calusy, pozdrowienia i przytulasy dla ciebie kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, nie przesadzaj. A może jesteś ogrodnikiem i musisz? Dziękuję za miłe słowa.
      Dziękuję, ale... nawet dzieci muszą mieć specjalne pozwolenie na przytulasy, bez tego jest kęsim :D Jestem introwertykiem. Dwie osoby bezkarnie głaszczą mnie po łysej główce :) Ale i one kiedyś za to głaskanie oberwą, nie ma zmiłuj:P

      Usuń
  4. A tego winka to bardzo chetnie bym z toba posmakowala. Zagadalybysmy sie na smierc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dużo musiałoby być wina, żeby były dwa trupki :)

      Usuń