już lipiec za mną, Kochany Pamiętniczku, jak wiadomo, żyję w tempie nadświetlnej :) Obczaiłam dziś zapisywanie w Wordzie na podstawie mówienia, ale...
Widocznie coś jest nie tak z moim głosem (Eks zawsze mówił, że dziwnie mówię, bywali też tacy, co brali mnie za cudzoziemkę, chociaż ja sama nie widzę ani nie czuję różnicy, ale może dla AI coś w tym jest, bo gdy mówię: kropka, to zapisuje krótka, dopiero po chwili zmienia to na kropkę). Mniejsza z większym, lepiej pisać i poprawiać, oczywiście bez przesadyzmu, nikt mi za to tu nie płaci, niż poprawiać po AI. Może kiedyś, ale fajnie wiedzieć, że jest taka opcja, co nie.
A jeszcze umieć się nią posługiwać, to dopiero wypas :)
W miarę szybko wyrwałam się dziś z pracowych kajdan, albowiem Boss chciał mecz oglądać.
I tak o 18 zostałam dopieszczona przez D., która po odejściu G. ciągnie ten wózek sama z samozaparciem i co miesiąc deklaruje, że mnie kocha :)
Ja ją też, bo jak zapytam, to odpowiada, powie, co jest grane, jest młoda, obiecująca, na odcisk mi nie włazi, czegóż chcieć więcej?
Nie pytam, co chce osiągnąć, mogłaby być moją córką, a niełatwą drogę wybrała, bo media to bagno.
I nie, nie masz tam swojego zdania, choćbyś był geniuszem pióra, liczy się polityka. Ogólnokrajowa, resortowa, firmowa. Lawirowanie, dawanie dupy kolejnym ekipom. To próbowałam wytłumaczyć Pierworodnemu, który uparł się na politologię. Nie dotarło, a zakręcił sobie w życiorysie, choć do dziś podziwiam jego wiedzę i ogrom tego, co ogarnia, a czego nie ogarniam ja.
Bo czasami po prostu nie chcę.
A pełnia szczęścia jest, gdy zażyję piguły na uspokojenie i spokojna jak puls nieboszczyka krążę między kompikami i stołem (kombinuję z biurkiem, ale na stole wygodniej)
a po kątach mam
inne badyle, aczkolwiek dziś niemiło zaskoczyła mnie Biedronka, w której dupy badylowej nie urywało, liczyłam na więcej z okazji zakończenia roku szkolnego. Być może gros wykupiono wczoraj, ale mijając po drodze młodzież spieszącą na ten podniosły event, nie widziałam nikogo z wiechciem badyli.
U nas dom w tym dniu zamieniał się w wielki ogród, brakowało naczyń, do których można było wkładać bukiety, aczkolwiek nie były to cudne dzisiejsze wiązanki z kwiaciarni, a bukiety z domowych ogródków, często z piwonii, których moja mama nie lubiła, mówiąc, że są wsiowe.
Sama nie mam kompleksu wsi (nie wiem, czy był to kompleks) i uwielbiam piwonie. A moim najskrytszym, niespełnionym marzeniem jest dostać na urodziny bez. Wiem, że nigdy się nie spełni, ale pomarzyć można :)
Tak samo jak nie spełni się cała masa marzeń - innych. Cóż.
Za to ostatnie sny wpędzają mnie w - nie wiem jak to określić - panikę?
Pamiętam je dokładnie, są takie realistyczne i śnią mi się wszystkie Umarlaki. Znaczy się, tęsknią za mną i chcą mnie u siebie.
A ja chciałabym dociągnąć chociaż do czterdziestki Inżyniera (jeszcze trochę brakuje), a potem niech wali się świat.
I tak będzie wygrańcem, bo ja matkę straciłam mając 16 lat.
Do tego wszystkiego sny są zakręcone, zniszczone podłogi, ściany, zgubiona karta bankomatowa - wpadam już w obsesję, sprawdzając po raz kolejny w portfelu, czy ją mam...
Anyway...
Wstawszy rano, nakręcona alarmami RCB na Manhattan pobieżyłam, dowiedziałam się, że Pan od Pomidorków w przyszłym tygodniu będzie dopiero w piątek, więc zanabyłam dużo pomidorków, resztę bez przesadyzmu, ale i tak wracając do chaupki ledwo wózeczek ciągnęłam, gościa z oknami (to chyba oni wczoraj tak kuli, gdy czekałam na gazowników w aparatach, doprowadzając mnie do szału, jak i ćwiczące zawsze w czwartek F16 i inne takie tam) wywaliłam z windy, bo zbliżała się 9.00 i miałam rację, jego nikt nie rozlicza co do minuty, a na mnie czekał już emilek do Bossa.
Ogarnęłam tego emilka, a potem poszło spokojnie...
Wózeczek wypakowałam.
Obiad ugotowałam. Pyszny, na dwa dni :)
Chatę ogarnęłam, łącznie z praniem.
Szybko, już o 15.30 było po bólu i po krzyku.
Oglądnęłam Obywatela X, jestem w szoku, nie znałam tego filmu. Mną, wielbicielką amerykańskich kryminałów i osobą, która żyła w tamtej rzeczywistości - wstrząsnął. Nie tylko ze względu na kapitalną grę aktorów, zwłaszcza zmarłego właśnie, ale w pięknym wieku już Donalda, ale na kolejne rozdwojenie jaźni. Znaczy się, na fakt, jak wiele osiągnęliśmy dzięki pierestrojce i innych takich tam. Nie chce mi się tego tłumaczyć i nie wiem, czy moje dzieci by to też tak odebrały, ale spróbuję im powiedzieć, co czułam, oglądając ten film. Z Inżynierem mnie marzec '68 połączył na swój sposób.
Obywatela X znienacka sprezentował nowy Max, przeszłam tam z HBO - nie żałuję, chociażby dla tego jednego filmu było warto.
Ale pracę skończyłam dziś po 18, bo tak dochodziły teksty. Więc ogarnianie kuwety i Obywatel X były w międzyczasie i to jest bonus home office.
Jestem zdyscyplinowanym pracownikiem, zorganizowanym, oblatanym w te klocki, co włączyć, co wyłączyć i...
Tak, oglądam w czasie pracy filmy.
Gram.
Oglądam rolki.
Nudzę się.
Robię rzeczy pozapracowe, których nie robiłabym w pracy stacjonarnej, tracąc bezpowrotnie mijający czas, a tego, jak każdy mam coraz mniej.
Ale nawet gdy mi wyłączą prąd, potrafię pracować i zapobiec katastrofie.
Teraz czekam na nadejście burzowego kataklizmu, który zbliża się do wioski. Znając ten model (znaczy się mnie) prześpię go, oby moja wioska i przyległości ocalały.
Coś za dużo tych kataklizmów w tym roku...
Cóż mam rzec - życie.
A jeszcze rano zbuntowały mi się Angry Birds i...
Musiałam zmieniać hasło do FR, wpadłszy w panikę, bo pokazywało mi, że mam iPada 10 (nie mam, jak babcię w kapcie) i loguję się z miejscowości, o której w życiu nie słyszałam. Nie męczyłam Inżyniera, po prostu zmieniłam hasła i git majonez :)
Ale ile mnie to nerwów kosztowało!
I nie mam absolutnie pomysłu na jutro, bo w zasadzie wiem, że śniadania do łóżka nikt mi nie poda, obiad mam, roboty żadnej (to nie jest pogoda na mycie okien, a i NIECHCEMISIĘ).
Jakieś propozycje na jutro?


U Ciebie czas zasuwa jeszcze szybciej,jak u mnie:) Alerty prawie codziennie, lało, błyskało, ale dość łagodnie. W Poznaniu nigdy nie bałam się burzy, a raczej jej skutków.Tu ,na wsi-jednak budzi lęk-stare lipy, jarząby, klony , no i świerki wokół domu- , blaszany dach... Te bukiety na koniec roku- jeszcze tego doświadczyłam ,potem już był zawsze wspólny od klasy:) A wiesz, że i mnie ostatnio przez paręnocy z rzędu śnią sięmoi bliscy w zaświatach.Mama...Babcia twierdziła, że gdy śnią się zmarli- będzie deszcz! No i to by się dziś zgadzało:) Dobrej niedzieli!
OdpowiedzUsuń