wtorek, 4 czerwca 2024

Wujka

 pytać musiałam, Kochany Pamiętniczku. 

Tak, mam głowę do nazwisk jak dziurawe sito. Nie pamiętam nazwisk ludzi, z którymi kiedyś pracowałam - pamiętam je wybiórczo i pojęcia nie mam, wg jakiego klucza, bo nie jest tak, że nie pamiętam tych, których lubiłam albo nie :) 

W Auschwitz latami naśmiewałam się ze Słonkiem z Brydakowej - co roku był jej artykuł o szczepionce przeciwko grypie, co roku z identycznymi błędami, i co roku ta sama konkluzja - że szczepionka na grypę jest jak yeti, no może nie do końca - ale co roku trzeba się szczepić, inaczej nie działa.

I co roku dostawaliśmy w ramach "wdzięczności" za zamieszczenie artykułu szczepionki dla całej załogi. Ja swoje oddawałam chętnym, którzy po każdej z nich niezłe jazdy mieli, a ja przez całe 10 lat pracy w Auschwitz grypy nigdy nie miałam.

Załamałam się dopiero w czasie pandemii, gdy Inżynier wiercił mi dziurę już nie w brzuchu, ale w dupie, no i zaszczepiłam się z wieloma przygodami. Ale tylko dwa razy (a może trzy? Nie chce mi się szukać papierków). I tak się zastanawiam, czy te wszystkie moje późniejsze przypadłości to jednak nie są skutkiem tych szczepień?

Nie, nie jestem antyszczepionkowcem, ale swoje z tym przeszłam, zwłaszcza jak Inżynier miał wszystkie objawy polio po szczepieniu przeciw polio i jak Eks stosował metody (niesprawdzone, nieudowodnione, niepoparte badaniami naukowymi) swojego ojca...

Są na tym świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło.

A wracając do naszych baranów - zastanawiam się, czy to już ten Niemiec, co klucze czasami chowa (mój nie chowa, wchodząc do chaty od razu odkładam klucze na miejsce przy wejściu i Niemiec jest bez szans). 

Czy tylko normalna skleroza?

Bo nie ruszam się już jak sarenka, w podskokach, zauważyłam, że planuję w wyprzedzeniem co i jak. Czasem zapisuję, ale tylko terminy pracowe, żeby wiedzieć, kiedy muszę być na baczność, umówione, a odległe - jak ten okulista w październiku.

Moje życie, dzięki samotności jest bardzo uregulowane i dlatego czasami, aby zburzyć jego monotonię ogłaszam ogólnodomowy Dzień Dziecka i zamiast się najpierw wykąpać, myję tylko zęby i jem śniadanie, a dopiero po śniadaniu biorę kąpiel... :) 

Takie tam rozrywki starszej pani.

I wiem, jak to zabrzmi, ktoś kiedyś mi zarzucał, że moje stosunki z Inżynierem są nienormalne.

A ja się właśnie łamię, co zrobić z Pierworodnym.

Zbliżają się jego urodziny, no ba, nie byle jakie, bo 44 (a imię jego 44).

Niedawno poprosił mnie o pożyczkę (ale sądzę, że to raczej na wieczne nieoddanie). Niezapłacenie tego spornego rachunku (ponoć telefon MW został zhakowany, gdy był zepsuty i nabił rachunek na 1200 zł) groziło im zablokowaniem rodzinnych telefonów i wpisaniem na listę dłużników.

Anyway, nevermind, kto daje trzynastolatce telefon na abonament? Sama mam na kartę i jako że nie dzwonię, spokojnie na rok wystarcza mi niecałe 100 zł. 

To jedna z tych genialnych akcji mojego - nie da się ukryć, wymarzonego, wyczekanego, wywalczonego, uwielbianego pierwszego dziecka.

Oczywiście, dostanie na urodziny kasę, wiem, że ładuje wszystko w swoją rodzinę, i chuj mu w plecy, bo w dupę by miał przyjemność, pracuje ciężko i zamiast słuchać brata, robi po swojemu. 

Gdzie popełniłam błąd w wychowaniu?

I dlaczego mam wyrzuty sumienia, że dostaje mniej niż brat?

Ale od chwili gdy lakonicznie na MSG poprosił (sic!) o tę kasę, już się do mnie nie odezwał.

Owszem, ocalił mi niedawno te wyłączone w czasie odkurzania monitorki bez animrumrania, ale też (kiedy to było) przez ten cały czas ani jednego dnia się do mnie nie odezwał, nie zapytał, czy żyję, czy już na dnie z honorem ległam. A mam swoje lata, co nie?

Nikt z nich, z tej ekipy nie zapytał.

Zapraszałam do kontaktu, mówiąc, że dostosuję się do ich harmonogramu (teraz rodziny mają harmonogramy).

I nic.

Na lody zapraszałam.

Dzieciom posłałam kasę na Dzień Dziecka, napisałam do MW. Nie raczyła nawet odpowiedzieć.

Nie moja wina, żem głucha i nie dzwonię. 

Mamy te same media, te same internety. I MW ma nowy telefon, nie wiem, czy znów na abonament. I kontaktuje się z całym światem, łącznie z Japończykami i och, i ach i półobrót. No ale babcia jakaś taka niewydarzona chyba jest.

W sumie - pierdolę.

Będę złą babcią, takie też bywają.

Chociaż szkoda mi, bo MW przeżywałam jak mrówka okres, bo jak to - ja, taka młoda i już babcia? Dużo mnie kosztowało, bardzo dużo, pogodzenie się z faktem, że jestem JUŻ babcią.

Inżynier co dzień kontroluje, czy matka żyje. Cierpliwie znosi pojebane niekiedy matczyne akcje. Tłumaczy wszystko jak krowie na rowie i jeszcze nigdy nie usłyszałam od niego, że on nie lubi pisania na MSG czy innym gównie, bo to nie rozmowa. Fotki śle i on, i jego druga lepsza połowa. Fotki Łobuzów, of course, aczkolwiek połowa Łobuzów raz jest fanką babci, raz utopiłaby babcię w łyżce wody. Taka niezależna istota z niej jest...

Jak te ich sierściuchy - jeden to przydupas, a drugi ma fantazje...

Koniec lamencenia.

A jeszcze jedno - wciąż widzę tę zaniedbaną kuchnię u mojej teściowej, gdy z brzuchem już wielkim, stałam, smażąc plędze dla całej ekipy z domu na ulicy M., łącznie z interesantami z warsztatu, których zapraszała teściowa, mówiąc: takie dobre plędze usmażyłam...

A ja zastanawiałam się wtedy, czy będę mogła tak samo mocno kochać tę Skwareczkę, która rosła w moim brzuchu, jak tego Misia Kuleczkę, który już w moim życiu był? 

Że to chyba nie jest możliwe.

Jakie to wszystko jest popierdolone i dlaczego tak bardzo boli?


10 komentarzy:

  1. A ja o malo nie umarlam na grype hongkong w 1966 bodaj roku i od tego czasu nie lekcewaze szczepien, bardzo boje sie ponownie zachorowac. Bo grypa to takie niby banalne przeziebienie, ale jej nastepstwa i powiklania bywaja bardzo powazne i zagrazajace zyciu.
    Co to sa plędze? Placki pyrowe czy cus w ten desen?
    Te najstarsze dzieci bywaja dziwne, sama mam podobne doswiadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u mnie w wielu kombinacjach, znienawidzone i niejedzone przeze mnie w dzieciństwie, kilka dni głodowałam, a ich nie tknęłam, a teraz je uwielbiam :) W różnych konfiguracjach, w necie jest pełno przepisów. Najlepsze z: sosem czosnkowym, cukrem, ze śmietaną, z magii, z pieczarkami... O, jak oswoić te najstarsze dzieci, masz jakiś przepis? Bo moje łże jak najęte od zawsze, mimo próśb i gróźb, że najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa... Co do grypy mamy inne doświadczenia, mnie ona raczej omijała szerokim kołem, ale widziała ludzi zdychających po szczepieniach szczepionką od Brydakowej :) Nie neguję Twoich szczepień, broń borze iglasty :)

      Usuń
    2. Moja akurat nie lze, ale ma inne dolegliwosci charakteru.
      Szczepionka grypowa wywoluje u mnie dwudniowy bol reki i nic wiecej. Ja nigdy nie balam sie zadnych szczepien, nawet tych niezbadanych na covida. Nie rozumiem tez matek, ktore bronia sie wszystkimi konczynami przed zaszczepieniem dzieci, moje wszystkie byly szczepione na wszystko, teraz same szczepia wlasne dzieci i nie wydziwiaja.

      Usuń
    3. Każdy ma swoje przejścia. Nam dziecko umierało na rękach po szczepionce na polio, więc sorry Winnetou, nie szczepiłam. Siostra Eksa po szczepionce dostała gruźlicy, fakt, że to była stara szczepionka. Jak mówiłam, nie jestem antyszczepionkowcem, ale mam obiekcje. Moje wnuki są szczepione, a ja trzymam mordę w kubeł. Moja mama - do dziś pamiętam - szminką mazała mi bliznę po szczepieniu na gruźlicę, żebym przeszła :) Jakoś do dziś żyję, bliznę mam, gruźlicy nie :) Za co jestem wdzięczna losowi :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jestem w szoku :| Czymże zasłużyłam na taką miłość?

      Usuń
  3. Ciarki mi latały po skórze, podczas czytania.A nawet ,,ciarpki" jak to mówiła moja mama🙂. Smutno na duszy, kiedy tak trudno się porozumieć 😔. Tym bardziej, że Ty dajesz z siebie bardzo dużo. Nie pieję tu peanów na Twoją cześć,ale uważam Cię za super babkę. Jak ktoś chce to na pewno się z Tobą dogada. Bo bardzo dużo wnosisz do budowania więzi i relacji. Dzieciaki mają świetną babcię i nic tylko cieszyć czerpać garściami.I nie mam tu na myśli korzyści materialnych, ale całokształt ☺️🤗Szkoda wielka że niektórzy tego nie rozumieją . Niestety nie znam się na starszych dzieciach, na młodszych też nie😄, gdyż posiadam tylko jedno. Tak, to mój życiowy błąd, że jedno.Ale fajny jest☺️.Już dorosły facet, który ma swoje,osobne życie .I mimo, że jeden,ani nie egoista,ani nie maminsynek. Mamy dobre, szczere relacje. Szanujemy się i chyba lubimy🙂.I pewnie dlatego doskonale rozumiem Twoje relacje z Inżynierem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to nie jest żaden błąd - manie jednego potomka :) Porządnego na dokładkę :) Pozdrawiam i niech Wam się dalej komitywa znakomicie wiedzie :)

      Usuń
  4. Marna to pociecha,ale takich relacji z potomstwem naokoło wiele...Może matka natura dba w ten sposób,aby jabłka padały jak najdalej od jabłoni...Trzeba na zimno pomyśleć,na kogo postawić swoje akcje w jesieni życia..Najważniejsze--nie zapisywać swojego mieszkania/domu w testamencie.Nikomu.Jeżeli mają podane coś na tacy,pozostaje im tylko skwapliwie czekać...;)Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tę opcję przeanalizowałam i... nie robię nic. Po mnie niech będzie potop. Znając życie, lepiej się dogadają beze mnie, aczkolwiek jednego będzie to kosztowało mnóstwo nerwów. Trudno :) Na razie jestem samowystarczalna i poza kompikiem (który ogarnia jedno dziecię, a i drugie nie od macochy) i mediami typu prąd (ogarniają oba) i woda (preferowane jedno) nie mam innych potrzeb. Malować potrafią oba, ale na razie nic nie planuję. Kiedyś wystawię im rachunek za wikt i opierunek - będą płakać rzewnymi łzami :)

      Usuń