... a tak całkiem różne.
Czasami sama zaczynam wątpić, czy jestem ich matką.
I coraz częściej myślę, że pora umierać.
Nie, żeby mi się spieszyło na tamten świat, ale...
Nie mam już apetytu na życie.
czwartek, 30 maja 2013
środa, 29 maja 2013
Buuu
Na mnie już nawet deszcz nie leci.
Nad moją wioską przeszła nawałnica, a ja co?? Sucha do domu dojechałam i w mojej części wioski ledwo pokropiło.
Więc jak się nie złościć??
A w pozostałej części działo się...
http://www.epoznan.pl/news-news-40996-Nawalnica_nad_Poznaniem
Pora umierać... Nawet deszcz nie leci :(
Nad moją wioską przeszła nawałnica, a ja co?? Sucha do domu dojechałam i w mojej części wioski ledwo pokropiło.
Więc jak się nie złościć??
A w pozostałej części działo się...
http://www.epoznan.pl/news-news-40996-Nawalnica_nad_Poznaniem
Pora umierać... Nawet deszcz nie leci :(
Bad girl
Bad.
Evil.
Zła.
I tyle w temacie.
Wszystko jest nie tak od dłuższego czasu i lepiej już nie będzie.
Życie jest tylko przechodnim półcieniem, nędznym aktorem, który swą rolę przez kilka godzin wygrawszy na scenie, w nicość przepada. Powieścią idioty, głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą...
Właśnie odebrałam wezwanie do sądu. Sądny dzień będzie 26 czerwca.
Jak się rypie, to na całej linii...
Mam dość...
Evil.
Zła.
I tyle w temacie.
Wszystko jest nie tak od dłuższego czasu i lepiej już nie będzie.
Życie jest tylko przechodnim półcieniem, nędznym aktorem, który swą rolę przez kilka godzin wygrawszy na scenie, w nicość przepada. Powieścią idioty, głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą...
Właśnie odebrałam wezwanie do sądu. Sądny dzień będzie 26 czerwca.
Jak się rypie, to na całej linii...
Mam dość...
wtorek, 28 maja 2013
In memory
Gdzieś w centrum miasta, które tkwi w każdym z nas, leży cmentarz
starych miłości. Szczęściarze zadowoleni ze swego życia i z tego z kim
je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub
powywracane, trawa niekoszona, wszędzie plenią się jeżyny
i dzikie kwiaty. U innych miejsce to wygląda schludnie i dostojnie
jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczniem,
ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.
Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola
są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał
głowę nagrobkami - czy też miłościami, które pod nimi spoczywają?
Nawet nazwiska zatarły się w pamięci.
Inne groby pozostają jednak ważne, choćbyśmy niechętnie się
do tego przyznawali. Odwiedzamy je często, niekiedy
- prawdę mówiąc - zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się
będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej,
czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć, w jakim nastroju
będziemy wracać do domu teraźniejszości...
Jonathan Carroll
starych miłości. Szczęściarze zadowoleni ze swego życia i z tego z kim
je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub
powywracane, trawa niekoszona, wszędzie plenią się jeżyny
i dzikie kwiaty. U innych miejsce to wygląda schludnie i dostojnie
jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczniem,
ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.
Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola
są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał
głowę nagrobkami - czy też miłościami, które pod nimi spoczywają?
Nawet nazwiska zatarły się w pamięci.
Inne groby pozostają jednak ważne, choćbyśmy niechętnie się
do tego przyznawali. Odwiedzamy je często, niekiedy
- prawdę mówiąc - zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się
będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej,
czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć, w jakim nastroju
będziemy wracać do domu teraźniejszości...
Jonathan Carroll
niedziela, 26 maja 2013
Dzień Matki
Hmm... Nauczyłam się już nie wściekać, bo nie warto. Inżynier zameldował się bladym świtem jak na niego, bo o 10, co doceniam. Kartkę wysłał, ale nie doszła. Też doceniam. Pomarudziłam na Barana i za chwilę zonk - pamiętał, wysłał SMS, no zapracowany biedak jest, więc odszczekuję. A Pierworodny też SMS załatwił, ale późnym popołudniem. Zakładam, że był w pracy i dopiero wstał. Nie zaprosił na Skype'a, a ja się nie pchałam, bo... nie :)
Przesiedziałam niedzielę w piżamce i kocku, ciepło zrobiło mi się, jak założyłam z powrotem zakopiańskie kapcie. Nie grzeją już, a za oknem 9 stopni w porywach i piździ.
I myślałam o mojej Mamie. Jak niewiele się mogłam Nią nacieszyć.
Wciąż mi jej brak i tak już chyba do śmierci zostanie.
Przesiedziałam niedzielę w piżamce i kocku, ciepło zrobiło mi się, jak założyłam z powrotem zakopiańskie kapcie. Nie grzeją już, a za oknem 9 stopni w porywach i piździ.
I myślałam o mojej Mamie. Jak niewiele się mogłam Nią nacieszyć.
Wciąż mi jej brak i tak już chyba do śmierci zostanie.
sobota, 25 maja 2013
Wpadli
... i wypadli... Nakarmiłam, ponoć smakowało. Lubię tę Dziewczynę Kolegi Inżyniera, zawsze uśmiechnięta i miła. Nic na to nie poradzę, że lubię dziewczyny kolegów moich synów... ;) Kolega Inżyniera pedantycznie wymierzył wszystko, zaganiając swoją Dziewczynę do mierzenia (ojapierdolę, takiego pedanta wywaliłabym za okno pierwszego dnia), ale siedzę cicho, bo wiadomo, z inżynierami nie ma żartów, a byli na jednym roku przez lata... Więc potakuję, bo w przeciwieństwie do mojego Inżyniera, to jest dopiero inżynier.
Drugi Kolega Inżyniera za tydzień dostarczy kartony i zacznie się pakowanie.
I Kolega Inżyniera zmagazynuje moje graty w swoim magazynie i nie będę wydawała na komórki do wynajęcia.
Są jednak dobrzy ludzie na świecie.
Spadam na Borgiów, odkryłam. Obsada powala na kolana.
I Defiance odkryłam...
Może padać, nie przeszkadza mi to :D
Drugi Kolega Inżyniera za tydzień dostarczy kartony i zacznie się pakowanie.
I Kolega Inżyniera zmagazynuje moje graty w swoim magazynie i nie będę wydawała na komórki do wynajęcia.
Są jednak dobrzy ludzie na świecie.
Spadam na Borgiów, odkryłam. Obsada powala na kolana.
I Defiance odkryłam...
Może padać, nie przeszkadza mi to :D
Budzę się
... i co ja paczę?? Jesień się zaczyna. Nie, nie mimozami... Pogoda jesienna jak cholera, dobrze, że mnie do końca nie pogięło i nie umyłam okien, bo i tak cały pogrzeb byłby na nic. Kwiatki posadziłam jednak, żeby odczynić, ale jakieś mizerne są, to pewno nie odczynią :(
A podobno na Mazowszu klęska... Klęska będzie też wszędzie, bo nic nie dojrzeje porządnie w takich temperaturach przecież. A tam małaczarna dziś ślubuje. Trzymam kciuki, żeby ją deszcze szerokim kołem omijały!!!
W zawieszeniu dziś dzień, bo nie wiem, czy ktoś wleci, czy nie. Tylko po pomidorki i gazetę polecę, a potem nic mnie z domu nie ruszy, bo
Ubierzcie ciepłe gatki, zmarzlaki, zima nie ma końca.... Never ending winter coming!!! Dobrze, że jeszcze szaf nie czyściłam i swetry ocalały... Nie czyścimy zatem do końca...
PS Upppsss... Niedobrze, w okolicach małejczarnej spadło 30 litrów na metr kwadratowy :( Będzie miała co wspominać...
A podobno na Mazowszu klęska... Klęska będzie też wszędzie, bo nic nie dojrzeje porządnie w takich temperaturach przecież. A tam małaczarna dziś ślubuje. Trzymam kciuki, żeby ją deszcze szerokim kołem omijały!!!
W zawieszeniu dziś dzień, bo nie wiem, czy ktoś wleci, czy nie. Tylko po pomidorki i gazetę polecę, a potem nic mnie z domu nie ruszy, bo
Ubierzcie ciepłe gatki, zmarzlaki, zima nie ma końca.... Never ending winter coming!!! Dobrze, że jeszcze szaf nie czyściłam i swetry ocalały... Nie czyścimy zatem do końca...
PS Upppsss... Niedobrze, w okolicach małejczarnej spadło 30 litrów na metr kwadratowy :( Będzie miała co wspominać...
piątek, 24 maja 2013
Pomerdane
wszystko jakieś. Przez to, że znów skończyłam (nie do końca, bo jeszcze dziś z LL przysyłali. masakra!!!) i poleciałam na targ, bo w lodówce siedziała kukułka, zupełnie mi się dni pomajtały... A że do tego wszystkiego zaaplikowałam sobie robienie obiadu na zaś, bo zapowiada się Kolega Inżyniera i generalne sobotnie porządki, bo sama siebie nie mogłam znaleźć w tym bajzlu, co kawałek sprawdzam w kalendarzu, jaki mamy dzień :)
Naorałam się jak mrówek, zmieniłam i poprałam pościel, nagotowałam dla pułku wojska (a może i dla dwóch), ogórki zakisiłam, kwiatki wsadziłam i przesadziłam (przywiozłam z Wrocławia szczepki, no i... kupiłam na targu komarzycę i to na muchy, co ma Dora, nie wytrzymałam, ale 2,50 za sadzonkę to nie majątek...), sprzątnęłam balkon i mieszkanie. I wyszły mi fantastyczne kotlety, zmodyfikowałam stary Barani przepis i tak:
pół kilo mielonego indyczego
jedna porcja włoszczyzny utarta na najdrobniejszej tarce
papryki: żółta i czerwona, utarte na grubszej tarce
czosnek
pół kilo pieczarek utartych na grubszej tarce
sól, pieprz, i co się nawinie
zielona pietruszka usiekana
kasza gryczana nieprażona (ale może być ryż, pęczak, cokolwiek)
darta bułka
można dodać jajko, ja nie dodałam
robię z tego fiku miku i obtaczam w dartej bułce i sruuu na patelnię. Nie muszę już gotować pyrków, jest sycące, do tego jakieś warzywko i obiad z głowy.
A obiad miałam dziś znów wypasiony, tym razem młode zmnieniaczki, wątróbka wieprzowa i... szparagi.
Wiem, wiem, posrane zestawienie, ale cóż :D
I kartka do małejczarnej doszła, cieszy mnie to, i muszę na jutro coś do picia skombinować, żeby za nią toast wznieść...
Wszystkim zimno, a ja kocham takie temperatury, są w sam raz :) Byle tylko nie padało, ale ma padać. Chociaż... Jak będzie padało, to Kolega Inżyniera wleci, bo nie będzie mógł pracować :D Więc może padać, ale jak już gazetę z rana kupię :D
Naorałam się jak mrówek, zmieniłam i poprałam pościel, nagotowałam dla pułku wojska (a może i dla dwóch), ogórki zakisiłam, kwiatki wsadziłam i przesadziłam (przywiozłam z Wrocławia szczepki, no i... kupiłam na targu komarzycę i to na muchy, co ma Dora, nie wytrzymałam, ale 2,50 za sadzonkę to nie majątek...), sprzątnęłam balkon i mieszkanie. I wyszły mi fantastyczne kotlety, zmodyfikowałam stary Barani przepis i tak:
pół kilo mielonego indyczego
jedna porcja włoszczyzny utarta na najdrobniejszej tarce
papryki: żółta i czerwona, utarte na grubszej tarce
czosnek
pół kilo pieczarek utartych na grubszej tarce
sól, pieprz, i co się nawinie
zielona pietruszka usiekana
kasza gryczana nieprażona (ale może być ryż, pęczak, cokolwiek)
darta bułka
można dodać jajko, ja nie dodałam
robię z tego fiku miku i obtaczam w dartej bułce i sruuu na patelnię. Nie muszę już gotować pyrków, jest sycące, do tego jakieś warzywko i obiad z głowy.
A obiad miałam dziś znów wypasiony, tym razem młode zmnieniaczki, wątróbka wieprzowa i... szparagi.
Wiem, wiem, posrane zestawienie, ale cóż :D
I kartka do małejczarnej doszła, cieszy mnie to, i muszę na jutro coś do picia skombinować, żeby za nią toast wznieść...
Wszystkim zimno, a ja kocham takie temperatury, są w sam raz :) Byle tylko nie padało, ale ma padać. Chociaż... Jak będzie padało, to Kolega Inżyniera wleci, bo nie będzie mógł pracować :D Więc może padać, ale jak już gazetę z rana kupię :D
czwartek, 23 maja 2013
Gutek [*]
Wspomnienie.
Szalony pies, wariat, idiota, nieposłuszny, niegrzeczny, nic tylko bić i patrzyć czy równo puchnie...
Wleciał dziś pod samochód, nic nie dało się zrobić.
Biedna Sikora i Jej mąż.
A ja pojadę, żeby stanąć pod orzechem i powiedzieć, jak bardzo brakuje mi Ciebie i Twojego lizania moich nóg.
Kto mnie zna, ten wie o kopytkach.
Nie przepadam za zwierzakami, ale Gutek ukradł moje serce.
Niech Ci w Krainie Wiecznych Łowów dają największe kości, Gucwaldzie.
I pozdrów Baranową Przegubowcówkę, Kalę...
Może się nawet zaprzyjaźnicie??
Albo...
Bo tam nie ma różnicy wieku...
Byłeś najfajniejszym przegubowcem na tym świecie, Gustawie... Więc WHY?? Nie słuchałeś Sikory i uciekałeś na ulicę?? WHY???
Życie jest niesprawiedliwe...
Zaraz oszaleję
Na pewno już nie zgodzę się więcej na LL. Dziś straciłam przez to cały boży dzień, żeby na pracy, ale na czekaniu!!! Pracowałam może z godzinę, a 7 siedziałam. Potem trzasnęłam lekko drzwiami i poszłam w świat. A podpisów pod zdjęcia nie było... Jak trudno jest podpisać zdjęcie, do reportażu zrobionego jakiś miesiąc temu?? A tekst z przepisami na ciasta z jabłkiem robiony 10 godzin po tym, jak LL miał być w drukarni i wysyłany mi do domu to lekka przesada, nieprawdaż?? Nie ogarniam, jak można tak pracować, jakbym ja swoją robotę tak robiła, gazeta by nigdy nie wyszła. Co "z ostatniej chwili" jest w przepisie na sorbet czy na tartę?? I jeszcze wykład od polonistki, że co to nie one... A błędy sadzą, że głowa mała i to nie, że literówka. Koniec, nigdy więcej artystów, wolę moich chłopów :D No nic, ja tylko sprzątam, mop, szmata, pasta, rozcieńczalnik ;)
Pojechałam zareklamować słuchawki i co się okazuje?? Nie wymienią mi ich, bo... nie mam oryginalnego opakowania. Musi być oryginalne, inaczej idzie do serwisu i próbują naprawić. Ojapierdolę. Zapakowane były w spieczony na siłę plastik, który rozerwałam i wywaliłam, bo gdzie mam wsadzić plastik??? No nic, oddałam, zobaczymy, co wymyślą. Kupiłam sobie inne, ale już nie Koss z wieczystą gwarancją, ale Panasonic, do Ipoda, za 60 zł. Lepszy dźwięk (a ponoć Koss się specjalizuje) i wyglądają na solidniejsze. Nie mogę nigdzie znaleźć takich, jak Mała Wiedźma rozerwała, to były SONY, całkiem możliwe, że już nie produkują takich. No nic, mam nauczkę, wszystko pod klucz, jak MW jest w chacie.
I jutro postanawiam spać do oporu!!! Nie, że zrywam się z obłędem w oczach o 6 rano. I kupić sobie pomidorków i truskawki. Bez szampana, bo nie lubię... :)
Pojechałam zareklamować słuchawki i co się okazuje?? Nie wymienią mi ich, bo... nie mam oryginalnego opakowania. Musi być oryginalne, inaczej idzie do serwisu i próbują naprawić. Ojapierdolę. Zapakowane były w spieczony na siłę plastik, który rozerwałam i wywaliłam, bo gdzie mam wsadzić plastik??? No nic, oddałam, zobaczymy, co wymyślą. Kupiłam sobie inne, ale już nie Koss z wieczystą gwarancją, ale Panasonic, do Ipoda, za 60 zł. Lepszy dźwięk (a ponoć Koss się specjalizuje) i wyglądają na solidniejsze. Nie mogę nigdzie znaleźć takich, jak Mała Wiedźma rozerwała, to były SONY, całkiem możliwe, że już nie produkują takich. No nic, mam nauczkę, wszystko pod klucz, jak MW jest w chacie.
I jutro postanawiam spać do oporu!!! Nie, że zrywam się z obłędem w oczach o 6 rano. I kupić sobie pomidorków i truskawki. Bez szampana, bo nie lubię... :)
środa, 22 maja 2013
Burzowo
dziś u mnie, burza za burzą przechodzi, ale udało mi się dotrzeć do domu w stanie nienaruszonym i dziś u mnie, burza za burzą przechodzi, ale udało mi się dotrzeć do domu
w stanie nienaruszonym i teraz mi to lotto. Ufff, wszystko w sumie
zrobione, czerwcowy numer, z rozpędu część ekstrasa zrobiłam, reszta w
przyszłym tygodniu. Zostało jeszcze parę stron do LL, zatem jutro wlecę
na chwilę, ale mają niezgraną ekipę i nawet to, że robią pierwszy nr
niczego nie usprawiedliwia. Najgorsi są łamacze, pracowałam z wieloma, ale takich jeszcze nie widziałam :) No nic.
Jutro pojadę też zareklamować słuchawki, taki mam plan.
A teraz czekam na Inżyniera i spać, bo na pysk padam i nie wstanę.
A jeszcze mi SMS przysyłają, czy tak napisać, ojapierdolę. Mają maturę?? Mają, a to, co robią to zadanie na miarę wypracowania w gimnazjum: opisz jesienny ogród...
Niech mnie ktoś zabije, byle szybko...
Jutro pojadę też zareklamować słuchawki, taki mam plan.
A teraz czekam na Inżyniera i spać, bo na pysk padam i nie wstanę.
A jeszcze mi SMS przysyłają, czy tak napisać, ojapierdolę. Mają maturę?? Mają, a to, co robią to zadanie na miarę wypracowania w gimnazjum: opisz jesienny ogród...
Niech mnie ktoś zabije, byle szybko...
poniedziałek, 20 maja 2013
Jaki poniedziałek, taki cały tydzień...????
Nie ogarniam tego, choć przecież jestem cfaną gapą. Znów się wszystko rypnęło, siedziałam 12 godzin w pracy, nie że siedziałam, ryłam, jak dziki osioł. OK, mam z tego niezłą kasę i pies to drapał, że z wywieszonym ozorem lecę 2-3 dni w miesiącu. Ale niech mi ktoś powie, że źle zrobione, zajebię. Zajebię, zakopię i zachichoczę szyderczo. Wywalić mnie nie mogą, mam ochronę przedemerytalną. I żaden normalny człowiek nie zrobi tego, co ja w 12 godzin. Wiem, nienormalna jestem, ale tak wyszło.
Wczoraj czekałam na tekst od gościa, co mnie w weekend chciał przykuć do komputera. I co?? I nic. O 22, zbierając się do spania wchodzę na pocztę i co ja paczę? Tekst jest. Od godziny. Z przeprosinami, że zgubił mój nr telefonu. To mógł, kurde, do sekretarki zadzwonić, albo do kogoś z redakcji. Wrrr... Zrobiłam mu, a dziś przez niego siedziałam 12 godzin, choć ponoć on pisał ten tekst już w niedzielę. I jeszcze uśmiechając się pytał o 19.30, czy tekst jest zrozumiały. Byłam bezczelna i powiedziałam, że w ogóle nie wiem, o co lotto, litery się zgadzają, a reszta to jego zmartwienie...
I inne takie cuda wianki...
Aby do środy, no może do czwartku, bo LL leci do czwartku. Choć tam mam niewiele do roboty, bo więcej zdjęć, jak tekstu.
A teraz rozkoszuję się wareczką i JESTEM GRUBA I MAM WYJEBANE, na którą jutro pójdę do pracy...
A rano w tramwaju... Uśmiałam się jak norka, ale nie miałam odwagi jebnąć fotki. A szkoda. Wsiadł sobie taki chudzina, z jedną torbą na ramieniu, z drugą w ręku i tę rękową na ziemi stawia i gapi się. A ja gapię się na torbę i rechocę, jak idiotka. A na torbie napis wersalikami, że ślepy by zobaczył: Human organs for transplant :) Pacholę było w wieku gimnazjalno-licealnym, nie mam "oka". Niektóre egzemplarze małolatów są naprawdę kosmiczne :)
I to poprawiło mi humor, choć może powinnam przezwyciężyć wrodzoną nieśmiałość i jebnąć fotkę?? Uzbrojonych na dworcu w Paryżu się nie bałam, strażników pod ambasadą zabraniających fotografowania, a aniołka z lokami się bałam?? Dziwna jestem :D
Meszka mnie dziś użarła rano, nafaszerowałam się wapnem i przeszło.
Wieczorem też mnie użarła, ale nie mam już miejsca na wapno, wolę wypić piwo.
Co najwyżej juterko pojadę na OIOM i niech ostatnie strony zamykają sami.
Inżynier też miał ciężki dzień.
U nas to chyba rodzinne.
Zaczynam marzyć o remoncie, bo nic nie może przebić zamykania, remont to będzie hasta maniana, nieprawdaż??
I z tym optymistycznym akcentem spadam w objęcia Morfeusza...
Żeby on jeszcze mnie tak kochał, jak ja jego... :)
A słuchawki z dożywotnią gwarancją padły po 4 dniach... Nie mam nawet czasu ich zareklamować i zastanawiam się, czy warto tracić czas za 49.99?? Ale w końcu to moje 49,99, a gwarancja wieczysta :)
niedziela, 19 maja 2013
sobota, 18 maja 2013
Dla Zmorki
Zobacz, co kupiłam, chcesz, podzielę się z Tobą ;)
Pachną zabójczo, a ja powinnam mieć zakaz chodzenia na targ... :|
Pachną zabójczo, a ja powinnam mieć zakaz chodzenia na targ... :|
Sny
Wczoraj śniło mi się Baranisko. Słodko, tęsknie, grzecznie. Przytuliło mnie do kościstego ciałka, objęło tymi kościstymi ramionkami, cmoknęło w łysą główkę i zaproponowało... Hahahahahaha, nie seks, zboczuchy, wycieczkę. I potuptaliśmy zgodnie do kochanej Ery, która powiozła nas w stronę słońca. Prawda, że kochany jest mój Baran?? Tak ładnie mi się śni, a i w życiu też taki jest. Tyle, że nie tuli kościstymi łapkami i nie cmoka w łysą główkę, ale szturcha kościstym paluchem, aż boli :) Ale na wycieczki zabiera i w ogóle jest sweet :*
A dziś śnił mi się Pierworodny. Też bardzo realnie. Jak zwykle miał problemy ze studiami i żeby się z nich wyplątać, miał zanalizować zachowania i reakcje ludzkie. I co zrobił Pierworodny?? Zaczął się wściekać, tupac i płakać i powiedział, że nie napisze, bo nie i woli zawalić studia. I co zrobiła nadopiekuńcza Matka?? To, czego nie zrobiła w życiu, a powinna. Wzięła go za dupę i podyktowała całe zagadnienie, co nie było trudne, biorąc pod uwagę moje lata - zarówno życia, jak i praktyki zawodowej. Obudziłam się, dyktując zakończenie, zmęczona jak koń po westernie.
I rób tu, człowieku, dzieci, nawet we śnie Cię zamęczą :)
A dziś śnił mi się Pierworodny. Też bardzo realnie. Jak zwykle miał problemy ze studiami i żeby się z nich wyplątać, miał zanalizować zachowania i reakcje ludzkie. I co zrobił Pierworodny?? Zaczął się wściekać, tupac i płakać i powiedział, że nie napisze, bo nie i woli zawalić studia. I co zrobiła nadopiekuńcza Matka?? To, czego nie zrobiła w życiu, a powinna. Wzięła go za dupę i podyktowała całe zagadnienie, co nie było trudne, biorąc pod uwagę moje lata - zarówno życia, jak i praktyki zawodowej. Obudziłam się, dyktując zakończenie, zmęczona jak koń po westernie.
I rób tu, człowieku, dzieci, nawet we śnie Cię zamęczą :)
piątek, 17 maja 2013
Padłam
Co to znaczy przerost formy nad treścią. Dotąd wydawało mi się, że nie ma w mojej pracce konfliktów interesów, ale są, jak widzę. I ambicje ludzi zżerają.
Jak to dobrze, że jestem już stara, gruba i mam na wszystko wyjebane.
Robię swoje, zamykam drzwi i mam w pompie.
Jeden wice pyta mnie, co robię w weekend.
Ja na to: będę u kochanka.
Zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie.
Wiem, wiem, jestem stara, gruba, mam wąsa i łysinę, ale to chyba nie przeszkadza w maniu kochanka?? Może taki amator kwaśnych jabłek.
A będzie pani miała Internet??
Internet mam wszędzie, ale nie wszędzie mam polskie znaki, więc nie wszędzie mogę pracować...
Mieli, kurwa, miesiąc na wszystko.
I nic nie zrobili.
Ale to nie dowód, że ja będę w weekend zapieprzała.
Mam Internet bez polskich znaków i siedzę u kochanka :D
Mina rozmówcy - bezcenna.
A co???
Ze spółdzielni odpisali, że mogę sobie okienka wstawić.
I jednocześnie po raz drugi przyszła ankieta z zapytaniem, ilu ludzi mieszka (do podatku śmieciowego). Ojapierdolę. Dwie kartki A4 po raz drugi, w bloku są bodaj 44 mieszkania razy co najmniej 10 bloków... Ile drzew ucierpiało i ile farby poszło?? A mój czas na kolejne odnoszenie ankiety do spółdzielni?? Powiem im, co myślę, jak odniosę... I w dupie mam, czy dostanę kolejne zaświadczenie. Nie mam więcej książeczek :D :)
I tym optymistycznym akcentem rozpoczynam weekend...
Znów zjadłam 30 deko kapusty.
U nas chodzi po 23 zeta za kilo :)
Moja wioska droższa od Paryżewa się robi...
Jak to dobrze, że jestem już stara, gruba i mam na wszystko wyjebane.
Robię swoje, zamykam drzwi i mam w pompie.
Jeden wice pyta mnie, co robię w weekend.
Ja na to: będę u kochanka.
Zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie.
Wiem, wiem, jestem stara, gruba, mam wąsa i łysinę, ale to chyba nie przeszkadza w maniu kochanka?? Może taki amator kwaśnych jabłek.
A będzie pani miała Internet??
Internet mam wszędzie, ale nie wszędzie mam polskie znaki, więc nie wszędzie mogę pracować...
Mieli, kurwa, miesiąc na wszystko.
I nic nie zrobili.
Ale to nie dowód, że ja będę w weekend zapieprzała.
Mam Internet bez polskich znaków i siedzę u kochanka :D
Mina rozmówcy - bezcenna.
A co???
Ze spółdzielni odpisali, że mogę sobie okienka wstawić.
I jednocześnie po raz drugi przyszła ankieta z zapytaniem, ilu ludzi mieszka (do podatku śmieciowego). Ojapierdolę. Dwie kartki A4 po raz drugi, w bloku są bodaj 44 mieszkania razy co najmniej 10 bloków... Ile drzew ucierpiało i ile farby poszło?? A mój czas na kolejne odnoszenie ankiety do spółdzielni?? Powiem im, co myślę, jak odniosę... I w dupie mam, czy dostanę kolejne zaświadczenie. Nie mam więcej książeczek :D :)
I tym optymistycznym akcentem rozpoczynam weekend...
Znów zjadłam 30 deko kapusty.
U nas chodzi po 23 zeta za kilo :)
Moja wioska droższa od Paryżewa się robi...
Szczyt zboczenia
Wstać rano razem ze słonkiem i planować mycie okien.
Są brudne, fakt.
Ale za 2 tygodnie będą wymieniane.
Nie wyrzucam też brudnych gaci i rajstop, piorę wszystko przed wyrzuceniem.
Może więc i okna powinnam umyć przed wymianą??
Na ile jestem zboczona w skali od 1 do 10?? ;)
Są brudne, fakt.
Ale za 2 tygodnie będą wymieniane.
Nie wyrzucam też brudnych gaci i rajstop, piorę wszystko przed wyrzuceniem.
Może więc i okna powinnam umyć przed wymianą??
Na ile jestem zboczona w skali od 1 do 10?? ;)
czwartek, 16 maja 2013
Zagadka
Chodziła za mną, odkąd wlazłam dziś na Zmorczego bloga (zresztą już od dwóch tygodni mam na nią ochotę, ale jej nie było nigdzie). Kiszona kapusta młoda, bo stara jest. No i dzisiaj wracając z pracy wpadłam na ostatni stragan, który jest zawsze najdłużej otwarty, tak do 19. Pytam o młodą, kwaszoną. Jest. Juuuuuuuuuupi, dysponuję 30 deko.
A pani na to patrzy na mnie kwadratowymi oczkami i mówi: ale ona kosztuje...
Ja na ta beztrosko: nie szkodzi, poproszę 30 deko.
Ile kosztuje młoda kwaszona kapusta w mojej wiosce??
A pani na to patrzy na mnie kwadratowymi oczkami i mówi: ale ona kosztuje...
Ja na ta beztrosko: nie szkodzi, poproszę 30 deko.
Ile kosztuje młoda kwaszona kapusta w mojej wiosce??
środa, 15 maja 2013
Pracowita środa
Zamknęłam, po kiszonkach - chlewnie :)
Po godzinach.
Pracowałam, choć i momenty nicnierobienia były.
Kupiłam słuchawki za 49,99, całkiem niezłe jak do Skype'a i mp3. Kossa. Bez pałąków, zatem resztka łysiny ocaleje...
Zjadłam zamiast obiadu niedojady (jak te biedne prosięta, ale im koryta z niedojadów czyszczą, a ja je zjadam)...
Książeczka Pierworodnego już na moim koncie, co za tempo ekspresowe w PKO, iście niepolskie...
I ani jednego wydruku z LL, bo ponoć fonty latają. Będzie się zatem działo.
Mama Drugiego Kolegi Inżyniera da mi kartony do remontu, nie chce za nie kasy, choć sama za nie płaciła i to niemało.
Jakieś pomysły, jak się zrewanżować?? Nie wiem, co lubi, podpytam jej synową. Jest porządną kobietą, nie takie cuś jak ja, więc alkohol chyba odpada. Zagwozdka.
I taka fajna temperatura na łażenie jest, a ja gniję w pracy.
Życie...
Po godzinach.
Pracowałam, choć i momenty nicnierobienia były.
Kupiłam słuchawki za 49,99, całkiem niezłe jak do Skype'a i mp3. Kossa. Bez pałąków, zatem resztka łysiny ocaleje...
Zjadłam zamiast obiadu niedojady (jak te biedne prosięta, ale im koryta z niedojadów czyszczą, a ja je zjadam)...
Książeczka Pierworodnego już na moim koncie, co za tempo ekspresowe w PKO, iście niepolskie...
I ani jednego wydruku z LL, bo ponoć fonty latają. Będzie się zatem działo.
Mama Drugiego Kolegi Inżyniera da mi kartony do remontu, nie chce za nie kasy, choć sama za nie płaciła i to niemało.
Jakieś pomysły, jak się zrewanżować?? Nie wiem, co lubi, podpytam jej synową. Jest porządną kobietą, nie takie cuś jak ja, więc alkohol chyba odpada. Zagwozdka.
I taka fajna temperatura na łażenie jest, a ja gniję w pracy.
Życie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



