Gdzieś w centrum miasta, które tkwi w każdym z nas, leży cmentarz
starych miłości. Szczęściarze zadowoleni ze swego życia i z tego z kim
je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub
powywracane, trawa niekoszona, wszędzie plenią się jeżyny
i dzikie kwiaty. U innych miejsce to wygląda schludnie i dostojnie
jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczniem,
ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.
Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola
są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał
głowę nagrobkami - czy też miłościami, które pod nimi spoczywają?
Nawet nazwiska zatarły się w pamięci.
Inne groby pozostają jednak ważne, choćbyśmy niechętnie się
do tego przyznawali. Odwiedzamy je często, niekiedy
- prawdę mówiąc - zbyt często. Nigdy nie wiadomo, jak się
będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej,
czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć, w jakim nastroju
będziemy wracać do domu teraźniejszości...
Jonathan Carroll
piękne i bardzo prawdziwe
OdpowiedzUsuńZaczytywałam się niegdyś w Carrollu! Ulubiona "Kraina Chichów" i "Kości księżyca".
OdpowiedzUsuńJak mieszkałam w internacie, mieszkała ze mną dziewczyna, która była z wioski Chichy. Powiedziałam jej, że czytam akurat "Krainę Chichów" a ona się obraziła, że się naśmiewam z jej wioski:)))
stare miłości... są stare:))))
OdpowiedzUsuń