poniedziałek, 6 maja 2013

Kochany Pamiętniczku...

Jak nie opiszę, szlag mnie trafi, bo nikt nie chce mnie słuchać. Nawet Inżynier ostatnio jak zagadam jest albo zajęty, albo zmęczony, albo znudzony... Wszystko rozumiem, wiem, że jestem monotematyczna, ale z kim mam pogadać??? Wróciłam dziś do pracy, ale wiadomo - w pracy się pracuje, mają na dokładkę kolejne targi, więc nawet o pogodzie nie zamieniłam z nikim dwóch zdań.
Dostałam podnóżek i choć przyszłam do pracy z opuchniętymi nogami, wychodząc gubiłam sandały ;) Łamię się, czy nie kupić ustrojstwa, bo i kręgosłup mnie przestał boleć, dorywam Inżyniera na Skype, pytam, a on... Wiem, kurde, że drogie, ale mieć niespuchnięte nogi po pracy?? Bezcenne. I nie chcę czekać do końca remontu, bo mam mieć zlecone, a wtedy kołkiem siedzę!!!
Ale po kolei, bo Ty, Kochany Pamiętniczku, cierpliwy jesteś, dużo zniesiesz i nie warczysz na mnie.
Długi weekend przyniósł w mojej wiosce opady śniegu ;),

ale szybko stopniał, choć ciepło nie było.

Pierwszego maja tradycyjnie wybrałam się do Botanika, ze zranionym sercem tym razem, bowiem nie mogłam kupować sadzonek na balkonik, ale co tam...

Pod Opera skatesi o mało mnie nie rozjechali, fontanna już czynna, ale chyba tylko ta, nie to co we Wrocławiu, gdzie na każdym roku coś tryska i sika i na dokładkę świeci, a czasem i gra ;)

(że tak zostanę w temacie "Mam wszystko życiu za złe, nawet to, że żyję"... )

 Ponad połowa mojej wioski wygląda o: TAK, dziury, rury i ogólnie bajzel...


Na prywatnych budowach ludzie pracowali jak mrówki, ale to - wiadomo, z mojej kieszeni, szarego podatnika (i za ten mój mandat!!! Piosenka mi zagrała w głowie: za ten papieros tuż przed i ten szampan tuż po, jejku, ale mam skojarzenia!!!), to może w święta leżeć odłogiem...


Ulice puste, niewioskowe jakoś...

I te kolorki, misz-masz, nigdy później takiego nie ma...

(sztandarów czerwień nad Śląskiem i nad Warszawy dachami, zieloną, kwietną gałązkę, weź w rękę, chłopcze, chodź z nami...)


A na ogrodzeniu Botanika przycupnęły motyle...
Naczekałam się na koleżankę, bo oczywiście, MUSIAŁA przyjechać samochodem i pół godziny szukała miejsca do zaparkowania, a SMS nie mogła wysłać, jeżdżąc w kólko...
Fotek z Botanika niewiele, bo nie chciała chodzić, klapnęła na ławce i tylko nam dupy marzły...




Tyle, co dziobami się nakłapałyśmy, ale to nie to. Jednak wolę samotne wycieczki, bo co chcę, to stanę i sfocę i nikt mi nie marudzi "usiądziemy na ławeczce". Co ludzie mają z tymi ławeczkami?? ;)

No a potem reszta weekendu tak jakoś minęła, w ciszy, samotności i na delektowaniu się owocem zakazanym (szparagami).
W niedzielę pokazało się słońce, budzę się i co ja paczę?? Wczoraj jeszcze były zwinięte pączuszki, a tu mój winobluszcz (no dobra, Barani) zrobił mi miłą niespodziankę :)

 Bez okularów z łóżeczka widziałam liście :D:) A zapewniam, że bez bryli to ślepa jestem.
Ale i tak w ramach chandry przesiedziałam dzień w piżamie, wykąpana, wypachniona, a jakże... Nie było siły, która by mnie zmusiła do wyjścia z domu. Wszędzie ludzie, a ja jak ten palec.
Nie i już...
W poniedziałek zaś chyżo poleciałam do pracki, o podnóżku już było. Przez dwa tygodnie sadzonki puściły korzenie, więc oprócz pracki posadziłam nowe kwiatki, zrobiłam wśród badyli przemeblowanie,  załatwiłam sobie wolne na czwartek (Pierworodny przylatuje w środę i UWAGA, UWAGA, oddaje Małą Wiedźmę na służbę na wieś :) Samą, samiuteńką po raz pierwszy. Będą jaja jak brylanty, ale co tam... Przynajmniej jest szansa, że w ogóle coś załatwimy. A i on odpocznie, bo widać po nim, że momentami ma ochotę łebek jej ukręcić. Jako i ja nieraz miałam... No, ale on nie pisze Pamiętniczka i nie jest młodą matką, skarżącą się na blogach...).
Zatem myśląc perspektywicznie, w przerwach między jednym emilkiem a drugim, które pisałam do: okniarzy, przewoźników, przechowujących (komórki do wynajęcia) olśniło mnie, że przecież dziś spółdzielnia pracuje do 17, a ja do 13. Pojechałam zatem do domu, znalazłam pismo o oknach i ksero ich pisma do PKO, aparaty nadziałam na uszy i dziarskim krokiem poleciałam do biura.
A tam...
To się nadaje na film...
Jedna pani obsługująca była na posterunku, reszty ni widu, ni dudu, a 14 była. Pytam, a ona: o panią Ewę pani chodzi?? Mówię, że nie mam pojęcia, jak rzeczona koleżanka ma na imię, ale że tu siedzi. I pokazuję paluszkiem (grubym, a jakże). Na to ona hyc i woła panią Ewę. Pani Ewa sunąc dostojnie jak Titanic po falach oceanu, dzierżąc w dłoni miseczkę z pomidorkiem i ogórkiem rzuciła na mnie złym wzrokiem i rzekła: Znowu pani??? Czego pani chce znów?? Wyłuszczyłam, że potrzebuję od nich jeszcze jedno identyczne zaświadczenie, tyle że z bieżącą datą. Na to pani Ewa tonem umierającego łabędzia: przecież pani już dostała. Na to ja, cierpliwie: ale zaświadczenie ważne jest w PKO tylko miesiąc. To nie mogła pani wziąć jednego. Już chciałam przepraszać, że żyję, ale uświadomiłam sobie, że to ja osobiście płacę Biurwie Pierdzistołkowej pensję, z mojego czynszu i zaświadczenie należy mi się, jak psu zupa, czy jej się to podoba, czy nie. Odpowiedziałam twardo i stanowczo, wbijając w nią sztylety mego wzroku: nie, bo nie. Bo tak się złożyło. Na to ona, samymi ustami: co ja z panią mam. A ja na to słodko, na cały regulator: ma pani ze mną robotę. I to powinno panią cieszyć :) Warknęła: adres. Podałam. Rzuciła się do szafki z aktami i co ja paczę???? Akt brak. A na biureczku leży kupeczka teczuszek. Pomacała ową i co się okazało??? Od 3 tygodni nie znalazła czasu, żeby moje papiery włożyć z powrotem do szafki, leżały sobie na kupeczce na skraju biureczka odkąd odebrałam ostatni papierek. Ojapierdolę. W jednym pokoju siedzi  Biurw Pierdzistołkowych sztuk: trzy. No comment. Zażyczyłam sobie papier na środę, bo tak mi pasuje i pofrunęłam do sekretariatu.
W sekretariacie pani zrobiła oczka kwadratowe na moje pytanie o odpowiedź na złożone 3 tygodnie temu podanie z prośbą o pozwolenie na montaż okien. Podanie, wymuszone przez nich. Spółdzielnia nie zwraca ani złotówki za zamontowanie okien, niezależnie od tego, czy mieszkanie jest własnościowe, czy lokatorskie. Moje jest lokatorskie i regulamin mówi wyraźnie, że stolarkę wymienia spółdzielnia. Nie wymienią, przyślą kiblotłuka, żeby załatał okno... To klęska większa od Biurwy Pierdzistołkowej, ten kiblotłuk, wiecznie pijany i... cieknącą rurę od WC zakleił mi... kitem okiennym i jeszcze na piwo chciał. Pogoniłam dziada i zapłaciłam fachowcowi...  Nigdy więcej spóldzielcego kiblotłuka w moim domu!!!  Na podsuniętą jej pod oczy kopię podania zaśmiała się perliście i powiedziała: zapraszam do prezesa. Prezes z zastępcą, a jakże, herbatkę popijali i grzecznie zapytali, co chcę. Wyrazili zaniepokojenie, że nikt mi nie odpisał i łaskawie pozwolili zamontować okna bez czekania na odpowiedź, pod warunkiem, że będą białe i nie będą powiększane otwory okienne... Ojapierdolę!!!! Zamarzyło mi się powiększenie otworów okiennych do wielkości jak w amerykańskim drapaczu chmur,  wstawienie luksferów w ścianę -  i do jasnej cholery, od jakichś 15 lat mam okna w kolorze Bahama Beige, bo nie chciałam malowac na biało i nikt nie zauważył... :) :)
Z błogosławieństwem obu prezesów wybieżałam z biura, klnąc jak szewc i...

Jak dobrze, że jesteś, kochany Pamiętniczku...

Chciałam oddać na czas remontu rzeczy do przechowania do magazynu, ale o ile na stronie internetowej mówią, że 55 zł miesięcznie za m kwadratowy, to w ofercie skoczyło to już do ponad 350 zł... Plus kaucja. Liczyłam, że jakieś 150 zł starczy i tyle byłam skłonna dać. Będę musiała coś innego wykombinować, za dwa miesiące takiego przechowywania mam już szafę, a gdzie jeszcze transport??
I z prysznica nici, zmierzyłam łazienkę, mój prysznic mógłby mieć góra 70 cm, a najwęższe mają 80. Żadna gotowa kabina nie wejdzie, bez kucia, przemontowywania i rozbijania i kładzenia kafelków do sufitu. A na to mi szkoda kasy, łazienkę mam OK. Więc póki mnie zdrowie nie zmusi, zostajemy przy wannie i nie kombinujemy za dużo.
Strasznie nieprzyjemnie samemu wszystko wybierać. Wiem, że to moje, będzie tak, jak zadysponuję, ale... nie mam tej iskry do urządzania i zupełnie nie wiem, co wybrać. Podoba mi się siwa sosna, ale Inżynier jęknął: popielate?? Hmmm... z tonu wnioskuję, że on nawet nie wie, jaki to kolor.
No nic.
Mówiłam, że wymienię kultowe drzwi, obfotografowane przez Zmorkę podczas wizyty i spotkałam się ze stanowczym protestem. Mam tylko obicie zmienić na porządne (wygłuszenie, bo moje ma ponad 20 lat i robili je amatorzy - psuje - Eks i mój brat)... A drzwi mają zostać, bo... fajnie skrzypią i bez tego skrzypienia domu nie będzie. Ja w ogóle nie zauważyłam, że skrzypią, ale dziś, jak szłam do spółdzielni z aparatami, faktycznie - skrzypią jak cholera... Czyli kultowy skrzyp ma zostać, a z resztą mam się bawić sama???

Ja się tak nie bawię,  Kochany Pamiętniczku!!

I dostałam od Przyjaciół...







Baran tam był ;) I się sportretował osobiście :D :)

Do jutra, Kochany Pamiętniczku, albo do następnego napisania... :)







16 komentarzy:

  1. Po to nas tu masz żebyśmy Cię słuchali!
    A ja Ci zazdroszczę tego wybierania i remontowania, bo masz dom i jest Twój! A ja ciągle gdzieś kątem, nie u siebie i też już bym chciała wybierać, urządzać... a tu końca nie widać!
    Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko, doczekania swojego życzę.
      U mnie, paradoksalnie, w momencie kiedy spadły mi z głowy kłopoty finansowe i starch o jutro, bo dzieci odchowane, zaczęła się samotność. I to boli, bo to średnia przyjemność samotne wybieranie i "róbta co chceta".
      Za Wasze wysłuchanie jestem wdzięczna, pomaga się pogodzić z nieuchronnością...

      Usuń
  2. no to Ci powiem że "popielata " podłoga jest boska !!! moja bratowa takie panele se zażyczyła i są ekstra ( jutro zapytam jak się konkretnie nazywa kolor i Ci napiszę bo dziś już za późno bo ona spać chodzi z kurami )
    łazienkę jak najbardziej masz ok choć faktycznie prysznic byłby lepszy ( my w tym roku chcemy łazienkę zrobić i właśnie z prysznicem )
    kolor ścian polecałabym taki capucino ( kawa z mlekiem ale więcej mleka ;-)
    a drzwi ? porządne to koszt 1,5- 2 tysie tańsze też są ale hmmm sąsiadka czasem zmoczy pacierz mówi jak zamyka hihihihi
    co do mebli to może macie w piwnicy tudzież na wysokościach takie pomieszczenia jak "suszarnie "? u nas są i można na czas remontu zająć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boska jest, ale nie wiem, jak będzie współgrała z resztą. Wiesz, nie mam zacięcia rewolucjonistki i nie chcę zmieniać wszystkiego :( Zresztą jestem totalne bezguście :(
      Drzwi bez przesadyzmu, zewnętrzne mam OK, a takie wewnętrzne do dekoracji li i jedynie to już za 200 zł można kupić, ja myślę tylko o wymianie tego "wygłuszacza", bo to ruina jest, a same drzwi niech sobie skrzypią, skoro Inżynier chce, mi to lotto. Złodziej może nie wiedzieć, że ja głucha i zwiać na samo skrzypnięcie ;) Suszarnię mamy, ale nie odważyłabym się tam cokolwiek zostawić, wszyscy mają (oprócz mnie, wiadomo, bo ja głupia cipa jestem) dorobione klucze i kąpią się tam, żeby na liczniku zaoszczędzić. Poradzę sobie, co najwyżej pół chaty wyrzucę i po remoncie zacznę gromadzenie od nowa. Ocaleją tylko naparstki i Twoja półeczka :)

      Usuń
  3. Mnie też podobałaby się taka jasna podłoga,a dlaczego by nie? powieksza optycznie i fajnie jasno w mieszkaniu.
    Z tymi przepisami,to Ty uczciwie to robisz,wiele osób remontuje i nikogo o zgodę nie pyta,ani spółdzielni ani administracji.
    Pani biurwie z deczka przysrałaś ,no i słusznie,bo kurde co to ma być za opierdalantus w godzinach pracy do wypęku,duzo innych na jej stanowisko chętnie by przyszło!

    Widoczki ładne,prócz rozkopanych ulic itp,no ale potem ma byc pięknie przecież.


    Hehhe,kultowe drzwi, jak tak patrzeć to wszystko jest kultowe i najlepiej jakbyś tego remontu nie robiła,no nie?:)





















    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie... Moje mieszkanie ogólnie jest kultowe, bo tu same przedmioty kultu :) Tylko miejsca coraz mniej. Nie denerwowałabym się tak, gdyby chłopcy byli tu, na miejscu, bo bez skrupułów bym w nich orała.
      Twardy kark mam, głupio mi prosić co i rusz Kolegę Inżyniera, chłopak ma swoje życie i swoje zmartwienia, firmę, a ja mam go ściągać, bo nie mam siły coś zrobić?? To mnie właśnie dobija, nie inne sprawy.

      Usuń
  4. sem przycisnęła klawisz i pooszłooo,i to z jaką dziurą!
    Wyzszość kabiny nad wanną,oto jest pytanie, są super hiper nowoczesne wanny z drzwiczkami,zeby nie musieć nózek podnosić
    https://www.google.pl/search?q=wanna+z+drzwiczkami&hl=pl&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=UxqIUcm1D6eo4ASii4CoDg&ved=0CEgQsAQ&biw=1457&bih=922

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś genialna, Doro i nieoceniona. Myślałam o schodkach do wanny, a na drzwiczki nie wpadłam. Hm... Kosztowałoby to drożej niż kabina, bo ok. 3 tys., z montażem więcej, ale... generalna przebudowa łazienki pod kabinę to jeszcze większy wydatek i kłopot. Na razie radzę sobie z podnoszeniem nóżek (kuzynka jest apodyktyczna i tak na mnie nakukała, że zaczęłam o tym myśleć, ale ona ma chore kolano, więc uważa, że wszyscy sobie nie poradzą z wanną), ale taka wanna to doskonały plan... Na kiedyś :) Dziękuję :* Muszę zacząć łazić po necie po wnętrzarstwie i takim tam, a nie lubię, bo konserwa jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS A włażąc u niej do kabiny potykałam się co i rusz ;) Wiem, wiem, kwestia przyzwyczajenia, ale... bym się rypnęła jak dłuuga, zahacząjąc o murek...
      Nie wszystko złoto, co się świeci :D

      Usuń
  6. No bo to różne te brodziki są io też nie wchodzi się do nich ot task,znam to ,bo przebudowywaliśmy łazienkę pod chorobę teścia i ogólnie starość teściow,wypieprzyliśmy wannę a mamy kabinę.
    Mnie marzyła się taka wpuszczana w podłogę,żeby włąsnien ie było zadnych progów! Ale podobno nie można było takeij zrobić z powodu odpływu,zaworu trójdroznego i w ogóle.

    Fajne jest też najprostsze wyjście,won z kabiną, wykafelkować ,zrobic samemu odpowiedni brodzik,tak jak np.w szpitalach,podloga wykafelkowana,do tego panel prysznicowy i ścianki z czego tam sie już cche,tylko ta podloga musi miec odpowiedni profil,z odpływem,zeby woda dobrze ściekała,ponoc tez sie robi taki specjalny rowek.

    http://czterykaty.pl/czterykaty/5,107675,11828206,Lazienki__urzadzone_na_miare.html?i=9

    http://lazienkowy.pl/941-8-17-kabiny-prysznicowe--przeglad.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Wanny z drzwiczkami poznałam niedawno, jak jedna z blogowiczek pisała o tym jak ponad 90 letnia babcia zażyczyła sobie własnie kabiny,bo ma wannę,a jej ojciec po prostu wyciachał jej w wannie dziurę,zeby mogła wchodzić,bo taki pomysłowy Dobromir z niego :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. No i wtedy ktoś z czytających własnie przesłał linki do takich róznych fajnych rozwiązań w łazience .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz serdecznie dziękuję, ale u mnie łazienka poczeka. Najważniejszy jest remont zaplanowany i meble, żeby się zmieściło w budżecie. Będę ćwiczyć pompki do dziewięćdziesiątki, żeby kondycję utrzymać, a potem się zobaczy ;)

      Usuń
  9. wycieczka i reportaż z niej super
    remont i reszta przygnębiające, ale trzymam kciuki za powodzenie "operacji"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, nie będzie remont pluł mi w twarz ;) Za kciuki dziękuję :)

      Usuń