poniedziałek, 13 maja 2013

Kronika pobytu Małej Wiedźmy

W sobotę po południu przyjechali. Całe dziadostwo z wujkiem i przywieźli Małą Wiedźmę, w całości, nówkę nieśmiganą. Przywieźli też niebieski wózek, którego mieli nie przywozić, albowiem Jej Wiedźmowska Wysokość posiada tu czerwony wózek, aczkolwiek mniej wypasiony, ale działający.
Dziadostwo pojechało, oczywiście nie obyło się bez rozdzierających scen pożegnania babci No1, czyli babci Justyny. Nawet obecność ojca nie rekompensowała utraty ukochanej babci. Mała Wiedźma, zabrana w trybie pilnym na spacer, jako że miało się rozpadać, a dziecko przegonić należało, żeby spało, poszła na spacer, histeryzując: nie czerwony wózek, ale niebieski, nie na wózku, na nogach, nie na nogach, na wózku. Potem nie mogła już sama zdecydować, czy chce do babci Justyny, czy do babci Yody, chyba jej się babcie pomyliły dokumentnie, za dużo ich ma ;) Po drodze zaprzyjaźniła się z jakąś dziewczynką na Dębinie i razem zjeżdżały na mokrej zjeżdżalni (nie zapakowałam zapasowych gaci i spodni, bo... moje dzieci, jakkolwiek wariaty, po mokrym nie zjeżdżały i nie wpadłam na to,  że może być taka opcja. W ogóle nie sprawdzam się w tych kwestiach, wyszłam z wprawy).

Chwila lepszego humoru i dziewczynka z dmuchawcem...

Bez wózka, za to znów z humorkiem...

I muszę się pochwalić, prawda, że pieścichłopy są jedyne w swoim rodzaju???

Pierworodny zaczał jęczeć, że mój prysznic jest do dupy, baterie z Ikei padają po zrobieniu 5 zdjęć, z nieba lało, więc...
Pojechaliśmy w niedzielę oglądnąc w strugach deszczu arcydzieło






Te kolorki, to usypany z miliona (!) tulipanów obraz, flaga i godło Polski, po bokach fontanny były jeszcze inne flagi. I pełno ludzi z absolutorium, ale że lało, to nikt nie leżał na trawie i dlatego mogłam "jebnąć fotkę"...

Tradycyjna pogoń za srajdą...

Na tle bratkowych kobierców flagi z tulipanów...


Tak wyglądało to z bliska.

Ten biały krzyż to "artystyczna" wizja Orła Białego.


W markecie wypatrzyła (nie wiem jakim cudem, bo mała jest i to nie było na poziomie jej oczu), że jest zjeżdżalnia i oszałała, więc nie było opcji nie zjeżdżamy. Ale zrobić jej fotkę, to sztuka, wszak lata z prędkością światła.


Potem cyrk w czasie powrotu do domu, bo zmęczona na maksa, chciała chodzić po autobusie w czasie jazdy. Może i Pierworodny by jej uległ, ale zgłosiłam stanowcze weto. Biedny kierowca...
W domu odgrzałam szybko obiad, zjadła trzy gruuuube i wielkie szparagi i dwa kotlety z indyka i z kaszy jęczmiennej i zasnęła snem sparwiedliwego obok swego Rodziciela. Po dwugodzinnej drzemce nie dostała już nic do jedzenia, oprócz suchej pyry, których zeżarła sztuk 4 :)

Biedne dziecko, karmione jak prosię :D Młode pyry dorwałam, smaczne jak rzadko, widać, że to moja krew i poznańska pyra. Mięsa odmówiła, choć mięsożerna jest (i nawet umie mówić: mięsozelna)...

A po akcji

czym prędzej mimo deszczu poszliśmy na kolejny spacerek, ale... nie chce mi się zgrywać fot z telefonu, może kiedyś.

Na dobranoc rzekła mi: kocham Cię, babcia. Mówi non stop cały dzień i pełnymi zdaniami, tak że nawet ja mam dość i cieszę się, że moje dzieci, chowane w czasach bezaparatowych musiały do mnie z przodu zajść, żebym widziała, co mówią ;)

Odkryła na moim biurku fotkę, na której jestem z mamą, tatą, jak mam pól roku. Stwierdziła, że to mama, tata i Natalia baby. Na moje wyjaśnienie, że nie, że to jej pradziadkowie i ja, zaprotestowała: babcia jest duża... I tłumaczyliśmy jej, że mój syn, to Jej ojciec, że ja jestem mamą Jej taty, że ona jest jego córką, a moją wnuczką... I tak zamąciliśmy biedactwu w głowie, że po kąpieli (już bez ryków) i uroczystym całowaniu Piętki w piętkę, oraz odmówieniu Aniele Stróżu (po dwóch dniach u Dziadostwa powtarza płynnie, rodzicom Jej to lotto), zasnęła... Jest taka słodka, jak śpi i nie gada...
Dolecieli.
Przedtem zdążyła zdemolować moje słuchawki, a nie mam czasu jechać po nowe.
Ale co to są słuchawki wobec: kocham Cie, babciu...

Jak wychodziłam do pracy, namawiała mnie, żebym nie szła.
Ale nie płakała, jak po babci Justynie.
Widać nie zasłużyłam ;)











2 komentarze:

  1. Oj,to się działo:))) MW rozstawia po katach,ale i tak jest słodką i kochaną dziewczynką:)
    Fajnie,że miałaś i czas sam na sam z Pierworodnym i potem jeszcze razem z MW. Dobre dni!

    OdpowiedzUsuń
  2. MW "skóra zdjęta" z ojca:)) Fajnie spędziliście czas!
    Jestem pod wrażeniem tych kwiatów!

    OdpowiedzUsuń