wtorek, 14 maja 2013

Nie mam pomysłu na tytuł ;)

Urwałam się z pracy o 16, bo i tak ostatnie dwie godziny siedziałam bez roboty. Jestem pełna podziwu dla siebie, bo... No ba :) Ogarnęłam nieogarnięte, choć wszyscy obawiali się, że się nie da. Nie znają Starej Jędzy z tej strony, a nie będę się już chwalić, że jeszcze mogę neta pociągnąć, bo po co?? Tresura z Auschwitz naumiała mnie, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. I dlatego do wice posłałam grzecznego emilka, że bardzo proszę o oddawanie doszlifowanych diamentów, bo nie mam mocy przerobowych :) Kompletnie olał swoją robotę i podesłał mi chałę. Bez przesadyzmu, please...

W domu o 18 usiadłam na stołeczku w przedpokoju, bo dość mam już tłumaczenia, że domofonu nie słyszę i zaczęłam grać w kulki, ale się nie nagrałam, bo gość od okien wpadł o 18.15. Miły, strasznie podobny do Królikowskiego, co w Ranczu gra. Obmierzył, pogawędził i poleciał. Ledwo się mieścił między badylami w kuchni, prawie tak wysoki jak Baran (ten by już do kuchni nie wlazł), na moje przeprosiny, że to nie mieszkanie dla wysokich ludzi, tylko dla takich mikrych, jak ja odrzekł, że jestem słusznego wzrostu. Biedak, nie wiedział, że mi moje 160 cm zupełnie wystarcza do szczęścia. Zadowolona jestem, bo nie straciłam dwóch godzin na czekanie, pisał, że będzie między 18 a 20.

Kolejny etap z głowy.

I muszę się umówić z Dziewczyną Inżyniera, bo przywiozła Baranowy naparstek z Dublina, ale obie w tym tygodniu jesteśmy zalatane...

Dzień za dniem i coraz bliżej remontu..

Media ekscytują się Angeliną Jolie, która poddała się mastektomii, bo jest nosicielką genu  BRCA1. Ze Słonkiem kiedyś o tym rozmawiałyśmy przy okazji artykułu na ten temat w Auschwitz i obie doszłyśmy do wniosku, że lepiej nie badać genów i nie musieć podejmować takich decyzji. Ja akurat nie mam już dylematu, może jak na Starą Jędzę nie jestem stara, ale... Nie, nie zdecydowałabym się na taki krok. Już nie teraz. Zresztą przy naszej służbie zdrowia to jest  abstrakcja, nie badanie :D  Nie mówiąc już o całej reszcie.  Mam w bliskiej rodzinie przypadek raka sutka, ale...
I wkurzają mnie komentarze na portalach katolickich, że to przez antykoncepcję i niekarmienie piersią, że zapobiega temu rodzenie dzieci. Gówno prawda. Umierają też matki wielu dzieci, karmiące piersią. Zbrodnią dla mnie jest każdy fanatyzm. Jak nie karmię piersią to jestem wyrodna?? Moja Mama nie mogła i ja też nie. Nie, że nie chciałam. Nie mogłam. Mając do wyboru zagłodzenie dziecka i butelkę, wybrałam butelkę. Jestem przez to gorsza i niegodna miana matki??  Znam osoby, które nie karmiły, bo się bały deformacji cycków. Nie oceniam, ich życie, ich cycki, ich zmartwienie.
Każdy wybiera swoją drogę...

5 komentarzy:

  1. a tam,sralis mazgalis z tym dlaczego się choruje, jeden choruje inny nie ,ruletka życiowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, Doro :) Stastycznie, biorąc rodzinę na tapetę, od dawna jestem szkieletem. A tu zonk i idę po ulicy ruszając moją kubańska dupą w takt "The green eyes, yeah the spotlight, shines upon you And how could, anybody, deny you..."

      Usuń
  2. o to pan od okien fajowski !!! mię się podoba ten Królikowski i ten drugi takoż :-)
    co do cycków też jestem w grupie podwyższonego ryzyka ale nie zamierzam świrować

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzydzieści lat temu było się młodszym i inaczej podchodziło do życia. Miałam małe dzieci i nie bałam się sprawdzać "cycków", i wyczaiłam takie małe gówno co nie bolało. W ciągu miesiąca byłam po operacji , pierś ocalona. W mojej rodzinie nikt nie miał takich problemów. Najbardziej bałam się narkozy- czy się obudzę. Teraz chyba bałabym się, bo jak jest w służbie zdrowia każdy wie. Wykończyło by mnie oczekiwanie na specjalistów bo terminy są odległe. Dzieciaki odchowane , jestem babcią i emerytką.Twierdzę że choroba nie wybiera, prawdziwie pisze Dora -
    to jest ruletka życiowa.

    OdpowiedzUsuń