niedziela, 26 maja 2013

Dzień Matki

Hmm... Nauczyłam się już nie wściekać, bo nie warto. Inżynier zameldował się bladym świtem jak na niego, bo o  10, co doceniam. Kartkę wysłał, ale nie doszła. Też doceniam. Pomarudziłam na Barana i za chwilę zonk - pamiętał, wysłał SMS, no zapracowany biedak jest, więc odszczekuję. A Pierworodny też SMS załatwił, ale późnym popołudniem. Zakładam, że był w pracy i dopiero wstał. Nie zaprosił na Skype'a, a ja się nie pchałam, bo... nie :)
Przesiedziałam niedzielę w piżamce i kocku, ciepło zrobiło mi się, jak założyłam z powrotem zakopiańskie kapcie. Nie grzeją już, a za oknem 9 stopni w porywach i piździ.

I myślałam o mojej Mamie. Jak niewiele się mogłam Nią nacieszyć.
Wciąż mi jej brak i tak już chyba do śmierci zostanie.


2 komentarze:

  1. mój Kuba mimo że miał mnie na wyciągniecie ręki w domu od rana życzenia złożył mi o 19:30 bo...chciał jakoś oryginalnie ale nic nie wymyślił więc przyszedł z ptasim wieczorem
    ja do swojej pojechałam ,kwiatki świeże wstawiłam i zapaliłam światełka od mnie i od sis i też mi ciężko i czasem nie mogę zrozumieć jak matki z córkami nie mogą się dogadać
    u nas dziś też było dość zimno ale po południu słonko świeciło :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pamiętali,a sposób jaki by nie był liczy się!

    Ja do swojej mamy też zadzwoniłam, (to dopiero numer,no nie) bo mimo,że mieszkamy w jednym mieście,rzut beretem to spotykamy sie sporadycznie,z wielu powodów.A najprostszy jest taki,że nie ma między nami więzi matka-córka i nigdy jej nie będzie,próbowałyśmy,nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń