niedziela, 21 kwietnia 2013

Inwalida

Nie zakleiłam wczoraj pięty plastrem i okropnie obtarłam sobie prawą nogę. Prawie do kości :| Obudziłam się rano z bólem, i choć pocieszałam się, że jak boli, to jeszcze nie umarłam, okazało się, że butów nie założę... Z kijków więc nici, przynajmniej dopóki nie kupię sobie nowych, bo to właśnie kijkowe mi tak nogę rozwaliły, na pięcie wytarła się poszewka, czego nie zauważyłam. A nie chcę chodzić w zwykłych butach, bo dosyć mam kłopotów. Tym razem chyba nie kupię markowych, ale muszą być wygodne.
Takim cudem więc, żeby w domu nie gnić pojechałam ze świeczuszką, tradycyjnie do wujka, a następnie przeleciałam się.

I czołgi jechały, ale zanim wyciągnęłam aparat z torebki i z futerału, to już do Berlina pewnie dojeżdżały. Trudno. Dni Ułana dziś obchodzono w Poznaniu, ale się nie załapałam, a na Cytadelę nie chciało mi się wlec, bo nie wiedziałam, ile noga wytrzyma. W mieście mogę wsiąść do bimby byle jakiej, a na Cytadeli wszędzie z buta trzeba. No nic...

Wiochę opanowały...






Leżą na środku chodnika i nawet nie podfruną, jak ktoś przechodzi.  Jak ja ich nie cierpię i nie boję się żadnego TOZ... I żadnych miłośniczek zwierzątek :D


A wiosna zrobiła się już wiosenna, niebo wypucowane...


Tylko w Alejach Marcinkowskiego wciąż zwiędłe liście na drzewach są i ani śladu pąków!!! Wiał dziś wiatr i momentami szłam w liściowej zadymce.
Jeden koniec Alei zamyka


 takie cuś, a drugiego strzeże Golem i fontanna z delfinkami






a na cembrowinie warują

w morzu tulipanów, ale jeszcze nie zakwitnęły...


Znad dachu Muzeum Narodowego straszy wieża Zamku Gargamela...







A pieścichłopy rosną na zaliścionym trawniku...





Poszłabym tam na obiad, ale... nie mam z kim, a sama nie lubię :(

 I po drodze zauroczył mnie ten dach, wygląda jak twarz, nieprawdaż?? Jak przymrużone oczy...


Tyle słonca w całym mieście.

I kolejna knajpka, do której chętnie bym wlazła :( Jeszcze jedna jest na Świętym Marcinie, ale tam mnie dziś nie zaniosło.

A juterko od rana latanie: pitu-pitu i PKO.

Pora się ogarnąć :D :)











13 komentarzy:

  1. do tej drugiej też chętnie bym poszła !!!
    jak uzbieram na bilet a Ty jeszcze nie będziesz w oku remontowego cyklonu to przyjeżdżam !!!! zawsze chciałam do japońskiej knajpy iść i jeszcze gdzieś na greckie żarcie bo pekińskie to pewnie podobnie jak chińskie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jak będę w remontowym amoku, przyjeżdżaj :D Nie wiem, czy grecka knajpka jest w mojej wiosce, poszukam.
      A chińskie najlepsze w Stevenage, płacisz raz i możesz jeść ile chcesz. Nakładasz sobie sama i jesz, jesz, jesz... :) Nie pamiętam, ile Inżynier płacił, ale można było jeść i pęc ;)

      Usuń
  2. Ja byłam w takiej u Niemców, włąsnie na tzw.szwedzkim stole w porze lunchu,
    ale mi nie smakowało,sama smażenina z głębokiego tłuszczu , sushi, sos sojowy,którego nie cierpię i jakieś zupy takie z kaczki czy czeguś tam.Nie, ta kuchnia zdecydowanie nie dla mnie.Za to deserki były ok.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez wątpienia dogadałabyś się z Klarą, ona też w różnych przedmiotach/budynkach/drzewach widzi twarze, postaci itd.:)
    Jeść też nie lubię sama. Byłam ostatnio sama na obiedzie-musiałam umierałam z głodu a czekała mnie jeszcze konferencja a do domu daleko- i głupio się czułam samotna przy stoliku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że Klara to pokrewna dusza :)
      A wyobrażasz sobie sama iść na piwo?? :)
      Może jekbym mlodsza była, ale tak?? Stara raszpla sama w barze :):):):)

      Usuń
  4. Chińskie żarcie znam mamy tu w około kilka knajp ale do takiej jak mówisz to z Paskudem bym mogła iść on to potrafi pożreć :D ( a jak jeszcze mógłby każdego dania posmakować to hmmm )
    ja zdecydowanie do tej japońskiej no chyba że znajdziesz grecką :-) a z żarciem arabskim kiedyś byliśmy przy Malcie
    no dobra to przestaję chlać i odkładam na przyjazd hihihihihi

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest chińskie żarcie i chinskie żarcie... :) A to różnica jest. To, co byłaś na Malcie, to garkuchnia jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale dlaczego zakładasz że tylko w tym jednym miejscu mają CHIŃSKIE żarcie ? i u nas potrafią gotować po chińsku ba nawet robią to sami skośnoocy zapewniam Cię ;-) a na Malcie była arabska knajpa i smakowała arabsko podana była w specjalnych miseczkach więc raczej to żadna garkuchnia nie była może teraz jest bo my byliśmy już sporo lat temu

      Usuń
    2. Nie neguję, ale... OK, może obadamy osobiście?? Indyjską restaurację dziś odkryłam, a greckich ponoc też nie brakuje... :)
      Tyle że ja mam dziwne doświadczenie i china box nie zawsze jest china box. Ale nie będę się kłociła :)

      Usuń
  6. W ekstremalnych sytuacjach /jakby co / to sprawdzają się klapki.Pięta ocalona do czasu zagojenia.Życzę zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję, babciu Aniu, ale w klapkach trudno nordic walking uprawiać, złamanie nogi murowane :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie proponowałam klapek na latanie z kijami ale na bezbolesne np. pójście do sklepu po chlebuś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babciu Aniu, ale dowcip polega na tym, że mi zależy na lataniu ;) Chlebuś mogę sama w domu upiec :D :)

      Usuń