Nie zakleiłam wczoraj pięty plastrem i okropnie obtarłam sobie prawą nogę. Prawie do kości :| Obudziłam się rano z bólem, i choć pocieszałam się, że jak boli, to jeszcze nie umarłam, okazało się, że butów nie założę... Z kijków więc nici, przynajmniej dopóki nie kupię sobie nowych, bo to właśnie kijkowe mi tak nogę rozwaliły, na pięcie wytarła się poszewka, czego nie zauważyłam. A nie chcę chodzić w zwykłych butach, bo dosyć mam kłopotów. Tym razem chyba nie kupię markowych, ale muszą być wygodne.
Takim cudem więc, żeby w domu nie gnić pojechałam ze świeczuszką, tradycyjnie do wujka, a następnie przeleciałam się.
I czołgi jechały, ale zanim wyciągnęłam aparat z torebki i z futerału, to już do Berlina pewnie dojeżdżały. Trudno. Dni Ułana dziś obchodzono w Poznaniu, ale się nie załapałam, a na Cytadelę nie chciało mi się wlec, bo nie wiedziałam, ile noga wytrzyma. W mieście mogę wsiąść do bimby byle jakiej, a na Cytadeli wszędzie z buta trzeba. No nic...
Wiochę opanowały...
Leżą na środku chodnika i nawet nie podfruną, jak ktoś przechodzi. Jak ja ich nie cierpię i nie boję się żadnego TOZ... I żadnych miłośniczek zwierzątek :D
A wiosna zrobiła się już wiosenna, niebo wypucowane...
Tylko w Alejach Marcinkowskiego wciąż zwiędłe liście na drzewach są i ani śladu pąków!!! Wiał dziś wiatr i momentami szłam w liściowej zadymce.
Jeden koniec Alei zamyka
takie cuś, a drugiego strzeże Golem i fontanna z delfinkami
a na cembrowinie warują
w morzu tulipanów, ale jeszcze nie zakwitnęły...
Znad dachu Muzeum Narodowego straszy wieża Zamku Gargamela...
A pieścichłopy rosną na zaliścionym trawniku...
Poszłabym tam na obiad, ale... nie mam z kim, a sama nie lubię :(
I po drodze zauroczył mnie ten dach, wygląda jak twarz, nieprawdaż?? Jak przymrużone oczy...
Tyle słonca w całym mieście.
I kolejna knajpka, do której chętnie bym wlazła :( Jeszcze jedna jest na Świętym Marcinie, ale tam mnie dziś nie zaniosło.
A juterko od rana latanie: pitu-pitu i PKO.
Pora się ogarnąć :D :)












do tej drugiej też chętnie bym poszła !!!
OdpowiedzUsuńjak uzbieram na bilet a Ty jeszcze nie będziesz w oku remontowego cyklonu to przyjeżdżam !!!! zawsze chciałam do japońskiej knajpy iść i jeszcze gdzieś na greckie żarcie bo pekińskie to pewnie podobnie jak chińskie ;-)
Nawet jak będę w remontowym amoku, przyjeżdżaj :D Nie wiem, czy grecka knajpka jest w mojej wiosce, poszukam.
UsuńA chińskie najlepsze w Stevenage, płacisz raz i możesz jeść ile chcesz. Nakładasz sobie sama i jesz, jesz, jesz... :) Nie pamiętam, ile Inżynier płacił, ale można było jeść i pęc ;)
Ja byłam w takiej u Niemców, włąsnie na tzw.szwedzkim stole w porze lunchu,
OdpowiedzUsuńale mi nie smakowało,sama smażenina z głębokiego tłuszczu , sushi, sos sojowy,którego nie cierpię i jakieś zupy takie z kaczki czy czeguś tam.Nie, ta kuchnia zdecydowanie nie dla mnie.Za to deserki były ok.
Bez wątpienia dogadałabyś się z Klarą, ona też w różnych przedmiotach/budynkach/drzewach widzi twarze, postaci itd.:)
OdpowiedzUsuńJeść też nie lubię sama. Byłam ostatnio sama na obiedzie-musiałam umierałam z głodu a czekała mnie jeszcze konferencja a do domu daleko- i głupio się czułam samotna przy stoliku.
Wiedziałam, że Klara to pokrewna dusza :)
UsuńA wyobrażasz sobie sama iść na piwo?? :)
Może jekbym mlodsza była, ale tak?? Stara raszpla sama w barze :):):):)
Chińskie żarcie znam mamy tu w około kilka knajp ale do takiej jak mówisz to z Paskudem bym mogła iść on to potrafi pożreć :D ( a jak jeszcze mógłby każdego dania posmakować to hmmm )
OdpowiedzUsuńja zdecydowanie do tej japońskiej no chyba że znajdziesz grecką :-) a z żarciem arabskim kiedyś byliśmy przy Malcie
no dobra to przestaję chlać i odkładam na przyjazd hihihihihi
Jest chińskie żarcie i chinskie żarcie... :) A to różnica jest. To, co byłaś na Malcie, to garkuchnia jest :)
OdpowiedzUsuńale dlaczego zakładasz że tylko w tym jednym miejscu mają CHIŃSKIE żarcie ? i u nas potrafią gotować po chińsku ba nawet robią to sami skośnoocy zapewniam Cię ;-) a na Malcie była arabska knajpa i smakowała arabsko podana była w specjalnych miseczkach więc raczej to żadna garkuchnia nie była może teraz jest bo my byliśmy już sporo lat temu
UsuńNie neguję, ale... OK, może obadamy osobiście?? Indyjską restaurację dziś odkryłam, a greckich ponoc też nie brakuje... :)
UsuńTyle że ja mam dziwne doświadczenie i china box nie zawsze jest china box. Ale nie będę się kłociła :)
W ekstremalnych sytuacjach /jakby co / to sprawdzają się klapki.Pięta ocalona do czasu zagojenia.Życzę zdrowia.
OdpowiedzUsuńDziękuję, babciu Aniu, ale w klapkach trudno nordic walking uprawiać, złamanie nogi murowane :D
OdpowiedzUsuńJa nie proponowałam klapek na latanie z kijami ale na bezbolesne np. pójście do sklepu po chlebuś:)
OdpowiedzUsuńBabciu Aniu, ale dowcip polega na tym, że mi zależy na lataniu ;) Chlebuś mogę sama w domu upiec :D :)
Usuń