Ponad 17 tys. kroków, 6,5 mili, 10,5 km, ponad 900 kcal. Nieźle. I coraz łatwiej mi chodzić, mimo bębna i kubańskiej dupy :D
Albo łażenie z kijkami, albo pstrykanie fotek. Jedno z drugim pogodzić się nie da, bo albo mi fotka ucieka, albo dwóch kroków spokojnie zrobić nie mogę.
Zatem
Domowe pieścichłopy z gatunku pracowych ;)
Zaczynają kwitnąć drzewa owocowe...
Nasi, dębieccy kadeci...
I mlecze też się już pokazały w całej krasie...
I jadą wozy kolorowe pociągami :)
Mam już bilet do Wrocławia. Ale kupiłam na inny pociąg, wcześniejszy, z miejscówką, bo... Pani w informacji na Głównym też nie miała zielonego pojęcia, dlaczego są dwa pociągi o 9.51... Wolałam nie wnikać dalej (informacja korzysta z programu, który mam w domu) i kupiłam na 9.37. O tej porze jedzie tylko jeden i ponad godzinę krócej, a to już coś...
Zatem jutro bladym świtem w Polskę idę. Do Umarlaków. Jestem już spakowana.





Udanej podrózy:)
OdpowiedzUsuń