wtorek, 23 kwietnia 2013

Na gorąco

Ponad 17 tys. kroków, 6,5 mili, 10,5 km, ponad 900 kcal. Nieźle. I coraz łatwiej mi chodzić, mimo bębna i kubańskiej dupy :D

Albo łażenie z kijkami, albo pstrykanie fotek. Jedno z drugim pogodzić się nie da, bo albo mi fotka ucieka, albo dwóch kroków spokojnie zrobić nie mogę.

Zatem


Domowe pieścichłopy z gatunku pracowych ;)

Zaczynają kwitnąć drzewa owocowe...


Nasi, dębieccy kadeci...







I mlecze też się już pokazały w całej krasie...






I jadą wozy kolorowe pociągami :)

Mam już bilet do Wrocławia. Ale kupiłam na inny pociąg, wcześniejszy, z miejscówką, bo... Pani w informacji na Głównym też nie miała zielonego pojęcia, dlaczego są dwa pociągi o 9.51... Wolałam nie wnikać dalej (informacja korzysta z programu, który mam w domu) i kupiłam na 9.37. O tej porze jedzie tylko jeden i ponad godzinę krócej, a to już coś...

Zatem jutro bladym świtem w Polskę idę. Do Umarlaków. Jestem już spakowana.








1 komentarz: