środa, 24 kwietnia 2013

Podróże kształcą

Nie przespałam nocy, ale to normalne i chyba mnie nie zabije.
Zdążyłam na autobus, ale wkurzył mnie kierowca, bo moją małą walizeczkę, którą nawet Wizzair przepuszcza kazał wpieprzyć do bagażnika. I dobrze mu tak, poleciała na drugi koniec i musiał włazić do luku, żeby mi ją wyciągnąć. Odmówiłam stanowczo czołgania się w luku, choć facet był albo w moim wieku, albo niewiele młodszy. Kij mu w oko, walizeczka spokojnie zmieściłaby się koło mojego siedzenia, tym bardziej, że nikt koło mnie całą drogę nie siedział.
Tym sposobem, wpakowawszy nieboraczkę do luku, ruszyliśmy w trasę. Inne autobusy miały po JEDNEJ sztuce pasażerów, nasz miał na starcie 5, w porywach więcej, ale nigdy nie był pełny. Co dziwniejsze, młodzież (gimnazjalna??? licealna??? legitymowali się legitymacjami szkolnymi) nie miała biletów miesięcznych, kupowała u kierowcy. Nie rozumiem tego, przecież miesięczny wychodzi taniej!!! Możliwe, że jeżdżą do szkoły, jak mają kasę, bo niektórzy odliczali naprawdę grosikami należność za bilet. Biedowałam, ale miesięczny miałam zawsze. Inne czasy. I tak stawaliśmy co kawałek, dwie osoby wsiadały, trzy wysiadały, kierowca sprzedawał bilety zmieniając okulary i starając się odcyfrować niewidoczne pieczątki, droga wąska tak, że dwa samochody osobowe nie mogły się spokojnie wyminąć, a jechały TIR-y też, bo przecież most w Nowym Mieście padł... Dziura na dziurze, dziurą poganiała... Ojapierdolę, mój kręgosłup dziś nie jest moim kręgosłupem, kijkom powiedziałam stanowcze nie, bo... chcę żyć, mimo wszystko.
Pierwszy postój 15 minut w Śremie... Następny prawie pół godziny w Borku, gdzie zwyczajowo wleciałam do tamtejszej piekarni, ale że nie miałam ze sobą żadnych materiałów żrących, skończyło się na rurce z kremem i połowie chleba z boczkiem. Rurka mistrzostwo świata, a chleb (skubnięty) ciepły OK, ale już w domu - wata, tylko boczek dalej wart grzechu. Dlatego zeżarłam cały, zamiast obiadu :D
Dotarłam do K. i w pośpiechu lecę na cmentarz, zanim nie uświadomiłam sobie, że mam 2,5 godziny, a obiadu nie zjem w K., bo za wcześnie.
Przywitałam się grzecznie z Umarlakami, sprzątnęłam im - ktoś wyniósł znicze stare, ale i tak wielka plastikowa torba i dwa wiechcie stare się uzbierały, a jak odchodziłam, Umarlaki miały tak:







Dostali takie same bukiety, żeby się nie tłukli. I żadnych cudów wianków, choć kusiło mnie, żeby donice z bratkami (żywymi) kupić, ale kto to będzie sprzątał?? U obu Cioci mężów były kwiaty, ale posprzątane po łebkach, jednak odpuściłam sobie, bo ktoś za to kasę bierze, a ja sprzątam za jeden uśmiech. Sił już nie staje.
Z pełnym już pęcherzem poleciałam na Statoil, błogosławiąc tę firmę :D Wszak była już 11.30, a ja od 5.15 nie sikałam... :) Zjadłam hot doga i wypiłam pół kawy (drugie pół wylałam za krzaki), bo jak wiadomo, kawa moczopędna jest, a ja miałam jeszcze daleką drogę do domu... K. to takie fajne miasto, że WC w nim nie ma. Na żadnym dworcu. Dworce zaś (PKP i PKS) to pustynie, gdzie NIE MA kas, nie ma pasażerów (poza przybłędami jak ja) i nie ma życia... A kiedyś tu tętniło i ludzie się w pociągach nie mieścili i w autobusach. A dziś




Stoją na placu, ale po co?? Nie wiadomo. Ani drgną.
W parku obok PKS powitały mnie, już kwitnące





Zimno było, a ubrałam się po poznańsku, znaczy letnio. Zmarzła mi dupa i nie tylko, mimo sadła przyległości też mi zmarzły. Trudno...
Wracałam z tym samym kierowcą, tym samym autobusem. Autobusu nie było nawet na tablicy, ale z baraku wypełz dyspozytor i powiedział, że Internet nie kłamie, że bus jedzie...
No to pojechaliśmy i robiłam fotki, aż bateria padła. Fotki są zaszybowe, więc są, jakie są i nie wszystko złapałam, co chciałam :D




Świat za miastem...

W lasach siedziały na ścieżkach prostytutki, Nie udało mi się żadnej sfotografować, ale może to i lepiej. Biedne dziewczyny. Moja Mama mówiła, że to nie zawód, a powołanie. I chyba coś w tym jest, bo - nie wyobrażam sobie takiej pracy. Wolałabym ulice zamiatać. Wiem, wiem, żaden ze mnie towar i za młodu też by nikt na mnie nie poleciał, ale... Wszystko rozumiem: oko za oko, ząb za ząb, ale dupa za pieniądze?? Nie ogarniam :D Dupa za dupę to rozumiem :D




Zboczenie zawodowe też mnie na trasie dopadło. Jeden byk jak dąb, inne widzę tylko ja :D





Traktory czynią wiosnę :D :)





I krówki się już wykopały spod zasp śniegowych... Koniki też były, ale focia się nie udała...






I te iwy. Zawsze mnie za serce chwytają...

Sporo było też domów chylących się do upadku, zrujnowanych (bateria mi już padała).


 W Pogorzeli inwalidom pokazano dosadnie, gdzie ich miejsce ;)





Wszędzie malowano, pucowano, odświeżano...






Tu góra piachu i kamieni. I przypomniało mi się, jak kiedyś jechałam z Inżynierem jesienią, a ten, miejskie dziecko, na widok kopcy buraków cukrowych zapytał: po co oni te kamienie zbierają??




A to mój ulubiony etap podróży. Galeria domowa Czesława Ptaka. Marzę, by kiedyś tam pojechać, ale zatrzymać się i obejrzeć jego rzeźby... Dla takich chwil brakuje mi samochodu...

Uliczki w wielkopolskich miasteczkach są tak wąskie, że moja kubańska dupa by się na chodniku nie zmieściła. A z okien pojazdów można swobodnie zaglądać do okien mieszkańców. Nic dziwnego, że wieszają gęste firanki...

I znów Borek Wielkopolski, ten od kultowej cukierni. Miasteczko powstało w 1392 roku... Lata lecą :D






Wąskotorówka. Wspomnienie świetności.

 W obie strony pobolewała mnie głowa. Raz, że kierowca obficie skropiony był Przemysławką czy inną kolońską, co aż wierciła w nosie, a na trasie w okolicach Borku do samego K. woniało... a jakże... gnojówką. Lubię zapach gnojówki o poranku, ale bez przesady. W połączeniu z kolońską mój zmysł powonienia mówił stanowczo: NIE.... Ulgę poczułam w mojej wiosce... Koło Dębiny pachniało... świeżo skoszoną trawą :D :) Kocham moją wioskę, za te, jak mówił Inżynier, asfaltowe zapachy...
 Składowisko opon, a naprzeciwko niego na łące, w samym centrum spalin, bo skrzyżowanie stoją...




... ule. Ponoć polski miód jest the best. No ja myślę, opony plus spaliny, miodzio :)


W lasach kwitły łany zawilców, wiem, że na fotce nie widać, ale to były biało-żólte kobierce...
Sławetne zakłady mięsne Mroza... Tak wygląda mur, co roku go mniej...
Dolsk






 A potem już typowe wielkopolskie krajobrazy i Dolsk, gdzie byłam jako dziecko na koloniach. Absolutnie nic nie pamiętam, ale... Jako że wszędzie reklamuje się, jako miejscowość agroturystyczna, kto wie, może się skuszę?? Byleby Internet mieli :D
Wielkopolska jest piękna. I czuję, że do Kórnika skoczę w długi weekend, bo magnolie, a kasa o której chłop nie wie przesuwa się z przyczyn ode mnie niezależnych.
Ale na razie przede mną bajka o Starej Jędzy i Krasnoludkach...



6 komentarzy:

  1. Ruda,ale ty fajna jesteś,że tak tych swoich Umarlaków odwiedzasz,choć dojechać trzeba,szacun.
    No i fajne foty zrobiłas,czysta szyba była w tym autobusie ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, Doro, dziękuję, ale bez przesadyzmu... W końcu to moje życie i ludzie, którzy kochali mnie bezwarunkowo. Może jeszcze moje dzieci tak mają, ale to wszystko, co mi zostało. I to nie dlatego, że z rodziną dobrze się wychodzi na fotografii - nie mam już rodziny, nie licząc dalekiej, która jak coś potrzebuje, to mnie zna, a na co dzień nie za bardzo.
    We Wrocławiu jest ostatnia osoba, która pamięta mnie jako dziecko i jak dziecko wciąż traktuje. Tam czuję dom. I dlatego tam jadę, choć Ciocię widziałam może 4 razy w życiu, bliższy kontakt z nią miałam przez miesiąc, jak byłam na praktykach zawodowych, ale wtedy nie była jeszcze moja oficjalną Ciocią... Fajne scenariusze pisze życie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam takich Umarlaków lekko oddalonych, bo jestem zmotoryzowana to wydaje mi się, że bliżej do nich mam.
    Kiedyś jak jeszcze prawka było brak na stanie, to PKS-em z jedna przesiadką i przerwą godzinną, powrót taka sama historia,
    ale nie odczuwałam żadnych niedogodności.
    Po prostu mam jakieś do nich uczucia i nie ma przeszkód żeby do nich pojechać, wydaje mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jollajar, ale ja już wiekowa jestem i jako że mam nadciśnienie, to po umyciu dwóch grobów i wyrwaniu wokół nich chwastów wyglądam przez pół dnia jak upiór w operze ;) A jeszcze jak do tego jest gorąco, robi mi się słabo. Nie chodzi o jeżdżenie, ale o to, że sił coraz mniej do pielęgnowania, tym bardziej, że wszystko na czas i denerwuję się, czy zdążę, bo komunikacja jest jaka jest. Jadę z walizką, bo tacham: miskę, wodę, grabie i inne akcesoria... Do pompy na cmentarzu mam pól km w obie strony, bo cmentarz duży, a jeszcze wynieść na śmietnik :D Z walizką między grobami... Łatwiej było, jak dzieci ze mną jechały, ale to już przeszłość i dlatego tak kwękam, że sił nie stać :D Ale sie rozpisałam :D

      Usuń
    2. chodzi mi o to, że tyle trudności i tego wszystkiego razem, a jednak się jeździ żeby uprzątnąć i pobyć z nimi, jakby ich nie było, bo sentyment itp.

      Usuń
  4. No właśnie, im niby wszystko jedno, ja tak myślę, ale to jest potrzebne nam, żywym. Ja sobie w ten sposób ładuję akumulatorki...

    OdpowiedzUsuń