poniedziałek, 31 marca 2014

Jako że

Inżynier w swoim czasie ma zamiar pracować jako James Bond, okazuje się, że nasza biurokracja to jest pikuś w porównaniu z biurokracją angielską. W formularzach musi podać UWAGA, UWAGA, dane personalne dziadków z obu stron.
I tu się zaczynają schody, bo... ja nie notowałam, a nie mam pamięci do dat. Więc nie pamiętam na przykład daty śmierci mojego ojca. Datę urodzin pamiętam, bo urodził się 13. W Czarnym Sadzie. To trzeba mieć w życiu przerąbane, trzynastego i w takim miejscu.... Ale gdzie jest Jego akt urodzenia, w jakim USC?? Czort wie, urodził się w 1930 r. Pewnie gdzieś w papierach mam akt zgonu, to dotrę do tego, ale...
No właśnie, nie znam zupełnie daty ani urodzin, ani zgonu teścia, bo po prostu nie utrzymywaliśmy kontaktów w ogóle!!!
Teściową znalazłam (rok urodzin pamiętałam i że początek kwietnia, ale data zgonu - zabij, że na jesieni...) dzięki genialnemu programowi, który rejstruje groby w Poznaniu. Więc mam i datę urodzin i zgonu.
Ale teść? Pochowali go ze względów oszczędnościowych w Mosinie, no a tamtejszy cmentarz nie ma rejestru.
W sumie przyznam się bez bicia, że po tylu latach nie pamiętam dokładnie daty urodzin własnego męża. Miesiąc i rok tak, ale dzień? 30 czy 31?? Nie wiem.
Znów kopanie w papierach :D
Ale to wszystko pikuś.
Musi podać ATTENTION, WNIMANIJE, ACHTUNG daty ślubu dziadków. I to dopiero jest zagwozdka, bo... w pierwszej chwili krzyknęłam triumfalnie, że z moim rodzicami to żaden problem, bo brali ślub 1 kwietnia 1953 roku. A po chwili: wywaliłam wszystkie telegramy w czasie remontu i teraz nie jestem pewna. 1953 czy 1954. Inżynier z troską w głosie: pewnie mama też jest wcześniakiem.  Pierworodny urodził się 7 miesięcy po ślubie i nie dał sobie wytłumaczyć, że był jak najbardziej planowaną i kochaną wpadką, jest wcześniakiem i koniec kropka. Tej wersji się trzymajmy :0 Niestety, w moim przypadku teza o wcześniaku nie działa, bo podejrzewając lata całe, że jestem adoptowana, przeryłam wszystkie możliwe papiery i wersje... Zatem 1953. W nocy budzę się i w głowie dzwoneczek: jak to, czy to był ślub cywilny w tym dniu? Bo w 1953 r. nie było ślubów konkordatowych, ale... mama zawsze mówiła: 1 kwietnia, telegramy też miały tę datę, ale przecież cywilny był z musu, liczył się kościelny. No i dupa, bo śladu cywilnego nigdzie nie ma, ani jednej wzmianki, wzdechu, zdjęcia. Wtedy jednak nie trzaskano zdjęć tak jak dziś... Przewracałam się z boku na bok do rana...
Odpaliłam kompa i znalazłam wiele stron.
I emilka do USC w R. Ale w sumie nie wiem, gdzie moi rodzice brali ślub, bo mama mieszkała i pracowała w R., ojciec tam mieszkał, ale dziadek od mamy mieszkał w K.
Gdzie, kurde, brali ślub???
Napisałam emilka do USC, ale odpowiedzi nie ma, milczą jak zaklęci. Być może, że tak jak w przychodni: "maila mają, ale nie odbierają". Ponieważ się nie pali, poczekam, a potem wyślę list. Prościej zadzwonić, ale... No właśnie, ja i dzwonienie.
A teściowie?? Ojapierolę. Mało, że nawet rok podam metodą chybił trafił, to nie mam zielonego pojęcia, gdzie brali ślub!!! Teściowa opowiadała, że jej ojciec był przeciwny małżeństwu, odwodził ją do końca, w drodze był najstarszy szwagier i była wojna, zatem 1944 r.
I co ja mam z tym fantem zrobić?
Są biura, które znajdują takie dane, ale liczą sobie jak za zboże.
Kasy nie mam, Inżyniera kasy szkoda, zatem mam czas i poświęcę go na odtwarzanie tego wszystkiego.
Jak ulotna jest ludzka pamięć.
Jak szybko wszystko znika.
Nie żyje już nikt, kto pamiętałby datę ślubu moich rodziców.
A ja sama nie przywiązywałam do tego wagi, gdyż o dacie swojego ślubu notorycznie zapominam i przypomina mi się, że znów kolejny rok stuknął zazwyczaj parę dni po terminie.
Nie celebrowaliśmy nigdy dat, pierwszej randki, ślubu, takich pierdoł.
Zawsze żyłam dniem dzisiejszym i chwilami zapierającymi dech, ale celebrować daty?
Nie.
No i masz, okazało się, że błąd.
Wielki błąd.
Zatem zaczynamy śledztwo i odtwarzanie historii...
A wszystko przez Angoli i Inżyniera w roli Jamesa Bonda :)
To będzie najlepszy James Bond wszech czasów.
Prawda, Baranie? :)

A jutro jadę do Umarlaków. Dostaną pinkowe badyle i będą mieli porządek. A co, to że nie pamiętam dat, nie znaczy, że mi ich nie brakuje. Jak cholera mi ich brakuje... 

7 komentarzy:

  1. Ojacieżpierdzielę, na cholere komu takie dane. Powariowali.
    Slub cywilny ważniejszy ,więc w papierach w archiwum USC powinien gdzieś być,do odszukania,ale jak piszesz, sporo szaczu,szukania,drązenia.
    ja tez takich danych o swoich przodkach nie wiem.Daty mam z grobów, (ojca ostatnio jak malowalam tabliczke to tylko lata wpisałam,ale mam gdzies zapisane),no a daty slubów dziadków, zupełnie nie znam i nikt by nie wiedział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako ,ze wychowywałam sie jak wychowywałam,to mi nikogo nie brakuje,odcieta pepowina tak dawno. Tylko trochę mi kontaktów z Babcią żal, ostatnie lata przeżyła w zlych warunkach mieszkając niemal w melinie, w końcu Ją ciotka zabrała do siebie,ale tam szybko złapała ja demencja i zmarła w domu opieki po za Kłodzkiem :(
    Każde spotkanie z nią było dla mnie wielkim bólem, nie mogłam , nie umiałam pomóc, uciekałam od tego, ale myślę , że pokutę odbyłam opieką przy tesciu, Ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuje mi wszystkich i nie odpokutuję nigdy moich życiowych decyzji. Na tamtym brzegu dostanę plaskacza od Mamy tak, że się girami nakryję, z drugiej strony dostanę od Cioci, jak tylko wstanę. Teściowa swoje dołoży. Mają rację, nie zaprzeczam. I nikt mnie na piwo nie zaprosi... Ale nie żałuję swoich decyzji, bo to moje życie i ja je muszę przeżyć. Po swojemu. Choć wiem, że źle...

      Usuń
  3. Ja ten problem miałam w zeszłym roku, bo wnuczek jest już brytyjczykiem / potrzebne były dane do metryki urodzenia/ a w tym roku apiać z powrotem bo potrzebne były dane do paszportu dla Brzdąca:) i faktycznie musiałam grzebać w pamięci , odwoływać się do aktów zgonu i dzwonić do rodzeństwa o "wrażliwe dane". Też zgłupieliśmy jak musieliśmy podawać dane nawet prapradziadków Brzdąca / moich i męża dziadków podaliśmy tylko imiona i nazwiska bo nasi dziadkowie urodzeni byli w latach 1800 coś tam, coś tam i to wystarczyło/, a w jednym przypadku dot. daty ślubu mieliśmy ułatwienie bo jedni pradziadkowie Brzdąca nie mieli ślubu . Takie zadanie detektywistyczne dla nas dziadków dla wnuka "wyspiarza" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, babciu Aniu, a gdzie znalazłaś akty ślubu?? Pradziadków też trzeba??? Ojapierdolę, ale... pradziadków moich gdzieś mam, mam drzewo rozpisane, też lata 1800, więc spoko, ale pradziadków Eksa to ni chuchu, bo znam tylko imię i nazwisko dziadków, a nie utrzymuję kontaktów z rodziną :D

      Usuń
  4. Ja podawałam synowi dane o które prosił, bo miał formularz przed sobą a rozmawialiśmy przez telefon. Gdyby miał źle podane dane moich dziadków a wnuka prapradziadków to chyba nie dostałby paszportu. Podalismy tylko nazwisko i imię i że urodzili się przed rokiem 1900.Oraz rok ślubu moich rodziców na zasadzie, że to był rok 1950 - chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jest tak źle :) Dziękuję, ale będę dalej drążyć :)

      Usuń