pokazała, co potrafi, znakiem tego niedzielę spędziłam w piernatach, tfuj, plackiem na fotelu lub na krześle. Na zmianę. Co rusz tylko tuptałam do kuchni, nie, nie po żarełko, ale żeby zobaczyć, czy ciepło znów wróciło.
Ale nie, zawzięło się i nie.
Wieczorem bolały mnie wszystkie kosteczki, co do jednej, no ale wiadomo, jak w moim wieku nic nie boli, to czlowiek trup. Ale tak cholernie bolały mnie ostatnio we wczesnej kredzie, gdy razem z dinozaurami na uczelnię uczęszczałam. No nic. Spać poszłam. Budzę się rano i co???? Nie boli mnie nic, nie ze nie bolą mnie kosteczki, ale nie boli mnie nic (bo to rano zawsze coś kłuje i strzyka). O, pomyślałam sobie, jeśli tak wygląda ta lepsza strona, to super, chociaż żal, że Baranowych urodzin nie doczekałam, ale trudno. On wie, że o nim pamiętałam, więc nie będzie mu przykro. Przeciągnęłam się więc rozkosznie, i ciesząc się nowym życiem chciałam rączo wyskoczyć z łóżeczka i co?? W kolanie mi trzasnęło, że ojapierdolę, i okazało się, że jestem na starych śmieciach, a za oknem leje jak w UK tej zimy.
No, świństwo.
Nie umarłam, żyję i na dokładkę nie mogę się zawinąć w koc, bo... nie mam chleba, nie mam drożdży, więc chleba upiec nie mogę, a co najgorsze, zeżarłam wszystkie pomidory :D Więc chciał nie chciał, polazłam na Manhattan.
No i do lekarza musiałam dziś iść, Sikora by mnie zatłukla, jakbym nie poszła :) A że ostatnio ciśnienie mam że ojapierdolę, mimo łykania piguł, to zmierzyłam sobie ciśnienie i z pieśnią na ustach pojechałam do kardiologa.
Pani doktor była rozczarowana, bo zamiast radośnie krzyknąć, że wszystko OK i nie wiem, po co przylazłam, zaczęłam kwękać, jak rasowy pacjent, że mam ciśnienie niestabilne, że wysokie i takie cuda niewidy tamtarararara... Pani doktor kazała mi się do rosołu rozebrać, w płuckach nic nie znalazła, EKG też wzorcowe, a na koniec mierzy mi ciśnienie i... mam 120 na 80 :) Zatkało mnie, bo mam nadciśnienie białego fartucha, a tu taka niespodziewajka. Zaczęłam pocieszać panią doktor, że pewno mi się aparat rozkalibrował, ale spojrzała na mnie spode łba i rzekła: całodzienny pomiar ciśnienia. O nie, nie, tylko nie szpital... Okazało się jednak, że nie wezmą mnie na szpitalny garnuszek, ale dostanę holtera do domu i będą mnie całą dobę monitorować. Tylko muszę 4 paluszki dać, bo tego służba zdrowia nie zapewnia.
I to na gwałt mnie chcieli badać, zaraz na poczatku kwietnia, ale odmówiłam stanowczo i tym sposobem badanie będzie w poświąteczny wtorek. Zatem jak coś będzie pikać głośno, znaczy, że mi się pompuje :)
A Baranowi dziś dali uroczyście karteczkę, że jest Brytolem :) Nie zapytałam, czy mogę wstawić fotkę, ale co tam :) Gratulacje :* Fajny prezent urodzinowy dostałeś :*
Najwyżej usunę, jak będzie na mnie pyskował :) Ochrona danych osobowych jest, a różki dorysowałam, bo co to za Baran bez rogów :)
Nie złość się :)
Sto lat!!
Do północy posiedzę, ale tylko do polskiej, bo mi się potem więcej zmarszczek zrobi ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz